Archiwum tematów dla Windows

Radio kłamie

Kiedy w pierwszym programie Polskiego Radia jest czas największej słuchalności? Prawdopodobnie w okolicach południa. Dziś w serwisie o godzinie 13 spikerka odczytała radosnym głosem, że w niedalekich ode mnie Świebodzicach ujawnił się światowej klasy talent informatyczny!

Marcinek już potrafi instalować programy na swoją Nokię.

26 letni absolwent liceum świebodzickiego i PWSZ w Legnicy, Marcin Grygiel, dokonał rzeczy niemożliwej i uruchomił system operacyjny Windows na zwykłym telefonie komórkowym… Według spikerki jest to nie lada wyczyn, bo Windows na komórce to rzecz powszechna, ale w wersji specjalnej: Windows Mobile, a dzielny Marcin miał uruchomić wersję „normalną”. Podobno już ma propozycje pracy zza granicy. Zabrakło jeszcze na końcu informacji typowego apelu o walkę o stworzenie młodym zdolnym odpowiednich warunków do rozwijania swoich nadzwyczajnych talentów w Ojczyźnie…

Gdybym był w tej dziedzinie tzw. lajkonikiem, to zamyślił bym się jeno nad potęgą umysłu świebodziczanina i przeszedł nad tym do porządku dziennego. Ale troszkę o się na tym znam i wiem, że zasługą Marcina G. jest jedynie wielka cierpliwość!

Otóż wszystko czego on dokonał, to za pomocą ogólnie dostępnego, świetnego emulatora środowiska MS-DOS, czyli programu DOSBox dla systemu Symbian S60 (systemu operacyjnego telefonu Nokia N95) wykonał instalację archaicznego Windows 3.1 z odpowiednich obrazów dyskietek.

Ponieważ emulacja nie jest zbyt szybka (jak to emulacja), a i w normalnych warunkach (czyli np. na komputerze PC z procesorem Intel 386 i 4 MB pamięci RAM) taka instalacja może trwać z godzinę, to na komórce mogła zająć godzin kilka… I to wszystko. Cała zasługa Marcina jest porównywalna z osiągnięciem jakim było by podłączenie do nowoczesnego peceta z Windows Vista zakurzonego napędu dyskietek 5,25″ i wczytanie do programu Microsoft Word 2007 z takiej dyskietki dokumentu tekstowego np. z edytora WordPerfect 6.0 z 1993 roku.

A teraz konkluzja: jakie bzdury z dziedzin nam nie znanych są nam przekazywane co dzień z radia?

Dziękuję Ci, Steve

Przyznaję, czasami byłem naprawdę zły na różne psikusy jaki sprawiał mi Mac OS X, niekiedy brakowało mi kompatybilności z niektórymi programami, czy brak najnowszych gier, ale zupełnie przypadkowo wyleczyłem się z wszelkich wątpliwości… Przez śmieszny w zasadzie splot okoliczności zostałem zmuszony do porzucenia w pracy mojego PowerMaca i przesiadkę na „nowoczesną” maszynę z MS Windows Vista. Nie żebym wcześniej nie miał do czynienia z Windows (używałem niemal wszystkich wersji, a mój pierwszy PeCet miał Windows 3.11 for Workgroups i 4 MB RAM), ale zamiana z dnia na dzień głównego komputera, przy którym spędzam co najmniej 6 godzin dziennie z wygodnego, stabilnego a co (dla mnie) najważniejsze estetycznie dopracowanego i spójnego systemu Mac OS X 10.5 Leopard na Windows Vista Ultimate ukazuje miażdżącą przewagę tego pierwszego. Vista powinna być podręcznikowym wręcz przykładem anty ergonomicznego projektowania. System jest przeładowany dublującymi się panelami kontrolnymi, a zmiana podstawowych ustawień wymaga przedzierania się przez kolejny pytające okienka, czasem powodujące skok na początek łańcuszka zapytań, co może niektórym dostarczać niekończącej się frajdy, ale mnie po prostu denerwuje.

Znacznie gorzej jest estetyką. Jestem przyzwyczajony do wizualnej prostoty i przejrzystości programów autorstwa Apple. Cały interfejs użytkownika jest renderowany sprzętowo poprzez Aqua – rozwiązanie programowe łączące PDF i OpenGL, co daje co najmniej dwie korzyści – system wygląda pięknie, jest precyzyjnie, jednolicie, budowany od strony programowej, każdy program wyświetla wyniki swojej pracy we własnym oknie/teksturze OpenGL, które jest renderowane bezpośrednio przez kartę graficzną i nie obciąża w ogóle procesora! Różnicę widać choćby po tym, jak wygląda przeglądarka systemowa Safari w wersji dla Mac OS X i dla Windows! Ten sam program i diametralnie różny efekt wizualny! Windows po prostu wygląda fatalnie, a do tego jest ślamazarne.

Dlatego, z ulgą otwieram mojego srebrnego MacBooka kiedy wracam do domu. Dziękuję ci, Apple.