Młot na Kaczora
Jarosław Kaczyński zapewne wciąż jest wniebowzięty po decyzji Donalda Tuska o nie kandydowaniu w nadchodzących wyborach prezydenckich. Ma się z czego cieszyć a uboga paleta potencjalnych kandydatów PO na Prezydenta RP może go w owej radości jedynie wzmacniać. Bądźmy szczerzy: Radosław Sikorski lub (tym bardziej!) Bronisław Komorowski, mogą mieć poważne trudności w pokonaniu nielubianego, ale jednak wciąż posiadającego szerokie poparcie w pewnych grupach społecznych Lecha Kaczyńskiego. Komorowski nigdy nie cieszył się jakąś szczególną sympatią szerokich mas wyborców. To polityk miałki, bez poglądów, starający się unikać jakichkolwiek wyraźnych deklaracji w sprawach zasadniczych. Co więcej, wielokrotnie zdarzało mu się w gładkich słowach i z nieodłącznym uśmiechem na twarzy oczerniać innych, przekręcać oczywiste fakty czy wmawiać pasujące jego własnej doktrynie interpretacje zdarzeń, wobec których obiektywna ocena zdawała się stać w jawnej sprzeczności. Wystarczy chociażby przypomnieć jego bezwarunkowe poparcie dla Lecha Wałęsy wbrew oczywistym faktom.
Zupełnie inaczej ma się sprawa z Radkiem Sikorskim. Po pierwsze dla większości Polaków nie jest do końca jasne czy ten Sikorski to tak do końca nasz rodak, czy może jest poddanym brytyjskiej Królowej a w ogóle nie wiadomo co ona tam wyprawiał w Afganistanie… No i ten nie do usunięcia problem z “lady Sikorski“. Pal sześć, że to “silna osobowość”, jak powiedział poseł Palikot. O wiele gorsze jest to, że to prawdziwa amerykańska Żydówka z Nowego Jorku. Co jak co, ale jak każdy prawdziwy Polak wie, “Żydzi zabili nam Chrystusa“. Nie ma najmniejszych szans iżby pierwszą damą Prezydenta RP została potomkini pogromców Zbawiciela. Taki numer nie przejdzie.
Czy w takim razie jesteśmy skazani na kolejne pięć lat z Lechem Kaczyńskim? Jest mała szansa, że nie. Ale wymagało by to nadludzkiego wręcz poświęcenia i nadzwyczaj wytężonej pracy w szeregach Platformy Obywatelskiej. Osobiście wątpię, czy stać ich na jedno i drugie. Ale mój szczwany plan jest taki (oddaję go na zasadzie otwartej licencji Creative Commons):
- Donald Tusk wycofał się kandydowania. To dobrze. Teraz to samo muszą zrobić Bronisław Komorowski (niezwłocznie) i Radosław Sikorski (mniej więcej za miesiąc).
- W tym czasie, należy wyszukać w szeregach Platformy Obywatelskiej osobę, która zostanie Prezydentem. Musi ona być członkiem partii a nie kimś z zewnątrz, jeśli chcemy żeby nie było najmniejszych wątpliwości, że to kandydat PO. Oczywiście musi to być ktoś godny zaufania, ktoś dla kogo PO jest pierwszą partią w życiu.
- Musi to być osoba z drugiego, czy wręcz trzeciego rzędu partyjnego. Ktoś, kto nie jest umoczony we władzę na szczeblu centralnym. Ktoś nie będący członkiem rządu, nie udzielający się w mediach. Może ktoś “z terenu”, pełniący jakąś funkcję w lokalnym samorządzie na prowincji? To dodawało by jakiś procent głosów od wyborców sympatyzujących z PSL.
- Kandydat musi odznaczać się nienaganną prezencją, nie mieć kłopotów z wysławianiem się (bez żadnego jąkania się, postękiwania, bez naleciałości regionalnych w wymowie). Jednocześnie nie musi być wybitnym specjalistą w jakiejkolwiek dziedzinie.
- Kandydat nie może być młodszy niż 35 lat i starszy niż 50 lat.
- No i najważniejsze: musi być kobietą. W pełni tego słowa znaczeniu.
Jeśli Donald Tusk i spółka marzą o przejęciu pełni władzy w Polsce, to taki kandydat ma w mojej opinii największe szanse na zdobycie prezydenckiego stolca a przy okazji idealnie wpasuje się w wielokrotnie przedstawianą przez Tuska wizję struktury władzy w RP: silny premier, reprezentacyjny prezydent.
Gdyby PO miało jaja i zdecydowało się na taki ruch, to z polską “Sarą Palin” mogliby wygrać już w pierwszej turze. Chyba nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, że gdyby dać do wyboru Polakom nieporadnego Lecha Kaczyńskiego, albo eurosocjalistę Jerzego Szmajdzińskiego, albo katolickiego fundamentalistę Marka Jurka, albo wyalienowanego Andrzeja Olechowskiego to na ich tle atrakcyjna i inteligentna kobieta ma wygraną w kieszeni! Co więcej, taki ruch zniweczył by sens zastosowania tego samego co zawsze, prymitywnego “sposobu na wrogów” jakiego użycie z nieukrywaną satysfakcją zapowiedział w wywiadzie dla Newsweeka prezes PiS Jarosław Kaczyński. Gdyby zabrać im nawet ten słaby, ale jednak oręż w walce z PO, to partia Kaczyńskich po kolejnej wyborczej porażce odeszła by na zasłużony śmietnik historii najdalej w rok po wyborach.
Tylko czy znowu górą nie będą wybujałe ambicje co poniektórych działaczy PO? Cóż, Polak jest cierpliwy. Wytrzymaliśmy dwie kadencje z kłamcą i pijakiem Kwaśniewskim, to dziesięć lat z mrukliwym Kaczyńskim to dla nas pestka. Ale w 2015 możemy nie mieć już ochoty na prezydenta z PO.
Mogło być gorzej, mogłem zostać prezydentem…
Całe szczęście, że jest ten nieszczęsny profesor (jak go skrupulatnie tytułuje Ryszardo Czarneckie) Lech Kaczyński. Na kogóż by mógł zrzucać winę wszelką za swoją nieskuteczność nasz liberalny Donald Tusk gdyby nie Prezydent?! Jak ktoś niedawno skrupulatnie podliczył, Tusk w swoim pierwszym exposé jako Premier RP dał dokładnie 194 obietnice. Jak dotąd nie zrealizował chyba nawet jednej dziesiątej z nich. A i te, które realizacji jakimś cudem się doczekały, nie należą do tych kluczowych, podstawowych. Tych definiujących Platformę Obywatelską jako prawicową formację liberalną.
Jak choćby obniżka podatków. Za pierwszej PO (tej z Rokitą, Olechowskim, czy Płażyńskim), sztandarowym hasłem partii było “3 x 15“. Miało to oznaczać obniżkę podatków i rezygnację z niesprawiedliwych progów. Wszyscy mieli płacić jeden, równy i bezstopniowy podatek:
- 15% VAT (podatek od towarów i usług)
- 15% PIT (podatek dochodowy od osób fizycznych)
- 15% CIT (podatek dochodowy od przedsiębiorstw).
Proste i uczciwe, prawda? Niestety, z takim programem PO nie udało się wygrać wyborów. Jak twierdzą niektórzy dlatego, że Polacy są lewicowi. Ja sądzę, że jest dokładnie odwrotnie. W ofercie PO zabrakło elementu rozliczeniowego a Polacy wciąż życzą sobie rozliczenia komunistów i uwłaszczonej na wspólnym dobru szajki z ich otoczenia. Dlatego wyborcy poparli PiS, które jak wiemy zawiodło na całej linii. Co jak co, ale głównym celem PO jest oczywiście władza, więc do kolejnych wyborów przygotowali się solidnie. Wynajęli speców od marketingu politycznego a ci powiedzieli im, że największe poparcie zyskają unikając trudnych tematów, starając się nie atakować żadnej z grup społecznych no i przede wszystkim obiecując wszystko i wszystkim. No i udało się. Prawie. Bo operacja “Prezydent z Gdańska” zakończyła się maleńkim niepowodzeniem. Pan Donald Tusk zdobył zaszczytne drugie miejsce…
Czy oznacza to, że PO miało przez ostatnie dwa lata związanie ręce? Niestety tego nie wiemy. Nie wiemy, bo liberałowie z PO nigdy nawet nie spróbowali przetestować determinacji Lecha Kaczyńskiego. Co prawda, w dziesiątkach wywiadów jakie udzieliły osoby związane z rządem Platformy Obywatelskiej przy okazji półmetka kadencji, jako powód swojej niemocy podawali przede wszystkim “złego” Prezydenta. Tak się składa, że jest to argument absolutnie fałszywy.
Podam zatem ilość ustaw zmniejszających obciążenia podatkowe w RP autorstwa “liberalnego” rządu Donalda Tuska, które zostały zawetowane przez “niedobrego” Lecha Kaczyńskiego:
0 (słownie: zero),
oto ilość ustaw liberalizujących rynek usług medycznych w Polsce, autorstwa “liberalnego” rządu Donalda Tuska, które zawetował Lech Kaczyński:
0 (słownie: zero),
ilość prób naprawienia nabrzmiewającego problemu tzw. “ubezpieczeń społecznych“, np. poprzez ustawy likwidujące różnorakie przywileje emerytalne, wprowadzające weryfikację rent, likwidujące patologie w KRUS, zaproponowane przez “liberalny” rząd Donalda Tuska, które zostały zawetowane przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego:
0 (słownie: zero).
Takie są fakty. Na ponad 1800 ustaw jakie trafiły do podpisu na biurko Lecha Kaczyńskiego, zawetował on zaledwie kilkanaście, z czego skutecznie (czyli, że weto nie zostało odrzucone przez Sejm i dana ustawa nie weszła w życie) jedynie kilka! To są niepodważalne i łatwo sprawdzalne fakty. To jest prawdziwy obraz “liberałów” z PO. Co więcej, te odrzucone przez Kaczyńskiego ustawy dotyczyły tak naprawdę rzeczy nie związanych bezpośrednio z owymi filarami liberalnego programu Platformy. Prezydent najczęściej blokował reformy w sądownictwie. Kompletna lista ustaw zablokowanych przez Lecha Kaczyńskiego jest następująca:
- 10 sierpnia 2006 – weto do ustawy o zmianie ustawy “Kodeks cywilny” oraz niektórych innych ustaw
- 1 maja 2008 – weto do ustawy o zmianie “Ustawy o radiofonii i telewizji” oraz niektórych innych ustaw
- 3 lipca 2008 – weto do ustawy o zmianie ustawy “Prawo o ustroju sądów powszechnych” oraz niektórych innych ustaw
- 24 lipca 2008 – weto do ustawy o zmianie “Ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji” oraz niektórych innych ustaw
- 24 listopada 2008 – weto do ustawy o zmianie “Ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych”
- 27 listopada 2008 – weto do ustawy o zmianie “Ustawy o zakładach zakładach opieki zdrowotnej”
- 27 listopada 2008 – weto do ustawy o zmianie ustawy “Prawo o ustroju sądów powszechnych” oraz niektórych innych ustaw
- 27 listopada 2008 – weto do ustawy o wprowadzeniu “Przepisów z zakresu ochrony zdrowia”
- 27 listopada 2008 – weto do “Ustawy o pracownikach zakładów opieki zdrowotnej”
- 27 listopada 2008 – weto do ustawy o zmianie “Ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji”
- 29 listopada 2008 – weto do ustawy o zmianie “Ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych” oraz niektórych innych ustaw
- 29 listopada 2008 – weto do ustawy o “Ratyfikacji Konwencji w sprawie kontaktów z dziećmi, sporządzonej w Strasburgu w dniu 15 maja 2003″
- 15 grudnia 2008 – weto do “Ustawy o emeryturach pomostowych”
- 29 grudnia 2008 – weto do “Ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury”
- 12 stycznia 2009 – weto do “Ustawy o dożywotnich emeryturach kapitałowych”
- 9 marca 2009 – weto do ustawy o zmianie “Ustawy o systemie oświaty” oraz o zmianie niektórych innych ustaw”
- 17 lipca 2009 – weto do “Ustawy o zadaniach publicznych w dziedzinie usług medialnych”
- 18 września 2009 – weto do ustawy o zmianie “Ustawy o prokuraturze” oraz niektórych innych ustaw”.
To wszystko. Czy wobec powyższych osiemnaście razy wyrażonych zdań odrębnych można mówić o niemożności przeprowadzenia takich czy innych reform? Albo próby chociażby spełnienia obietnic dzięki którym wygrało się wybory? Nikt poważny nie ma takiego prawa. A oddawanie ponownie głosu na partię, która nie dość że nie ma zamiaru nawet próbować wypełniać swoich obietnic, ale wręcz bezczelnie łże zwalając winę na wszystko oprócz własnej złej woli i lenistwa, jest czystą głupotą. Czego Wam szczerze nie życzę.
Prawna sraczka
Ubawiła mnie bezmyślna szczerość posła Przemysława Edgara Gosiewskiego (PiS), który we wczorajszym porannym wywiadzie dla Trójki przyznał, że tak naprawdę nie był w stanie szczegółowo analizować projektów ustaw, które były mu dostarczane kiedy pełnił funkcję wicepremiera w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.
“Niewiele czasu poświęciłem tej ustawie, tak jak i innym. Bo jak ma się 5000 dokumentów, to każdą się zajmuje w taki sam sposób…”
W tym krótkim zdaniu znajduje się genialne podsumowanie całej prawnej sraczki generowanej przez III RP – jeśli nie potrafimy tworzyć prawa wysokiej jakości, to przynajmniej idźmy w ilość… Dwojga imion wybitny aparatczyk narodowo-socjalistycznego “Prawa i Sprawiedliwości” nie wykazuje najmniejszych znamion troski o podmiot, który dał mu wszystkie zaszczyty, który go utrzymuje, funduje eleganckie limuzyny i reprezentacyjne gabinety, darmowe podróże po Świecie, czy pozwala gwiazdorzyć w mediach – czyli o obywateli Rzeczpospolitej. Gosiewski nie widzi absolutnie nic złego w tym, że podsunięto mu projekt ustawy załatwiającej czyjeś prywatne interesy bo, jak sam przyznaje, “taka była umowa między klubem a rządem”… Dla tego człowieka sprawowanie jednej z najwyższych funkcji w państwie to po prostu rozszerzenie wpływów jego partii na obszar całego kraju. Nic więcej. Chciałem napisać, że “w pierwszej kolejności” dbał on o dobro partii, ale tu nie ma jakiejś “drugiej kolejności”, gdzie ewentualnie znalazło by się miejsce na dbanie o obywateli RP… Jeśli dana sprawa nie leży w interesie partii, nie przynosi wymiernych korzyści dla PiS-owskich aparatczyków, czy choćby nie ma bezpośredniego przełożenia na wzrost notowań w sondażach, to partia się nią nie zajmowała. Brutalnie proste.
Co gorsza, 5000 dokumentów to po prostu pikuś. Następcy PiS są lepsi… W ubiegłym roku w samych Dziennikach Ustaw opublikowano 18350 stron tekstu. A przecież zawiera on jedynie same ustawy, rozporządzenia, zatwierdzone i teoretycznie głęboko przemyślane przez Elitę Narodu PRAWO. A co z całą masą dokumentów pośrednich? Przecież często do ustalenia idealnego tekstu ustawy, wielokrotnie zbiera się jedna, czy nawet kilka komisji! Każde z tych ciał tworzy ważne dokumenty, zleca dodatkowe ekspertyzy, zadaje pisemne pytania, wysyła wnioski i otrzymuje na nie odpowiedzi… To są grube dziesiątki tysięcy dokumentów. Jeśli posłowie wymagają od obywateli bezwzględnego przestrzegania CAŁEGO PRAWA, to można chyba wymagać żeby wiedzieli CO UCHWALAJĄ?! W tej chwili jest to oczywiście niemożliwe. Gdyby każdy parlamentarzysta miał zapoznać się choćby z opublikowanymi w Dziennikach Ustaw tekstami, musiałby czytać po 50 stron każdego dnia. 350 stron tygodniowo. 1500 stron na miesiąc… A nie jest to lekka proza nadająca się do poduszki. To teksty zawierające skomplikowane techniczne zagadnienia, naszpikowane fachowymi terminami, w których każdy przecinek może zasadniczo zmieniać sens każdego przepisu. To wymaga skupienia.
Wygląda, że to kiepska fucha, takie posłowanie… No chyba, żeby robić tak jak znakomita większość naszych posłów – brać kasę, chodzić na głosowania i podnosić rękę kiedy pokazuje szef klubu. Nie zadawać pytań, ładnie uśmiechać się na wyborczych wiecach, unikać trudnych tematów… Alleluja i do przodu! P.E. Gosiewski może, to i każdy potrafi.
Takich ich SOBIE wybieracie.
Gospodarka PO Polityka Polska Socjalizm Układ Wielki Szwindel Wybory
Napisał: admin
6 komentarzy
Z tarczą, czy na tarczy?
Politycy socjaldemokratycznej PO co i raz puszą się w TV kreując się na autorów sukcesu, jakim w ich mniemaniu jest wzrost PKB w Polsce, mimo jego spadku we wszystkich bez wyjątku krajach Wspólnoty Europejskiej. Używają tego faktu jako żelaznego argumentu we wszelkich polemikach jakie przez ostatnie miesiące przetaczają się przez polskie media. Argumentują, że wszelkie zarzuty wobec PO, mówiące o nierealizowaniu obietnic wyborczych i ogólnie ślamazarne wprowadzanie jakichkolwiek reform są bezzasadne, bo przecież to oni sprawili, że PKB rośnie…
Czy rzeczywiście jest to niepodważalny dowód na ogromne zasługi Platformy Obywatelskiej? Przypuszczam że wątpię.
PKB (Produkt Krajowy Brutto), to tylko jeden z wielu i raczej nie ten najważniejszy wskaźnik makroekonomiczny. Poza tym, to czym socjaliści z PO się chwalą, to jedynie jego ZMIANA. Czyli chwilowy indeks. Trend. PO-wcy twierdzą, że możemy spać spokojnie, bo “nam rośnie”. Czy w takim razie tacy Niemcy, Duńczycy czy choćby nękani “gigantycznym kryzysem” Grecy powinni nie spać po nocach a ich rządzący powinni ustawiać się w kolejce po rady u Donalda Tuska et consortes? Nie sądzę. Spójrzmy przez moment na realną WARTOŚĆ owego “produktu krajowego”…
Najwyższym może pochwalić się:
- Wielkie Księstwo Luksemburga – 318.435 zł na jednego mieszkańca ale to w końcu jeden z rajów podatkowych.
później są już bardziej normalne państwa:
- Królestwo Norwegii – 265.880 zł na jednego mieszkańca. Czy powodem tak wysokiej wartości ich produktu krajowego jest pozostawanie poza Wspólnotą Europejską? W każdym razie kolejne są wciąż kraje spoza Unii:
- Katar – 262.548 zł na jednego obywatela tego arabskiego kraju.
- Konfederacja Szwajcarska – 192.770 zł na jednego wolnego obywatela Helwecji.
- i w końcu mamy pierwszego przedstawiciela UE. Nie, to nie jest Polska. Piątym z kolei na liście jest Królestwo Danii – 174.922 zł na jednego poddanego Królowej Małgorzaty II.
- Irlandia – 170.451 zł na jednego mieszkańca zielonej wyspy (kto to nam obiecywał “drugą Irlandię”?).
- Zjednoczone Emiraty Arabskie – 155.009 zł.
- Republika Islandii – 149.460 zł (jakiś czas temu pożyczaliśmy im pieniądze – bogacze z nas, no nie?).
- Królestwo Niderlandów – 147.888 zł.
ta lista musiała by być dosyć długa, jeśli chciałby wymienić WSZYSTKIE bogatsze od Polski kraje. Wymienię tylko kilka: Królestwo Szwecji (10), Republika Finlandii (11), Stany Zjednoczone Ameryki Północnej (13), Królestwo Belgii (14), Republika Francji (16), Kanada (18), Republika Federalna Niemiec (19), Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (20), Singapur (22), Japonia (23), Królestwo Hiszpanii (25), Republika Grecka (27), Republika Słowenii (31), Republika Czech (35), Republika Chorwacji (43), Republika Węgierska (44), Republika Litewska (49) i w końcu:
- Rzeczpospolita Polska (50) - z dochodem narodowym na poziomie 39.003 zł na jednego Polaka…
Jakie ma tak naprawdę znaczenie, czy przyrost polskiego PKB osiągnął właśnie 1,7%? Jest to wzrost o 633 złote. O tyle jesteśmy “sprawniejsi gospodarczo” w stosunku do poprzedniego roku.
W tym samym czasie na jednego Niemca przypada ponad 125 tysięcy złotych! Niech nawet w związku z “kryzysem”, owa suma spadnie o 5%. W dalszym ciągu statystycznie na jednego naszego zachodniego sąsiada przypadać będzie ponad trzy razy tyle wypracowanego dobra niż na pojedynczego Polaka! Niemcy ze swojej pracy mogą się cieszyć trzy razy większym dochodem.
Prawdziwa diagnoza jest taka – w dalszym ciągu jesteśmy “sto lat za Murzynami”. Wszelkie wywyższanie się przez rządzące Polską partie nad innych członków UE jest NIE NA MIEJSCU! Tak naprawdę biedniejsi od nas są tylko Rumuni (61) – 26.225 złotych. Zatkało kakało?
Nie piszę tych gorzkich słów po to, żeby “gasić ducha w Narodzie”, ale dlatego żeby uzmysłowić Wam, jak bardzo ulegacie manipulacjom rządzących i bezmyślnie im podporządkowanych mediów. Liczę, że podczas kolejnych wyborów, kiedy Donald Tusk będzie trąbił wszem wobec w błyskających “spotach” (a zaprawdę powiadam Wam – będzie to czynił na skalę przeogromną – odpowiadającą państwowej subwencji jaką corocznie otrzymuje na swoją działalność jego partia – za rok 2008 było to 37.966.470 zł), że dzięki swoim wrodzonym talentom i nieskończonej trosce o Polskę, uchronił samowtór z bratnim PSL naszą ojczyznę przed “kryzysem”, który zrujnował cały stary kontynent, będziecie mogli zakrzyknąć z oburzeniem – “to ten, który kłamie! On mojej kreski nie dostanie.”
Bo inaczej jak mamy się stać choćby drugą Hiszpanią (25)?
Historia PO Polityka Polska SB Szwindelek Układ Wielki Szwindel
Napisał: admin
skomentuj
Polska bezczelność x2
Miałem dziś napisać o tym jak to Donald Tusk stracił dobrą okazję żeby być cicho, kiedy tak skomentował dzisiejszą publikację dawno zapowiadanego opracowania na temat współpracy byłego aparatczyka PZPR (później przez dwie kadencje Prezydenta RP), towarzysza Aleksandra Kwaśniewskiego z SB, w latach 1983-1989 – czyli przez praktycznie całą swoją karierę w PRL (za Gazeta.pl):
- Uważam, że jest już chyba ten czas, by podjąć szybką pracę nad ustawą, która odda IPN historykom względnie neutralnym politycznie, a nie gończym, którzy chcą kogoś koniecznie złapać i zagonić – mówił premier.
Co w mowie zrozumiałej dla zwykłego zjadacza chleba znaczy:
- Nie może być tak, że IPN robi to co robić powinien, czyli że dokumentuje wszystkie ciemne strony PRL. Przecież miał być tylko kwiatkiem do kożucha, bo tak się z towarzyszami dogadaliśmy w Magdalence. Kurtyka za dużo sobie pozwala, więc trzeba będzie Kurtykę odstrzelić i osadzić wcześniej wykastrowany IPN “świadomymi historycznie” ludźmi.
Ale informacja, którą właśnie przeczytałem na Onecie powaliła mnie po prostu na łopatki:
“Wszyscy jesteśmy nienormalni” – pod takim hasłem ruszyła kampania łódzkiej fundacji “Jaś i Małgosia”, która zmienić ma stosunek Polaków do osób niepełnosprawnych umysłowo. Przedstawiciele fundacji zaapelowali też do polityków o wzięcie udziału w sesji fotograficznej z niepełnosprawnymi umysłowo dziećmi.
W ramach kampanii w największych polskich miastach w grudniu pojawią się billboardy i wielkoformatowe reklamy, na których będzie można zobaczyć zdjęcia dwóch dziewczynek z zespołem Downa obok zdjęć osób zdrowych, ale pokazanych w “zwariowany” sposób. Ponad 500 razy w kilku kanałach wyemitowane zostaną też spoty telewizyjne.
Jeżeli będą billboardy, reklamy i spoty w telewizji na skalę masową to znaczy, że fundacja stojąca za tą “akcją” dorwała się do jakichś publicznych pieniędzy. NIE MA INNEJ MOŻLIWOŚCI. Ostatkiem sił pytam: SKĄD ŻEŚTA TĘ KASĘ WYRWALI? Z KTÓREGO FUNDUSZU? KTO SIĘ ZGODZIŁ NA TO, ŻEBY PIENIĄDZE Z NASZYCH PODATKÓW POSZŁY NA TAK DEBILNY CEL?!
I kwestia kluczowa: CZY TO SIĘ KIEDYKOLWIEK SKOŃCZY???
Prawda prosto w twarz politruka z PO
O tym, że PO to PZPR XXI wieku, wie każdy czytelnik moich wypocin. Nie wiedzą o tym (lub nie chcą się do tego przyznać) niestety, wyborcy! No i oczywiście fakt ten starają się jak mogą negować sami PeOwiacy… Ale czasem nadarzy się okazja powiedzieć im to prosto w te zakłamane gęby:
Jeszcze trochę, drodzy towarzysze. Społeczeństwo wam podziękuję za waszą “niemoc”. Dostaniecie takiego kopa w dupę w kolejnych wyborach, że się pochowacie po kątach.
PO idzie po Twoje pieniądze (znowu)!
Partia pana Donalda Tuska (a także Zbigniewa Chlebowskiego, Janusza Schetyny et consortes) gładko przechodzi nad wszelkimi kłodami jakie rzuca jej pod nogi Jarosław Kaczyński (z partii konkurencyjnej). Aferalne zamieszanie jest nawet tak naprawdę na rękę “Prezydentowi z Gdańska“. Media skupiają się na poselskich pyskówkach w Sejmie i walce o stołek przewodniczącego komisji mającej zbadać sprawki “liberałów” i w końcu rząd może sobie rządzić w spokoju, bez wścibskich pytań co bardziej dociekliwych politycznych komentatorów.
Czasem jedynie, co bardziej bezczelny minister “pochwali się” nad czym pracuje:
Podatkiem węglowym w emisję gazów cieplarnianych.
Jak dowiedziała się “Gazeta”, minister środowiska będzie namawiał kolegów z rządu, żeby taki podatek rozważyć także w Polsce. Obowiązuje on już w ośmiu, a wkrótce w dziewięciu krajach UE. (…)
– Będę rozmawiał z wicepremierem ministrem gospodarki Waldemarem Pawlakiem o tej propozycji już w najbliższym czasie. Bo to jest genialny, bardzo prosty mechanizm, żeby mieć więcej pieniędzy na działania mające prowadzić do ograniczenie emisji CO2, także w sektorze transportowym – powiedział “Gazecie” Nowicki. (…)
Wbrew czarującej nazwie, podatek “węglowy” będzie naliczany przy sprzedaży paliw do pojazdów mechanicznych. Kierowcy, obok pijących napoje alkoholowe i palących wyroby tytoniowe to prawdziwe dojne krowy każdego socjalistycznego ustroju, a Polski w szczególności. Przypomnę, że z kwoty 4,10-4,30 zł za litr benzyny, jaką płacimy na stacjach benzynowych, zaledwie ok. jedna trzecia to koszt wytworzenia owego paliwa. Wszystko ponad, to podatki. Oprócz powszechnego podatku od towarów i usług (VAT), płacimy także podatki akcyzowy i drogowy. Ten ostatni miał w całości trafiać na budowę nowoczesnych dróg w naszym kraju. Ale stało się jak zawsze – kiedy socjaliści poczuli swoimi niezwykle wyczulonymi na jej zapach nosami forsę, od razu znalazły się ważniejsze cele na które przeznaczają owe grube miliardy rocznie. A kierowcy dalej muszą poruszać się po drogach obrażających wszelkie standardy cywilizowanego świata…
Jestem absolutnie przekonany, że kiedy uchwalony już zostanie ów “ekologiczny” podatek, to najwyżej marne ochłapy z niego trafią na “ekologię” (a i tak spożytkują je krewni i znajomi odpowiedniego królika), ale chciałbym podkreślić, że np. wprowadzając ów “genialny” podatek we Francji, jednocześnie obniżono inne podatki w ramach szczątkowej sprawiedliwości i podkreślenia pro-ekologiczności nowego rozwiązania fiskalnego. Czy możemy liczyć na podobny ruch w Polsce? Sądzę, że nie ma na to najmniejszych szans.
Pamiętajcie jedynie, że kiedy Tusk (czy szerzej: każdy socjalista) mówi, że nie będzie podnosić podatków, nie znaczy to jednocześnie iż nie wprowadzi podatków nowych!
Tak się robi pieniądze w socjaliźmie
Pani Aniela Merkel wezwała do siebie przedstawicieli europejskich rządów z krajów, w których działają fabryki General Motors. Szefowa Republiki Federalnej Niemiec oznajmiła im, że wpadła na pomysł na “sprzedanie” należącej do GM niemieckiej firmy Opel spółce kanadyjsko-rosyjskiej (dlaczego wydaje mi się, że Kanadyjczycy są w tym układzie tylko kwiatkiem do kożucha?). Rosjanie (plus “kwiatek”) mają za to dostać pomoc finansową od Niemiec w wysokości ok. €4.500.000.000. Powiedziała im także, że będą musieli się częściowo zrzucić na tą gigantyczną sumę… Co na to premier Tusk? Jest zajęty odpieraniem ataków braci Kaczyńskich i odbudową “rządu”, więc takie drobiazgi jak niemieckie żądania miliardowych sum nie leżą aktualnie w jego polu zainteresowań, ale kiedy opadnie pył z pola braterskiej bitwy PO-PiSowskiej, przyjdzie czas na zajęcie się sprawami poważnymi – czyli pieniędzmi. Niezależny polski polityk z liberalnej partii prawicowej mógłby udzielić tylko jednej odpowiedzi na takie żądanie:
Nie dość, że przez lata zarabiacie na działających w Polsce fabrykach grube pieniądze, korzystacie z naszej doskonałej i taniej siły roboczej a przy tym jesteście zwolnieni z szeregu podatków, to jeszcze próbujecie nas szantażować likwidacją tych znoszących złote jaja kur, grożąc ich zamknięciem jeśli nie damy wam kolejnej łapówki?! Chuj wam w dupę! Nie chcecie zarabiać w Polsce, to spierdalać do Rosji! Tam to dopiero będziecie mieć jak w ulu… Tylko uważajcie, żeby wam kiedyś tych fabryczek nie znacjonalizowali… I nie myślcie, że będą po was płakać! Najwyżej kilkunastu związków będzie pyskować po różnych mediach, ale są to ostatnie osoby jakimi powinniśmy się przejmować. Są jeszcze inne, nie państwowe firmy (np. azjatyckie), bardzo skore do otwierania oddziałów w naszym kraju.
Tak by zareagował polityk wierny swojemu krajowi. A jaka będzie reakcja naszego premiera? W najlepszym przypadku, tak jak w wielu innych sprawach, nie zrobi nic.
Kryzys klasy pozbawionej klasy
Szanowny pan Jarosław Kaczyński, prezes narodowo-socjalistycznej partii “Prawo i Sprawiedliwość“, puszył się wczoraj w TV niczym pączek w maśle. Znowu jest w centrum wydarzeń. Ponownie (jak mu się wydaje) rozdaje karty. Swoimi wypowiedziami co i rusz dawał dowody na kompletne oderwanie od rzeczywistości. W trudno skrywaną satysfakcją prorokował rychły koniec socjal-demokratycznej “Platformy Obywatelskiej” i triumfalny powrót “PiS” do upragnionej władzy. Wszystko to czyste fantazje dawno skompromitowanego polityka z partii, której (wciąż za wysokie) wyniki w sondażach stymulują chyba jedynie pieniądze płynące szerokim strumieniem z budżetu (“PiS” należy do kartelu, który przyznał sobie prawo pobierania części naszych podatków na swoją działalność).
Ale niczym ślepej kurze ziarno i panu prezesowi trafiło się wczoraj powiedzieć pół zdania zaskakująco trafnej obserwacji:
“obserwujemy upadek klasy politycznej w Polsce”.
Zgadzam się z tym stwierdzeniem całkowicie. Obecni politycy skompromitowali się ostatecznie, całkowicie a niektórzy wielokrotnie. Co więcej, taki Kaczyński chciałby, żeby dać mu JESZCZE JEDNĄ szansę na kompromitację… O co to nie, drogi panie. My na szanse do spaprania spraw kraju musimy patrzeć po gospodarsku! Waćpanu już dziękujemy.
Tak zwana “klasa polityczna” Polski to do prawdy obraz nędzy i rozpaczy. Jak słusznie zauważył pewien mądry człowiek: “gówno nawet gdy założy garnitur pozostanie gównem“. Nic więcej dodawać nie trzeba. Aktualnie gówniany odór jest wciąż tłumiony różnymi działaniami odwracającymi uwagę od spraw istotnych. Najnowsze zamieszanie w sprawie lobbingu wokół ustaw zwiększających podatki od gier również jest takim działaniem. Tak zwana “afera hazardowa” nie powinna mieć w ogóle miejsca! W normalnym kraju rząd nie zajmuje się takimi sprawami! Nie ma potrzeby, bo KAŻDA działalność gospodarcza powinna być obłożona dokładnie takimi samymi, prostymi w obliczeniu i niewielkimi podatkami! Nie ma najmniejszego znaczenia, czy chodzi o kasyno, sklep z mięsem, stację paliw, gabinet lekarski czy kościół! Każda z tych form ludzkiej działalności powstała w celach zarobkowych a politycy nie powinni zajmować się klasyfikowaniem ich według własnego widzimisię… Rzecz tak oczywista a wciąż nieobecna w powszechnej świadomości.
Tylko jak ma się ona dostać do mózgów polskich wyborców, kiedy w przerwach między ogłupiającymi serialami i durnowatymi “tok szołami“, jedyne źródło wiedzy większości Polaków czyli telewizja, raczy ich skupionymi na spektakularnych wątkach pobocznych audycjami publicystycznymi… Tematem września były w nich wydarzenia związane z wybuchem II Wojny Światowej, a w październiku jak widać, będziemy rozprawiać o jednorękich bandytach… Życzę emocji i nagłych zwrotów akcji.
Obradowało plenum PO…
Jeden dzień i tyle złego. Łże-prawicowa Platforma Obywatelska kontynuuje swoją złodziejską działalność. Ujawniono dziś kilka decyzji jakie podejmują nasi kochani “liberałowie“:
- Prąd będzie jeszcze droższy! Dzięki temu, że Ministerstwo Gospodarki (po co taki twór w ogóle istnieje?) dogadało się dostawcami energii elektrycznej co do satysfakcjonującego tych drugich poziomu podwyżek cen, panowie politycy “zrobią dobrze” biednym za pieniądze tych średnio zamożnych. I oczywiście liczą na rewanż przy wyborczej urnie… Szczegóły tego ultra-socjalistycznego rozwiązania tutaj: Uzgodnienia ws. cen prądu dla najuboższych.
- Z kolei Minister Kultury z dumą ogłosił, że znalazł pieniądze na zupełnie niepotrzebny “Narodowy Instytut Audiowizualny“. Gdzie znalazł? Ano tam gdzie wszyscy socjaliści szukają: w naszych kieszeniach… “NInA” ma tworzyć cyfrowe archiwum “polskiego dziedzictwa narodowego”. Kolejny dowód, że nawet teoretycznie tak mało szkodliwy urząd jak Ministerstwo Kultury w końcu zacznie dybać na nasze pieniądze. Do likwidacji! Pieniądze będą pochodzić z dotacji budżetowej (nic dziwnego, że przyszłoroczny budżet przewiduje rekordowy deficyt) i z nowego podatku! Ale uwaga! Jakby co, to Tusk podatków nie podnosi! Jedynie wprowadza nowe… Sam sens ISTNIENIA utrzymywanego z budżetu URZĘDU powołanego do cyfryzacji i dystrybucji (odpłatnej! w końcu nawet jeśli podatnicy już raz zapłacą nowym podatkiem za cyfryzację, nie znaczy że nie mogą zapłacić ponownie za udostępnienie archiwów) jest kompletnie bez sensu! Cyfryzacja jest droga tylko wtedy, kiedy przeprowadza się ją odgórnie, za państwowe pieniądze. Tak naprawdę dzisiejszy stan techniki pozwala na przeprowadzenie tego procesu szybko, tanio i efektywnie. Inna sprawa to udostępnianie. Ale to właścicielom utworów powinno zależeć na czerpaniu zysków z własnych zasobów, nie musi się tym martwić pan minister! Większość materiałów o które chodzi są w gestii TVP. Podobno ma ona problemy finansowe. Dlaczego zatem nie udostępni swoich przepastnych archiwów w Internecie? Oczywiście w jakimś normalnym, otwartym formacie a nie tak jak to robi w tej chwili ze swoimi durnowatymi serialami – w zawodnym i zamkniętym rozwiązaniu MS Windows Media… Szczegóły nowego podatku tutaj: Będzie nowy podatek.
- Na deser informacja o tym, że polski rząd myśli nie tylko o sobie, ale (niczym kiedyś Jerzy Urban) także o “biednych” Amerykanach: polski podatnik dołoży się (skromne 100.000.000 zł), żeby firma IBM mogła postawić sobie centrum informatyczne we Wrocławiu. W centrum znajdzie zajęcie 2000 osób (czyli wychodzi skromne 50.000 zł na etat). Naiwnie zapytuję: jeśli IBM widzi potrzebę wybudowania jednego ze swoich oddziałów w stolicy Dolnego Śląska, to kurwa dlaczego ja się mam do tego dokładać?? Szczegóły tego wyjątkowo bezczelnego przekrętu tutaj: 100 mln. dofinansowania na centrum IBM.
Ponownie zapytuję:
CZY JEST JESZCZE CHOĆ JEDNA NAIWNA OSOBA, KTÓRA DALEJ WIERZY W BAJKĘ O “PRAWICOWEJ” I “LIBERALNEJ” PLATFORMIE OBYWATELSKIEJ? CZY MAJĄC POGLĄDY KONSERWATYWNO-LIBERALNE MOŻECIE W DALSZYM CIĄGU ZE SPOKOJNYM SUMIENIEM GŁOSOWAĆ NA TYCH BEZCZELNYCH KŁAMCÓW I KRĘTACZY?
No chyba, że zaraza socjalizmu wyżarła wam mózgi już do reszty…






