Archiwum tematów dla ZUS

Fiscus Cristianæ

Pogląd, że „to nie szata tworzy człowieka” co i raz okazuje się piękną, ale jednak całkowicie błędną ideą. W Ameryce każde dziecko wie, że wystarczy ubrać niebieskie rajtuzy i okryć się czerwoną peleryną, żeby od razu nabrać nadzwyczajnych mocy (być silniejszym od pędzącej lokomotywy dla przykładu). Każdy Polak może zaświadczyć, że „za mundurem panny sznurem„. Wizualne przeobrażenie się to co najmniej połowa sukcesu, jeśli mamy objąć jakieś eksponowane stanowisko, sprawować władzę, czy choćby wyraźnie zaznaczyć kto w pociągu sprawdza bilety, a kto ma je okazywać…

W naszym „normalnym inaczej” kraju wdzianie określonego koloru i kroju ubrania, może oprócz prestiżu dawać także wymierne korzyści finansowe. Bardzo wymierne.

Można pobierać opłaty od ludzi pod pozorem pośrednictwa w kontaktach z Bogiem. Co ciekawe, jednocześnie można głosić iż ów Bóg jest wszechobecny i wszechwiedzący, i tak naprawdę żadni pośrednicy do kontaktów z Nim potrzebni nie są… Ale to tylko jedna i wcale nie ta najważniejsza z niekonsekwencji, mimo której tłuszcza daje się doić (i nieraz jest dzięki temu szczęśliwa).

Ale samo „co łaska” nie wystarcza już widać na dostatnie spędzanie czasu na tym „gorszym” ze Światów… Posiadacze czarnych kiecek z białymi kołnierzykami oprócz pensji szkolnych, dopłat do swoich rozległych posiadłości ziemskich, subwencji na swoje uczelnie, dofinansowań do remontów swoich siedzib, finansowania przez Państwo swoich ubezpieczeń społecznych, zwolnień z rozmaitych opłat (na przykład za koncesje dla swoich nośników propagandy), bezpłatnie otrzymywanych setkach nieruchomości, chcą wciąż więcej i więcej. Pragną żywej gotówki i zdają się nie omijać najmniejszej okazji do jej absorpcji. Jednym z bardziej znanych biznesmenów, sytuującym się w rankingu najbogatszych facetów w sukienkach tuż za niezaprzeczalnym liderem krajowym, czyli Stanisławem Dziwiszem, jest Tadeusz Rydzyk. Osobnik ów niemal do perfekcji opanował czerpanie korzyści ze swojego „targetu”, czyli moherowego katolicyzmu (innego niż „elitarny” target Stanisława Dziwisza). Imperium, którego jest właścicielem Rydzyk nieustannie się rozrasta, umiejętnie korzystając z wszelkich udogodnień jakie nasze nienormalne Państwo oferuje tym, którzy przystąpią do tej specyficznej spółki i wdzieją firmowe szaty. Właśnie dziś ujawniono kolejny biznes plan potentata z Torunia „O.Rydzyk: najpierw kościół, później aquapark”:

Wiosną ruszy budowa potężnego kościoła o. Rydzyka w Toruniu. W planach są już kolejne inwestycje: aquapark z hotelem i spa, hala widowiskowo-sportowa z basenem, nowa redakcja TV Trwam i Radia Maryja oraz … przystań jachtowa.

- Przecież to wszystko będzie kosztować setki milionów złotych – mówię patrząc na plany, które architekci redemptorystów złożyli w toruńskim magistracie.

(…) uczelnia i kościół to tylko część planowanego kompleksu Polonia in Tertio Millennio na terenie 22 ha należącym do redemptorystów. Największym z projektowanych obiektów jest aquapark z hotelem, restauracją i tarasami widokowymi, spa i salami konferencyjnym.

Ten Kato-Disneyland z pewnością stworzy poważną ilość dodatkowych miejsc pracy w Toruniu i okolicach, jednocześnie o wiele skuteczniej pustosząc portfele klientów spółki kościelnej z całego kraju. Może przez to uszczuplić wpływy „rodziny z południa”, jaką jest konkurencyjna spółka mieszcząca się w Częstochowie. W ciągu ostatnich kilkunastu lat zainwestowała ona poważne pieniądze w infrastrukturę gastronomiczno-hotelarską w Częstochowie i z pewnością liczy na spokojne kumulowanie zysków… Oj, czyżby czekała nas wojna gangów zakonów?

A przecież można inaczej! NORMALNIE! W najmniejszym stopniu nie przeszkadzał by mi fakt przebierania się dorosłych facetów w sukienki i wyimaginowane kontakty z istotami o nadprzyrodzonych umiejętnościach, jeśli przy okazji płacili by oni IDENTYCZNE jak każdy inny przedsiębiorca PODATKI. Gdyby każdy ich przychód byłby rejestrowany za pomocą kasy fiskalnej. Gdyby JAK KAŻDA INNA OSOBA PROWADZĄCA W POLSCE DZIAŁALNOŚĆ GOSPODARCZĄ, płacili by oni za siebie NORMALNY ZUS… Ja mogę, fryzjerka może, sklepowa z warzywniaka może – to PAN KSIĄDZ NIE MOŻE??! A czemuż to nie?

NIE STAĆ ICH?

Czy zaprawdę najtrudniej jest wprowadzić rozwiązania najprostsze i najsprawiedliwsze?

50.000.000.000 zł

nienażarty zus

Znakomitym dowodem na brak uczciwych zamiarów osób/partii rządzących Polską od 1989 roku jest kompletne ignorowanie problemu tzw. „ubezpieczeń społecznych„. A problem ów gwałtownie nabrzmiewa i wysuwa się na czoło wszystkich bolączek z jakimi muszą się mierzyć Polacy. Politycy u władzy, nie ważne czy to z lewicy, czy też z łże-prawicy, starają się nie widzieć tego co wkrótce dotknie każdego obywatela RP – brak pieniędzy na wypłatę emerytur. Kolejni premierzy żyją w ułudzie wmawiając sami sobie (i wszystkim wokół), że nie muszą się tym martwić, że to będzie problem „tych następnych”. Dlatego nie robią absolutnie nic. A w każdym razie nic dobrego.

Owoż wczoraj właśnie podano do publicznej wiadomości, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych, najpotężniejsza instytucja w Polsce (ten kto obraca największym kapitałem jest najpotężniejszy – to chyba oczywiste), będzie potrzebował w nadchodzącym roku dodatkowo prawie 50 miliardów złotych OPRÓCZ gigantycznej sumy niemal 100 miliardów złotych, które pod przymusem ściąga od wszystkich pracujących Polaków! Inaczej nie będzie w stanie wypłacać „świadczeń”.

Skąd ma się znaleźć owe 50 miliardów? A sprawa jest prosta: oczywiście, z tego samego źródła, co bazowe 100 miliardów – z naszych kieszeni. Rząd pana Donalda Tuska wypłaci 38 miliardów z tzw. „budżetu państwa”, czyli z tej części łupu rządu, którą zabiera nam pod pozorem podatków. Kolejne 7,5 miliarda pochodzić będzie (niespodzianka) również z naszych kieszeni. Tym razem będzie to część środków, które instytucja owa podkradała przez ostatnie kilka lat ze składek „odkładanych” (pod przymusem oczywiście) u niej na spokojną starość… Ten złodziejski plan nosi piękny tytuł „Fundusz Rezerwy Demograficznej„. Niestety, wciąż brakuje jeszcze troszkę do potrzebnej sumy niecałych 50 miliardów, ale możemy spać spokojnie – brakujące prawie 4 miliardy złotych ZUS zamierza pozyskać z kredytów w bankach komercyjnych… Czy muszę pisać skąd wezmą się pieniądze na spłacenie owych kredytów (z odpowiednimi odsetkami oczywiście)?

47Nie mam zamiaru epatować czytelników tego tekstu liczbami z wielką ilością zer. Wszyscy socjaliści zawsze mają gest, kiedy przychodzi wydawać nie przez nich zarobione pieniądze. Po prostu jak krótko to ujął Stefan „Siara” Siarzewski: „mają rozmach, skurwysyny„… Nie w skali jest problem a w zasadach. Tak się składa, że suma jaką ZUS otrzyma dodatkowo z „budżetu państwa” odpowiada niemal dokładnie kwocie jaką wpłacamy do niego w postaci podatku dochodowego od osób fizycznych. Powtórzę: cała kwota jaką oddajemy w postaci podatku dochodowego idzie tak naprawdę na ZUS! Gdybyśmy przeprowadzili szybką ankietę na ulicy zadając pytanie „na co przeznaczane są podatki?”, to jestem absolutnie przekonany, że Polacy wymienią same szczytne cele: na szkoły, na drogi, na szpitale… A prawda jest zupełnie inna: te podatki idą w całości na wcześniejsze emerytury, na które tak chętnie przechodzą ostatnio ludzie jeszcze w kwiecie wieku, na renty dla wszelkiej maści kombinatorów, którzy są dumni ze swojego sprytu zapominając, że dostają pieniądze kosztem swoich młodszych bliskich, w końcu na te wszystkie zasiłki chorobowe za lewe zwolnienia lekarskie, które w Polsce zawsze można było „załatwić” u absolutnie każdego lekarza za kilkadziesiąt złotych…

Jasne chyba jest, że sprawa ZUS-u to w tej chwili najważniejszy problem nad jakim powinni pracować polscy rządzący. Nie nad „tarczą”, nad uchwałami z okazji rocznicy wybuchu wojny, czy Katynia, nie nawet nad sztucznie wywołanym „kryzysem”, na który ostatnio modne się stało zrzucanie wszelkich niepowodzeń w gospodarkach wszystkich krajów Świata… Problemem jest nieefektywna hydra pod tytułem ZUS, która w sposób skrajnie nieracjonalny trwoni większą część wypracowanych przez obywateli III RP pieniędzy. I wciąż chce więcej!

Priorytetem każdego rządu powinna być optymalizacja wydatków na cele socjalne i w perspektywnie osiągnięcie samodzielności ubezpieczyciela(-li), żeby system emerytalny mógł w końcu pracować tak jak został pomyślany: ubezpieczeni powinni rzeczywiście odkładać na swoje emerytury. Składka na ZUS (czy też inną podobną firmę) powinna być INWESTYCJĄ. W dodatku opłacalną inwestycją. Gdyby zysk z ciułania pieniędzy na koncie w ZUS miałby być niższy niż zysk ze zwykłej lokaty w pierwszym lepszym banku, to oczywiste jest, że LEPIEJ ODKŁADAĆ NA STAROŚĆ W BANKU! A w tej chwili nie dość, że pieniądze przez nas płacone nie procentują w najmniejszym nawet stopniu, to nie mamy nawet co marzyć o tym, aby odebrać całą „odłożoną” przez nas sumę w momencie przejścia na emeryturę! Nawet w ratach! Emeryci dostają nędzną część tego co przez lata skrupulatnie wpłacali ZUS-owi. A gdy (nie daj Boże) mają pecha zejść z tego łez padołu przed osiągnięciem wieku przewidzianego ustawą, po którym nabywają prawa do „świadczeń emerytalnych”, lub na „zasłużonym odpoczynku” pożyją niezbyt długo, to cała zgromadzona a nie wykorzystana kwota owego nieszczęśnika staje się łupem ZUS. Czyste złodziejstwo.

Aby zmusić ZUS do lepszego wydawania naszych pieniędzy można zrobić tylko jedno – uwolnić rynek ubezpieczeń. Znieść przymus płacenia składki emerytalnej tylko do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Jeśli powstanie rynek ubezpieczeń i każdy będzie mógł WYBRAĆ odpowiadającą mu firmę, wtedy (i tylko wtedy) istnieje szansa na jakąś normalność. Zaraz podniesie się krzyk: „a co z tymi, którzy w tej chwili otrzymują emerytury od ZUS-u, skąd weźmie on pieniądze na ich wypłacanie?„. Dobre pytanie, ale istnieje na nie całkiem dobra odpowiedź: RZĄD DA. Ma z czego. Nasi „kochani” politycy uchwalili przez ostatnie kilkanaście lat takie multum rozmaitych danin publicznych (podatków, akcyz, opłat), na ekstremalnie szerokie spektrum szczytnych (a jakże) celów, że zbierają rok w rok całkiem niezłą sumkę. Pieniądze te są wydawane w sposób skandaliczny, na szereg celów zupełnie zbędnych a najczęściej po prostu tam, gdzie dana grupa polityków ma swój, lub swojego elektoratu interes. Wystarczy ukrócić radosne rozdawnictwo tych wszystkich Tusków, Kaczyńskich, czy innych Napieralskich (że o małym spryciarzu Pawlaku nie wspomnę), a pieniądze na okres przejściowy podczas reformy ubezpieczeń społecznych się znajdą. Nie obejdzie się bez szeregu prostestów (zapewne spektakularnych) różnorakich grup interesów, zdeterminowanych utrzymać obecne chore status quo. Ale rząd silny moralnie i jasno prezentujący swoje racje milczącej grupie elektoratu (tej która zajęta jest pracą i płaceniem podatków zamiast kombinatorstwem i prostestami) nie powinien mieć najmniejszych problemów z przecięciem tego śmierdzącego wrzoda raz i na (miejmy nadzieję) na zawsze.

Czy znajdą się tacy odważni? A czy nasi politycy mają jaja? Oczywiście że nie! To nędzne kreatury myślące tylko o tym jak tu utrzymać się u żłobu i nie dać się zepchnąć kumplom z partii na margines, czyli tam gdzie profity są mniejsze. Z takimi politykami nie ma szans!

Dlatego MUSICIE zmienić głos. Zanim postawicie na kogoś krzyżyk na karcie do głosowania zadajcie sobie trud sprawdzenia jakie poglądy głosi dany kandydat i jego partia. A jeśli była już ona u władzy, to czy wywiązała się z danych obietnic. Tylko tyle a jak bardzo jest to ważne! Nie można, po prostu nie wolno sugerować się emocjami czy tym jak dana partia wypada w TV. Czy jej kampania wyborcza bardziej nam się podoba, czy piosenka wyborcza lepiej wpada w ucho… Liczy się tylko zimna kalkulacja: czy powierzył bym przedstawicielowi tej partii swoje pieniądze? Czy mogę ufać, że mnie nie okradnie?

Zastanówcie się!

Czarny biznes

I nie chodzi wcale o wydobycie węgla… Czarny biznes ma korzenie starsze od wszelkiej innej ludzkiej działalności. Zapewne już wśród ludów pierwotnych istniały jednostki żerujące na tym, że psychika człowieka jest wbrew pozorom bardzo krucha. Ludzie potrzebują kogoś kto ich poprowadzi, kto im wytłumaczy. No i chcą znać zasady. Wtedy mogą żyć w spokoju i się rozmnażać.

Najpierw byli różnoracy szamani, potem kapłani stu różnych religii. Ale jak wszędzie – wygrali sprytniejsi. Najpopularniejsze dziś religie wywodzą się z jednego pnia. Semici oprócz cyfr, dali nam także Boga.

Wiele można powiedzieć o kościele rzymskim, ale nie można mu odmówić skuteczności. Przez setki lat utrzymuje się na powierzchni. Wokół dzieje się historia – upadają monarchie, przewalają się rewolucje, tyrani prowadzą rządy twardej ręki. A kościół trwa. I się nieustannie bogaci. Czasem zastanawiam się jak przepastne muszą być watykańskie piwnice? To z pewnością jeden z katolickich „cudów”.

Wczoraj wpadła w moje ręce ulotka wrzucona do jakiegoś magazynu (tutaj coś podobnego: http://www.wydawnictwo-archiwum.pl/pdf/skarby_watykanu.pdf):

Papieskie archiwa i biblioteki od wieków strzegą bezcennych skarbów, których znaczenia dla dziejów ludzkości i chrześcijaństwa nie sposób przecenić. Przyciągają one liczne grono uczonych i badaczy z całego świata, pragnących rozwikłać największe zagadki

historii. Jednak tylko nielicznym dane jest dostąpić tego wyjątkowego zaszczytu i otrzymać pozwolenie na wstęp. Wydawnictwo Archiwum, we współpracy z archiwistami i bibliotekarzami sprawującymi pieczę nad watykańskimi zbiorami, prezentuje Państwu wybrane skarby

o największym znaczeniu historycznym. Edycja ta ma niespotykaną wcześniej formę – reprodukcji idealnie wiernych oryginałom. Aby przekonać się o wyjątkowej jakości tych dokumentów, proszę jeszcze dzisiaj zamówić „Zakon Templariuszy”. Cena promocyjna to tylko 39 zł.

Wielu może  uznać to za ciekawe wydawnictwo. Ale mnie najbardziej uderzyła cała kolekcja „autorytetów”, które zachęcają do zakupu kolekcji. Wśród nich wybija się postać biznesmena numer jeden wśród facetów w sutannach: kardynała Stanisława Dziwisza. Od czasu kiedy zakończył swoją pracę u papieża Polaka i wrócił do Polski, jego postać najczęściej pojawia się przy okazji promowania różnorakich produktów żerujących na zupełnie sprzecznym z podstawami wiary chrześcijańskiej kulcie Jana Pawła II. Wystarczy przypomnieć „Świadectwo”. Nachalnie promowane we wszelkich mediach, ckliwe dzieło propagandowe zrobione po to, żeby zarobić ile tylko się da na JP2, póki się sprzedaje… A tak dla pewności – zawsze można zagonić do kin dziatwę szkolą. Autorem utworu, dostępnego najpierw jako książka (sprzedano ponad MILION egzemplarzy), potem film w kinach (czołówka zestawienia najchętniej oglądanych filmów 2008 roku), następnie w TV (w wersji wydłużonej), w końcu na DVD (plus muzyka na CD), jest nasz dzielny kardynał. Oczywiście Dziwisz (osobiście – nie Kościół Katolicki jako organizacja) jest jednocześnie największym beneficjentem zysków z dystrybucji owego dzieła…

Wszystko staje się jasne, kiedy zapoznamy się z „rankingiem polskich marek narodowych„:

Badaniu poddano ponad 300 obecnych w Polsce marek w 22 kategoriach. Na konferencji przedstawiono szczegółowo rezultaty dla kategorii „marki narodowe” oraz „fundacje charytatywne”. W kategorii „Marki Narodowe” przebadano marki: Prezydent, Premier, Rząd, Sejm, ZUS, Kościół Katolicki, Polska oraz miasta: Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Katowice, Poznań. Marką narodową o najwyższej wartości społecznej w Polsce okazał się Kościół Katolicki (50.0 punktów powyżej średniej dla kategorii wynoszącej 79.9 punktów), osiągając przy tym wynik ponad dwukrotnie wyższy niż kolejne marki: Kraków (+19.2), Wrocław (+18.6), Polska (+16.8) i Gdańsk (+15.0). (…) Jeśli chodzi o marki i instytucje państwowe, jedynie Premier uzyskał wartość powyżej średniej dla kategorii (3.1). Marka Premier poważnie zdystansowała Rząd (-14,7), Prezydenta (-19.9) i Sejm (-29.6).

Cóż. W kraju w którym „Kościół” jest lepszą marką niż „Prezydent”, nie można się spodziewać ludzi politycznie świadomych. Co tłumaczy takie a nie inne wyniki kolejnych wyborów.

Ale jest małe światełko w tunelu:

Wśród marek narodowych najniższą wartość społeczną w oczach respondentów ma ZUS (39 punktów poniżej średniej dla kategorii).

I tym optymistycznym akcentem zakończę.

600 milionów to nie koniec – mówi premier Tusk

To jest 205 milionów dolarów amerykańskich:

$ 205.000.000

Te pieniądze zostały skonfiskowane w 2007 roku przez władze Meksyku producentom metaamfetaminy.

To jest dużo kasy.

Premier mojego rządu właśnie tłumaczy się w telewizji hienom żerującym na robotnikach (czyli kreaturom zwanym „związkowcami”), że nie dość iż już rząd „dał na stocznię” ok. 600.000.000 złotych, to da ich jeszcze więcej – w przeliczeniu mniej więcej tyle co na zdjęciu. Hieny mogą spać spokojnie! Tusk precyzyjnie wyliczył, że na przykład umorzono Stoczni Gdańskiej 40.000.000 różnorakich podatków (łącznie z lokalnymi) i 60.000.000 złotych składek emerytalno-rentowych (część podatku ZUS). Skąd się wzięły te pieniądze? Z NASZYCH PODATKÓW, DRODZY OBYWATELE! Wszyscy dorzucamy się do tej góry pieniędzy od lat pompowanej w „kolebkę Solidarności”… I będziecie dokładać dalej, jeśli wciąż będziecie zakreślać niewłaściwą kratkę na kartach wyborczych.

„Wszystkie związki na Powązki” – to jedno z haseł UPR, najstarszej (po SD) partii w Polsce. Związki zawodowe to pasożyt mocno i pewnie uwieszony na szyi polskiej gospodarki. Działacze związkowi są praktycznie nietykalni. Nie można ich zwolnić nawet gdyby ich działania uniemożliwiały prawidłowe funkcjonowanie firmy na której żerują. Takie mamy prawo! Właściciele firm muszą płacić im pensje i udostępniać nieodpłatnie pomieszczenia na ich siedziby. Kilka przykładów kosztów jakie ponoszą duże polskie firmy z powodu obowiązku utrzymywania tych pasożytów:

Money.pl: Związkowcy z rady nadzorczej KGHM zarabiają średnio 2,5 razy więcej niż pozostali członkowie organu spółki. Ci pracujący w biurach związków – 18 tys. zł miesięcznie, czyli 2,2 razy więcej niż zwykli pracownicy. (…) Liczby robią wrażenie, nawet jak na wielkość i przychody spółki (w całym 2008 r. wyniosły one 12,1 mld złotych). Spółka w ubiegłym roku na same płace związkowców wydała 7,5 mln złotych. Tyle kosztują pensje zaledwie 41 związkowców, którzy zostali oddelegowani do tego by dbać o interesy pracowników. (…)

Money.pl: (…) W batalii związków z zarządem JSW chodzi o pieniądze. Spółka do tej pory płaciła pensje 61 działaczom, którzy zostali oddelegowani ze swoich stanowisk do zadań związkowych. Według JSW roczny koszt utrzymania związków to w sumie 16 mln złotych.

- 15,2 mln złotych to kwota potrzebna na pensje i składki ZUS dla szefów związków oddelegowanych na stałe i czasowo, których jest niemało. Poza tym pracodawca musi zapewnić związkom biuro, telefony stacjonarne, a gdy związek reprezentuje 10 procent załogi, opłacić także pensję sekretarki – wylicza Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka JSW. (…)

Oczywiście jestem za tym, żeby każdy mógł zrzeszać się gdzie tylko sobie chce. Ale zdecydowanie przeciwko temu, żeby związek był wpleciony w struktury przedsiębiorstwa, żeby był finansowany z jego zysku! Jeśli pracownicy chcą by „opiekował” się nimi związek – to nie się skrzykną i sobie go założą! Ale nie na terenie firmy! Niech ustalą skłądkę, wynajmą pomieszczenie i radzą ile wlezie, jakby tu przechytrzyć pracodawcę…

Oczywiście wiem, że żaden postsolidarnościowy (PO, PiS itp.), czy postkomunistyczny (SLD, PSL itd.) parlamentarzysta nie popełnił by publicznego seppuku ogłaszając, że król jest nagi i trzeba uciąć łeb związkowej hydrze. Tak się nie stanie i dlatego Tusk, czy jego następcy, zupełnie tak samo jak wszyscy poprzednicy, będą chodzić na postronku związkowych bonzów. To oni dziś rozdają karty w grze o polską gospodarkę. I im prędzej się ich odciągnie od stołu, tym większa jest szansa na owej gospodarki uratowanie.

Ale musicie zmienić głos.

Pierdolone kurwy!

Sorki za ciężki tytuł, ale napisać że ‘nóż się w kieszeni otwiera’ to było by za mało. Najpierw cytat (za gazeta.pl):

W ubiegłym tygodniu ZUS wypłacił pierwszej emerytce 917,8 zł, z czego z otwartego funduszu emerytalnego dostała 23,65 zł. Warszawianka na swoim koncie w OFE od 1999 r., czyli od początku reformy emerytalnej, odłożyła niewiele, bo niespełna 6 tys. zł. Dlatego jej świadczenie w części z funduszu jest takie niskie. Resztę dopłaci ZUS.
W przypadku innych kobiet część emerytury z OFE może być znacznie większa. Jednej z kobiet, która w tym roku może przejść na emeryturę, przez dziewięć lat udało się uzbierać nawet 70 tys., co oznacza, że z samego OFE dostanie ponad 285 zł. Do tego dojdzie jeszcze cześć wypłacana przez ZUS.

Chwileczkę: czyli nieszczęsna emerytka (ta druga) „odłożyła” pod przymusem na swoim koncie w ZUS 70 tysięcy złotych i złodzieje z ZUS będą jej wypłacać co miesiąc kawałek tej kwoty, licząc że może ona żyć nieco ponad 20 lat (20,5x12x285 zł = 70.110 zł). Ale co by było, gdyby owe pieniądze ulokować na przeciętnie oprocentowanej lokacie w normalnym banku? Otóż działy by się rzeczy magiczne: same odsetki (bez naruszania kapitału), przy oprocentowaniu lokat np. w Banku Millenium (6,25% w skali roku), dają 365 zł czystego zysku! A jeszcze do niedawna banki przyjmowały lokaty na 8, albo nawet i 9%! A co z procentem składanym od kapitału z całego okresu „oszczędzania” w OFE? Gdyby te pieniądze również pracowały w normalnym banku, to być może zamiast 70 tysięcy było by ich 90, albo i więcej!

A przypominam: same zyski z kapitału były by o połowę wyższe niż jałmużna z OFE!

Co więcej: babcia emerytka mogła by zapisać swoim wnukom całą uzbieraną kwotę 70 tysięcy złotych! To były by jej prywatne pieniądze (równie dobrze mogła by je przegrać w kasynie – wolna wola).

Dlaczego ludzie nie wychodzą na ulice widząc taki przekręt? Przecież są okradani w biały dzień! Czy rzeczywiście Polacy to banda przygłupów, których można ruchać w dupę wmawiając im, że prowadzi się „politykę solidarną” jednocześnie biorąc pieniądze z ich podatków na ogłupiające reklamy na billboardach i w TiVi??

Czy nawet gdy odbiera się wam wasze pieniądze będziecie siedzieć cicho na dupie i narzekać, że nie macie na nic wpływu? A pogonić tą całą bandę! Siły w ręcach nie macie?!