Archiwum tematów dla Pieniądze

Z miłości do zwierząt

Kiedy polityk tak kłamliwej partii jak Platforma Obywatelska opowiada o nowym projekcie jaki knuje jego szajka, to wiadomo że nie będzie szczery. Co w takim razie można wywnioskować z takiej informacji:

Czy wszystkie psy w Polsce będą musiały mieć wszczepiony elektroniczny chip, pozwalający na szybką identyfikację właściciela? Nad ustawą wprowadzający taki obowiązek pracuje poseł Paweł Suski z PO, szef Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. – Projekt jest już niemal dopięty na ostatni guzik. Mam nadzieję, że dzięki niemu uda się ograniczyć problem bezpańskich psów – mówi portalowi tvp.info.

Biorąc pod uwagę wszystkie inne działania PO, nie można mieć najmniejszej wątpliwości, że oprócz rozszerzenia totalitarnej kontroli państwa nas obywatelem, chodzi przede wszystkim o pieniądze. Bo przecież wszyscy chodzimy po ulicach naszych miast, czy miasteczek i widzimy, że nie ma żadnego problemu watah bezpańskich psów (czy kotów)! Mogę także zaświadczyć, jako osoba regularnie odbywająca piesze wędrówki po polskich górach i lasach, że nie widziałem tam ANI RAZU bezpańskiego psa! Jest to problem tylko i wyłącznie medialny.

Przymusowe oczipowanie psów to doskonała okazja do dokładnego porachowania liczby zwierząt domowych w Polsce. Stąd już tylko jeden mały krok, maleńka tycia ustawa i każdy ze zidentyfikowanych właścicieli byle podwórkowego Burka będzie zobowiązany do dodatkowej daniny.

Oczywiście wszystko w imię bezpieczeństwa naszych czworonożnych pupili…

1% na partie? Za, a nawet przeciw!

Janusz Palikot zauważył, że paliwo antyklerykalne mu się powoli wypala, dlatego znalazł coś nowego, czym na chwilę przyciągnie uwagę mediów:

Jeszcze w czwartek do Sejmu ma trafić projekt ustawy o partiach politycznych autorstwa Ruchu Palikota. Zgodnie z nim podatnik będzie mógł odpisać od podatku 1% na rzecz partii; zlikwidowane byłyby subwencje z budżetu – powiedział wiceszef RP Artur Dębski.

Pomysł jest pozornie niegłupi, ale tak naprawdę niewiele zmienia w sposobie finansowania partii. W dalszym ciągu będą one na garnuszku „budżetu” – czyli nas wszystkich. To, że aktualnie dotacje wypłacane są „za głos” (zgodnie z ustawą dotacja na działalność partii politycznej wypłacana jest proporcjonalnie do ilości zdobytych głosów – oczywiście tylko tym partiom, które zdobędą więcej niż 3% głosów), nie zmienia faktu iż partie żyją z NASZYCH pieniędzy. Zawsze byłem za tym, żeby swoją działalność finansowały wyłącznie ze składek członkowskich.

Ale OK, załóżmy że tak musi być. Zmieńmy system wypłaty dotacji na pieniądze pochodzące z 1% podatku. Tylko dlaczego poprzestawać na corocznej dotacji a wybory urządzać co lat cztery? Jeśli można raz na rok podliczać kwotę jaką uzbierają poszczególne partie od podatników, to dlaczego nie ustalać w ten sposób liczby mandatów w parlamencie? Przywódcy partyjni i tak rozdają pierwsze miejsca na listach wyborczych według własnego uznania, niech więc desygnują imiennie odpowiednią liczbę posłów, zależnie od uzyskanego w PIT-ach poparcia.

Nie jest to tak szalony pomysł jak się może niektórym wydawać. Dzięki współczesnej technologii, podliczanie głosów oddawanych wraz z rocznymi PIT-ami może być przeprowadzana sprawnie, szybko i (co najważniejsze) bardzo tanio! Jakżeż by inaczej zachowywała się nasz „klasa polityczna”, gdyby katowski miecz wyborczy spadał na nią z czterokrotnie większą częstotliwością!

Poniższy dowcip straciłby wtedy praktycznie swój sens:

Umiera wpływowy poseł. Jego dusza trafia do Nieba i wita go Święty Piotr.

- Witaj w Niebie. Zanim tu zamieszkasz, musimy rozwiązać tylko jeden problem. Mamy to pewne zasady i nie jestem pewien, co z tobą zrobić.

- Jak to co – wpuśćcie mnie – mówi poseł.

- Cóż, chciałbym, ale mamy polecenia z samej góry. Zrobimy tak – spędzisz jeden dzień w Piekle i jeden dzień w Niebie. Potem możesz sobie wybrać, gdzie chcesz spędzić wieczność.

- Serio, ja już wiem – chcę trafić do Nieba – mówi poseł.

- Wybacz, ale mamy swoje zasady.

Po tych słowach, Święty Piotr odprowadza go do windy i poseł zjeżdża w dół, dół, dół wprost do Piekła. Drzwi otwierają się i poseł jest pośrodku pełnego zieleni pola golfowego. W tle jest restauracja, a przed nią stoją wszyscy jego przyjaciele oraz inni politycy, którzy pracowali z nim. Wszyscy są szczęśliwi i świetnie się bawią. Podbiegają do posła i witają go, ściskają oraz wspominają stare dobre czasy, gdy bogacili się kosztem zwykłych ludzi. Potem grają w golfa a następnie jedzą kolację z kawiorem i czerwonym winem. Jest także Szatan który jest naprawdę fajnym i sympatycznym gościem – świetnie się bawi i tryska humorem opowiadając dowcipy. Poseł bawi się tak doskonale, że nim się zorientuje, minie jego czas. Wszyscy ściskają go i machają na pożegnanie, gdy winda rusza w górę. Winda jedzie, jedzie i jedzie – aż drzwi się otwierają w Niebie, gdzie czeka na niego Święty Piotr.

Czas odwiedzić Niebo.

I tak mijają 24 godziny, w których mąż stanu spędza czas z duszyczkami na skakaniu z chmurki na chmurkę, graniu na harfach i śpiewaniu. Bawią się całkiem nieźle i nim się zorientuje, doba mija i powraca Święty Piotr.

- Cóż – spędziłeś jeden dzień w Piekle i jeden dzień w Niebie. Wybierz zatem swój los.

Poseł myśli chwilkę i odpowiada:

- Nigdy nie myślałem, że to powiem. To znaczy – w Niebie jest naprawdę cudownie, ale myślę, że lepiej mi będzie w Piekle.

Tak więc Święty Piotr odprowadza go do windy i poseł jedzie w dół, dół, dół… – wprost do Piekła. Otwierają się drzwi i poseł jest pośrodku pustyni pokrytej śmieciami i odpadkami. Widzi wszystkich swoich przyjaciół ubranych w szmaty, zbierających śmieci do czarnych, plastikowych toreb. Nagle podchodzi do posła Szatan i klepie go po ramieniu.

- Nie rozumiem! – mówi senator. Jeszcze wczoraj było tu pole golfowe, restauracja, jedliśmy kawior, tańczyliśmy i bawiliśmy się świetnie. Teraz jest tu tylko pustynia pełna śmieci, a moi przyjaciele wyglądają strasznie!

Szatan spogląda na posła, uśmiecha się i mówi:

- Wczoraj mieliśmy kampanię wyborczą! A dziś na nas zagłosowałeś. Już jest po wyborach…

Wszyscy jesteście socjalistami

Wydaje się, że za najlepszą metodę rozwiązywania wszelkich problemów nasza ludowo-demokratyczna koalicja rządząca wraz z umiłowanym przywódcą uważa szpachlowanie, naciąganie, byle jakie zszywanie z tego co jeszcze zostało i tym podobne picowanie. Być może takie podejście zapewnia sukces w światku prywatnych importerów powypadkowych samochodów z Niemiec, ale prowadzenie polityki na szczeblu kraju związkowego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich w tym samym stylu prowadzi prostą ścieżką do upadku.

Widać to jak na dłoni na przykładzie ostatnich zmian w zasadach refundacji leków przez NFZ. Towarzysz Arłukowicz w pocie czoła walczy z problemami, które pracowicie stworzyli politycy dzierżący władzę w Polsce przez ostatnie 20 lat. Nie ma co owijać w bawełnę – polska tzw. „służba zdrowia” i wszystko co z nią związane to chlew, zacofanie i (przede wszystkim) gigantyczne złodziejstwo. Państwo przemocą zabiera wszystkim pracującym co miesiąc pokaźną kwotę składającą się na niezłą sumę, która jest następnie beztrosko marnowana przez skrajnie nieefektywną, scentralizowaną biurokrację.

Bez likwidacji całej tej patologii, zaczynając od samej góry (Ministerstwo Zdrowia), nic się nigdy nie zmieni. Arłukowicz może sobie tworzyć nowe listy leków, może ustalać sztywne ceny i marże, ale bez wypalenia tego zła do samego końca, czyli bez przywrócenia normalności, to znaczy stanu w którym każdy sam decyduje jaką opiekę zdrowotna chce mieć i ile chce za nią płacić, nie ma co marzyć o tanim dostępnie do wysokiej jakości usług medycznych.

Tylko likwidacja dopłat do leków spowoduje obniżkę ich cen! W tej chwili firmy farmaceutyczne robią co tylko chcą z europejskimi rządami, dzięki ich socjalistycznej polityce. Gigantyczne zyski koncernów są limitowane jedynie własną skutecznością negocjacyjną, a ponieważ mają bardzo dużo środków w magiczny sposób wpływających na decyzję polityków (czyli pieniędzy), to mamy to co mamy.

No, ale można też pójść inną drogą. Zaprezentowali to dziś towarzysze z PiS:

Kolejnym krokiem PiS-u będzie projekt ustawy o likwidacji NFZ-u. – Służba zdrowia powinna być finansowana bezpośrednio z budżetu – uważa Błaszczak. Zdaniem opozycji tylko to przyniesie rozwiązanie obecnych problemów polskich pacjentów.

No comments. Brak mi mocy…

55% i Świątynia Zagłady

Nie wiadomo jak posuwa się sprawa z Zieloną Kartą ministra Jana Antony Vincenta (aka „Jacka”) Rostowskiego, znamy za to skutek dzisiejszej akcji podległego mu Ministerstwa Finansów:

Na wtorkowej aukcji Ministerstwo Finansów odkupiło bony zapadające w 2012 r. o wartości 2,486 mld zł. Dzięki temu zmniejszyła się relacja długu do PKB Polski. (…)

Dzisiejsza transakcja w ocenie przedstawicieli MF zmniejszyła relację długu do PKB o kolejne 0,15 proc.

Ta krótka wiadomość charakteryzuje w pełni zakres działań Ministerstwa. Powiem nawet więcej: całego Tuskowego rządu.

Wszystkie co ci łże-liberałowie robią, to rozpaczliwe wysiłki w celu utrzymania się u żłobu. Liczą się tylko i wyłącznie ICH stołki. Nie ma takiej sprawy, której nie byliby skłonni poświęcić w celu odłożenia w czasie wielkiego BUM! A ono i tak nadejdzie. Przy takiej polityce jest to nieuniknione. Gdyby jeszcze zachowali resztki przyzwoitości i za podwyżkami podatków, cięciami w inwestycjach i grabieżą emerytur szła w parze racjonalizacja wydatków budżetowych, to mogłoby to nam wyjść na dobre. Ale Tusk zbytnio uwierzył w to, że jego partia wygrała wybory głosami tzw. „budżetówki”. To jedyna grupa społeczna w Polsce która ma się niczym pączek w maśle i „Premier z Gdańska” nie ma najmniejszej ochoty aby ów błogostan zakłócić.

A niewątpliwe musiałby, gdyby zadłużenie Budżetu przekroczyło 55% PKB. Konstytucja nakazuje w takim przypadku stworzenie zrównoważonego budżetu na rok kolejny i (co gorsza), zamrożenie płac sfery budżetowej. A tego wyborcy Tuska by mu nie darowali.

Może i dobrze… W końcu im wcześniej ludzie wyjdą na ulice, tym lepiej. No, ale na razie groźba konieczności wprowadzenia racjonalizujących reform chyba została oddalona. Ale w nieskończoność i tak nie dacie rady, złodzieje emerytur!

Podkradanie z portfeli trwa i trwać będzie

Platforma Obywatelska wygrała kolejne wybory, premier Donald „Haratnąć w gałę” Tusk poczuł boską moc i zaczął rozstawiać po kątach swoich Parteigenossen… A także przystąpił do dalszego rabowania naszych pieniędzy.

W zaciszu rządowych gabinetów tworzy plan działań na kolejne 4 lata rządów, który ma zaprezentować 18 listopada. Exposé premiera to taka dziwna tradycja w polskim Parlamencie, ponieważ nie wiadomo za bardzo czemu ma ono służyć. Sam Tusk dał bardzo wyraźny dowód na to, że można wtedy naobiecać co tylko naiwna gawiedź (czyli wyborcy) ma ochotę usłyszeć, absolutnie nic z tego nie zrealizować i ponownie wygrać wybory. Tym razem ma być nieco inaczej. Jak ćwierkają wróbelki Premier czuję się tak mocny, że postanowił iść na całość i zaprezentować bardziej prawdziwy program:

Ograniczenie becikowego i ulgi na dzieci, a na dłuższą metę reformy równoważące finanse publiczne. Takie zapowiedzi znajdą się w piątkowym expose premiera Donalda Tuska – stwierdza „Rzeczpospolita”.

„Reformy równoważące finanse publiczne” to eufemizm określający podwyżkę podatków i likwidację praktycznie wszystkich podatkowych ulg. Równoważenie mają więc wziąć na swoje barki wyłącznie podatnicy. Nic nie wiemy aby uzdrawianie budżetu miało się odbywać też po jego wydatkowej stronie. Widać Premier wie, że nie wychodzi mu redukcja liczby urzędników, albo uzdrowienie systemu opieki zdrowotnej, że o setkach innych miejsc gdzie wyciekają budżetowe pieniądze nie wspomnę. Z tego co już wiemy, to:

  • podniesione zostaną składki ZUS dla samo zatrudnionych,
  • zlikwidowane zostaną tzw. „pro rodzinne” ulgi podatkowe dla osób posiadających mniej niż trójkę dzieci;
  • zlikwidowany zostanie 50% „koszt uzyskania przychodu” dla artystów i dziennikarzy (czyli praktycznie zniżka stawki podatku o połowę) z jakiej ta, zazwyczaj wysoko opłacana grupa, cieszyła się nieprzerwanie od kilkunastu lat;
  • podniesienie składki rentowej ZUS;
  • dalszy wzrost akcyzy (oprócz już zapowiedzianych wzrostów od 1 stycznia 2012);
  • podwyżka podatku VAT.
Ani słowa o cięciach w wydatkach. W dalszym ciągu będziemy dopłacać 750.000.000 złotych rocznie do paliwa rolniczego, 730.000.000 złotych na świadczenia pielęgnacyjne i alimenty, 100.000.000 złotych będziemy dopłacać do (obowiązkowych) ubezpieczeń upraw rolnych (dlaczego Rząd nie dopłaca do ubezpieczeń OC samochodów?). Na program „Radosna szkoła” wydamy w 2012 roku 488.000.000 złotych a subwencje dla naszych kochanych partii politycznych wyniosą „zaledwie” 191.000.000 złotych
Największe wydatki w budżecie jednak dopiero przed nami. Podaję za portalem „Bankier.pl”:
W Polsce pracuje prawie pół miliona urzędników. Pieniądze na ich pensje pochodzą z budżetu państwa, którego dochody w przeważającej części pochodzą z podatków płaconych przez wszystkich obywateli (w tym urzędników). Łącznie na wynagrodzenia osób zatrudnionych w sektorze publicznym w 2012 roku przewidziano 26,5 mld zł. Z tego 24,5 mld zł na pensje, a prawie 2 mld zł na dodatkowe wynagrodzenie roczne.
Ciekawe czy jakieś cięcia w tej części wydatków zaprezentuje nam pan Donald. Przypomnę tylko, że 26,5 mld złotych pisze się tak:

26.500.000.000 złotych