Reżimowe media smażą od kilku dni Wałęsę, o którym wiadomo jest już właściwie wszystko od lat co najmniej paru. Opiniotwórczy spin-doktorzy mają jednak nadzieję owym roastem przykryć nieco kolejne porażki rządu Dobrotliwego Wodza i jego pomagierów. Na krótką metę może i da to nieco oddechu towarzyszom z PiS, ale ile można jechać na Bolku? Spuśćmy raczej zasłonę milczenia na tego nieszczęśliwego człowieka. Nie zanosi się ani na to, żeby on sam przeprosił za swoje wszystkie sprawki, ani żeby jego niepoprawni poplecznicy spuścili już z tonu. Pomiot post-solidarnościowy ujada bowiem tak zajadle, że słuchać hadko. Szczekanie byłego działacza Solidarności Frasyniuka wydaje się najbardziej doniosłe:

Michał Gostkiewicz: Jak się pan czuje z tym, że potwierdzono autentyczność podpisów Lecha Wałęsy na dokumentach „TW Bolka”?

Władysław Frasyniuk: – Gdyby był taki dokument, w którym Lech Wałęsa napisałby „kocham pana, panie Jaruzelski, Lech Wałęsa”, to w niczym nie zmieniłby polskiej historii. W niczym! Chcę, żeby wszyscy mieli świadomość, że gdyby nie było Lecha Wałęsy w latach 80., to nie byłoby tej wspaniałej „Solidarności”. I ta część Europy, która dziś się nazywa „Środkową”, pewnie pozostawałaby „Wschodnią”.

Ilekroć słyszę, lub czytam tę ludzką mendę uzurpującą sobie prawo do pouczania wszystkich od prawa do lewa, na każdym temat i z byle okazji tylko z racji tego, że był kiedyś wśród tych, których namaściła poprzednia komuna do roli „konstruktywnej opozycji”, to czuję niesmak graniczący z mdłościami. Nie, panie Frasyniuk! Nie masz pan jak zwykle racji! Niczego MY zwykli ludzie, nie zawdzięczamy Wałęsie! To tylko WY gloryfikując i odrealniając sposób przejęcia przez WASZ obóz władzy, wmawiacie wszystkim, że nie było innej drogi! Gówno prawda!

Wbrew temu co z uporem maniaka powtarza Wałęsa, to nie on w pojedynkę „odzyskał niepodległość”, ani nawet nie dokonała tego klika doradców „Solidarności”. Możesz sobie Frasyniuk pierdolić jak długo chcesz, ale nikt rozsądny nie przytaknie twierdzeniu, że najlepsze czym pochwalić się mógł w owym czasie 38 milionowy Naród, to Lech Wałęsa. Bądźmy poważni. To właśnie jemu (a właściwie wianuszkowi jego mitotwórców), postanowiła pokojowo przekazać część władzy poprzednia komuna, bo go dokładnie znała, bo miała na niego papiery (jak na większość magdalenkowych „autorytetów moralnych”) i była pewna, że będzie nad tym procesem panować. I wiele się nie pomylili. Bo to WY pozwoliliście poprzedniej komunie uwłaszczyć się na naszym wspólnym majątku. W zamian za zewnętrzne znamiona władzy pozwoliliście starym komuchom spokojnie (i w dostatku) doczekać swych dni.

Ale jeszcze gorsze jest to, że wasze ograniczone horyzonty umysłowe nie potrafiły sprostać wyzwaniom współczesnego Świata. Cóż, zaprawieni w waszej (pożal się Boże) „konspiracji”, nie byliście w stanie choćby spróbować stać się awangardą myśli liberalno-wolnościowej w Europie. Zamiast skoku do przodu, zadaliście NAM bolesny cios w brzuch, wciskając na siłę skompromitowane ideały zgniłej zachodniej socjal-demokracji…

To dzięki wam mamy dziś w Polsce powtórkę z PRL. To dzięki wam ciągniemy się w ogonie Europy, choć posiadamy wszelkie warunki do tego, żeby jej raczej przewodzić. Wy po prostu inaczej nie potraficie. Jesteście skażeni komuną. Knuciem, kombinowaniem, podsłuchem, inwigilacją, nakazem, donosem, partyjniactwem, kolesiostwem, oszustwem, przekupstwem, kłamstwem… Z wami na czele Polska nigdy nie dojdzie do dobrobytu i bezpieczeństwa. I nawet nie próbuj, Frasyniuk, odżegnywać się od dzisiejszej władzy Dobrotliwego Wodza Jarosława Kaczyńskiego i jego kliki – to twoje plemię, to twoja krew, to twój plugawy etos.

Tak długo jak wasza banda będzie mieć wpływ na losy Polski, tak długo nie będzie tu dobrze. Spierdalaj!

 

Towarzysze z szajki rządzącej Polską okrzepli już nieco. Umościli się na swoich stołkach, okopali na zajmowanych stanowiskach. Co bardziej ostrożni uzbroili się w żelazne haki na konkurentów aspirujących do zajmowanych przez siebie funkcji. Władza się uRZĄDziła. Jak powiedział tow. Morawiecki:

Będziemy rządzić przynajmniej trzy kadencje.

Sądzę, że tutaj akurat można mu wierzyć. Jego korpo-umysł precyzyjnie ocenił ile jeszcze wytrzyma Polska gospodarka, ile można jeszcze wycisnąć z Polaków. Jak wiele jeszcze potu, krwi i pieniędzy da się nam zabrać. Jak widać droga przed nami długa i bolesna. Ale czy może być inaczej kiedy kraj nasz zmierza w kierunku totalitarnego socjalizmu tak szybko, jak chyba NIGDY wcześniej?

Właśnie poznaliśmy prawdziwy powód likwidacji Ministerstwa Skarbu Państwa (pisałem o tym tutaj: Obradowało plenum Polskiej Zjednoczonej Prawicy Socjalistycznej). Wcześniej zapodane ciekawskiej tłuszczy powody okazały się zwykłym mydleniem oczu, gdyż dziś wprost powiedziano, że chodzi o zwykły podział łupów. Zamiast jednego „Janusza” gospodarki, który zarządzał przedsiębiorstwami państwowymi, mamy teraz ich całą zgraję, bo rozparcelowano je po wszystkich niemal rządowych gabinetach, tak aby każdy pisowski przydupas dostał jakiś smakowity kąsek:

Minister energii będzie nadzorować 42 podmioty. Wśród nich jest KGHM, Enea, Energa, Lotos, Orlen, Tauron, Huta Łabędy, JSW, Kompania Węglowa, PGE, PGNiG, PAK, Siarkopol. Jedenaście spółek znajdzie się w zarządzie resortu gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, m.in. Dalmor, Polska Żegluga Bałtycka, Stocznia Szczecińska Porta Holding, Stocznia Szczecińska Nowa, Stocznia Gdynia, Stocznia Gdańska.

Minister infrastruktury i budownictwa obejmie zarząd nad 47 spółkami, w tym nad: Pocztą Polską, Polskim Holdingiem Nieruchomości, PKP, PKP PLK, licznymi PKS-ami. Ministrowi kultury i dziedzictwa narodowego będą podlegać m.in. Polskie Radio, TVP, PAP. Minister obrony narodowej weźmie w zarząd ponad 20 spółek, w tym: Mesko, Hutę Stalowa Wola, Stomil-Poznań, Polską Grupę Zbrojeniową, Polski Holding Obronny.

Kilkanaście spółek będzie w gestii ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Na liście są regionalne giełdy rolno-towarowe, ale także Krajowa Spółka Cukrowa. Ponad 240 podmiotów będzie zarządzane przez ministra rozwoju i finansów. Wśród nich są: PKO BP, PZU, PLL LOT, GPW, Totalizator Sportowy, Grupa Azoty, Agencja Rozwoju Przemysłu, Cefarm, H. Cegielski, Huta Ostrowiec, Polski Fundusz Rozwoju.

Zgodnie z rozporządzeniem pięć spółek będzie podlegać ministrowi sportu i turystyki, to m.in. Gliwicka Agencja Turystyczna, PL.2012 +, Polska Agencja Rozwoju Turystyki.

Minister spraw wewnętrznych i administracji obejmie tylko jedną spółkę – Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych, a minister zdrowia jedynie Specjalistyczne Centrum Medyczne z siedzibą w Polanicy-Zdroju.

Łącznie państwowych firm mamy na dziś 432. Czterysta trzydzieści dwie firmy w naszym kraju, najczęściej narodowi monopoliści, z produktów których zmuszeni są korzystać wszyscy Polacy, są w zarządzie zmieniającej się co kilka lat szajki nieudaczników życiowych! Bandy spryciarzy, którzy swoje posady zawdzięczają nie wybitnym kwalifikacjom, doświadczeniu biznesowemu, czy choćby inwestowaniu w daną firmę własnego kapitału, tylko układom z aktualną mafią rządową. O tym jak wybiera się członków rad nadzorczych firm z rządowego portfela dowiedzieliśmy się wiele z podsłuchów zainstalowanych przez złych ludzi w jednej z prestiżowych warszawskich restauracji. Mówiono tam wprost, jak się zostaje posadzonym na złotym stolcu i komu trzeba wcześniej zrobić „łaskę”… Oczywiście sympatycy zakonu PiS zaraz powiedzą, że to był standard za poprzedniej „ekipy” i oczywiście U NAS nic takiego przejść nie może, ale wiemy dobrze, że to kompletna brednia i zaklinanie rzeczywistości. Zdążono już nawet ukuć odpowiedni termin dla nowej fali kolesiostwa i nepotyzmu: są to Misiewicze (choć jak sugeruje trzeci odcinek „Ucha Prezesa„, akurat w przypadku oryginalnego Misiewicza, może chodzić o innego typu zależność…).

Wczoraj poinformowano o wykonaniu kolejnego kroku na drodze do umocnienia obecności Państwa w gospodarce. Jak wiadomo Dobrotliwy Wódz uwielbia wielkie, socjalistyczne budowy, będzie więc na nasz koszt realizować swoją wizję i tworzyć od nowa upadłą wiele lat temu stocznię w Szczecinie. Ma ona produkować jednostki dla Marynarki Wojennej. I promy… Kolejny garb na naszych plecach.

A wyborcom to się podoba. No bo zauważenie, że biznes który prowadzony jest nie za swoje pieniądze, bez obawy o konsekwencje ewentualnego niepowodzenia, przez ludzi się na tym nie znających, najczęściej jest nieefektywny i przynosi wszystkim straty, przerasta możliwości rozumowania przeciętnego człowieka. A w demokracji rządzi głupota.

Władca, który ignorował pierwiastek nadprzyrodzony, z reguły nie utrzymał się długo u steru. O tej starej prawdzie wiedzieli nawet komuniści rządzący umęczoną Polską po drugiej wojnie światowej. Po cóż byłyby te wszystkie napuszone uroczystości, po co fraki i cylindry, gdyby nie było czego czcić albo upamiętniać? Najlepiej oczywiście pielęgnować swój WŁASNY mit. Kiedy samemu kształtuje się swój wizerunek z przeszłości, można go ulepić na wiekuistą pamiątkę „wielkich czynów”. Nawet gdy trzeba lepić ten pomnik z gówna.

I oto widzimy jak na naszych oczach, utrwalony wydawałoby się, spiżowy, niepodważalny, niewzruszony, ŚWIĘTY po prostu obraz „jedynie słusznej” opozycji przeciwstawiającej się bohatersko (i oczywiście całkowicie bezinteresownie) okrutnym siepaczom pezetperowskiego reżimu, zostaje odarty ze swej martyrologii przez człowieka, który uczestniczył w tamtych wydarzeniach z drugiej strony i wprost powiedział, że w sumie cackano się z odzianymi w swetry brodaczami spod znaku „S” w okresie stanu wojennego, a teraz Oni odwdzięczają się pięknym za nadobne…

We mnie ten cały spór między stroną trzymającą dziś władzę i opozycją do owej władzy aspirującą, jest kompletnie nieistotny i mało ważny. Bo tak samo jak w grudniu 1981 roku przeważająca większość Polaków miała daleko w dupie cierpienia garstki solidarnościowych aktywistów i wielu z miejsca dałoby Jaruzelskiemu koronę Króla Polski, gdyby tylko zapewnił wystarczającą dla każdego ilość kiełbachy i taniej wódki w sklepach, tak dziś przeciętny wyborca ma gdzieś rozterki moralne sędziego Rzeplińskiego i gorzkie żale odsuniętej od koryta Ewy Kopacz. Każdy chce jako tako spokojnie żyć i żeby mu na tę kiełbasę i gorzałkę ze sklepu wystarczyło pieniędzy z wypłaty.

Możemy sobie prowadzić wyrafinowane dysputy, dowodząc wyższości socjaldemokracji nad liberalnym konserwatyzmem lub na odwrót. Nie prowadzi to zupełnie do niczego, bo w demokracji nie ma racji ten kto jest mądrzejszy, tylko ci których jest więcej. A ludzi prostych, skupionych na swoich codziennych sprawach jest więcej i nic tego nie zmieni. Masy wybierają to gówno, które zostanie im opakowane w bardziej błyszczący papierek. Umiejętność owijania odchodów w złotko doskonali co trochę inna szajka, a Polacy jak te pelikany – dają się raz za razem nabierać.

Bez zmian u podstaw będziemy wciąż dostawać to samo, w co raz to nowych szatach. I kiedy, jeśli właśnie nie dziś, możemy się łatwiej przekonać o tym, że rządzi nami grupa ludzi o cały czas takiej samej mentalności, takim samym stosunku do (było nie było) suwerena, jak wszystkie poprzednie demokratycznie wybrane władze, nieprzerwanie od zakończenia II WŚ?

Widać to w sposób jaskrawy i straszny zarazem na przykładzie narodowych-socjalistów z PiS, ale uważny obserwator zauważał tę prawidłowość i u poprzedniej szajki rządowej…

Świnie się zmieniają, ale koryto i organizacja chlewika nie.

Ta stara maksyma nie traci nic ze swojej prawdy. I w tym tkwi przyczyna naszego nieszczęścia. Jeśli będziemy pozwalać, żeby rządziły nami – żeby dzieliły nas, podburzały jednych na drugich – te nędzne kreatury gardłujące dziś naprzeciwko siebie w rocznicowych manifestacjach, to dystans jaki mamy do dostatku zamożnych krajów Europy będzie (w najlepszym wypadku) stale ten sam. Musimy wtedy godzić się na kolejne zamachy na nasze swobody i nasze pieniądze.

Jedynym dobrym wyjściem mogłoby być odrzucenie zarówno tych którzy stali po stronie „S”, jak i tych którzy stali tam gdzie ZOMO. Jedni i drudzy pokazali już na co ich stać. Dla naszego i naszych dzieci dobra podziękujmy im. I pokażmy gdzie jest DZIŚ ich miejsce.

Pierwszy Sekretarz POLSKIEJ ZJEDNOCZONEJ PRAWICY SOCJALISTYCZNEJ, towarzysz Jarosław Kaczyński

Pierwszy Sekretarz POLSKIEJ ZJEDNOCZONEJ PRAWICY SOCJALISTYCZNEJ, towarzysz Jarosław Kaczyński

W Warszawie obradowało plenum POLSKIEJ ZJEDNOCZONEJ PRAWICY SOCJALISTYCZNEJ. Obradom przewodniczył Pierwszy Sekretarz PZPS, tow. J. Kaczyński. Realizując złożone w trakcie kampanii wyborczej postanowienia, towarzysz Kaczyński upoważnił Przewodniczącą Rady Ministrów tow. Szydło, do wdrożenia kolejnego etapu reformy, która jeszcze bardziej zbliży ustrój naszej ludowej Ojczyzny do jedynie słusznej linii Partii. Zgromadzone gremium bez uwag przyjęło uchwałę o likwidacji jednego z reliktów poprzedniego ustroju, to jest Ministerstwa Skarbu Państwa. Instytucja ta odpowiedzialna była w przeszłości za szereg wypaczeń właściwych poprzedniemu, opartemu na wyzysku ludu pracującego miast i wsi przez kapitalistów systemowi. Funkcjonariusze MSP przez lata działali na szkodę Państwa, prowadząc rabunkową gospodarkę polegającą na wyprzedaży naszych rodowych sreber, pereł krajowej gospodarki, najlepszych firm, których majątek współtworzyły w pocie czoła pokolenia ciężko pracujących Polek i Polaków.

Co gorsza, pracownicy MSP uparcie odmawiali korzystania z najlepszych doświadczeń minionych pokoleń, przez co większa część uzyskanego na sprzedaży majątku narodowego kapitału została bezpowrotnie stracona. Szczęśliwie lud odwołał się w zeszłym roku do doświadczenia i mądrości naszego Dobrotliwego Wodza, towarzysza Jarosława Kaczyńskiego. To pod Jego przywództwem możemy szybko odrodzić naszą wspólna, ludowo-demokratyczną Ojczyznę. Dzięki osobistym wskazówkom jakie przekazał On Przewodniczącej Szydło, do końca czwartego kwartału roku bieżącego utworzony zostanie w miejsce MSP nowy organ – bezpośrednio podległy kierownictwu Partii. Naczelną zasadą jaka przyświecać będzie działalności nowego, sprawniejszego ramienia sprawczego naszego Państwa, będzie skrupulatne i zgodne z zasadami rodzimego socjalizmu PLANOWANIE. Nie może istnieć bowiem sytuacja, w której Partia prowadzić będzie działania bez szerokiej, rozłożonej na wiele lat perspektywy. W nowej lepszej strukturze, opartej o najbardziej propaństwowe pryncypia, dokładnie wiedzieć będziemy jak wzrośnie nasz wspólny majątek i kiedy to nastąpi. Tej oczywistej oczywistości nie był w stanie zapewnić Państwu naszemu żaden dotychczasowy rząd.

Partia, z osobą Dobrotliwego Wodza na czele jest przekonana, że kolejna Dobra Zmiana zostanie żarliwie poparta przez szerokie rzesze obywateli PRL.

Był to komunikat Biura Prasowego Partii.

Po szczegóły nowego rozwiązania odsyłamy szanowne Towarzyszki i Towarzyszy do prasy codziennej:

Premier: Rząd przyjął uchwałę ws. likwidacji MSP

#175 Movies and Popcorn

Doprawdy możecie mi zazdrościć spokoju, jaki w spłynął na mnie po ostatnich wyborach. Mam to wszystko w dupie. Mam gdzieś, czy bardziej prawo złamie PO, czy mocniej nagnie konstytucję PiS. Siedzę sobie wygodnie na kanapie, zajadam popcorn, piję słodką kolę i oglądam wiadomości niczym doskonałą komedię. Może troszkę tragifarsę, ale z pewnością po seansie nie targają mną żadne mocniejsze uczucia. Ani nie zgrzytam zębami, nie ubieram się by biec na marsz protestu „Komitetu Odstawionych od Koryta”, ani nie wzuwam kościołowych butów coby iść Bogu dziękować za zwrócenie władzy w ręce PiS. W końcu co za różnica czy Rzeczpospolita umrze na dżumę, czy na cholerę? Jeśli Polacy postanowili popełnić samobójstwo, to co można jeszcze zrobić?

Mam już jedynie dosyć ciągłych pytań i dociekań, kończących się zawsze tą samą obelgą: nie widzisz, że PiS zabiera nam wolność? Och ty PiS-owcu! Odpowiadam więc zbiorowo: widzę co robi PiS. Nie widzę jednak w tym niczego, czego nie miałaby na sumieniu także PO! Przez osiem długich lat nieustannie biłem na alarm przytaczając kolejne sprawki szajki trzymającej władzę. Pokazywałem jak zagarniają jej co raz więcej, jak odbierają nam nie tylko wolność, ale także nasze ciężko zarobione pieniądze. Byliście na to kompletnie ślepi, tylko dlatego bo tamta ekipa miała za sobą media którym ufacie. A one o tych sprawach po prostu nie mówiły. Dziś nie zmieniło się moi drodzy zupełnie nic! Tak jak wtedy – parlament i prezydent robią swoje nie oglądając się na nikogo. Tylko partia aktualnie rządząca zapowiedziała, że naruszy istotne interesy pewnych zagranicznych koncernów, tak się składa posiadających w Polsce szereg telewizji, stacji radiowych i czasopism. No i że rozliczy nieco platformerską szajkę z jej złodziejskich sprawek. Dlatego te dwie grupy – odstawionych od władzy i odstawionych od państwowych wpływów i pieniędzy, kolejny raz łączą szyki aby tym głośniej larum grać i targać szaty na gewałt okrutne jakie się na nim odprawia. Chuj im w dupę.

A problem Polski to nie jest PiS z pełnią władzy w grudniu 2015 roku, tylko tajne ustalenia z podwarszawskiej Magdalenki A.D. 1988/89.

Obrady w Magdalence 1989. Na zdjęciu widoczni m.in. Lech Wałęsa, Bronisław Geremek, Lech Kaczyński i Czesław Kiszczak.

To właśnie tam, drodzy moi, skompromitowani komuniści oddali władzę w ręce utopijnych socjalistów oraz zgrai agentów i złodziejaszków, w zamian za glejt nietykalności. To tam przypieczętowane zostało kolejne ćwierćwiecze męki Polaków. XXV lat tylko nieco lżejszego reżimu niż ten, który kierował ludem pracującym miast i wsi Polski Ludowej między latami 1944 i 1989. I już słyszę Wasz krzyk, że przecież jak tak można porównywać przebrzydłych komunistów z PZPR do „naszych” dziarskich chłopaków z Solidarności?! Ano można. Jedni i drudzy coś tam budowali. Ci pierwsi stawiali Polskę praktycznie na nowo – nie dość że w innych granicach, to niemalże zrównaną z ziemią. I mieli „jakieś” osiągnięcia. Obiektywnie patrząc nie można im ich odmówić. Ci drudzy mieli zatem zadanie niby to prostsze – wystarczyło dać ludziom wolność i pozwolić się im bogacić. Niestety nie wyszło z tego wiele, choć tak jak poprzednio: no przecież „jakieś” osiągnięcia te solidaruchy przecież mają! Chodzi tylko o tę skalę. I wizję. Moim zdaniem można było zrobić więcej. Zarówno w PRL jak i III RP.

Bo Polak nie zadowoli się „jakimś” tam sukcesem. Nie wystarczy mu namiastka wolności. Chce mieć w końcu całkowite powodzenie i wolność absolutną! I tu się zgadzam. Też o tym marzę. Chcę do tego dążyć pod światłym przewodnictwem całkowicie obywatelskiego ruchu. Ale wiem, że ani z poprzednim reżimem, ani z tymi dzisiejszymi nie ma co na te dwie proste rzeczy liczyć. Bo jeśli Wy uważacie, że zbudowanie po kilkudziesięciu latach za zachodnią Europą kilkuset przepłaconych kilometrów autostrad i wybrukowanie betonową kostką absolutnie wszystkiego dokoła to sukces całkowicie wystarczający, to nigdy między nami zgody nie będzie. Moim zdaniem tak jak roztrwoniono ogromny wysiłek Polaków za czasów PRL, tak samo dziś marnotrawione są gigantyczne zasoby finansowe, infrastrukturalne, geologiczne a nawet (co najgorsze) ludzkie! I nie ma co się łudzić, że żonglując raz jedną raz drugą partią post-solidarnościową można w końcu z tym skończyć. Nic z tego. Ci ludzie po prostu nie są w stanie pewnych rzeczy ogarnąć. Zrozumieć. Ich umysły chodzą wciąż w rytm wyuczony w dawnych czasach. Przytłaczająca większość posłów, ministrów czy innych urzędników, nie ważne czy z PiS, PO, SLD czy PSL, nigdy nie miała do czynienia z pracą zarobkową inną niż (w najlepszym wypadku) etat na uczelni, albo w samorządzie. Nigdy nie wypełnili samodzielnie PIT-u. Nie musieli martwić się jak uskładać na ZUS, bo akurat miesiąc był słabszy i ledwo starcza na życie. Nie dali nigdy nikomu pracy i nie poznali związanych z tym faktem w Polsce wątpliwych przyjemności… Ci ludzie mają zawsze jedno remedium na każdą obywatelską bolączkę: kolejną ustawę, następną nowelizację ustawy. Nowy urząd, zmianę nazwy i poszerzenie kompetencji już istniejącego. Zatrudnienie kolejnych urzędników. Zwiększenie budżetu, większy deficyt budżetowy, nowe zasiłki, zwolnienia, ulgi, a potem oczywiście od razu nowe podatki, zwyżkę stawek… Dokręcanie śruby.

No a kiedy Polak nie jest w stanie już w tym wszystkim się poruszać, to zaczyna kombinować. I każda władza ma na to jedną radę: inwigilować, śledzić, kontrolować, prowokować, podsłuchiwać, zbierać materiał dowodowy… PiS właśnie zwiększa poziom inwigilacji. Tak samo jak robiła to sukcesywnie Platforma przez wszystkie lata swoich rządów. Nihil novi sub sole.

I doprawdy mi to loto, czy okrada mnie Tusk, Petru, czy Kaczyński. Co to za różnica? Estetyczna może? A niechby i premierem był największy świntuch i cham, byleby tylko odpieprzył się w końcu od moich pieniędzy i dał mi żyć po swojemu! Powtarzam to wciąż i będę to robić póki mi sił stanie: nie będzie w Polsce dobrze tak długo, jak rządzić nami będą pogrobowcy PZPR i Solidarności. Aż nie znajdzie się władza, która w końcu zauważy, że pieniądze są wydawane najlepiej tylko przez tych, którzy je w pocie czoła zarabiają, a nie przez urzędników. Że prawo jest tym lepsze i bardziej przestrzegane, im jest go mniej i jest prostsze. Że bogactwo nie bierze się z dotacji. Że ludzie zarobią i na lekarza i na swoje emerytury, jeśli nie będzie im się zabierać większości pieniędzy w podatkach. Że nie wszystko musi być uregulowane ustawą i skontrolowane przez ministra. Że państwo jest wtedy dobre, kiedy władza jest mała i ma co raz mniej do robienia…

Teraz jest wszystko do góry nogami. I pięknie opisuje przytoczona dziś przez Gwiazdowskiego złota myśl:

 

Co w przełożeniu na język pospolity znaczy:

Jeśli Twoją odpowiedzią na każdą porażkę rządu jest „więcej rządu”, to jesteś niczym alkoholik, który chce się zapić do trzeźwości. Will Spencer.