Archiwum tematów dla Religia

Natanek ante portas

Kościół Katolicki sp. z o.o. to instytucja zaiste mafijna. A każda mafia nie toleruje, jak się włazi na jej teren. I nie ma znaczenia, czy intruzem jest ktoś obcy, czy „swój”. Rada nadzorcza KK (w firmie nazywają ją z łacińska „Kurią”) ogłosiła właśnie, że „ksiądz Natanek bardzo szkodzi„:

„Mimo wielokrotnych upomnień kierowanych przez przełożonych kościelnych do ks. Piotra Natanka, nadal rozpowszechnia on dziwne i nieprawdziwe teologicznie poglądy, tak w prowadzonym przez siebie ośrodku +Pustelnia Niepokalanów+ w Grzechyni, jak i poprzez Internet oraz inne formy przekazu.

Duchowny ten nie podporządkował się poleceniom zaprzestania swej działalności prowadzącej do niepokoju pośród wiernych. W związku z okazaną niesubordynacją oraz głoszonymi treściami, które wyrządzają szkodę Kościołowi i mogą stać się pretekstem do ośmieszania autentycznego przepowiadania Słowa Bożego, ks. Piotr Natanek został pozbawiony misji kanonicznej do nauczania w Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie”

Co takiego głosi ksiądz Natanek? Ano nic nadzwyczajnego. Czyta świętą księgę swojej religii i wyciąga z tej lektury wnioski. Oto mała próbka:

httpv://www.youtube.com/watch?v=7MV6Rh3yEJA

Wygląda na to, że większość polskiej młodzieży to „szataniści”. Ogrom pracy dla kapłanów.

Tutaj nieco dłuższy fragment (20 minut):

httpv://www.youtube.com/watch?v=HPAznbHHNQk

Jak dla mnie, to esencja polskiego katolicyzmu. Dlaczego więc biskupi z kurii nie są zadowoleni z tego, że ksiądz Natanek głosi prawdy ich wiary? Bo taki przekaz burzy sztuczny obraz Kościoła, jaki przez dziesięciolecia spryciarze nim zarządzający budowali!

Bezkompromisowy ksiądz z Podhala nie zastanawia się jak jego kazania będą odebrane wśród wiernych. On mówi to, w co wierzy. Naucza tego, co wyczytał w ewangeliach.

Śmieszy was to? No to czas się obudzić – taka naprawdę jest najpopularniejsza religia w Polsce. Bez tego całego parawanu ekumenizmu, pojednania, miłości i poklepywania grzeszników po plecach. To religia rodem z mroków średniowiecza. Głosząca zabobony, kult przedmiotów i osób z „tej ziemi”. Nietolerująca konkurencji, odszczepieńców, innych wyznań. Walcząca ogniem i mieczem z „niewiernymi”. Żądająca pieniędzy na niezgodne ze swoimi podstawowymi prawdami wiary świątynie… To jest prawdziwy KOŚCIÓŁ KATOLICKI. To co pokazują nam na co dzień w TV to wersja przypudrowana, „ocenzurowana”. Strawna dla leniwego, średniozamożnego mieszkańca środkowej Europy.

Dalej „wierzysz w księdza„? Którą opcję wybierasz? W mojej opinii obie są gówno warte.

Turbo katabas

Jak wiadomo każdy Polak zna się na sporcie (no, może z wyjątkiem pani Magdaleny Środowej, polecam jej absurdalny tekst o wypadku Kubicy na stronie „Gazety”), a wice prezes „Kościół Katolicki w Polsce sp. z o.o.” zna się oprócz tego na pieniądzach. I wcale tego faktu nie ukrywa. Widać lata posługi u boku prawej ręki Panaboga w centrali firmy w Watykanie nauczyły go, że można sobie odprawiać różne śmichy chichy, przebierać się w sukienki, opowiadać androny o wiecznym życiu, ale najważniejsza jest żywa gotówka. Po powrocie do Polski biznes idzie mu wyjątkowo dobrze. Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu śmierci Szefa zarobił grube miliony złotych wydając pod swoim nazwiskiem wyidealizowane wspomnienia z lat pracy w centrali. Udało mu się to sprzedać pod niemal każdą postacią: książek (w twardej i miękkiej oprawie), słuchowisk czy w końcu filmu, na który obowiązkowo zaganiano dzieciarnię z całej Polski.

Prezes Dziwisz (bo oczywiście o nim mowa), chyba nie miał czasu poukładać wszystkich stosów z forsą w swoim przepastnym skarbcu, kiedy szybkim krokiem zbliżają się kolejne żniwa. Ustalono, że Szef zostanie wkrótce „beatyfikowany” – można na tym w końcu nieźle zarobić.

Nasz bohater to człowiek zaradny (jak każdy Góral) i już za życia Szefa postarał się o zebranie artefaktów, które w odpowiednim czasie będzie można spieniężyć. Co prawda żyjemy w XXI wieku i ludzkość ma za sobą tysiące lat kształtowania cywilizowanych zachowań, ale najwyraźniej nie obowiązują one facetów w sukienkach. Wyobraźcie bowiem sobie, że Dziwisz ma w swoje kolekcji m.in. fiolki z krwią JP2! Podkradł je przy okazji operacji chirurgicznej, jaką przeprowadzano niegdyś Szefowi… Od jakiegoś czasu słychać było, że prezes-kardynał zamiaruje podzielić swoją kolekcję między różne krajowe miejsca kultu w celu uatrakcyjnienia tych przybytków, coby więcej i więcej maluczkich mogło w zębach przywozić tam swoje dutki. Tak też się stanie, zapewne po jakiejś wewnętrznej licytacji – bo chętnych z różnych oddziałów KK sp. z o.o. jest więcej niż magicznych przedmiotów.

Z pewnością niepocieszony będzie jeden ze zwyciezców przetargu, bo Dziwisz właśnie podarował (poza kolejnością) kropelkę krwi JP2 dochodzącemu do siebie po ciężkim wypadku Robertowi Kubicy.

Jeśli jest JEDEN pozafinansowy argument za tym ruchem, to bardzo proszę o komentarz (pod spodem). W moim odczuciu nie ma ani moralnych, ani religijnych, ani żadnych innych argumentów, poza widoczną jak na dłoni chęcią kardynała-biznesmena do sprowokowania rewanżu jednego z najbogatszych Polaków za ten groteskowy prezent. Klecha natychmiast zaprosił przecież („do pierwszego rzędu”) Kubicę na uroczystości beatyfikacyjne. Nie przystoi przecie przyjść podziękować Panbogu za cudem przywrócone zdrowie z pustymi rękami.

Nie słyszeliśmy żeby Dziwisz z równą troską pochylał się nad jakąkowliek ofiarą wypadku samochodowego, których co dzień zdarza się w Polsce dziesiątki. Nie pofatygował się do nich nawet z nic nie wartym obrazkiem… Co więcej, nawet niektórzy pracownicy KK sp. z o.o. krytykują naszego obrotnego katabasa za zbytni pośpiech w ofiarowniu relikwii. Ponoć nie ma ona magicznej mocy przed oficjalnym ogłoszeniem beatyfikacji…

Nie pierwszy to raz chciwość zaćmiewa ludziom oczy. Pięknie byłoby, gdyby w podzięce Robert ofiarował Kościołowi np. kawałek bandaża ze SWOJĄ krwią, lub coś równie symbolicznego. Dałbym prawie każde pieniądze, żeby zobaczyć wtedy minę Dziwisza.

Wiesz co świętujesz?

To właśnie dziś! Najkrótszy dzień w roku (na naszej półkuli). Już od jutra będzie co raz więcej Słońca. Przez tysiąclecia ludzie obchodzili ten dzień w sposób szczególny. Nasi pogańscy przodkowie także. Kiedy ogniem i mieczem wprowadzano obcą nam religię chrześcijańską, misjonarze starali się zastępować istniejące święta i obrządki, mając nadzieję że nabiorą one wtedy choć cząstkę nimbu świętości wypieranych wierzeń.

Tak to Godowe Święto w magiczny sposób stało się „Bożym Narodzeniem”, mieszkańcy Wysp nazywają ten dzień „Yule”:

„Yule, od anglosaskiego słowa „yula”, oznacza „koło roku”. Jest to jeden z czterech mniejszych sabatów, jednak mimo tego określenia, jest to dzień niezwykle ważny. Bogini wydaje na świat dzieciątko – Boga i staje się Boginią Matką. Jest to święto początku – narodziny nowego roku, nowego życia, nadziei. Bóg, który umarł w Samhain, rodzi się ponownie. Słońce powraca, aby ogrzać Ziemię. Czarownice czczą wówczas Boga jako Boskie Dziecko, zaś Boginię we wcieleniu Boskiej Matki. I choć brzmi to jak zapożyczenie z opisu świąt chrześcijańskich, jest dokładnie odwrotnie, to chrześcijaństwo wchłonęło w siebie o wiele starszą tradycję.” (więcej: Yule)

Jedną z najważniejszych tradycji Yule było umieszczenie (i ozdobienie) w domu zielonego drzewka (bluszcza, jemioły czy ostrokrzewu) a także uroczysta wieczerza. I te tradycje znajdują odbicie w „naszym” Bożym Narodzeniu.

Może warto zrobić sobie dziś o zmierzchu małą przerwę i odetchnąć nieco od szału zakupowego? Wstawiając do domu choinkę pomyślcie trochę o NATURZE – tej jedynej sile mającej realny wpływ na nasze życie. Naprawdę DAJĄCEJ nam wszystko czego potrzebujemy i w zamian nie oczekującej absolutnie nic. Nie posiadającej kapłanów, ani kosztownych świątyń.

Jeśli już nasi przodkowie, odziani w skóry i śpiący w jaskiniach, wiedzieli komu powinniśmy być wdzięczni za otaczający nas Świat, to dla czego my – tacy wykształceni i światli – oddajemy cześć wymysłom zgrai nawiedzonych Semitów?

Czary dobre i niedobre

Czytam sobie w „Tok FM” demaskatorski artykulik o pewnej hochsztaplerce, która za (grube) pieniądze uzdrawia z chorób wszelakich. Robi to odprawiając egzorcyzmy nad zdjęciem pacjenta. Potrafi w ten sposób wyleczyć wszelkie przypadłości. Nie ma znaczenia czy to nowotwór, czy tylko błahe stwardnienie rozsiane:

„Guz nowotworowy jak dostanie krzemem po łbie, to od razu zacznie się rozpadać. Niech pani sobie zapisze: przywra kocia. Kiedy jemy surową, niedosmażoną rybę… to taki robal wstrętny, on też może spowodować nowotwory. A raka piersi to często wywołuje chlamydia. I na pewno musi być jakieś zło, jakieś robactwo, że pani tak się stało. A dzieci pani ma? Jak ma, to musimy je tak naenergetyzować, żeby zmienić im kod genetyczny. Tak, żeby nigdy nie dostały nowotworu…”

Ale nie ludzkiej głupocie każącej płacić naiwnym za użycie uzdrowicielskich „mocy” chcę poświęcić ten tekst. Chodzi o coś innego: jako eksperta, która obnaża oszukańcze praktyki uzdrowicielki Larysy, redaktorka „Tok FM” przytacza psycholożkę Katarzynę Weiler-Boratyn, reprezentującą twór pod nazwą „Dominikański Ośrodek Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach„.  Jako prawdziwy naukowiec (z urzędowym dyplomem magistra), pani psycholożka fachowo stwierdza, że:

„Egzorcyzmów nie może odprawiać osoba świecka. – Nawet nie każdy ksiądz. Jedynie ten, wskazany przez biskupa. Nikt inny.”

Ufff. Co za ulga! Miło jest wiedzieć, że w naszym kraju tylko fachowcy są uprawnieni do odprawiania obrządków magicznych. Co by to było, jakby tak byle kto zajmował się tak odpowiedzialnymi zajęciami jak odczynianie szatana, czy zdejmowanie uroków z inwentarza zaklętego przez zawistnego sąsiada… Zapewne odpowiednie służby już się zajmują uzdrowicielką Larysą. W końcu księża nie znoszą konkurencji. Zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzą pieniądze.

Rydzyk o dobrych Polakach

To jest po prostu piękne… Tego TRZEBA posłuchać.

httpv://www.youtube.com/watch?v=VBYyMf76ooM