Reżimowe media smażą od kilku dni Wałęsę, o którym wiadomo jest już właściwie wszystko od lat co najmniej paru. Opiniotwórczy spin-doktorzy mają jednak nadzieję owym roastem przykryć nieco kolejne porażki rządu Dobrotliwego Wodza i jego pomagierów. Na krótką metę może i da to nieco oddechu towarzyszom z PiS, ale ile można jechać na Bolku? Spuśćmy raczej zasłonę milczenia na tego nieszczęśliwego człowieka. Nie zanosi się ani na to, żeby on sam przeprosił za swoje wszystkie sprawki, ani żeby jego niepoprawni poplecznicy spuścili już z tonu. Pomiot post-solidarnościowy ujada bowiem tak zajadle, że słuchać hadko. Szczekanie byłego działacza Solidarności Frasyniuka wydaje się najbardziej doniosłe:

Michał Gostkiewicz: Jak się pan czuje z tym, że potwierdzono autentyczność podpisów Lecha Wałęsy na dokumentach „TW Bolka”?

Władysław Frasyniuk: – Gdyby był taki dokument, w którym Lech Wałęsa napisałby „kocham pana, panie Jaruzelski, Lech Wałęsa”, to w niczym nie zmieniłby polskiej historii. W niczym! Chcę, żeby wszyscy mieli świadomość, że gdyby nie było Lecha Wałęsy w latach 80., to nie byłoby tej wspaniałej „Solidarności”. I ta część Europy, która dziś się nazywa „Środkową”, pewnie pozostawałaby „Wschodnią”.

Ilekroć słyszę, lub czytam tę ludzką mendę uzurpującą sobie prawo do pouczania wszystkich od prawa do lewa, na każdym temat i z byle okazji tylko z racji tego, że był kiedyś wśród tych, których namaściła poprzednia komuna do roli „konstruktywnej opozycji”, to czuję niesmak graniczący z mdłościami. Nie, panie Frasyniuk! Nie masz pan jak zwykle racji! Niczego MY zwykli ludzie, nie zawdzięczamy Wałęsie! To tylko WY gloryfikując i odrealniając sposób przejęcia przez WASZ obóz władzy, wmawiacie wszystkim, że nie było innej drogi! Gówno prawda!

Wbrew temu co z uporem maniaka powtarza Wałęsa, to nie on w pojedynkę „odzyskał niepodległość”, ani nawet nie dokonała tego klika doradców „Solidarności”. Możesz sobie Frasyniuk pierdolić jak długo chcesz, ale nikt rozsądny nie przytaknie twierdzeniu, że najlepsze czym pochwalić się mógł w owym czasie 38 milionowy Naród, to Lech Wałęsa. Bądźmy poważni. To właśnie jemu (a właściwie wianuszkowi jego mitotwórców), postanowiła pokojowo przekazać część władzy poprzednia komuna, bo go dokładnie znała, bo miała na niego papiery (jak na większość magdalenkowych „autorytetów moralnych”) i była pewna, że będzie nad tym procesem panować. I wiele się nie pomylili. Bo to WY pozwoliliście poprzedniej komunie uwłaszczyć się na naszym wspólnym majątku. W zamian za zewnętrzne znamiona władzy pozwoliliście starym komuchom spokojnie (i w dostatku) doczekać swych dni.

Ale jeszcze gorsze jest to, że wasze ograniczone horyzonty umysłowe nie potrafiły sprostać wyzwaniom współczesnego Świata. Cóż, zaprawieni w waszej (pożal się Boże) „konspiracji”, nie byliście w stanie choćby spróbować stać się awangardą myśli liberalno-wolnościowej w Europie. Zamiast skoku do przodu, zadaliście NAM bolesny cios w brzuch, wciskając na siłę skompromitowane ideały zgniłej zachodniej socjal-demokracji…

To dzięki wam mamy dziś w Polsce powtórkę z PRL. To dzięki wam ciągniemy się w ogonie Europy, choć posiadamy wszelkie warunki do tego, żeby jej raczej przewodzić. Wy po prostu inaczej nie potraficie. Jesteście skażeni komuną. Knuciem, kombinowaniem, podsłuchem, inwigilacją, nakazem, donosem, partyjniactwem, kolesiostwem, oszustwem, przekupstwem, kłamstwem… Z wami na czele Polska nigdy nie dojdzie do dobrobytu i bezpieczeństwa. I nawet nie próbuj, Frasyniuk, odżegnywać się od dzisiejszej władzy Dobrotliwego Wodza Jarosława Kaczyńskiego i jego kliki – to twoje plemię, to twoja krew, to twój plugawy etos.

Tak długo jak wasza banda będzie mieć wpływ na losy Polski, tak długo nie będzie tu dobrze. Spierdalaj!

 

Władca, który ignorował pierwiastek nadprzyrodzony, z reguły nie utrzymał się długo u steru. O tej starej prawdzie wiedzieli nawet komuniści rządzący umęczoną Polską po drugiej wojnie światowej. Po cóż byłyby te wszystkie napuszone uroczystości, po co fraki i cylindry, gdyby nie było czego czcić albo upamiętniać? Najlepiej oczywiście pielęgnować swój WŁASNY mit. Kiedy samemu kształtuje się swój wizerunek z przeszłości, można go ulepić na wiekuistą pamiątkę „wielkich czynów”. Nawet gdy trzeba lepić ten pomnik z gówna.

I oto widzimy jak na naszych oczach, utrwalony wydawałoby się, spiżowy, niepodważalny, niewzruszony, ŚWIĘTY po prostu obraz „jedynie słusznej” opozycji przeciwstawiającej się bohatersko (i oczywiście całkowicie bezinteresownie) okrutnym siepaczom pezetperowskiego reżimu, zostaje odarty ze swej martyrologii przez człowieka, który uczestniczył w tamtych wydarzeniach z drugiej strony i wprost powiedział, że w sumie cackano się z odzianymi w swetry brodaczami spod znaku „S” w okresie stanu wojennego, a teraz Oni odwdzięczają się pięknym za nadobne…

We mnie ten cały spór między stroną trzymającą dziś władzę i opozycją do owej władzy aspirującą, jest kompletnie nieistotny i mało ważny. Bo tak samo jak w grudniu 1981 roku przeważająca większość Polaków miała daleko w dupie cierpienia garstki solidarnościowych aktywistów i wielu z miejsca dałoby Jaruzelskiemu koronę Króla Polski, gdyby tylko zapewnił wystarczającą dla każdego ilość kiełbachy i taniej wódki w sklepach, tak dziś przeciętny wyborca ma gdzieś rozterki moralne sędziego Rzeplińskiego i gorzkie żale odsuniętej od koryta Ewy Kopacz. Każdy chce jako tako spokojnie żyć i żeby mu na tę kiełbasę i gorzałkę ze sklepu wystarczyło pieniędzy z wypłaty.

Możemy sobie prowadzić wyrafinowane dysputy, dowodząc wyższości socjaldemokracji nad liberalnym konserwatyzmem lub na odwrót. Nie prowadzi to zupełnie do niczego, bo w demokracji nie ma racji ten kto jest mądrzejszy, tylko ci których jest więcej. A ludzi prostych, skupionych na swoich codziennych sprawach jest więcej i nic tego nie zmieni. Masy wybierają to gówno, które zostanie im opakowane w bardziej błyszczący papierek. Umiejętność owijania odchodów w złotko doskonali co trochę inna szajka, a Polacy jak te pelikany – dają się raz za razem nabierać.

Bez zmian u podstaw będziemy wciąż dostawać to samo, w co raz to nowych szatach. I kiedy, jeśli właśnie nie dziś, możemy się łatwiej przekonać o tym, że rządzi nami grupa ludzi o cały czas takiej samej mentalności, takim samym stosunku do (było nie było) suwerena, jak wszystkie poprzednie demokratycznie wybrane władze, nieprzerwanie od zakończenia II WŚ?

Widać to w sposób jaskrawy i straszny zarazem na przykładzie narodowych-socjalistów z PiS, ale uważny obserwator zauważał tę prawidłowość i u poprzedniej szajki rządowej…

Świnie się zmieniają, ale koryto i organizacja chlewika nie.

Ta stara maksyma nie traci nic ze swojej prawdy. I w tym tkwi przyczyna naszego nieszczęścia. Jeśli będziemy pozwalać, żeby rządziły nami – żeby dzieliły nas, podburzały jednych na drugich – te nędzne kreatury gardłujące dziś naprzeciwko siebie w rocznicowych manifestacjach, to dystans jaki mamy do dostatku zamożnych krajów Europy będzie (w najlepszym wypadku) stale ten sam. Musimy wtedy godzić się na kolejne zamachy na nasze swobody i nasze pieniądze.

Jedynym dobrym wyjściem mogłoby być odrzucenie zarówno tych którzy stali po stronie „S”, jak i tych którzy stali tam gdzie ZOMO. Jedni i drudzy pokazali już na co ich stać. Dla naszego i naszych dzieci dobra podziękujmy im. I pokażmy gdzie jest DZIŚ ich miejsce.

Posiedzenie Rządu PRL

Pobieżny rzut oka na moje wypociny mówi, że pierwszy raz użyłem określenia „narodowo-socjalistyczna” w odniesieniu do PiS ponad pięć lat (w tekście Biedroneczko, biedroneczko…). Choć od tego czasu partia aktualnie rządząca stała się bardziej socjalistyczna niż narodowa, to moja opinia o szajce Kaczyńskiego i spółki spowszedniała i weszła do powszechnego obiegu. Jedynie tępaki z germańskiej opozycji (PO i Nowoczesna) i skrajni debile (Razem) wciąż przezywają „Prawo i sprawiedliwość” prawicą… Za to wszyscy bez wyjątku dostrzegają niesłychane podobieństwo osoby przywódcy PiS do jednego z wodzów jedynie słusznej (swego czasu) partii. Różnice zaznaczają się tylko w określeniu, o którego pierwszego sekretarza chodzi. Niektórzy widzą w Kaczyńskim Gomułkę, JKM pokusił się o porównanie go do Bieruta, ja łudzę się, że jest to „tylko” Gierek.

Wielu marzy o podróżach w czasie i oto na naszych oczach owo marzenie się częściowo spełnia – mamy dziś w Polsce realia społeczno-polityczne żywcem wyjęte z lat siedemdziesiątych XX wieku. Pierwsza połowa dekady, wszystko idzie jeszcze z impetem, rozpędzone pożyczonymi pieniędzmi. Aparat partyjny czuje mandat ludu, piętnuje wady słusznie minionego okresu, nie widzi przy tym swoich. Towarzysze cieszą się przywilejami władzy i pogrążają kraj. Wydaje im się, że odgadują niewypowiedzianą intencję, pragnienie całego narodu, że są ramieniem sprawczym dobrej zmiany, że dzięki Nim w Polsce nastanie kraina wiecznej szczęśliwości. Tak było i (niemal) tak samo jest dziś.

Jedyne co zyskamy dzięki towarzyszom z PiS, to dodatkowe miliardy długu, dalsze ubożenie i rozwarstwianie społeczeństwa, pauperyzację na szeroką skalę. Zapowiedziane już mgliście, ale nawet w takiej niejasnej postaci przerażające, podwyżki podatków, ustalą pozycję umęczonej klasy średniej w Polsce na kolejne lata. Wprowadzenie wizji Kaczyńskiego/Morawieckiego cofnie nas o 40 lat i znów będziemy żyć w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.  Dowodem tego jest to co widać na co dzień – mamy już niemal komplet cech tamtej Polski:

  1. Partia rządząca obsadza swoimi ludźmi wszelkie możliwe stanowiska. Ponieważ ma ich ograniczoną, w stosunku do własnego zapotrzebowania, ilość to mnoży rządowe posady poprzez pączkowanie państwowych instytucji, ich fikcyjną reorganizację (np. likwidację jednego ministerstwa i utworzenie kolejnego, pod zmienioną nazwą), albo nacjonalizację. Dla nomenklatury miejsca pracy muszą się znaleźć!
  2. Partia wie, że podstawa sukcesu to zadowolenie mas. Zapewnia je sobie dwutorowo: poprzez celnie dawane łapówki (500+, Mieszkanie+ itp.), oraz zmasowane działania propagandowe. Nie bez powodu jednym z pierwszych działań towarzyszy z PiS było opanowanie państwowych mediów. Wiadomo przecież, że kiedy Lenin mówił iż „kino najważniejszą ze sztuk”, nie miał na myśli walorów artystycznych kinematografii, tylko propagandową moc ruchomych obrazków.
  3. Partia tępi „badylarzy”. W latach 70-80 ubiegłego wieku mianem takim określano prywatnych uprawców kwiatów ozdobnych pod szkłem. Byli to zazwyczaj ludzie bardzo majętni i przez to kłuli bogactwem w oczy towarzyszy z PZPR. Wobec badylarzy stosowano wszelkiego rodzaju szykany, najczęściej finansowe. Zupełnie jak dzisiaj wobec prywatnego biznesu. Dzisiejsza Partia także nienawidzi ludzi, którzy bogacą się choćby odrobinę bardziej od „średniej krajowej” (chyba, że należą do grupy trzymającej dziś władzę, oczywiście). Słyszeliśmy przez ostatnie miesiące dziesiątki zapowiedzi podwyżek podatków, zawsze dotykających bogatszych zdecydowanie bardziej, niż biedniejszych. Niektórzy prominentni politycy PiS mówią wprost, że skoro bogaci mają pieniądze, to należy im je zabierać. Mimo, że w kampanii wyborczej obiecywali, że będą podatki obniżać (np. zwiększając kwotę wolną od podatku).
  4. Partia wymachuje szabelką. „Zwarci i gotowi” – to było hasło, którym rząd II RP uspokajał Polaków, iż dopiero co odzyskanej niepodległości już nigdy nie stracimy. Skończyło się to klęską wrześniową, choć teoretycznie nie powinno. Polska w 1939 roku nie odstawała tak bardzo militarnie od Niemiec jak to się dziś powszechnie sądzi. Zawiodło dowództwo i błędy taktyczne, niezrozumienie nowoczesnych metod prowadzenia wojny, ale przede wszystkim – zawarte sojusze. Dawały nam one złudne poczucie bezpieczeństwa, kiedy w rzeczywistości oddawały Polskę na pożarcie Niemcom i Rosji. Zarówno Francuzi, jak i Anglicy, nie traktowali nigdy Polaków jako równorzędnych partnerów. Nie traktują nas tak także i dziś. No i jeszcze „łaska” jaką nieustannie robimy USA… Dyplomacja w wykonaniu PiS leży tak samo, jak działo się to w epoce PRL: polegamy na naszej wątpliwej sile militarnej i „żelaznych sojuszach”. Z Macierewiczem i Waszczykowskim sterowanymi zakulisowo przez Kaczyńskiego, jesteśmy słabi w tych wszystkich kluczowych dla bezpieczeństwa państwa dziedzinach.
  5. Rozgrzeszający etos – wszystkie ekipy po 1989, których politycy wywodzili się z tzw. „demokratycznej opozycji PRL”, uzurpują sobie bezdyskusyjne prawo do sprawowania rządów nie oparte na własnej wiedzy, doświadczeniu życiowym, osiągnięciach biznesowych, czy choćby praktyce na stanowiskach zarządczych, tylko na fakcie iż byli w opozycji do Jaruzelskiego. Ileż to razy słyszeliśmy zarzuty jednych solidarnościowych „kombatantów” wobec drugich, że ci pierwsi mają większe prawo do władzy, zasług, pieniędzy, mądrości… bo byli internowani w stanie wojennym! Jakby sam fakt przesiedzenia w „internacie” kilku dni/tygodni/miesięcy dawał im dożywotni glejt na przywództwo. Zachodzi tu kolejne podobieństwo i to od razu do dwóch zaprzeszłych epok: w dwudziestoleciu międzywojennym obóz Piłsudskiego trzymał mocno władzę opierając się na micie Legionów i kulcie Marszałka. W PRL zasługami, które upoważniały do sprawowania władzy było przejście szlaku bojowego od Lenino do Berlina, albo „utrwalanie władzy ludowej” zaraz po wojnie… Wszędzie tu, wyższe lub niższe funkcje państwowe sprawują ludzie najczęściej się do tego nie nadający… Mierni, ale wierni. To największa tragedia dzisiejszej Polski.

Przyszedł już chyba czas na większą zmianę. Nie może być tak, że gnijemy za życia przez działania niewielkiej w gruncie rzeczy grupy osób! Nas jest więcej! Wielu wydaje się, że „Partia” jest i była zawsze, bo nie da się inaczej. Bo to najlepszy system, bo demokracja jest najdoskonalszym z ustrojów… Trudno wprost takiemu twierdzeniu przytaknąć, ale i zaprzeczyć! Tak samo jak nie można mówić, że kapitalizm się w Polsce nie sprawdził… Bo ani jednego, ani drugiego w czystej postaci NIGDY w Polce nie było! Mamy różnorakie potworki, które udają nie to czym naprawdę są. Dziś rządzą nami ludzie, którzy do władzy doszli dzięki skomplikowanemu, po części niejawnemu systemowi wzajemnych zależności i powiązań. Nie ma to zupełnie nic wspólnego z wolnością, ani nawet demokracją (która wbrew temu co się ludziom wydaje, nie niesie powszechnej szczęśliwości, bo przynosi niewolę każdemu, kto nie należy do dominującej grupy). Władza zależy przede wszystkim od wpływów na działanie kluczowej instytucji państwowej, czyli telewizji i urzędów oraz państwowych firm, które są żywicielami szerokiej rzeszy pasożytujących na pracy normalnych Polaków działaczy partyjnych i ich rodzin.

Czas z tym skończyć. Oswoiliśmy się już faktem, że żyjemy w XXI wieku. Zobaczyliśmy wystarczająco dużo, żeby móc odrzucić zapleśniałe dogmaty minionego stulecia. Nie przystają one zupełnie do nowych wyzwań, do czasów współczesnych. Każą nam utrzymywać wystawną, bizantyjską niemal władzę opartą na samo sobie nadanym prestiżu, zamiast sprawną, efektywną, szybką i tanią administrację na miarę współczesnych czasów. Utrzymując dzisiejsze status quo stoimy wciąż w początkach wieku XX. Sto lat doświadczenia wystarczy. Czas podziękować urzędniczej hordzie, rozgonić dystyngowaną elitę władzy. Czas się ocknąć.

Więcej już niedługo.

Świnia o Orle

 

– Masz pan rację i nie masz pan racji. Świnia, gdyby rozumowała o orle, dajmy na to, rozumowałaby podobnie; gdyby porównała swoje niechlujstwo, swój brudny chlew, swoją ordynarność barbarzyńską, swoją siłę głupią i brutalną, swój wstrętny, rechoczący głos, swój rozum sprowadzony tylko do najobfitszego nażerania się, gdyby to wszystko porównała z pięknościami orła, z jego żądzą swobody, z jego chęcią do podsłonecznych wzlotów, z jego dumą, miłością obszarów – znienawidziłaby go i pogardzała nim.

Smutne to, gdy taka masa ludzi daje się wieść niczym bydlęta na postronkach i gardłuje zaciekle za prywatnym interesem garstki spryciarzy. I do tego kompletnie wbrew faktom, rozumowi i żelaznym zasadom logiki. Wszystko to wynika z braku WOLNOŚCI. Czy Polacy kiedyś w końcu się na nią odważą? Czy życia wystarczy by się o tym przekonać?

Wbrew temu co mówi oficjalna propaganda kolejnych postsolidarnościowych rządów, w 1989 żadnej wolności żeśmy nie odzyskali. Możemy mówić co najwyżej o krótkotrwałym liźnięciu jej farbowanej namiastki. Ja wiem, na bezrybiu i rak ryba, ale chodzi tu o rzecz nieporównywalnie ważniejszą niż obiad. Bezprzymiotnikowej wolności nie można przecież zastąpić niczym.

Czy należy się dziwić Polakom, że wciąż czekają na swój czas? Że dają się jak dzieci wplątywać w prowadzoną z najniższych pobudek polityczną gierkę? I tak i nie… W końcu większość „zwykłych ludzi” chce dobrze. Co prawda nie zaznali nigdy pełni wolności (no bo niby kiedy?), ale przecież każdy człowiek dąży do niej nieustannie. Walka „o demokrację” na marszach KOD-u, jest dla wielu podświadomą walką właśnie o wolność. Cóż, można gorzej trafić i dać się zwieść o wiele bardziej fałszywej ideologii. Pamiętamy przecież z historii przypadek złapanych na lep „demokracji” i „dobrobytu” dziesiątek milionów uczciwie pracujących Niemców…

Z KOD-em jest troszeczkę inaczej. Stoi za nim siła niespotykana chyba wśród innych narodów. Z pewnością nie w takim jak u nas natężeniu. Siła, przed którą nie raz już musiały skapitulować najlepiej umocowane partie, najbardziej popularni politycy. U nas jest bowiem tak, że można kompletnie ignorować wyborców, okłamywać ich, obiecywać złote góry, okradać, ośmieszać, obrażać i mimo to wygrywać wybory, mając jedynie ową moc niepojętą po swojej stronie. Miała ją przez długi czas Platforma Obywatelska, miał Komorowski, miał nawet kiedyś Wałęsa! Teraz przeszła ona częściowo na szajkę pana Petru i sprzyjający mu KOD. U nas bowiem ważniejsza od sympatii dla danego ugrupowania, jest ANTYPATIA dla jego wroga. Bo z sympatią już jest tak, że można jakąś partię lubić, ale nie musi to powodować od razu poczucia obowiązku oddania na nią głosu w wyborach. O wiele bardziej motywuje nas za to niechęć do wspólnego wroga. Kto pozna ów niuans polskiej polityki i potrafić będzie umiejętnie z niego skorzystać, ten zapewni sobie w niej sukces.

Powiedzmy sobie bowiem szczerze: te tłumy manifestujące dziś sprzeciw przed majstrowaniem w Trybunale Konstytucyjnym i poparcie dla Lecha „TW Bolek” Wałęsy nie maszerowały dlatego bo widzą w działaniach PiS „zagrożenie dla demokracji”, czy dlatego bo nie mogą pogodzić się „niesłusznymi oskarżeniami naszego Noblisty”… Jedno i drugie to czysta brednia. Gdyby przebadać tych ludzi na okoliczność znajomości zasad funkcjonowania TK i zapytać kogo i co tak naprawdę ów organ władzy sądzi, to wyniki byłyby mizerne. Jakoś nie przeszkadzały organizatorom całej tej hecy wszystkie poprzednie rządy, które nigdy nie przejmowały się zbytnio wyrokami TK (chyba, że akurat były im na rękę). Z rządem PO na czele, który to przesadził w swoim ślepym pędzie ku zachowaniu choć częściowego wpływu na bieżącą politykę i pierwszy zaczął kombinować ze zmianą zasad pracy Trybunału. Na antydemokratyczne zachowania samego Wałęsy, których pełno było i za czasów jego przywództwa w związkach zawodowych i podczas jego prezydentury, spuśćmy już zasłonę milczenia… Nie, to przemożna niechęć, po prostu nienawiść do PiS powoduje, że dziś taki KOD ma swoje pięć minut. Co ciekawe, Kaczyński chyba doskonale zdawał sobie sprawę, że nie jest w stanie przestawić wahadła i ustawić tym razem PO w roli wspólnego wroga, dlatego poszedł inna, jakże skuteczną drogą do zwycięstwa: przekupił Polaków (ich własnymi zresztą pieniędzmi). Majstersztyk!

Sprawa TK, czy głupka Wałęsy to zatem tylko banalne preteksty. Na jakimś kręgosłupie trzeba bowiem lepić przekaz dla gawiedzi. A zawiedzionemu wynikami wyborów twardemu elektoratowi PO nie potrzeba przecież wiele. Dają się złapać na lep nawet tak wątpliwej propagandy jak ta panów Kijowskiego, Petru i Schetyny. I to jest przykre. Bo ci ludzie wolności Polakom z pewnością nie przyniosą. Ale cóż, można KOD-owcom powiedzieć przytoczonymi na wstępie słowami von Borowieckiego. To byłby sposób dosadny, choć z ust szlachetnych pochodzący. Można też użyć zdania włożonego co prawda w plebejskie usta, ale za to jakże bardziej oględnego:

„My do was nie wrócimy, póki was w kupie trzyma tylko wasza złość”.

Bo w Polsce bez wolności żyć nie sposób. Co prawda moja emigracja z konieczności jest na razie jedynie wewnętrzna, ale dzięki niej już teraz mogę się cieszyć pełnią wolności. Z dala od KOD-ów, PiS-ów i całego tego bolkowego brudu. Zapraszam do mnie. Bo wolność jest w nas.

011881

Napisałaś komentując mój poprzedni tekst („Polska jakiej nie znamy”), że „wypierasz go z siebie” z powodu nadmiernych uproszczeń. Suponuję tu sobie, że nie tyle „nie zgadzasz się” z moim stanowiskiem, co potrzebujesz szerszego zaprezentowania myśli jakie stanęły u jego źródeł. Śpieszę zatem z wyjaśnieniami:

Rozumiem, że nie będziemy spierać się o to czy Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB, bo w świetle najnowszych twardych dowodów spór taki byłby jałowy. Nawet jeśli jeszcze kilka dni temu niektórzy mogli mieć co do tego wątpliwości, to dziś zaprzeczanie oczywistym faktom świadczyć może jedynie o niewytłumaczalnym zaimpregnowaniu umysłu na ogólnie pojętą wiedzę. Albowiem życie, droga Kasiu, płynie. Rzeczy dzieją się nieustannie. Tak jak nie można wejść dwa razy do tej samej wody, tak osąd zdarzeń podlega nieustannej modyfikacji w miarę nabywania przez nas doświadczenia, czy poznawania opinii innych ludzi (z którymi nie zawsze musimy się zgadzać, czasem przeciwna opinia utwierdza nas we własnym zdaniu, dając ku niemu dodatkowe argumenty). Zresztą, nawet najwięksi apologeci naszego noblisty nie kwestionują samego faktu kolaboracji. Bronią jedynie Wałęsy bagatelizując fakt donoszenia na kolegów z pracy i brania za to pieniędzy, oraz wpierając iż odkupił on swoją (popełnioną za młodu i zapewne „ze strachu”) winę po wielokroć, późniejszymi osiągnięciami i nieskazitelną postawą… Tutaj pozwolę się stanowczo nie zgodzić.

Sądzę bowiem, czemu dałem symbolicznie wyraz w pierwszej części mojego poprzedniego tekstu, że gdyby to nie Wałęsa przewodził „bezkrwawej rewolucji” 1989 roku, to Polska mogłaby być dziś w zupełnie innym miejscu. Zamiast wciąż na nowo zaczynać naszą drogę do powszechnego dobrobytu, uczciwych rządów i bezpieczeństwa, łudząc się iż kolejny rząd, kolejna koalicja jest już tą najlepszą, moglibyśmy JUŻ być bogatym i naprawdę liczącym się krajem Europy. To MY byśmy rozgrywali, a nie NAMI by grano.

Aby przyznać mi rację, musisz jednak Kasiu wykonać pierwszy krok. Musisz wyjść z utkanego wokół siebie bezpiecznego kokonu. Musisz opuścić ciepłe wnętrze swojego leśnego pałacu i pochylić się nad maluczkimi „człowiekami”, co to kręcą się w codziennym pośpiechu, biegając nie wiadomo za czym i po co. Czy wiesz jakie było najczęściej wypłacane wynagrodzenie w 2014 w Polsce? 2000 złotych na rękę… Nie mamy nowszych danych, bo GUS publikuję medianę polskich zarobków raz na dwa lata! Zamiast tego mydli nam co miesiąc oczy ogłaszając „przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw” (aktualnie jest to 4100 zł przed opodatkowaniem – porównując do średniej europejskiej to wciąż przerażająco mało). Cóż, statystyka to piękna nauka. Można dzięki niej udowodnić absolutnie wszystko! Więcej o tym tutaj: „Sprawdź, czy zarabiasz więcej niż połowa Polaków” – przeczytaj koniecznie a później zauważ, jaka część społeczeństwa ma do wydania co miesiąc tyle pieniędzy co Ty? Będzie to z pewnością znacznie mniej niż 5%. Za to ok. 90% zarabia MNIEJ. Moim zdaniem jak na kraj, który już ponad 25 lat korzysta z „niczym nieskrępowanej wolności”, to zdecydowanie słabe osiągnięcie. To po prostu skandal! I niestety nie ma tutaj nikogo innego winnego, niż ludzie którzy przez ten czas nami rządzili.

Wiem że nie pałasz szczególną sympatią do PiS. Rozumiem to i podzielam Twoje uczucie. Jak wielokrotnie na tym blogu pisałem, partia Kaczyńskiego to według mnie narodowo-socjalistyczna szajka. Jak dotąd z pewnością się zgadzamy. Różnice ujawniają się dopiero tutaj: inne szajki dotychczas rządzące po mojemu były nie lepsze, a PO – nawet zdecydowanie GORSZE niż PiS. Ale nie pojmuję, jak nasza wspólna niechęć do partii aktualnie rządzącej miałaby skutkować wspieraniem w kłopotach Wałęsy?! W imię czego? Nawet pomijając esbecki epizod 1970-76 w jego życiorysie, Lech Wałęsa był po prostu bardzo ZŁYM prezydentem. Przykłady? Już podaję:

  1. Koncepcja NATO-bis i EWG-bis. Bardzo niebezpieczne pomysły, które ktoś (zastanów się KOMU to było na rękę…) Wałęsie wbił w głowę i ten przez jakiś czas próbował je zrealizować.
  2. Obalenie rządu Olszewskiego, który podjął próbę (nieporadną, ale jednak) przeprowadzenia lustracji i ujawnienia agentury wśród posłów, senatorów i członków rządu.
  3. Nawoływanie do NIE likwidowania baz Armii Czerwonej w Polsce, tylko do stworzenia polsko-rosyjskich spółek joint-venture na ich terenach (zastanów się…).
  4. Bezczelne przechwycenie teczek SB z dokumentacją swojej działalności i zniszczenie najbardziej kompromitujących materiałów (szczegóły ujawnił audyt jaki zarządził jego następca Kwaśniewski).
  5. Rozwiązanie Sejmu I Kadencji.
  6. Falandyzacja prawa.

Tyle z pamięci. Czy jego prezydentura miała jakieś JASNE strony? Zastanówmy się… Ponoć nakłonił pijanego Jelcyna do zgody na wycofanie się Polski z Układu Warszawskiego. Czy tak było na prawdę nie przekonamy się nigdy. Wiemy to tylko z przekazu samego Wałęsy, a ten jak wiadomo ma dosyć… luźne podejście do prawdy i faktów. Czy wiesz, że jak sama napisała w autobiografii jego żona Danuta, ilekroć mieli problemy finansowe Lechu szedł zagrać w totalizator sportowy i zawsze wygrywał? To się nazywa szczęście… Ciekawe tylko, czy daty owych wygranych nie pokryją się z datami kwitowania przez niego odbiorów pieniędzy za donosy. Ponoć szczegóły mamy poznać już w poniedziałek. Tylko czy Danuśka zachowała szczęśliwe kupony?

Jak widzisz materiału do działania dla czegoś takiego jak popierany dziś przez Ciebie ‚KOD‚ było o wiele więcej, niż daje nam dziś Kaczyński. Wałęsa nie raz podejmował decyzje łamiąc, lub (częściej) omijając prawo. To co zrobiło PiS (a wcześniej rozpoczęła PO) przy okazji członków Trybunału Konstytucyjnego, to naprawdę pikuś… A jednak KOD wystartował właśnie z akcją „JESTEM TW BOLEK”… Kompletne pomieszanie z poplątaniem. Czy Ty widzisz w tym jakiś sens?

Dlaczego mam bronić małego krętacza z Gdańska? Za to że ignoruje prawo, nie ujawnia dochodów ze swoich „wykładów” na całym świecie, obraża w niewybredny sposób swoich przeciwników (odczułem to kiedyś osobiście, kiedy jeszcze Wałęsa prowadził bloga na portalu mojageneracja.pl – po tym incydencie przestałem z nim dyskutować), czy za przypisywanie WYŁĄCZNIE SOBIE zasługi „pokonania komunizmu”! Gdyby to ostatnie było jeszcze prawdą…

A może za bycie ślepo poddanym hierarchom Kościoła Katolickiego? Za napychanie im kabzy niewyobrażalnymi bogactwami przekazywanymi na jego ręce przez chcącą wspomóc ojczyznę Polonię ze wszystkich stron świata („wszystko co otrzymałem przekazałem na Jasną Górę” – te słowa Wałęsa powtarza bardzo często). Za prezentowanie najbardziej prymitywnej odmiany polskiej zaściankowej religijności? TY? Osoba tak racjonalna?! Nie pojmuję…

Wałęsa jest symbolem polskiej bezkrwawej rewolucji 1989 roku. Moim jednak zdaniem było to tylko zgrabne zwodowanie łodzi ratunkowej dla całej wierchuszki PZPR-owskiej, która bez niej zatonęłaby wraz z całą PRL. Desant udał się im nad podziw dobrze. W końcu wykonywali to w większości ludzie w mundurach…

A mogło być naprawdę zupełnie inaczej. Polska już na samym starcie miała bardziej liberalne prawo gospodarcze niż moglibyśmy sobie życzyć dzisiaj! Rząd Mieczysława Rakowskiego (starego socjalisty, ale jednocześnie człowieka prawdziwie inteligentnego i jak się wydaje uczciwego), miał niesamowity atut w osobie Mieczysława Wilczka (koniecznie przeczytaj życiorys tragicznie zakończonego żywota tego człowieka). Dał on Polakom niezwykły świąteczny prezent: 23 grudnia 1988 weszła w życie Ustawa o działalności gospodarczej i Polska nie była już nigdy taka jak wcześniej. Zapewne pamiętasz boom gospodarczy, blichtr i szaleństwo początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku? Zawdzięczamy go właśnie liberalnemu prawu gospodarczemu. Kto wie, gdzie bylibyśmy dziś, gdyby pozwolono rządzić ekipie Rakowskiego? A może ziściłby się scenariusz chiński? Tylko 20 lat wcześniej i przeprowadzony w sposób nieco bardziej cywilizowany?

Tego nie dowiemy się nigdy, bo ekipa twardogłowych generałów pod dowództwem duetu Jaruzelski/Kiszczak dostrzegła w poluźnianiu cugli zagrożenie własnego bezpieczeństwa. Musieli zapewnić sobie glejty nietykalności. Wykonali więc przytaczany już przeze mnie kilkukrotnie skok do przodu i dopuścili do władzy starannie dobranych opozycjonistów. Ci słowa danego generałom dotrzymali – ani Jaruzelski, ani Kiszczak nigdy nie odpowiedzieli za żaden ze swoich czynów… Niestety, kiedy tylko nuworysze władzy umocnili się na swoich pozycjach, kiedy układ sił został sprawdzony w boju, rządzący postanowili wprowadzać upragniony przez siebie „nowoczesny” socjalizm na wzór zachodnioeuropejski. I zaczęło się przykręcanie śruby. To właśnie wtedy ukręcili kurze złota jaja, jak by powiedział Stefan ‚Siara’ Siarzewski.

Wąski i Siara

Polacy bowiem może w sposób nieco chaotyczny, może niekoniecznie zgodnie z żelaznymi prawami ekonomii, ale za to wytrwale i pracowicie, zaczęli się bogacić na własną rękę. Nikt nie oglądał się na państwo, nikt nie wyciągał ręki po dotacje, nie żądał 500 zł na dziecko. Od zera, na składanym łóżku, używanym dostawczakiem na kredyt, w wynajętej piwnicy… Ale na swoim i krok po kroku do przodu. Zaczął się kumulować rodzimy kapitał. Niestety zanim zdążył jako tako okrzepnąć dostał obuchem w łeb. Kolejne rządy prześcigały się rozdawnictwie (oczywiście to co robi dziś PiS to już Himalaje populizmu), co skutkowało oczywiście nieustannym podnoszeniem podatków. Jednocześnie unikały jak ognia tematów trudnych: uczciwej i całkowitej prywatyzacji (co rozwiązałoby już dawno problem nierentownych kopalń) czy uwolnienia ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych (to drugie już nawet było przegłosowane bodajże za Buzka, jednak kolejna ekipa ugięła się lobby lekarskiemu i wszystko odkręciła). Ponieważ problemy narastały, postanowiono rozwiązywać je metodą sprawdzoną w PRL-u: w sytuacji kryzysowej należy zwołać zebranie i wybrać komisję do zbadania problemu. Tak też zwiększano biurokrację na skalę nie znaną dotychczas nad Wisłą, komplikowano prawo nowelizując, sztukując i łatając ustawę za ustawą. Prawo Wilczka miało 5 stron tekstu i 54 artykuły. Obecnie obowiązująca „Ustawa o swobodzie gospodarczej” to już 75 stron i 111 artykułów. Ale to zaledwie drobny ułamek przepisów obowiązujących przedsiębiorców, sama regulacja podatku VAT ma 297 stron…

W powyższych kilku zdaniach streszczam coś o czym można by pisać opasłe tomy. Obraz rabunku dobra wypracowywanego przez Polaków to zaiste mroczna karta naszej współczesnej historii. Tak, są branże, enklawy, regiony którym się powodzi nadzwyczaj dobrze. Najczęściej wtedy, kiedy mają bliski związek z własnością publiczną. Państwowe można doić zasadniczo bezkarnie i bez umiaru… Ale niestety cała Polska to jednak kraj wciąż na początku drogi, wciąż na dorobku, nieustannie borykający się z niedostatkami. Żyjące od wypłaty do wypłaty. Wciąż czekający na swoją szansę, ale ile jeszcze można czekać? Zwłaszcza dziś, kiedy sytuacja międzynarodowa jest napięta jak… przed wojną? Ja nikogo nie straszę, odkładam tę myśl głęboko, ale czułbym się jednak znacznie pewniej gdyby dane mi było żyć w Polsce prawdziwie dostatnej i silnej. Po ponad ćwierćwieczu rządów partii post-solidarnościowych nie mamy ani jednego, ani drugiego.

Rozumiem, że ogarnięcie tego wszystkiego dla Ciebie będzie trudne, że zadziała tu syndrom północnokoreańczyka: osobie wychowanej od dziecka w północnej Korei nie mieści się w głowie inny obraz zewnętrznego świata, niż ten jaki jest jej wbijany dzień po dniu przez reżimowe media. Tak samo Ty możesz mieć problem z zaakceptowaniem prawdy o osobie Wałęsy i innej niż oficjalna wizji historii ostatniego ćwierćwiecza. Jestem świadom, że nie dotrę z tym przekazem do Ciebie… od razu. Ale jestem spokojny, że uda mi się zasiać choć maleńkie ziarenko niepewności do całej tej sprawy. W końcu człowiek uczy się całe życie.

Pozdrawiam najmocniej.

M.