Nadszedł czas, żeby udowodnić naszą chęć przyczynienia się do realnych zmian w Polsce. Jeśli nie podoba ci się w jaki sposób jest sprawowana władza w naszym kraju, to właśnie teraz możesz dać temu wyraz! Zebranie 100 tysięcy podpisów będzie pierwszym wyraźnym sygnałem, że liczba osób pragnących powrotu do normalności jest coraz większa. Pomóż! Każdy głos się liczy!

httpv://www.youtube.com/watch?v=pAzDmhbQB2g

Formularz do zbierania podpisów można pobrać stąd:

FORMULARZ NA PODPISY JANUSZ KORWIN-MIKKE (PDF)

Do wyświetlenia dokumentu potrzebny jest program Adobe Reader (lub kompatybilny). Można go pobrać (za darmo) klikając na poniższy przycisk:

Formularz należy wydrukować, rozdać znajomym i prosić o wypełnienie. Już wypełnione i podpisane (nawet jeden podpis na stronie się liczy!) odsyłać na adres:

Siedziba partii WiP
ul. Podskarbińska 11A
Warszawa 03-831

Więcej informacji tutaj: Sztab JKM.

Życie nie znosi próżni. Ci którzy odchodzą robią miejsce dla nowych. W wyniku ostatnich wydarzeń owego miejsca jest więcej niż zwykle, więc i przestrzeni do zagospodarowania jest teoretycznie jakby więcej. I to boli obecnych właścicieli Polski. Dali temu wyraz na piśmie. A było to tak:

Młodzież kontra” to cotygodniowa audycja TVP Info, w której politycy odpowiadają na pytania młodzieżowych przybudówek polskich partii. Tradycyjnie obecna jest tam młodzież z UPR. Ostatnia audycja, która nadana została 11 kwietnia 2010, w dzień po wypadku prezydenckiego samolotu, miała inny niż zwykle charakter. Składała się ze wspomnień o gościach programu, którzy zginęli. Na koniec prowadzący zadał pytanie o przyszłość i po raz pierwszy i ostatni w tym odcinku udzielono głosu przedstawicielowi UPR. Oto cała wypowiedź Dobromira Sośnierza:

httpv://www.youtube.com/watch?v=wCoXe1PqzIU

Prowadzący: Jak sądzicie, jak będzie wyglądać teraz, przy takiej stracie, polska polityka?

Dobromir Sośnierz: No ja myślę, że możemy być spokojni, że polska polityka nie ulegnie żadnej radykalnej zmianie. Przez tydzień czy dwa potrwa taki festiwal hipokryzji między politykami, że będą teraz wszyscy dla siebie sztucznie mili. Po czym oczywiście wszystko wróci do dawnego tonu, wszyscy będą nawzajem skakać sobie do gardeł i wydzierać sobie nasze pieniądze. Ten system wyzysku, który jest w naszym kraju zbudowany, jest odporny na takie zawirowania, więc jedni politycy zastąpią następnych i sprawy w kraju na pewno potoczą się dotychczasowym torem.

Cały program można obejrzeć tutaj: Wydanie specjalne – ofiary katastrofy.

Wielu z nas, znających polskich polityków ma podobne odczucia. Wyraził je także prominentny działacz rządzącej PO, który z niejednej partii chleb jadł i wie o czym mówi, pan Stefan Niesiołowski:

Piotr Wesołowski: Czy zmieniliśmy się przez tydzień narodowej żałoby? Publicyści, księża, socjologowie mówią, że tak wielka tragedia może być swoistym katharsis dla społeczeństwa, także dla polityków. Mamy być lepsi, bardziej dla siebie wyrozumiali.

Stefan Niesiołowski: Ten tydzień był wyjątkowy ze względu na żałobę. Ale nic takiego jak nagła zmiana w zachowaniu polityków nie ma miejsca. I nie może mieć. Jesteśmy normalnym demokratycznym państwem. Pogląd, za którym kryje się opinia, że polscy politycy są gorsi niż w innych państwach Europy i potrzebna jest tragedia, aby stali się lepsi, jest fałszywy. To jest ukryta teza, że Polacy nie dorośli do demokracji. I jak ciągle słyszę o tym politycznym katharsis, to rozumiem, że przez jakiś czas spory polityczne będą łagodniejsze, wolne od insynuacji, haków, wątków personalnych. Ale normą jest spór polityczny, a nie żałoba.

Piotr Wesołowski: Czyli politycy nie będą się bardziej szanować, znowu pojawi się brutalny język?

Stefan Niesiołowski: Przez jakiś czas nastąpi wyciszenie, ale niebawem wszystko wróci do normalnego stanu.

Jak widać, pogląd członka UPR nie jest czymś nadzwyczajnym. Wyraził on po prostu myśli znacznej części polskiego społeczeństwa. Ale  nasi polscy hunwejbini z konkurencyjnych do Unii Polityki Realnej partii, czują pismo nosem i postanowili ostatecznie odciąć potencjalnych konkurentów do żłobu od telewizji. Wysmarowali taki, straszno-śmieszny list do władz krakowskiego ośrodka TVP (która produkuje „Młodzież kontra…”):

Pan
Jan Rojek
Dyrektor Oddziału TVP w Krakowie

Pogrążeni w smutku i powadze tych trudnych chwil, które stały się udziałem wszystkich Polaków, zwracamy się do Pana z apelem o podjęcie działań celem zachowania powagi i odpowiedniego poziomu realizowanego od lat, przez nas wspólnie, programu Młodzież kontra… czyli pod ostrzałem.

Jesteśmy oburzeni i zniesmaczeni zachowaniem grupy reprezentującej podczas ostatniego programu Sekcję Młodzieżową Unii Polityki Realnej. Nienawistne komentarze wypowiadane przez reprezentantów UPR, pełne agresji słowa skierowane do innych uczestników programu, wreszcie brak odpowiedniej dla jakże trudnej chwili powagi, zmuszają nas do wyrażenia oficjalnego protestu przeciwko dalszemu udziałowi reprezentantów UPR i Sekcji Młodzieżowej UPR w programie Młodzież kontra…

Zważywszy, że nie jest to pierwsze tego typu szokujące i naganne zachowanie ze strony reprezentantów wspomnianej organizacji czujemy się w obowiązku zwrócić do Pana z wnioskiem o stałe wykluczenie tych osób z grona uczestników programu. Podejmowane dotąd wielokrotnie przez producentów działania dyscyplinujące jak widać nie przyniosły rezultatów, a dalsze tolerowanie takich zachowań nie jest możliwe. Ogrom oburzenia, jakie wywołało w nas postępowanie przedstawicieli UPR zmusza do działań ostatecznych. Z tego też względu w przypadku dalszego udziału reprezentantów Unii Polityki Realnej we wspomnianym programie zmuszeni będziemy zrezygnować z reprezentowania w nim naszych organizacji i ugrupowań.

Wierzymy jednak, że podziela Pan nasze oburzenie, a stosowne kroki w tej sprawie zostaną wnet podjęte.

Przedstawiciele organizacji uczestniczących w realizacji programu Młodzież kontra...

Pod tym donosem/groźbą podpisały się młodzieżówki PO, PiS, SLD, PSL i SD. Nie poparły go Młodzież Wszechpolska, Partia Pracy i Samoobrona.

Taka reakcja, na tak oczywistą wypowiedź rodzi wiele pytań. Podstawowe to oczywiście DLACZEGO GRUPA TRZYMAJĄCA WŁADZĘ TAK ROZPACZLIWIE BOI SIĘ KONKURENCJI? Czyżby czuli pismo nosem? Czyżby obawiali się, że wobec poważnych zmian na scenie politycznej Polski, rzeczywiście może w końcu znaleźć się miejsce dla „trzeciej drogi” (choć ja bym to nazwał raczej powrotem do normalności), jaką reprezentuje UPR? Nie mam najmniejszych wątpliwości, że o to w tym wszystkim chodzi.

I tak naprawdę nie ważne, że ów skandaliczny list młodych lewicowców z rządzącej szajki nie stał się tematem rozmów w TVP, TVN czy POLSACIE. To też jest element tej układanki. I ten fakt też będzie napinał strunę. Oby pękła ona jak najszybciej.

Myśl ta sama, język bardziej dosłowny:

Kamil Dąbrowa: Czy zapisy czarnych skrzynek powinny zostać podane do publicznej wiadomości?

Wojciech Eichelberger: Tak powinno być. To jest podstawowy kierunek naszej narodowej autoterapii, a nie przyjmowanie pozy męczenników i po raz któryś wybrańców pana Boga, którzy muszą składać jakąś specjalną ofiarę heroiczną. W tej sprawie nie ma żadnego heroizmu. To wypadek komunikacyjny, popełniona jakaś pomyłka, ludzki czynnik. Gdyby ten samolot zderzył się z meteorytem, to można by powiedzieć „Bóg tak chciał”. Gdyby była ingerencja przyrody – to by był czysty przypadek. Tu niby też była ingerencja przyrody, ale ta katastrofa była uświadomiona, do uniknięcia, była droga wyjścia. Nie skorzystano z niej.

Za Tok FM (Mitologizowanie tej tragedii jest bardzo niebezpieczne).

Właściwie miałem milczeć, ale nie zdzierżę.

Ten tragiczny moment wydał się bowiem doskonałą okazją dla różnorakich łże-prawicowych oszołomów, do pogłębienia rowów jakie dzielą Polaków głosujących na rządzące Rzeczpospolitą partie. Czynią to w sposób haniebny i co mnie najbardziej irytuje – w zupełnej sprzeczności z faktami.

Najpierw był poseł Artur Górski (PiS). Popisał się tak bzdurną teorią, że aż przytoczę ją w całości (za Wprost24.pl):

„Rosjanie chcieli prawdopodobnie uniemożliwić prezydentowi Kaczyńskiemu wzięcie udziału w sobotnich uroczystościach, aby ich ranga i wymowa nie przyćmiła tych sprzed kilku dni. Wiadomo, że prezydent ani z Mińska, ani z Moskwy nie zdążyłby do Katynia, a wtedy uroczystości nie miałyby wymiaru oficjalnego, nie zakłóciłyby w swej wymowie rosyjskiego przekazu sprzed kilku dni – powiedział „Naszemu Dziennikowi” poseł PiS Artur Górski.

Jeśli się złoży w całość informacje, które napływają, nawet, jeśli odnoszą się do różnych scenariuszy, a także weźmie się pod uwagę ewentualne intencje Rosjan, to można powiedzieć, choć bez stuprocentowej pewności, że Rosja jest w jakimś sensie odpowiedzialna za ten nowy Katyń – mówił Górski.

Całkowite embargo, jakie Rosjanie nałożyli na wszelkie informacje na temat katastrofy, mówi samo za siebie. Rekwirowanie taśm z nagraniami, kasowanie zdjęć fotografom, brak zasięgu w niektórych sieciach komórkowych. Wszystko to, według Górskiego, jest bardzo podejrzane.”

Przez wszystkie polskie media przetaczały się tuż po katastrofie tabuny naprędce ściąganych gości, którzy powtarzali jedno, co w takich okolicznościach mówić można: że żal jest ludzi. W tym samym czasie profesjonalne stacje informacyjne – np. CNN, pozwalały dowiedzieć się wielu znaczących INFORMACJI, dla przykładu o miejscu zdarzenia, o pogodzie jaka panowała w tym rejonie, czy choćby o kontekście podróży Prezydenta. Kiedy materiał filmowy z miejsca tragedii w CNN wyglądał na przykład tak:

w naszych stacjach wyglądało to o wiele mniej obrazowo. Najpierw przez wiele godzin mogliśmy oglądać jedynie zapętlony mniej więcej 2-3 minutowy fragment z rosyjskiej telewizji. Kiedy pierwsi wysłannicy TVN, TVP i Polsatu dotarli na miejsce tragedii, po prostu rozłożyli swój sprzęt, ustawili się na tle ogrodzenia lotniska i co jakiś czas odbębniali swoje antenowe wejścia… Zero inwencji.

I tutaj pojawia się kolejna gwiazda mediów, poseł Antoni Macierewicz. Osoba owa to dla mnie PiS-owskie alter ego PO-wskiego posła Stefana Niesiołowskiego (zresztą przez wiele lat działali w jednej formacji: ZChN…). Macierewicz zaczął oczywiście od porównywania wypadku Prezydenta do Mordu Katyńskiego. W moim odczuciu jest to nadużycie zdecydowanie nie na miejscu z powodów oczywistych. Następnie przeszedł do przedstawiania zalet Lecha Kaczyńskiego, co na miejscu jak najbardziej było, z tym że w wykonaniu posła Macierewicza zdecydowanie ponad miarę mijało się z „oczywistymi oczywistościami”.

W tym miejscu być może narażę się miłośnikom PiS, czy co bardziej wrażliwym osobom interesującym się polityką jedynie od wielkiego dzwonu (czyli przy okazji tak smutnych wydarzeń jak ostatnie), ale prawdziwa cnota krytyk się nie boi, więc z góry ostrzegam, że jestem impregnowany na zarzuty o „brak serca”, „niewrażliwość”, czy „niewyparzony język”. W moim odczuciu wiele można powiedzieć o ś.p. Prezydencie Lechu Kaczyńskim, ale nie to że był przedstawicielem „przedwojennej klasy”. No chyba, że działacze PiS otrzymują glejt „przedwojenności” automatycznie z chwilą podpisania deklaracji przystąpienia do partii. Niezależnie od wieku, pochodzenia, czy poglądów. Proszę odróżnić niewątpliwą „chęć” bycia postrzeganym jako reprezentant tamtego, nie istniejącego już niestety świata, od skrzeczącej niczym posłanka Senyszyn RZECZYWISTOŚCI. I w niczym nie zmieniło, w moich oczach, obrazu prezydentury Lecha Kaczyńskiego jego otaczanie się przedstawicielami jednej tylko opcji (narodowo-katolickiej), masowe przyznawanie im odznaczeń, czy w końcu przemożna chęć bycia kojarzonym z określoną opcją polityczną, która to doprowadziła do owej nieszczęsnej katyńskiej eskapady, mającej być w oczywisty sposób medialną przeciwwagą wobec mających miejsce kilka dni wcześniej uroczystości z udziałem premierów Donalda Tuska i Włodzimierza Putina w tym samym miejscu…

Bracia Kaczyńscy wyrastają z PRL-u. Tkwią w nim obiema nogami. Wychowali się w nim, wykształcili. Lech Kaczyński był pracownikiem naukowym na PRL-owskiej uczelni, pisał prace naukowe na PRL-owskie tematy. Skutkowało to w sposób znaczący na polityczną mentalność ich obu. Jeśli miałbym określić, czy są oni bardziej politykami „starej daty”, czy osobami „skażonymi PRL-em” to zdecydowanie skłaniałbym się ku drugiej tezie. Już w pierwszym wpisie na tym blogu, cztery lata temu, pisałem że czas na młodych. Że dosyć już kłótni na politycznym szczycie i nadszedł czas na pokoleniową zmianę. Niestety nic takiego nie miało miejsca. W dalszym ciągu rządzą nami politycy zasłużeni w okresie walki z komuną 20, 30 lat temu. Wywalczyli oni dla nas (częściową) wolność, ale noszą piętno 50 lat niewoli. Nie są zdolni do zdecydowanych działań jakie są niezbędne, jeśli mamy w szybkim tempie gonić naszych bogatszych sąsiadów. Są także dziwnie skłonni do wiecznej i zupełnie zbędnej rywalizacji. Tacy są zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Donald Tusk.

Na koniec mam problem. Bo naprawdę cenię pana Rafała Aleksandra Ziemkiewicza, ale jego tekst z Niezależnej.pl zawiera zbyt wiele patosu bez pokrycia jak na 486 słów (tutaj przytoczę ich zaledwie 94):

„Czuję tylko, że pod Smoleńskiem zakończyła się pewna Polska − czy może, marzenie o pewnej Polsce. Polska uosabiana przez niezłomną bohaterkę „Solidarności” Annę Walentynowicz, przez ostatniego prezydenta na Uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego i przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Katastrofa pochłonęła elitę tej formacji ideowej, która najwyższego dobra upatrywała w narodowej tradycji i historii. Która wysoko hierarchii wartości umieściła cnotę patriotyzmu, służbę państwu polskiemu, o które walczyło tyle poprzednich pokoleń, a które, podarowane współczesnym Polakom nagle wskutek niejasnego, podejrzanego „spisku elit”, nie stało się dla nich wspólnym dobrem tak powszechnie i bezwzględnie szanowanym, jak na to zasługuje.”

Otóż veto, drogi panie Ziemkiewicz! Możesz pan sobie wypisywać, że pod Smoleńskiem zakończyła się jakaś Polska, ale nie opatruj pan tych słów tytułem „KONIEC POLSKI PRAWEJ„! Polska Prawa (w domyśle PRAWICOWA jak sądzę), to nie jest Polska Anny Walentynowicz! Nie wystarczy stać „nie tam gdzie ZOMO”, żeby móc się nazywać PRAWICĄ! Anna Walentynowicz była wieczną działaczką, najpierw ZMP, później Ligi Kobiet. Kiedy w wyniku represji została wyrzucona z pracy na kilka miesięcy przed emeryturą, w jej obronie stanęli inni robotnicy i tak powstały WZZ, przekształcone później w zdecydowanie LEWICOWY Związek Zawodowy „Solidarność” (więcej tutaj: Matka „Solidarności”). To, że czuła niechęć do władz PRL (a jak mówią fakty czasem także do tych III RP), nie czyni ją automatycznie „ikoną Prawicy”. Podejmowane przez nią życiowe decyzje dowodzą raczej, że miała poglądy odmienne. Zupełnie jak Lech Kaczyński.

Proszę wybaczyć, ale polityk wprost sprzeciwiający się wprowadzeniu podatku liniowego i motywujący to jego „niesprawiedliwością”,  konsekwentnie będący przeciw likwidacji rozmaitych przywilejów branżowych, nie wyrażający zgody na zaprzestanie finansowania partii politycznych w Polsce z kieszeń podatników, nie może być w mojej opinii uznany za osobę dbającą o równość obywateli i ich prawo do bogacenia się. A bez tego nie ma prawicowego Państwa Prawa. Polityk ulegający naciskom obcych państw i podpisującą wbrew wielokrotnie wyrażanym przez siebie zastrzeżeniom „Traktat Lizboński, nie może nazywać się obrońcą niepodległości Polski!

Oddajmy cześć, ale nie twórzmy fałszywych mitów. Lech Kaczyński godnie sprawował powierzony mu przez Naród urząd. Ale nie próbujmy przypisywać mu zasług za rzeczy, co do których nie ma wątpliwości, że nie były z jego bajki.

Wszelkie komentarze są zbędne:

Onet.pl

Gazeta.pl

Pardon.pl

Nie pojmuję, jak to jest możliwe, że odpowiednie władze (Policja, Prokuratura, Sanepid?) nie czynią absolutnie nic wobec tak dalece posuniętego zezwierzęcenia… Rozkopać grób, pogrzebać sobie w nim i wyciąć kawałki ludzkich szczątków w celu zrobienia sobie ozdoby do swoich świątyń. To mają być te mityczne „wartości chrześcijańskie”?

Wszystko to oczywiście w imię najwyższego bożka Kościoła Katolickiego – MAMONY