U pana T. Lisa zapluwa się właśnie w tej chwili Kazimiera „Kazia” Szczuka. Ta sama, która wyśpiewywała przyśpiewki włoskich komunistów na „Kolorowej niepodległej”:
Bezczelnie przerywa dyskusję (co u niej normalne), ale oprócz chamstwa próbuje wcisnąć nam zwykłe kłamstwa. Co prawda (chyba z rozpędu) potwierdziła, że niemieccy „antyfaszyści” przywieźli na blokadę cały arsenał, ale z upiorem maniaka, kilkakrotnie próbowała ich choć częściowo wybielić mówiąc, że „na pewno” nie mieli oni kastetów.
Nie jestem może taki stary, ale pamiętam nieco z tego jak to było w PRL. Pamiętam, że trzeba było stać w kolejce po wszystko, że pewnych rzeczy po prostu nie było i dowiedziałem się o nich wiele lat po tym gdy cieszyć się mogli nimi moi rówieśnicy z bardziej cywilizowanej części Europy. Stan wojenny pamiętam dlatego, że w jego pierwszy dzień nie było Teleranka. Jedną z zalet mieszkania w mieście stosunkowo prowincjonalnym – z dala od kluczowych wydarzeń w historii Polski – było to że pozostałe uciążliwości wojny jaruzelsko-polskiej nas właściwie nie dotyczyły. Jedyny raz kiedy czynnie wyraziłem swój sprzeciw wobec czegokolwiek, to udział w manifestacji przeciwko stacjonowaniu w Polsce Armii Czerwonej (która zajmowała jedną trzecią mojego rodzinnego miasta), ale odbyło się to ok. 1990 roku, kiedy nie był to już żaden wyczyn.
Za to od dawna interesuję się historią a okresem od 1944 do 1989 roku w Polsce szczególnie. Naprawdę wiem o tej epoce dużo i to również z dziedzin nie będącym zazwyczaj przedmiotem badań historyków. Czytam książki, gazety z epoki, filmy pokazujące życie w tamtych czasach. Fabularne, ale także (nawet chętniej) te dokumentalne. Dla wielu nudne, ale mnie dostarczają one ogromnej dawki wiedzy. Poszerzają obraz PRL-u jaki mam. Wiem dzięki nim więcej. Wczuwam się.
Dlatego gdy widzę coś takiego:
To wiem, że wraca stare. Ono tak naprwadę nigdzie nie zniknęło. Przykucnęło tylko na chwilę i właśnie wstaje, otrzepując ostentacyjne kurz z kolan.
Zaprawdę powiadam wam: to wszystko już było!
Możecie uważać że przesadzam, że przecież wtedy panował okrutny terror, że komuniści organizowali łapanki na opozycję, codziennie pałowali studentów, zamykali ludzi tysiącami za słuchanie Radia Wolna Europa i w ogóle każdy bał się powiedzieć cokolwiek złego na Partię, bo bał się o swoją wolność… Nie do końca tak to wyglądało. Tak naprawdę „normalny człowiek” nie zauważyłby większej różnicy między Polską za Gierka a tą obecną, za Tuska.
Nie ma dziedziny, w której nie szli byśmy drogą towarzyszy z lat 70. XX wieku. Oni wtedy na potęgę budowali wielkie kombinaty za kredyty z Zachodu – my za jeszcze większe pożyczki budujemy autostrady. Oni podporządkowywali się Wielkiemu Bratu ze wschodu, nami rządzą Komisarze z zachodu. Wtedy oficjalny urząd cenzurował treści jakie mogliśmy oglądać w telewizji, teraz odpowiednio wyprofilowani pseudo-dziennikarze sami wiedzą co i jak wmawiać widzom, czytelnikom i słuchaczom wszystkich bez wyjątku mediów…
Nie ma znaczenia prawda, nie liczy się dobro wspólne, niepodległość ojczyzny, bogactwo mieszkańców Polski, nawet nasze biologiczne bezpieczeństwo! Jedyne co zaprząta umysły rządzących i całej kliki aspirującej do władzy a nawet tych medialnych piesków łaknących owej władzy przychylności, to WIĘCEJ WŁADZY i WIĘCEJ NASZYCH PIENIĘDZY.
Dla tych dwóch elementów są gotowi na każdą podłość. Co bardziej napędzą widoczną na powyższym filmie Monikę Richardson (z d. Pietkiewicz)? Wydaje mi się, że gdyby przeskanować umysł tej „błyskotliwej” dziennikarki, to nie byłoby nad czym zbyt długo rozprawiać, ale sądzę że napędzą ją wypadkowa obu powyższych vis vitalis. I dodam, że egzemplarze takie jak ona, spotykać można było w korytarzach siedziby TVP przy ulicy Woronicza 17 już w epoce Gierka. I tak samo były one wierne Partii i jej jedynie słusznej linii.
Partia się (nieco) zmieniła i w jej programie (trochę) inaczej rozmieszczono akcenty. Zasadnicze elementy (i nawet niektórzy ludzie), pozostali nietknięci.
A pieski (i suki) w telewizorze machają ogonkami w dokładnie ten sam sposób.
Zaklinanie rzeczywistości to fundament polskich mediów. W telewizji nic nie jest pokazywane takim, jakie jest naprawdę. Pewne fakty są nadmiernie eksponowane, ich znaczenie jest przejaskrawiane, za to masa naprawdę ważnych spraw jest zupełnie przemilczana. Nie pasują do „wizji”.
Dokładnie tak samo ma się sprawa z badaniami preferencji wyborczych. To, że tradycyjnie nie pokrywają się one z wynikami rzeczywistych wyborów, to tak naprawdę „mały pikuś”. Gorsze, że uporczywe naciąganie wyników sondaży kreuje w Polsce fałszywy obraz poparcia dla partii politycznych. Dzisiejsze nagłówki krzyczą:
„Poparcie dla PO wystrzeliło do góry”
Od miesięcy jesteśmy epatowani fantastycznymi wynikami poparcia dla PO. Praktycznie cały czas nie spada ono poniżej 40%. Czy tak jest w istocie? Oczywiście, że nie. Wystarczy czytać ze zrozumieniem. Po pierwsze sondaż, w którym przebadano „reprezentatywną grupę 1000 osób” jest według mnie gówno warty. Ale zajrzyjmy dokładniej, co można w nim przeczytać:
„Gdyby wybory parlamentarne odbywały się w maju, na PO zagłosowałoby 44 proc. badanych.”
Pięknie, z tym że nie jest to prawda. Poczytajmy dalej:
„W majowym badaniu TNS OBOP 32 proc. ankietowanych zadeklarowało zamiar wzięcia udziału w wyborach do Sejmu.”
Ha! Przebadano 1000 (z hakiem) osób, z czego niespełna 1/3 zadeklarowałą chęć oddania głosu! Idźmy dalej:
„Spośród badanych, którzy zadeklarowali zamiar wzięcia udziału w wyborach 19 proc. nie było zdecydowanych, której partii przekazać poparcie.”
Spośród tych trzystu kilkudziesięciu osób, które na wybory pójdą, prawie 1/5 nie udzieliła odpowiedzi na którą partię odda głos, bo jeszcze nie podjęła decyzji! Czyli cały sondaż opiera się tak naprawdę na preferencjach wyborczych grupki ok. 260 osób. To 44% spośród TYCH 260 wyborców zadeklarowało poparcie dla Platformy Obywatelskiej. Daje to nieco ponad setkę zadowolonych zwolenników PO na ponad 1000 uprawnionych do głosowaniu. Dokładnie 11%. I jest to wszystko, na co Donald Tusk et consortes mogą narazie liczyć. Poza tym trwa nieustanna walka o głosy tych niezdecydowanych. Tak naprawdę to ONI wybierają w Polsce władzę. Cała tragedia w tym, że są to osoby łatwowierne, niezbyt wyrobione politycznie, dające się omamić bezczelnym kłamstwom i pustym obietnicom naszych polityków. Głosują na tych, którzy najlepiej wypadają w TV. Jeśli ktoś w ogóle w telewizorze się nie pojawia, to dla tej części wyborców właściwie nie istnieje.
Do kompletu Gazeta Wyborcza komentując wyniki sondażu podsuwa swoją ankietkę, dając jedynie słuszne możliwości odpowiedzi:
Do wyboru jest tylko „Banda Czworga„, plus kwiatek do kożucha w postaci PJN. W taki sposób w umysłach wyborców utrwala się jeden schemat: „ci są dobrzy, a reszta to oszołomstwo niezdolne do rządzenia krajem”.
Po oddaniu głosu okazuje się, że tajemnicze „inne ugrupowanie” ma Polsce bardzo duże poparcie:
Większe niż PiS, SLD, PJN i PSL razem wzięte. I tego właśnie boją się aktualni władcy Polski.
Sprawmy razem, żeby ICH najczarniejszy sen się spełnił. Jest to w NASZYM interesie. Żeby móc za rok czy dwa spać spokojnie.
Stefan Niesiołowski (ex ZChN, ex AWS, aktualnie PO) to jeden z kluczowych członków partii trzymających władzę w Polsce. Zabezpiecza on Parlament, piastując stanowisko Marszałka Senatu. A że nie ma zbyt wiele do roboty (w końcu PO z przystawkami może sobie przepchnąć dowolną ustawę), udziela się szeroko w mediach. Wystąpił był właśnie w programie „Młodzież kontra”. Jego wypowiedzi cechowała jak zwykle nadzwyczajna dawka pogardy dla interlokutorów, nieustanne próby zdyskredytowania ich intencji i zasadnicza negacja wszelkich zarzutów stawianych PO. Dla przykładu, Niesiołowski na pytanie „panie Marszałku, której z niezrealizowanych obietnic wyborczych Platformy żal panu najbardziej?” Odpowiedział krótko i na swój sposób bezczelnie:
„Ja nie znam żadnej niezrealizowanej obietnicy Platformy.”
Hello! Panie Marszałku! Miliony Polaków mają odmienne zdanie!!!
Niesiołowski chyba tego nie widzi, albo (co bardziej prawdopodobne) ów fakt od siebie odrzuca. To bardzo zdrowe dla jego psychiki, ale MY musimy niestety zmagać się efektami polityki zaniechań Platformy Obywatelskiej. Tu nasuwa mi się refleksja natury bardziej ogólnej: dlaczego w Polsce jest niezmiennie źle?
Chyba wiem dlaczego. Mamy to nieszczęście, że od dziesięcioleci rządzą nami zasłużeni. Nie ludzie mający wiedzę i umiejętności – tylko ci, którzy zdobyli wolność. Już ojcowie założyciele Niepodległej RP (A.D. 1918) dali dowód tego, że nie wystarczy ową wolność wywalczyć. Nie to jest absolutnym mandatem dającym nieomylność. II RP („Sanacja”) jest powszechnie wspominana jako kraina miodem i mlekiem płynąca, gdzie kraj kwitnął a ludziom żyło się dobrze. Takie twierdzenie było może i po części prawdziwe, jeśli porównać przedwojnie do PRL-u, ale teraz możemy chyba już bez owijania w bawełnę przyznać, że sanacyjni politycy mają całkiem sporo grzeszków na sumieniu. Korupcja, wykorzystywanie służb specjalnych (i jawnych) w walce politycznej to wcale nie są wynalazki ostatnich lat. Niestety.
Nie lepiej było po kolejnym odrodzeniu Polski. Przez czterdzieści pięć lat naszym krajem rządzili pogromcy faszyzmu. Legitymizacja ich władzy pochodziła nie od przyrodzonej inteligencji, tylko od siły stojącej za nimi Armii Czerwonej.
No i w końcu nasze orły. Ci ze styropianu, wojujący z bezpieką. Nie ważne, że reprezentowali szeroki przegląd zupełnie różnych poglądów na kształt przyszłej Polski. Od socjalizmu z ludzka twarzą, przez chrześcijańsko-narodową najświętszą Rzeczpospolitą, po liberalną republikę rządzoną przez jajogłowych. Wszyscy zostali wrzuceni do jednego wora jako Nasi. I nie było siły, która stanęła by by im na drodze do władzy w 1989 roku. W konsekwencji są ONI (!) wciąż u władzy. Niby się co kilka lat zmieniają, ale mimo tego że nominalnie raz to lewica a drugi raz prawica, skutek jest niezmiennie ten sam: żenada i coraz większe zubożenie Polaków. Obecne rządy umiłowanego przywódcy(i jego kamratów) to już doprawdy szczyt wszystkiego. Hipokryzji, kłamstwa i jawnego złodziejstwa obywateli w świetle reflektorów. Już niedługo liberałowie spod znaku PO tak wyjdą nam wszystkim bokiem, że się nie pozbieramy. Na razie, może sobie Niesiołowski w TV z krzywym uśmiechem bredzić:
Marcin Chmielowski (KASE): Po co takie podwyżki podatków, dlaczego nie pójdziemy w drugą stronę, dlaczego nie obniżacie wydatków i w ten sposób nie próbujecie łatać dziury budżetowej, która jest oczywistym problemem? (…)
Stefan Niesiołowski (PO): (…) Problem deficytu. Szukamy oszczędności… Pan nam zarzucił: nie podnoście podatków, szukajcie oszczędności. Robimy to! W administracji – wielki opór społeczny, gdziekolwiek realnie się szuka oszczędności, to ta grupa na której się oszczędza stawia opór! To nie jest takie proste i proszę pamiętać: rząd który traci społeczne poparcie i który oddaje władzę populistom, jest złym rządem. Bronimy polski przed populistami.
Boże miłosierny, Ty widzisz i nie grzmisz! Prominentny polityk rządzącej partii deklaruje swoją niezłomną walkę z populizmem prezentując skrajnie populistyczne stanowisko! I co na to komentatorzy z niezależnych mediów?! Gówno. Ważniejsze jest, że jutro ruscy ogłoszą raport.
Dzisiejszy Teleexpress był przedostatnim przed ciszą wyborczą. Aż kipiał od nachalnej propagandy mającej na celu promowanie „jedynego wodza”, Jarosława Kaczyńskiego. Rzygać się chcę.
Szczerze dziwię się, że te wszystkie obłudne frazesy przechodziły tak gładko przez gardło Orłosia… Zresztą możecie sami się przekonać: Teleexpress TVP1, 1 lipca 2010.
Dlatego nie zgodzę się z JKM, że lepiej głosować na Kaczyńskiego, bo to osłabi drugą stronę… To prawda – na krótką metę. Patrząc bardziej perspektywicznie, o wiele ważniejsze jest wyrwanie TVP z rąk narodowych faszystów. Wtedy można mieć nadzieję, że przez tą najpopularniejszą szczekaczkę dotrze do ludu nieco mniej zmanipulowanych treści. A w końcu nadzieję mieć trzeba.