Polityka nekrofilów
Narodowa lewica rusza do kontrataku. Jej prezes, Jarosław Kaczyński, udzielił wywiadu prowadzonej przez grupę odpornych na wiedzę oszołomów „Gazecie Polskiej”. W wywiadzie wyjaśnia kilka interesujących kwestii, np. przyznaje, że tuż po katastrofie w której zginął (lub, jak oni to mówią – „poległ”) jego brat, przyjmował farmaceutyki uspokajające. Ciekawe, czy to trwało dłużej? Czy dlatego w kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi mogliśmy podziwiać odmienionego Kaczyńskiego? W każdym razie teraz Jarosław Kaczyński w niczym nie ustępuje samemu sobie sprzed kwietnia… Jest znowu w formie. I jątrzy, kręci, podpuszcza, obraża – robi to co potrafi najlepiej. Zresztą nie tylko on. Jego kamraci z PiS niczym gończe psy ujadają jednym, znanym od lat tonem. Oni po prostu inaczej nie potrafią.
Czy jest w tym cokolwiek dziwnego? Sądzę, że absolutnie nic. Ta formacja, jak sama na każdym kroku podkreśla, tkwi głęboko w katolicko-narodowo-martyrologicznej tradycji. To właśnie ci ludzie reprezentują środowisko nieustannie przypominające polskie klęski. Wręcz się nimi żywiące. To oni wygrzebują z ziemi ciała zmarłych i tworzą z nich sobie amulety, mające mieć „świętą moc”. Czy można więc się dziwić, że nie mogą pogodzić się ze śmiercią? Że mnożą spiskowe teorie (dla mnie numerem jeden jest ta, według której specjalny oddział tajnych komandosów, którzy mają podziemną bazę pod płytą smoleńskiego lotniska, tuż po katastrofie wyszedł tajemnym przejściem i metodycznie, idąc w zwartym szeregu, dobijał ocalałych z katastrofy a później zniknął, wchodząc pod ziemię – wyczytałem to na portalu niezalezna.pl)?
Nie potrafiąc zaproponować nic pozytywnego oprócz oficjalnie głęboko skrywanej, jednak widocznej jak na dłoni, prymitywnej „zemsty za nasze krzywdy”, nie ma żadnego innego lepiszcza, które mogło by ich trzymać w kupie. Nie może więc sobie pozwolić na odwrót od swych średniowiecznych wartości i podjęcie cywilizowanej walki politycznej. My, normalni ludzie, cierpimy przez to podwójnie. Raz, bo jesteśmy zmuszeni do przyglądania się nekrofilskim zachowaniom tej zdegenerowanej grupki i po raz drugi, bo opozycyjne wobec PiS ugrupowania mogą robić cokolwiek, byle zachowywać się zgodnie z oczekiwaniami „przeciętnego wyborcy” i wystarcza to do zdobywania (wręcz powiększania) poparcia. W efekcie PO, partia tak naprawdę mało różniąca się programowo od PiS, ma ogromną rzeszę oddanych zwolenników i nieustannie rozszerza swoje wpływy. Donald Tusk ma za co dziękować Jarosławowi Kaczyńskiemu…
Czerwona Polska
No i wybrało.
Jak to zwykle w Polsce, nie tyle „udzieliło poparcia”, co raczej „głosowało przeciw”. Najlepszym nie-Kaczyńskim okazał się Komorowski. W pierwszych słowach, prawie-prezydent podziękował towarzyszowi Napieralskiemu, podkreślając jak ważne jest żeby istniała mocna lewica… Natychmiast podobnymi słowy wyraził się Kaczyński. Dziś rano w radio, oślizły Czarnecki podkreślał jak to wiele wspólnego mają SLD i PiS jeśli chodzi o poglądy na gospodarkę i sprawy socjalne. A niedouczeni dziennikarze z wiodących mediów będą zapewne pisać o umocnieniu się „prawicy” w Polsce (w końcu Komorowski i Kaczyński zdobyli w sumie prawie 80% głosów), ale oczywiście prawda jest inna – POLSKA JEST CZERWONA JAK NIGDY OD DWUDZIESTU LAT!
Wyniki wyborów mówią jednoznacznie: poparcie ma polityka zwiększa socjał, zmniejszająca wolność, zwiększająca obszary państwowej interwencji. Ludziom podoba się utrzymywanie patologicznej „służby zdrowia”, chcą mieć wszystko „bezpłatne” – nie rozumieją, że jednocześnie muszą za wszystko płacić więcej niż potrzeba! Ich umysły nie przyjmują do wiadomości, że benzyna mogłaby kosztować 2 zł, że to oni płacą niemal 80% podatki a mogliby dostawać większość tych pieniędzy do kieszeni, że normalna opieka medyczna mogłaby być powszechnie dostępna i przy okazji tańsza niż teraz, gdyby nie była zarządzana poprzez nieudolne państwowe twory…
SLD-owskie TVP Info od rana nie ustaje w propagowaniu wyniku Napieralskiego jako niebywałego sukcesu. Wprost nazywają SLD „trzecią siłą” – w domyśle zapewne najlepszą alternatywą dla duopolu PO-PiS… Smutne, bo oczywiście prawdziwą alternatywą do socjalistów z PO i PiS nie są socjaliści z SLD, tylko normalność – czyli PRAWICA…
Ile jeszcze trzeba będzie czekać na zmianę mentalną Polaków? Zapewne kilka lat. Pocieszające, że jedyny liberalno-prawicowy kandydat w tych wyborach (JKM), ma zdecydowanie najwyższe poparcie wśród młodych, zwłaszcza wykształconych ludzi. Miejmy nadzieję, że nadchodząca nowa elita naszego kraju wybierze dobrze. Kiedyś.
Prawna sraczka
Ubawiła mnie bezmyślna szczerość posła Przemysława Edgara Gosiewskiego (PiS), który we wczorajszym porannym wywiadzie dla Trójki przyznał, że tak naprawdę nie był w stanie szczegółowo analizować projektów ustaw, które były mu dostarczane kiedy pełnił funkcję wicepremiera w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.
„Niewiele czasu poświęciłem tej ustawie, tak jak i innym. Bo jak ma się 5000 dokumentów, to każdą się zajmuje w taki sam sposób…”
W tym krótkim zdaniu znajduje się genialne podsumowanie całej prawnej sraczki generowanej przez III RP – jeśli nie potrafimy tworzyć prawa wysokiej jakości, to przynajmniej idźmy w ilość… Dwojga imion wybitny aparatczyk narodowo-socjalistycznego „Prawa i Sprawiedliwości” nie wykazuje najmniejszych znamion troski o podmiot, który dał mu wszystkie zaszczyty, który go utrzymuje, funduje eleganckie limuzyny i reprezentacyjne gabinety, darmowe podróże po Świecie, czy pozwala gwiazdorzyć w mediach – czyli o obywateli Rzeczpospolitej. Gosiewski nie widzi absolutnie nic złego w tym, że podsunięto mu projekt ustawy załatwiającej czyjeś prywatne interesy bo, jak sam przyznaje, „taka była umowa między klubem a rządem”… Dla tego człowieka sprawowanie jednej z najwyższych funkcji w państwie to po prostu rozszerzenie wpływów jego partii na obszar całego kraju. Nic więcej. Chciałem napisać, że „w pierwszej kolejności” dbał on o dobro partii, ale tu nie ma jakiejś „drugiej kolejności”, gdzie ewentualnie znalazło by się miejsce na dbanie o obywateli RP… Jeśli dana sprawa nie leży w interesie partii, nie przynosi wymiernych korzyści dla PiS-owskich aparatczyków, czy choćby nie ma bezpośredniego przełożenia na wzrost notowań w sondażach, to partia się nią nie zajmowała. Brutalnie proste.
Co gorsza, 5000 dokumentów to po prostu pikuś. Następcy PiS są lepsi… W ubiegłym roku w samych Dziennikach Ustaw opublikowano 18350 stron tekstu. A przecież zawiera on jedynie same ustawy, rozporządzenia, zatwierdzone i teoretycznie głęboko przemyślane przez Elitę Narodu PRAWO. A co z całą masą dokumentów pośrednich? Przecież często do ustalenia idealnego tekstu ustawy, wielokrotnie zbiera się jedna, czy nawet kilka komisji! Każde z tych ciał tworzy ważne dokumenty, zleca dodatkowe ekspertyzy, zadaje pisemne pytania, wysyła wnioski i otrzymuje na nie odpowiedzi… To są grube dziesiątki tysięcy dokumentów. Jeśli posłowie wymagają od obywateli bezwzględnego przestrzegania CAŁEGO PRAWA, to można chyba wymagać żeby wiedzieli CO UCHWALAJĄ?! W tej chwili jest to oczywiście niemożliwe. Gdyby każdy parlamentarzysta miał zapoznać się choćby z opublikowanymi w Dziennikach Ustaw tekstami, musiałby czytać po 50 stron każdego dnia. 350 stron tygodniowo. 1500 stron na miesiąc… A nie jest to lekka proza nadająca się do poduszki. To teksty zawierające skomplikowane techniczne zagadnienia, naszpikowane fachowymi terminami, w których każdy przecinek może zasadniczo zmieniać sens każdego przepisu. To wymaga skupienia.
Wygląda, że to kiepska fucha, takie posłowanie… No chyba, żeby robić tak jak znakomita większość naszych posłów – brać kasę, chodzić na głosowania i podnosić rękę kiedy pokazuje szef klubu. Nie zadawać pytań, ładnie uśmiechać się na wyborczych wiecach, unikać trudnych tematów… Alleluja i do przodu! P.E. Gosiewski może, to i każdy potrafi.
Takich ich SOBIE wybieracie.
Kryzys klasy pozbawionej klasy
Szanowny pan Jarosław Kaczyński, prezes narodowo-socjalistycznej partii „Prawo i Sprawiedliwość„, puszył się wczoraj w TV niczym pączek w maśle. Znowu jest w centrum wydarzeń. Ponownie (jak mu się wydaje) rozdaje karty. Swoimi wypowiedziami co i rusz dawał dowody na kompletne oderwanie od rzeczywistości. W trudno skrywaną satysfakcją prorokował rychły koniec socjal-demokratycznej „Platformy Obywatelskiej” i triumfalny powrót „PiS” do upragnionej władzy. Wszystko to czyste fantazje dawno skompromitowanego polityka z partii, której (wciąż za wysokie) wyniki w sondażach stymulują chyba jedynie pieniądze płynące szerokim strumieniem z budżetu („PiS” należy do kartelu, który przyznał sobie prawo pobierania części naszych podatków na swoją działalność).
Ale niczym ślepej kurze ziarno i panu prezesowi trafiło się wczoraj powiedzieć pół zdania zaskakująco trafnej obserwacji:
„obserwujemy upadek klasy politycznej w Polsce”.
Zgadzam się z tym stwierdzeniem całkowicie. Obecni politycy skompromitowali się ostatecznie, całkowicie a niektórzy wielokrotnie. Co więcej, taki Kaczyński chciałby, żeby dać mu JESZCZE JEDNĄ szansę na kompromitację… O co to nie, drogi panie. My na szanse do spaprania spraw kraju musimy patrzeć po gospodarsku! Waćpanu już dziękujemy.
Tak zwana „klasa polityczna” Polski to do prawdy obraz nędzy i rozpaczy. Jak słusznie zauważył pewien mądry człowiek: „gówno nawet gdy założy garnitur pozostanie gównem„. Nic więcej dodawać nie trzeba. Aktualnie gówniany odór jest wciąż tłumiony różnymi działaniami odwracającymi uwagę od spraw istotnych. Najnowsze zamieszanie w sprawie lobbingu wokół ustaw zwiększających podatki od gier również jest takim działaniem. Tak zwana „afera hazardowa” nie powinna mieć w ogóle miejsca! W normalnym kraju rząd nie zajmuje się takimi sprawami! Nie ma potrzeby, bo KAŻDA działalność gospodarcza powinna być obłożona dokładnie takimi samymi, prostymi w obliczeniu i niewielkimi podatkami! Nie ma najmniejszego znaczenia, czy chodzi o kasyno, sklep z mięsem, stację paliw, gabinet lekarski czy kościół! Każda z tych form ludzkiej działalności powstała w celach zarobkowych a politycy nie powinni zajmować się klasyfikowaniem ich według własnego widzimisię… Rzecz tak oczywista a wciąż nieobecna w powszechnej świadomości.
Tylko jak ma się ona dostać do mózgów polskich wyborców, kiedy w przerwach między ogłupiającymi serialami i durnowatymi „tok szołami„, jedyne źródło wiedzy większości Polaków czyli telewizja, raczy ich skupionymi na spektakularnych wątkach pobocznych audycjami publicystycznymi… Tematem września były w nich wydarzenia związane z wybuchem II Wojny Światowej, a w październiku jak widać, będziemy rozprawiać o jednorękich bandytach… Życzę emocji i nagłych zwrotów akcji.
Walka klasowa trwa

Marszałek Sejmu RP, szanowny pan Bronisław Komorowski (PO), to mistrz polityki. Prawdziwy Mistrz! Pierwszej klasy ekspert od nicowania każdej prawdy tak, żeby pasowała do Jego obrazu, Jego wersji rzeczywistości. Zwłaszcza podczas kolejnych kampanii wyborczych pan Komorowski wznosi się na wyżyny swoich umiejętności wmawiania wyborcom że czarne jest białe i na odwrót… Po wyborach jest jeszcze gorzej. Marszałek z racji pełnionego urzędu jest wszędzie i potrafi się wypowiadać na każdy temat. Zdania wypadające potokiem z jego ust są równie gładkie jak pozbawione treści. A także przeważnie wprowadzające słuchaczy w błąd. Przeważnie.
Dziś pan Bronisław próbował swoje „mądrosci” w Polskim Radio. Zapewne w ramach akcji zadymiania wczorajszego skandalu z mianowanym przez premiera Tuska (i nawet przedstawionym przez niego do odznaczenia) prezesem ZUS, podejrzewanym o korupcję na dużą skalę. Marszałka boli i dał tego wyraz, że PiS i SLD zwarły szyki w celu ratowania wpływów w państwowej telewizji (zwanej nie wiedzieć czemu „publiczną”) (Polskie Radio):
Lewica i skrajna prawica zawarły sojusz – mówił w „Sygnałach Dnia” marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Jako przykład podał prace nad ustawą medialną i obsadzenie przez PiS i SLD rad nadzorczych mediów publicznych. Marszałek powiedział, że wie o szerszej współpracy dawnych wrogów, ale nie chciał podać żadnych szczegółów. „Mamy do czynienia z lekko pudrowanym sojuszem, który wkrótce przekształci się w jawna współpracę” – mówił Bronisław komorowski w radiowej Jedynce.
W całym tym steku mało ważnych faktów razi mnie jedno ohydne przeinaczenie. W swoim nieustannym pędzie do zakłamywania rzeczywistości pan Bronisław przezywa „Prawo i Sprawiedliwość” partią PRAWICOWĄ. Co gorsza – „SKRAJNIE PRAWICOWĄ”! Nie mam pojęcia co nasz zacny marszałek ma zamiar osiągnąć tą słowną zabawą, chyba jedynie to, że „skrajna prawica” budzi w Polsce (i wszędzie gdzie polityczna poprawność święci triumfy) wyłącznie ZŁE skojarzenia. Z pewnością jest to jasna deklaracja, że PO nie jest partią prawicową (a „skrajnie prawicową” w szczególności). To dobrze. Należy docenić kiedy przeciwnik jednoznacznie umiejscawia się na scenie politycznej. PO to partia o liberalnej powierzchowności i socjalistyczno-etatystyczna w działaniu. Do prawicy im daleko tak samo jak PSL. Za to powtarzam i powtarzać będę – PiS żadną „Prawicą” (nawet umiarkowaną) nie jest, nie był i zapewne nigdy nie będzie! To partia narodowo-socjalistyczna! Poglądy jej przywódców są przez nich jasno przedstawiane i nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości!
Oczywiście pan Komorowski doskonale sobie z tego zdaje sprawę, ale co szkodzi namieszać w głowie maluczkim?
Nie dajcie się.
Wszyscy oni jedni
„Bezprecedensowa propozycja PiS dla PO” krzyczy nagłówek. Okazuje się, że stratedzy „Prawa i Sprawiedliwości” właśnie strzelili sobie w kolano, wszem i wobec potwierdzając, że tak naprawdę nie różnią się niczym od „Platfromy Obywatelskiej”:
- Prosimy, by władze PO pozwoliły nam na wyemitowanie, za nasze pieniądze, spotu wyborczego Platformy z 2007 roku, dzięki któremu PO zwyciężyła w ostatnich wyborach parlamentarnych – powiedział podczas konferencji prasowej poseł PiS Jacek Kurski.
Co dla mnie nie jest niczym nowym. Toż obie te lewicowe partie wywodzą się z tego samego lewicowego pnia – z „Solidarności”! Więc czym mają się różnić? Jedynie wizerunek mają odmienny i to w znaczeniu dosłownym: nie ma co porównywać prezencji Kaczyńskich i Gosiewskiego do Tuska i Sikorskiego…
Chodzi o ten „spot”:
Jakiś mądry-inaczej mózg w sztabie wyborczym PiS popełnił taką głupotę! No chyba, że mają kreta… a jak go rozpoznają, jeśli wszystkie one jednakowo szczekają?
Prawda niepowszechna
W TVP1 zaprezentowano dziś spektakl młodego reżysera Jan Komasy, pod tytułem „Golgota wrocławska„. Przedstawia on prawdziwą historię jednej z tysięcy zbrodni reżimu komunistycznego. Pokazuje w jaki sposób komuniści są w stanie pozbawić życia, mienia, czci, wszelkich podstawowych praw człowieka – każdego. Nie ważne czy wroga rzeczywistego, urojonego, czy po prostu przypadkowego. Przedstawia zezwierzęcenie jakiemu uległa Polska pod rządami Polskiej Partii Robotniczej. Przypominam, że PPR wchłonęło później PPS (Polską Partię Socjalistyczną) i utworzyło PZPR (Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą). Ostatnim przywódcą tej zbrodniczej organizacji był Mieczysław F. Rakowski, ale to za przedostatniego (1981-1990) kacyka, generała Ludowego Wojska Polskiego Wojciecha Jaruzelskiego, doszło do układu „pobożnej” lewicy (Kuroń, Geremek, Wałęsa, Mazowiecki, Michnik) ze spadkobiercami stalinowców, w wyniku czego mamy to co mamy. Po krótkiej chwili, kiedy wydawało się, że w końcu nastała Wolna Polska (1989), nowi socjaliści (dziś nazywają się PO i PiS – ale po drodze działali pod wieloma różnymi emblematami) ciężko pracowali żeby to wrażenie zniszczyć. Niestety z sukcesem.
Dziś prawdę o tym czym jest socjalizm (czy jego szczególna odmiana – komunizm), trzeba wciąż wbijać do głów nie tylko młodych, ale i starszych. Tzw. zwykli ludzie, ci co to mają prawo głosu a decyzję kogo poprzeć podejmują pod wpływem telewizyjnej propagandy, nie zdają sobie sprawy, że głosując na socjalizm zaciskają sobie na szyi pętlę. Nie za mocno, ale za każdym razem ciaśniej. Co gorsza – twierdzą że nic takiego nie ma miejsca! Nie widzą jak bardzo ich wolność jest krok po kroku ograniczana przez komunę. Jak narodowi socjaliści z PiS, albo internacjonaliści z euro-socjalistycznej PO zabierają im pieniądze, zabierają im prawo do decydowania o swojej własności, zabierają im prawo do decydowania o przyszłości swoich dzieci, krok po kroku wchodzą z buciorami w coraz intymniejsze sfery życia…
Dlatego głoszenie prawdy jest nieustannie potrzebne. Dlatego powtarzanie w kółko o tym jak było jest zawsze podstawową koniecznością ludzi świadomych.
Póki jeszcze można.
Kaczyński Media PiS Podatki Polska SB Socjalizm TV Wałęsa
Napisał: Wujek
2 komentarzy
Matoł dyplomowany
Widziałem wczoraj jak dziennikarka pani Gawryluk rozmawia z JE Lechem Kaczyńskim, pełniącym obecnie funkcję Prezydenta RP. Biografia JE Kaczyńskiego podaje, iż raczył on ukończyć szereg szkół a nawet pracował w charakterze profesora na Uniwersytecie Gdańskim – czyli przekazywał swoją wiedzę innym. W Polsce takie osoby określa się mianem „inteligentów”, albo jak chcą niektórzy „wykształciuchów„. I oto doktor Kaczyński deklaruje się takimi słowy:
Jeżeli obniżka podatków ma polegać na tym, że i ten co zarabia milion miesięcznie i ten co zarabia tysiąc pięćset mają płacić taki sam podatek, to ja zawsze będę temu przeciw.
Była to odpowiedź na pytanie o podatek liniowy…
Gdyby pani Gawryluk była prawdziwą dziennikarką (a w ogóle jeszcze tacy w Polsce są?), to zadała by JE Prezydentowi kolejne pytanie:
Czy według pana, 15% podatek od dochodu w wysokości 1.000.000 zł (czyli 150.000 zł) jest taki sam jak 15% podatek od 1.500 złotych (czyli 225 zł)?? Przecież w pierwszym przypadku zapłacony podatek jest 666 razy wyższy od drugiego!!!
Ale pani Gawryluk dziennikarką nie jest.
Nie zmienia to faktu, że Pan Prezydent Lech Kaczyński albo jest analfabetą matematycznym, albo ma za takich swoich wyborców. Co więcej: jest analfabetą dyplomowanym!
Pani Gawryluk zapytała także w tym wywiadzie o Lecha Wałęsę i tu uzyskała krótką odpowiedź:
Lech Wałęsa był agentem o pseudonimie „Bolek„.
I ta jednoznaczna ocena zdobi dzisiejsze nagłówki. A nikt nie zwraca uwagi na rzeczy naprawdę ważne.
A może inni pseudo dziennikarze mają tyle samo warte dyplomy co JE Prezydent (pani Gawryluk nie ma żadnego – więc jest usprawiedliwiona)? Ech, przydała by im się porządna klasówka.
Wazelina Roku
Oglądacie telewizję? No oczywiście że tak. Zapewne różne kanały, ale każdy poświęca TV nieco swojego czasu. Fakt, iż wyciągamy różne wnioski z tego co nam pokazują zasługuje na osobny elaborat… Wczoraj odbyła się „najważniejsza” gala polskiej telewizji – uroczystość wręczenia „Wiktorów„. „Wiktorami” opiekuje się aktualnie TVN, ale nie sądzę, żeby mieli bezpośredni wpływ na wybór laureatów. To się dzieje „samo„.
Nagrody przyznaje „Akademia Telewizyjna”. Składa się z poprzednich zdobywców nagrody. No a jacy zdobywcy, takie wybory! Nagrodami zostali obdarzeni między innymi:
- Tomasz Lis – 7 „Wiktorów”
- Justyna Pochanke – 5 „Wiktorów”
- Kamil Durczok – 5 „Wiktorów”
- Krzysztof Mroziewicz – 3 „Wiktory”
- Leszek Balcerowicz – 3 „Wiktory”
- Aleksander Kwaśniewski – 3 „Wiktory”
- Monika Olejnik – 3 „Wiktory”
- Andrzej Turski – 2 „Wiktory”
- Jacek Żakowski – 2 „Wiktory”
- Lech Wałęsa – 2 „Wiktory”
- Leszek Miller – 1 „Wiktor”
- Jerzy Buzek – 1 „Wiktor”
- Jan Paweł II – 1 „Wiktor”
i chyba na zasadzie listka figowego:
- Kazik Staszewski – 1 „Wiktor”
- Stefan Kisielewski – 1 „Wiktor”
- Jerzy Urban – 1 „Wiktor”.
„Akademia” nie może zapomnieć o swoich chlebodawcach, dlatego laureatami zostali także:
- Bożena Walter (TVN, kiedyś TVP)
- Wiesław Walendziak (TVP)
- Mariusz Walter (TVN, kiedyś TVP)
- Nina Terentiew (obecnie Polsat, wcześniej TVP)
- Zygmunt Solorz-Żak (Polsat)
Oprócz tego statuetki otrzymało wiele osobistości kultury nie zajmujących się polityką, dla przykładu Pan Janusz Gajos dostał aż 6 „Wiktorów”! I w końcu „szeregowe” twarze z okienka, bez politycznego znaczenia (np. Kinga Rusin – 2 „Wiktory”), no ale to kwiatek do kożucha. Główny nurt to „salonowe” towarzystwo wzajemnej adoracji. To ludzie którzy są święcie przekonani, że mogą w tym kraju wszystko i mają (niestety) sporo racji!
W tym roku wyborem zacnego grona, statuetki otrzymali (w nawiasie mój komentarz):
- Twórca najlepszego programu telewizyjnego: Szymon Majewski (zrozumiałe).
- Najwyżej ceniony komentator lub publicysta: Bogdan Rymanowski (naciągane, ale „z braku laku…”).
- Najpopularniejszy polityk: Donald Tusk (oczywiste, w końcu wygrał wybory).
- Gwiazda piosenki i estrady: Justyna Steczkowska (pomyłka – lubię Justynę, ale w 2007 roku wielu innych artystów odniosło znacznie większe sukcesy niż występ w „Tańcu z Gwiazdami”…).
- Najlepszy prezenter TV: Justyna Pochanke (za co? Toż Pochanke to prawdziwy „Durczok w spódnicy” – szczyt politycznej poprawności!).
- Osobowość telewizyjna: Piotr Bałtroczyk (spóźnione, Bałtroczyk jest już dawno wyeksploatowany).
- Najpopularniejszy sportowiec: Euzebiusz Smolarek (przedwczesne, Ebi dopiero teraz będzie mógł się wykazać – zaczynają się Mistrzostwa Europy).
- Największe odkrycie telewizyjne: Joanna Liszowska (a kto to?).
- Najpopularniejszy aktor telewizyjny: Janusz Gajos (sądzę, że Pan Janusz sam ma dość tego splendoru a w 2007 wystąpił jedynie w serialu „Ekipa”).
- Wiktor publiczności: Kinga Rusin (no comments).
A teraz „Super Wiktory„:
- Władysław Bartoszewski (za co? Za „dyplomatołków”? Za opluwanie konkurencji do politycznego żłobu podczas kampanii wyborczej??? Skandal!).
- Leo Beenhakker (to chyba zaklinanie ew. pecha przed Euro 2008).
- Agnieszka Holland (eh… O co chodzi? Za walkę o przymusowy podatek telewizyjny?).
No i wreszcie, według mnie „Wazelina Roku„:
- Super Wiktor Specjalny: Maria Kaczyńska.
Mam do pani Kaczyńskiej stosunek absolutnie obojętny, ale proszę wytłumaczcie mi:
Jaką ona jest „osobowością telewizyjną”? Kamera jej nie lubi, media zasadniczo też (laureat Majewski regularnie sobie z niej dworuje w swoim programie), a ona sama nie ma takiego parcia na szkło jak jej poprzedniczka - Jolanta Kwaśniewska (nota bene – w swoim czasie też dostała „Wiktora”).
Czy laur dla Marii Kaczyńskiej można tłumaczyć inaczej niż chęć zadowolenia każdej ze stron? Tak „na wszelki wypadek” – panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Jednak duża jest siła pogaństwa w narodzie!
Na tej samej zasadzie za rok trzebą będzie dać nagrodę Zapateralskiemu – nowemu pierwszemu sekretarzowi SLD. Eee… Zbytek ostrożności!
Tęsknota za Rzeczpospolitą Ludową
Niedawno mój* premier, a dziś mój* prezydent dają w telewizorni dowody na to, że kapitalizm, kapitalizmem, ale rewolucyjnej czujności zatracić nie można… Tak naprawdę można być porządnym człowiekiem i uchodzić za „liberała„, ale nie można dać poczuć ludziom, że się o nich nie dba! A jak polityk dba o ludzi? Mówi o tym, że IM DA! Oczywiście WYSTARCZY O TYM MÓWIĆ!!! ROBIĆ wystarczy to co zawsze, czyli dbać o SIEBIE i swoją SZAJKĘ.
Zaprawdę żenujące dziś było gdy Lech Kaczyński, w ostatnich słowach przesłuchania jakie „odprawił na nim” dziś wieczorem Tomasz Lis, gorąco zapewniał, iż zdecydowanie jest przeciw „płaskiemu podatkowi” i „zróżnicowaniu oferty medycznej na tą dla bogatych i biednych„… Straszne jest, że z takimi bolszewickimi poglądami można mieć w Polsce kilkanaście procent poparcia, czego dowodzą wyniki sondażu jaki zaprezentował Lis.
Swoją drogą, pytania w owym sondażu („Na kogo zagłosowałbyś, gdyby wybory prezydenta RP odbyły się w ostatnią niedzielę?”) układał spec zaiste wyjątkowy! Odpowiedzi do wyboru:
- Donald Tusk
- kandydat niezależny
- Lech Kaczyński
- kandydat lewicy
- nie wiem (czy coś podobnego)…
W sumie można by zapytać – czy jesteś za socjaldemokracją, niewiadomo czym, narodowym socjalizmem, socjalizmem, czy jesteś idiotą i nie wiesz o tym że należy wybrać socjalistę!
Ręce opadają.
* – Pisząc „mój premier„, czy „mój prezydent„, mam oczywiście na myśli fakt, że są to funkcjonariusze pełniący odpowiednie funkcje we władzach Mojego Kraju. Zdecydowanie NIE oznacza to, że są to moi faworyci!!!

