15 lip 2010, 13:12

Napisał: Wujek


1 komentarz

dodajdo.com

Polityka nekrofilów

Narodowa lewica rusza do kontrataku. Jej prezes, Jarosław Kaczyński, udzielił wywiadu prowadzonej przez grupę odpornych na wiedzę oszołomów „Gazecie Polskiej”. W wywiadzie wyjaśnia kilka interesujących kwestii, np. przyznaje, że tuż po katastrofie w której zginął (lub, jak oni to mówią – „poległ”) jego brat, przyjmował farmaceutyki uspokajające. Ciekawe, czy to trwało dłużej? Czy dlatego w kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi mogliśmy podziwiać odmienionego Kaczyńskiego? W każdym razie teraz Jarosław Kaczyński w niczym nie ustępuje samemu sobie sprzed kwietnia… Jest znowu w formie. I jątrzy, kręci, podpuszcza, obraża – robi to co potrafi najlepiej. Zresztą nie tylko on. Jego kamraci z PiS niczym gończe psy ujadają jednym, znanym od lat tonem. Oni po prostu inaczej nie potrafią.

Czy jest w tym cokolwiek dziwnego? Sądzę, że absolutnie nic. Ta formacja, jak sama na każdym kroku podkreśla, tkwi głęboko w katolicko-narodowo-martyrologicznej tradycji. To właśnie ci ludzie reprezentują środowisko nieustannie przypominające polskie klęski. Wręcz się nimi żywiące. To oni wygrzebują z ziemi ciała zmarłych i tworzą z nich sobie amulety, mające mieć „świętą moc”. Czy można więc się dziwić, że nie mogą pogodzić się ze śmiercią? Że mnożą spiskowe teorie (dla mnie numerem jeden jest ta, według której specjalny oddział tajnych komandosów, którzy mają podziemną bazę pod płytą smoleńskiego lotniska, tuż po katastrofie wyszedł tajemnym przejściem i metodycznie, idąc w zwartym szeregu, dobijał ocalałych z katastrofy a później zniknął, wchodząc pod ziemię – wyczytałem to na portalu niezalezna.pl)?

Nie potrafiąc zaproponować nic pozytywnego oprócz oficjalnie głęboko skrywanej, jednak widocznej jak na dłoni, prymitywnej „zemsty za nasze krzywdy”, nie ma żadnego innego lepiszcza, które mogło by ich trzymać w kupie. Nie może więc sobie pozwolić na odwrót od swych średniowiecznych wartości i podjęcie cywilizowanej walki politycznej. My, normalni ludzie, cierpimy przez to podwójnie. Raz, bo jesteśmy zmuszeni do przyglądania się nekrofilskim zachowaniom tej zdegenerowanej grupki i po raz drugi, bo opozycyjne wobec PiS ugrupowania mogą robić cokolwiek, byle zachowywać się zgodnie z oczekiwaniami „przeciętnego wyborcy” i wystarcza to do zdobywania (wręcz powiększania) poparcia. W efekcie PO, partia tak naprawdę mało różniąca się programowo od PiS, ma ogromną rzeszę oddanych zwolenników i nieustannie rozszerza swoje wpływy. Donald Tusk ma za co dziękować Jarosławowi Kaczyńskiemu

Misja TVP

Dzisiejszy Teleexpress był przedostatnim przed ciszą wyborczą. Aż kipiał od nachalnej propagandy mającej na celu promowanie „jedynego wodza”, Jarosława Kaczyńskiego. Rzygać się chcę.

Szczerze dziwię się, że te wszystkie obłudne frazesy przechodziły tak gładko przez gardło Orłosia… Zresztą możecie sami się przekonać: Teleexpress TVP1, 1 lipca 2010.

Dlatego nie zgodzę się z JKM, że lepiej głosować na Kaczyńskiego, bo to osłabi drugą stronę… To prawda – na krótką metę. Patrząc bardziej perspektywicznie, o wiele ważniejsze jest wyrwanie TVP z rąk narodowych faszystów. Wtedy można mieć nadzieję, że przez tą najpopularniejszą szczekaczkę dotrze do ludu nieco mniej zmanipulowanych treści. A w końcu nadzieję mieć trzeba.

Oddawać kasę!

Rządząca szajka po raz kolejny udowodniła nam, że ma nasze potrzeby daleko gdzieś. Przez 13 lat (od poprzedniej powodzi), nie zrobili praktycznie NIC, żeby ten żenujący skandal nie przytrafił się ponownie. Za to doskonale się za nasze pieniądze bawili…

W sąsiednich krajach buduje się różnorakie budowle hydrologiczne, żeby nie zagroziło im coś tak stosunkowo łatwego do opanowania jak WODA. A u nas? Raczej buduje się więcej kościołów, a w razie kilkunastodniowych opadów deszczu, wystawia się „święte relikwie”, coby nas „chroniły od zguby”… A jeden sukienkowy facet  nie dawniej jak wczoraj odkrył, że cała ta powódź to wina tajemniczych samolotów, które rozpylają sekretną mieszaninę podejrzanych substancji w powietrzu, przez co tak intensywnie pada… No comments.

Ale ja nie o tym.

Powódź jest i trzeba będzie naprawić szkody jakie wyrządziła. Co prawda, nasze socjalistyczne rządy wprowadziły obowiązek ubezpieczania nieruchomości na terenach wiejskich m.in. od skutków powodzi, więc teoretycznie większość szkód zrekompensują towarzystwa ubezpieczeniowe, ale trzeba będzie wyremontować wiele dróg, odbudować dziesiątki mostów, kilometry wałów, zapór, kanałów itd. Na to trzeba będzie skądś wziąć pieniądze.

Parę dni temu odezwał się pewien dowcipniś, który stwierdził że należy po prostu podnieść stawkę podatku od towarów i usług (czyli tzw. VAT), do np. 24% i „budżet” w magiczny sposób „zarobi” dodatkowe miliardy, w sam raz do walki ze skutkami powodzi… W pewnym sensie taki solidny gwóźdź do trumny polskiej gospodarki mógłby mieć i pozytywny skutek, bo przyspieszył by nieuchronny przecież upadek obecnego socjalistycznego reżimu, ale ja mam lepszy pomysł:

Zamiast przycinać tu i ówdzie budżet państwa, żeby „wygospodarować” (np. kosztem planowanych inwestycji) pieniądze na odbudowę zniszczonej wskutek powodzi infrastruktury, może po prostu zawiesić dotacje do partii politycznych? Na przykład na DZIESIĘĆ LAT? Dało by to kilkaset milionów złotych, które w innym przypadku partie wydałyby na swoje billboardy, „ekspertyzy” swoich „doradców”, reklamy w TV – czyli CZYSTĄ DEMAGOGIĘ I PROPAGANDĘ.

Nie jest nam ona do niczego potrzebna, a ponieważ wszystkie partie podbierające owe pieniądze z naszych kieszeni w ciągu ostatnich kilkunastu lat były u władzy (dłużej lub krócej, ale jednak), to niech chociaż tak odpokutują swoje zaniedbania. To przede wszystkim ICH WINA!

W pierwszej kolejności, oczekiwałbym deklaracji o poparciu dla tego pomysłu od Bronisława Komorowskiego, który przecież jest kandydatem PO, partii która „od zawsze” miała w programie likwidację owego haraczu na rzecz uprzywilejowanych („jakby w trochę innej lidze„) partii. Zaraz za nim powinien wypowiedzieć się „wrażliwy społecznie” Jarosław Kaczyński, który zarzuca Tuskowi, że „100.000 to za mało” i on „dał by więcej”… No to ma sposobność! Czekamy, towarzyszu Kaczyński!

4 maj 2010, 23:42

Napisał: Wujek


skomentuj

dodajdo.com

Welcome to the real world

Odnoszę wrażenie, że ostatnie wydarzenia (tragedia smoleńska) mają oprócz politycznych także pewne inne, nieoczywiste skutki, które wysuwają się ostatnio na pierwszy plan. Co dziwniejsze, nikt ich nie widzi (lub widząc, nie potrafi nazwać). A są one zaiste zadziwiające…

Do tej pory wszystko było jasne: byliśmy MY (czyli ci prawi, narodowcy, wierni ojcowskiej religii katolickiej, solidarni i wciąż walczący o pełną niepodległość Polski), oraz ONI (postkomuniści, sprzedawczyki, liberałowie, bezbożnicy którzy sprzedali naszą umęczoną ojczyznę Niemcom). Takiego podziału pilnowali bracia Kaczyńscy. I szło im po japońsku: jako-tako. Może dlatego że działali samowtór. Ale jednego z nich Pan powołał przed swoje oblicze i wydawało się, że osamotniony bliźniak nie podoła Misji. Nastąpił jednak cud zaprawdę niespodziewany: w miejsce pojedynczego Lecha Kaczyńskiego, niczym z agenta Smitha zrodziły się całe rzesze ksenofobicznych, zacietrzewionych, wręcz oszalałych z szowinistycznej nienawiści potworków. Dokładnie tak jak w Matriksie, powstali oni poprzez zarażenie normalnych, zdawało by się, ludzi. Takich, którzy nigdy wcześniej nie wykazywali nadmiernego skrętu ni w jedną, ni w drugą stronę. I co gorsza okazało się, że są oni rozmieszczeni w miejscach, w których mogą wyrządzić naprawdę duże szkody. Na przykład w państwowej telewizji.

Wcześniej pałeczkę pierwszeństwa wśród rusofobów dzierżył nasz śp. prezydent. Po jego śmierci przez chwilę wydawało się, że ostatnie przeszkody na drodze ku polsko-rosyjskiemu pojednaniu zostały zniwelowane. Ale perspektywa normalizacji stosunków między RP i FR godziła w status quo obozu MY-ch. Utracili by oni rację bytu. A w kupie trzyma ich jedynie złość, niczym Karguli i Pawlaków. Dlatego gdy zabrakło kapitana, do głosu wyrywają się majtkowie. I trują.

Jestem przeciwko wszelkiej nadmiernej regulacji, nie lubię ONY-ch tak samo jak MY-ch. Wielokrotnie krytykowałem PO, ale teraz cieszę się, że Komorowski nie przyjmie sprawozdania KRRiT i ją odwoła. Cieszę się, że obsadzą TVP swoimi ludźmi, bo w konsekwencji być może nie będę zmuszony do oglądania Pospieszalskiego, Gargas, Ziemkiewicza, czy Sakiewicza. Bo to już nie są ci sami obiektywni dziennikarze. Bo ulegli, w mojej opinii, niczym nie uzasadnionej transformacji. Bo wstąpił w nich duch jednego z braci i w konsekwencji pola rażenia chorej ideologii Kaczyńskich zamiast się skurczyć, uległo znacznemu rozszerzeniu. Stąd te bzdurne teorie spiskowe, wałkowane na wszystkie sposoby w kolejnych telewizyjnych i radiowych audycjach owych polskich agentów Smith. To bezrozumne dopatrywanie się zewnętrznej interwencji, która miałaby spowodować smoleńską katastrofę. To niecierpliwe i ostentacyjne domaganie się prezentowania na bieżąco szczegółów ustaleń komisji badających ów tragiczny lot noszące wręcz znamiona dziecinnej histerii! Zrozumiałej być może u osób wrażliwych w chwili nagłego szoku, ale tutaj prezentują ją doświadczeni dziennikarze a od wydarzenia minęło już kilka tygodni! Czy muszę dodawać, że ostatnią rzeczą jaką robiła by poważnie traktująca swoje zadanie komisja badająca okoliczności katastrofy lotniczej w wyniku której zginął prezydent, było by ujawnianie wszelkich niezweryfikowanych śladów, niepotwierdzonych teorii, czy nieczytelnych dowodów?! Pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł. I jedynie wtedy. Wypełniacze wirtualnego „testamentu Lecha Kaczyńskiego” chcą nam wmówić, że jest inaczej.

Aby pokonać Matrix konieczny był Neo. Niestety jak na razie nikogo takiego ani widu, ani słychu. Ciekawe jak długo przyjdzie nam na niego czekać? W każdym razie… Doczekamy się. Jeszcze tylko jeden zakręt…

Wake up, Neo. Matrix has you!

13 kwi 2010, 19:30

Napisał: Wujek


skomentuj

dodajdo.com

Jeszcze o mitach

Myśl ta sama, język bardziej dosłowny:

Kamil Dąbrowa: Czy zapisy czarnych skrzynek powinny zostać podane do publicznej wiadomości?

Wojciech Eichelberger: Tak powinno być. To jest podstawowy kierunek naszej narodowej autoterapii, a nie przyjmowanie pozy męczenników i po raz któryś wybrańców pana Boga, którzy muszą składać jakąś specjalną ofiarę heroiczną. W tej sprawie nie ma żadnego heroizmu. To wypadek komunikacyjny, popełniona jakaś pomyłka, ludzki czynnik. Gdyby ten samolot zderzył się z meteorytem, to można by powiedzieć „Bóg tak chciał”. Gdyby była ingerencja przyrody – to by był czysty przypadek. Tu niby też była ingerencja przyrody, ale ta katastrofa była uświadomiona, do uniknięcia, była droga wyjścia. Nie skorzystano z niej.

Za Tok FM (Mitologizowanie tej tragedii jest bardzo niebezpieczne).

12 kwi 2010, 23:22

Napisał: Wujek


3 komentarzy

dodajdo.com

Mitologia Rzeczpospolitej początku XXI wieku

Właściwie miałem milczeć, ale nie zdzierżę.

Ten tragiczny moment wydał się bowiem doskonałą okazją dla różnorakich łże-prawicowych oszołomów, do pogłębienia rowów jakie dzielą Polaków głosujących na rządzące Rzeczpospolitą partie. Czynią to w sposób haniebny i co mnie najbardziej irytuje – w zupełnej sprzeczności z faktami.

Najpierw był poseł Artur Górski (PiS). Popisał się tak bzdurną teorią, że aż przytoczę ją w całości (za Wprost24.pl):

„Rosjanie chcieli prawdopodobnie uniemożliwić prezydentowi Kaczyńskiemu wzięcie udziału w sobotnich uroczystościach, aby ich ranga i wymowa nie przyćmiła tych sprzed kilku dni. Wiadomo, że prezydent ani z Mińska, ani z Moskwy nie zdążyłby do Katynia, a wtedy uroczystości nie miałyby wymiaru oficjalnego, nie zakłóciłyby w swej wymowie rosyjskiego przekazu sprzed kilku dni – powiedział „Naszemu Dziennikowi” poseł PiS Artur Górski.

Jeśli się złoży w całość informacje, które napływają, nawet, jeśli odnoszą się do różnych scenariuszy, a także weźmie się pod uwagę ewentualne intencje Rosjan, to można powiedzieć, choć bez stuprocentowej pewności, że Rosja jest w jakimś sensie odpowiedzialna za ten nowy Katyń – mówił Górski.

Całkowite embargo, jakie Rosjanie nałożyli na wszelkie informacje na temat katastrofy, mówi samo za siebie. Rekwirowanie taśm z nagraniami, kasowanie zdjęć fotografom, brak zasięgu w niektórych sieciach komórkowych. Wszystko to, według Górskiego, jest bardzo podejrzane.”

Przez wszystkie polskie media przetaczały się tuż po katastrofie tabuny naprędce ściąganych gości, którzy powtarzali jedno, co w takich okolicznościach mówić można: że żal jest ludzi. W tym samym czasie profesjonalne stacje informacyjne – np. CNN, pozwalały dowiedzieć się wielu znaczących INFORMACJI, dla przykładu o miejscu zdarzenia, o pogodzie jaka panowała w tym rejonie, czy choćby o kontekście podróży Prezydenta. Kiedy materiał filmowy z miejsca tragedii w CNN wyglądał na przykład tak:

w naszych stacjach wyglądało to o wiele mniej obrazowo. Najpierw przez wiele godzin mogliśmy oglądać jedynie zapętlony mniej więcej 2-3 minutowy fragment z rosyjskiej telewizji. Kiedy pierwsi wysłannicy TVN, TVP i Polsatu dotarli na miejsce tragedii, po prostu rozłożyli swój sprzęt, ustawili się na tle ogrodzenia lotniska i co jakiś czas odbębniali swoje antenowe wejścia… Zero inwencji.

I tutaj pojawia się kolejna gwiazda mediów, poseł Antoni Macierewicz. Osoba owa to dla mnie PiS-owskie alter ego PO-wskiego posła Stefana Niesiołowskiego (zresztą przez wiele lat działali w jednej formacji: ZChN…). Macierewicz zaczął oczywiście od porównywania wypadku Prezydenta do Mordu Katyńskiego. W moim odczuciu jest to nadużycie zdecydowanie nie na miejscu z powodów oczywistych. Następnie przeszedł do przedstawiania zalet Lecha Kaczyńskiego, co na miejscu jak najbardziej było, z tym że w wykonaniu posła Macierewicza zdecydowanie ponad miarę mijało się z „oczywistymi oczywistościami”.

W tym miejscu być może narażę się miłośnikom PiS, czy co bardziej wrażliwym osobom interesującym się polityką jedynie od wielkiego dzwonu (czyli przy okazji tak smutnych wydarzeń jak ostatnie), ale prawdziwa cnota krytyk się nie boi, więc z góry ostrzegam, że jestem impregnowany na zarzuty o „brak serca”, „niewrażliwość”, czy „niewyparzony język”. W moim odczuciu wiele można powiedzieć o ś.p. Prezydencie Lechu Kaczyńskim, ale nie to że był przedstawicielem „przedwojennej klasy”. No chyba, że działacze PiS otrzymują glejt „przedwojenności” automatycznie z chwilą podpisania deklaracji przystąpienia do partii. Niezależnie od wieku, pochodzenia, czy poglądów. Proszę odróżnić niewątpliwą „chęć” bycia postrzeganym jako reprezentant tamtego, nie istniejącego już niestety świata, od skrzeczącej niczym posłanka Senyszyn RZECZYWISTOŚCI. I w niczym nie zmieniło, w moich oczach, obrazu prezydentury Lecha Kaczyńskiego jego otaczanie się przedstawicielami jednej tylko opcji (narodowo-katolickiej), masowe przyznawanie im odznaczeń, czy w końcu przemożna chęć bycia kojarzonym z określoną opcją polityczną, która to doprowadziła do owej nieszczęsnej katyńskiej eskapady, mającej być w oczywisty sposób medialną przeciwwagą wobec mających miejsce kilka dni wcześniej uroczystości z udziałem premierów Donalda Tuska i Włodzimierza Putina w tym samym miejscu…

Bracia Kaczyńscy wyrastają z PRL-u. Tkwią w nim obiema nogami. Wychowali się w nim, wykształcili. Lech Kaczyński był pracownikiem naukowym na PRL-owskiej uczelni, pisał prace naukowe na PRL-owskie tematy. Skutkowało to w sposób znaczący na polityczną mentalność ich obu. Jeśli miałbym określić, czy są oni bardziej politykami „starej daty”, czy osobami „skażonymi PRL-em” to zdecydowanie skłaniałbym się ku drugiej tezie. Już w pierwszym wpisie na tym blogu, cztery lata temu, pisałem że czas na młodych. Że dosyć już kłótni na politycznym szczycie i nadszedł czas na pokoleniową zmianę. Niestety nic takiego nie miało miejsca. W dalszym ciągu rządzą nami politycy zasłużeni w okresie walki z komuną 20, 30 lat temu. Wywalczyli oni dla nas (częściową) wolność, ale noszą piętno 50 lat niewoli. Nie są zdolni do zdecydowanych działań jakie są niezbędne, jeśli mamy w szybkim tempie gonić naszych bogatszych sąsiadów. Są także dziwnie skłonni do wiecznej i zupełnie zbędnej rywalizacji. Tacy są zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Donald Tusk.

Na koniec mam problem. Bo naprawdę cenię pana Rafała Aleksandra Ziemkiewicza, ale jego tekst z Niezależnej.pl zawiera zbyt wiele patosu bez pokrycia jak na 486 słów (tutaj przytoczę ich zaledwie 94):

„Czuję tylko, że pod Smoleńskiem zakończyła się pewna Polska − czy może, marzenie o pewnej Polsce. Polska uosabiana przez niezłomną bohaterkę „Solidarności” Annę Walentynowicz, przez ostatniego prezydenta na Uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego i przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Katastrofa pochłonęła elitę tej formacji ideowej, która najwyższego dobra upatrywała w narodowej tradycji i historii. Która wysoko hierarchii wartości umieściła cnotę patriotyzmu, służbę państwu polskiemu, o które walczyło tyle poprzednich pokoleń, a które, podarowane współczesnym Polakom nagle wskutek niejasnego, podejrzanego „spisku elit”, nie stało się dla nich wspólnym dobrem tak powszechnie i bezwzględnie szanowanym, jak na to zasługuje.”

Otóż veto, drogi panie Ziemkiewicz! Możesz pan sobie wypisywać, że pod Smoleńskiem zakończyła się jakaś Polska, ale nie opatruj pan tych słów tytułem „KONIEC POLSKI PRAWEJ„! Polska Prawa (w domyśle PRAWICOWA jak sądzę), to nie jest Polska Anny Walentynowicz! Nie wystarczy stać „nie tam gdzie ZOMO”, żeby móc się nazywać PRAWICĄ! Anna Walentynowicz była wieczną działaczką, najpierw ZMP, później Ligi Kobiet. Kiedy w wyniku represji została wyrzucona z pracy na kilka miesięcy przed emeryturą, w jej obronie stanęli inni robotnicy i tak powstały WZZ, przekształcone później w zdecydowanie LEWICOWY Związek Zawodowy „Solidarność” (więcej tutaj: Matka „Solidarności”). To, że czuła niechęć do władz PRL (a jak mówią fakty czasem także do tych III RP), nie czyni ją automatycznie „ikoną Prawicy”. Podejmowane przez nią życiowe decyzje dowodzą raczej, że miała poglądy odmienne. Zupełnie jak Lech Kaczyński.

Proszę wybaczyć, ale polityk wprost sprzeciwiający się wprowadzeniu podatku liniowego i motywujący to jego „niesprawiedliwością”,  konsekwentnie będący przeciw likwidacji rozmaitych przywilejów branżowych, nie wyrażający zgody na zaprzestanie finansowania partii politycznych w Polsce z kieszeń podatników, nie może być w mojej opinii uznany za osobę dbającą o równość obywateli i ich prawo do bogacenia się. A bez tego nie ma prawicowego Państwa Prawa. Polityk ulegający naciskom obcych państw i podpisującą wbrew wielokrotnie wyrażanym przez siebie zastrzeżeniom „Traktat Lizboński, nie może nazywać się obrońcą niepodległości Polski!

Oddajmy cześć, ale nie twórzmy fałszywych mitów. Lech Kaczyński godnie sprawował powierzony mu przez Naród urząd. Ale nie próbujmy przypisywać mu zasług za rzeczy, co do których nie ma wątpliwości, że nie były z jego bajki.

13 lut 2010, 20:10

Napisał: Wujek


skomentuj

dodajdo.com

Młot na Kaczora

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński zapewne wciąż jest wniebowzięty po decyzji Donalda Tuska o nie kandydowaniu w nadchodzących wyborach prezydenckich. Ma się z czego cieszyć a uboga paleta potencjalnych kandydatów PO na Prezydenta RP może go w owej radości jedynie wzmacniać. Bądźmy szczerzy: Radosław Sikorski lub (tym bardziej!) Bronisław Komorowski, mogą mieć poważne trudności w pokonaniu nielubianego, ale jednak wciąż posiadającego szerokie poparcie w pewnych grupach społecznych Lecha Kaczyńskiego. Komorowski nigdy nie cieszył się jakąś szczególną sympatią szerokich mas wyborców. To polityk miałki, bez poglądów, starający się unikać jakichkolwiek wyraźnych deklaracji w sprawach zasadniczych. Co więcej, wielokrotnie zdarzało mu się w gładkich słowach i z nieodłącznym uśmiechem na twarzy oczerniać innych, przekręcać oczywiste fakty czy wmawiać pasujące jego własnej doktrynie interpretacje zdarzeń, wobec których obiektywna ocena zdawała się stać w jawnej sprzeczności. Wystarczy chociażby przypomnieć jego bezwarunkowe poparcie dla Lecha Wałęsy wbrew oczywistym faktom.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z Radkiem Sikorskim. Po pierwsze dla większości Polaków nie jest do końca jasne czy ten Sikorski to tak do końca nasz rodak, czy może jest poddanym brytyjskiej Królowej a w ogóle nie wiadomo co ona tam wyprawiał w Afganistanie… No i ten nie do usunięcia problem z „lady Sikorski„. Pal sześć, że to „silna osobowość”, jak powiedział poseł Palikot. O wiele gorsze jest to, że to prawdziwa amerykańska Żydówka z Nowego Jorku. Co jak co, ale jak każdy prawdziwy Polak wie, „Żydzi zabili nam Chrystusa„. Nie ma najmniejszych szans iżby pierwszą damą Prezydenta RP została potomkini pogromców Zbawiciela. Taki numer nie przejdzie.

Czy w takim razie jesteśmy skazani na kolejne pięć lat z Lechem Kaczyńskim? Jest mała szansa, że nie. Ale wymagało by to nadludzkiego wręcz poświęcenia i nadzwyczaj wytężonej pracy w szeregach Platformy Obywatelskiej. Osobiście wątpię, czy stać ich na jedno i drugie. Ale mój szczwany plan jest taki (oddaję go na zasadzie otwartej licencji Creative Commons):

  1. Donald Tusk wycofał się kandydowania. To dobrze. Teraz to samo muszą zrobić Bronisław Komorowski (niezwłocznie) i Radosław Sikorski (mniej więcej za miesiąc).
  2. W tym czasie, należy wyszukać w szeregach Platformy Obywatelskiej osobę, która zostanie Prezydentem. Musi ona być członkiem partii a nie kimś z zewnątrz, jeśli chcemy żeby nie było najmniejszych wątpliwości, że to kandydat PO. Oczywiście musi to być ktoś godny zaufania, ktoś dla kogo PO jest pierwszą partią w życiu.
  3. Musi to być osoba z drugiego, czy wręcz trzeciego rzędu partyjnego. Ktoś, kto nie jest umoczony we władzę na szczeblu centralnym. Ktoś nie będący członkiem rządu, nie udzielający się w mediach. Może ktoś „z terenu”, pełniący jakąś funkcję w lokalnym samorządzie na prowincji? To dodawało by jakiś procent głosów od wyborców sympatyzujących z PSL.
  4. Kandydat musi odznaczać się nienaganną prezencją, nie mieć kłopotów z wysławianiem się (bez żadnego jąkania się, postękiwania, bez naleciałości regionalnych w wymowie). Jednocześnie nie musi być wybitnym specjalistą w jakiejkolwiek dziedzinie.
  5. Kandydat nie może być młodszy niż 35 lat i starszy niż 50 lat.
  6. No i najważniejsze: musi być kobietą. W pełni tego słowa znaczeniu.

Jeśli Donald Tusk i spółka marzą o przejęciu pełni władzy w Polsce, to taki kandydat ma w mojej opinii największe szanse na zdobycie prezydenckiego stolca a przy okazji idealnie wpasuje się w wielokrotnie przedstawianą przez Tuska wizję struktury władzy w RP: silny premier, reprezentacyjny prezydent.

Gdyby PO miało jaja i zdecydowało się na taki ruch, to z polską „Sarą Palin” mogliby wygrać już w pierwszej turze. Chyba nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, że gdyby dać do wyboru Polakom nieporadnego Lecha Kaczyńskiego, albo eurosocjalistę Jerzego Szmajdzińskiego, albo katolickiego fundamentalistę Marka Jurka, albo wyalienowanego Andrzeja Olechowskiego to na ich tle atrakcyjna i inteligentna kobieta ma wygraną w kieszeni! Co więcej, taki ruch zniweczył by sens zastosowania tego samego co zawsze, prymitywnego „sposobu na wrogów” jakiego użycie z nieukrywaną satysfakcją zapowiedział w wywiadzie dla Newsweeka prezes PiS Jarosław Kaczyński. Gdyby zabrać im nawet ten słaby, ale jednak oręż w walce z PO, to partia Kaczyńskich po kolejnej wyborczej porażce odeszła by na zasłużony śmietnik historii najdalej w rok po wyborach.

Tylko czy znowu górą nie będą wybujałe ambicje co poniektórych działaczy PO? Cóż, Polak jest cierpliwy. Wytrzymaliśmy dwie kadencje z kłamcą i pijakiem Kwaśniewskim, to dziesięć lat z mrukliwym Kaczyńskim to dla nas pestka. Ale w 2015 możemy nie mieć już ochoty na prezydenta z PO.

5 lut 2010, 23:09

Napisał: Wujek


skomentuj

dodajdo.com

Mogło być gorzej, mogłem zostać prezydentem…

Całe szczęście, że jest ten nieszczęsny profesor (jak go skrupulatnie tytułuje Ryszardo Czarneckie) Lech Kaczyński. Na kogóż by mógł zrzucać winę wszelką za swoją nieskuteczność nasz liberalny Donald Tusk gdyby nie Prezydent?! Jak ktoś niedawno skrupulatnie podliczył, Tusk w swoim pierwszym exposé jako Premier RP dał dokładnie 194 obietnice. Jak dotąd nie zrealizował chyba nawet jednej dziesiątej z nich. A i te, które realizacji jakimś cudem się doczekały, nie należą do tych kluczowych, podstawowych. Tych definiujących Platformę Obywatelską jako prawicową formację liberalną.

Jak choćby obniżka podatków. Za pierwszej PO (tej z Rokitą, Olechowskim, czy Płażyńskim), sztandarowym hasłem partii było „3 x 15„. Miało to oznaczać obniżkę podatków i rezygnację z niesprawiedliwych progów. Wszyscy mieli płacić jeden, równy i bezstopniowy podatek:

  • 15% VAT (podatek od towarów i usług)
  • 15% PIT (podatek dochodowy od osób fizycznych)
  • 15% CIT (podatek dochodowy od przedsiębiorstw).

Proste i uczciwe, prawda? Niestety, z takim programem PO nie udało się wygrać wyborów. Jak twierdzą niektórzy dlatego, że Polacy są lewicowi. Ja sądzę, że jest dokładnie odwrotnie. W ofercie PO zabrakło elementu rozliczeniowego a Polacy wciąż życzą sobie rozliczenia komunistów i uwłaszczonej na wspólnym dobru szajki z ich otoczenia. Dlatego wyborcy poparli PiS, które jak wiemy zawiodło na całej linii. Co jak co, ale głównym celem PO jest oczywiście władza, więc do kolejnych wyborów przygotowali się solidnie. Wynajęli speców od marketingu politycznego a ci powiedzieli im, że największe poparcie zyskają unikając trudnych tematów, starając się nie atakować żadnej z grup społecznych no i przede wszystkim obiecując wszystko i wszystkim. No i udało się. Prawie. Bo operacja „Prezydent z Gdańska” zakończyła się maleńkim niepowodzeniem. Pan Donald Tusk zdobył zaszczytne drugie miejsce…

Czy oznacza to, że PO miało przez ostatnie dwa lata związanie ręce? Niestety tego nie wiemy. Nie wiemy, bo liberałowie z PO nigdy nawet nie spróbowali przetestować determinacji Lecha Kaczyńskiego. Co prawda, w dziesiątkach wywiadów jakie udzieliły osoby związane z rządem Platformy Obywatelskiej przy okazji półmetka kadencji, jako powód swojej niemocy podawali przede wszystkim „złego” Prezydenta. Tak się składa, że jest to argument absolutnie fałszywy.

Podam zatem ilość ustaw zmniejszających obciążenia podatkowe w RP autorstwa „liberalnego” rządu Donalda Tuska, które zostały zawetowane przez „niedobrego” Lecha Kaczyńskiego:

0 (słownie: zero),

oto ilość ustaw liberalizujących rynek usług medycznych w Polsce, autorstwa „liberalnego” rządu Donalda Tuska, które zawetował Lech Kaczyński:

0 (słownie: zero),

ilość prób naprawienia nabrzmiewającego problemu tzw. „ubezpieczeń społecznych„, np. poprzez ustawy likwidujące różnorakie przywileje emerytalne, wprowadzające weryfikację rent, likwidujące patologie w KRUS, zaproponowane przez „liberalny” rząd Donalda Tuska, które zostały zawetowane przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego:

0 (słownie: zero).

Takie są fakty. Na ponad 1800 ustaw jakie trafiły do podpisu na biurko Lecha Kaczyńskiego, zawetował on zaledwie kilkanaście, z czego skutecznie (czyli, że weto nie zostało odrzucone przez Sejm i dana ustawa nie weszła w życie) jedynie kilka! To są niepodważalne i łatwo sprawdzalne fakty. To jest prawdziwy obraz „liberałów” z PO. Co więcej, te odrzucone przez Kaczyńskiego ustawy dotyczyły tak naprawdę rzeczy nie związanych bezpośrednio z owymi filarami liberalnego programu Platformy. Prezydent najczęściej blokował reformy w sądownictwie. Kompletna lista ustaw zablokowanych przez Lecha Kaczyńskiego jest następująca:

  1. 10 sierpnia 2006 – weto do ustawy o zmianie ustawy „Kodeks cywilny” oraz niektórych innych ustaw
  2. 1 maja 2008 – weto do ustawy o zmianie „Ustawy o radiofonii i telewizji” oraz niektórych innych ustaw
  3. 3 lipca 2008 – weto do ustawy o zmianie ustawy „Prawo o ustroju sądów powszechnych” oraz niektórych innych ustaw
  4. 24 lipca 2008 – weto do ustawy o zmianie „Ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji” oraz niektórych innych ustaw
  5. 24 listopada 2008 – weto do ustawy o zmianie „Ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych”
  6. 27 listopada 2008 – weto do ustawy o zmianie „Ustawy o zakładach zakładach opieki zdrowotnej”
  7. 27 listopada 2008 – weto do ustawy o zmianie ustawy „Prawo o ustroju sądów powszechnych” oraz niektórych innych ustaw
  8. 27 listopada 2008 – weto do ustawy o wprowadzeniu „Przepisów z zakresu ochrony zdrowia”
  9. 27 listopada 2008 – weto do  „Ustawy o pracownikach zakładów opieki zdrowotnej”
  10. 27 listopada 2008 – weto do ustawy o zmianie „Ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji”
  11. 29 listopada 2008 – weto do ustawy o zmianie „Ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych” oraz niektórych innych ustaw
  12. 29 listopada 2008 – weto do ustawy o „Ratyfikacji Konwencji w sprawie kontaktów z dziećmi, sporządzonej w Strasburgu w dniu 15 maja 2003″
  13. 15 grudnia 2008 – weto do „Ustawy o emeryturach pomostowych”
  14. 29 grudnia 2008 – weto do „Ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury”
  15. 12 stycznia 2009 – weto do „Ustawy o dożywotnich emeryturach kapitałowych”
  16. 9 marca 2009 – weto do ustawy o zmianie „Ustawy o systemie oświaty” oraz o zmianie niektórych innych ustaw”
  17. 17 lipca 2009 – weto do „Ustawy o zadaniach publicznych w dziedzinie usług medialnych”
  18. 18 września 2009 – weto do ustawy o zmianie „Ustawy o prokuraturze” oraz niektórych innych ustaw”.

To wszystko. Czy wobec powyższych osiemnaście razy wyrażonych zdań odrębnych można mówić o niemożności przeprowadzenia takich czy innych reform? Albo próby chociażby spełnienia obietnic dzięki którym wygrało się wybory? Nikt poważny nie ma takiego prawa. A oddawanie ponownie głosu na partię, która nie dość że nie ma zamiaru nawet próbować wypełniać swoich obietnic, ale wręcz bezczelnie łże zwalając winę na wszystko oprócz własnej złej woli i lenistwa, jest czystą głupotą. Czego Wam szczerze nie życzę.

Walka klasowa trwa

Komorowski z SLD

Marszałek Sejmu RP, szanowny pan Bronisław Komorowski (PO), to mistrz polityki. Prawdziwy Mistrz! Pierwszej klasy ekspert od nicowania każdej prawdy tak, żeby pasowała do Jego obrazu, Jego wersji rzeczywistości. Zwłaszcza podczas kolejnych kampanii wyborczych pan Komorowski wznosi się na wyżyny swoich umiejętności wmawiania wyborcom że czarne jest białe i na odwrót… Po wyborach jest jeszcze gorzej. Marszałek z racji pełnionego urzędu jest wszędzie i potrafi się wypowiadać na każdy temat. Zdania wypadające potokiem z jego ust są równie gładkie jak pozbawione treści. A także przeważnie wprowadzające słuchaczy w błąd. Przeważnie.

Dziś pan Bronisław próbował swoje „mądrosci” w Polskim Radio. Zapewne w ramach akcji zadymiania wczorajszego skandalu z mianowanym przez premiera Tuska (i nawet przedstawionym przez niego do odznaczenia) prezesem ZUS, podejrzewanym o korupcję na dużą skalę. Marszałka boli i dał tego wyraz, że PiS i SLD zwarły szyki w celu ratowania wpływów w państwowej telewizji (zwanej nie wiedzieć czemu „publiczną”) (Polskie Radio):

Lewica i skrajna prawica zawarły sojusz – mówił w „Sygnałach Dnia” marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Jako przykład podał prace nad ustawą medialną i obsadzenie przez PiS i SLD rad nadzorczych mediów publicznych. Marszałek powiedział, że wie o szerszej współpracy dawnych wrogów, ale nie chciał podać żadnych szczegółów. „Mamy do czynienia z lekko pudrowanym sojuszem, który wkrótce przekształci się w jawna współpracę” – mówił Bronisław komorowski w radiowej Jedynce.

W całym tym steku mało ważnych faktów razi mnie jedno ohydne przeinaczenie. W swoim nieustannym pędzie do zakłamywania rzeczywistości pan Bronisław przezywa „Prawo i Sprawiedliwość” partią PRAWICOWĄ. Co gorsza – „SKRAJNIE PRAWICOWĄ”! Nie mam pojęcia co nasz zacny marszałek ma zamiar osiągnąć tą słowną zabawą, chyba jedynie to, że „skrajna prawica” budzi w Polsce (i wszędzie gdzie polityczna poprawność święci triumfy) wyłącznie ZŁE skojarzenia. Z pewnością jest to jasna deklaracja, że PO nie jest partią prawicową (a „skrajnie prawicową” w szczególności). To dobrze. Należy docenić kiedy przeciwnik jednoznacznie umiejscawia się na scenie politycznej. PO to partia o liberalnej powierzchowności i socjalistyczno-etatystyczna w działaniu. Do prawicy im daleko tak samo jak PSL. Za to powtarzam i powtarzać będę – PiS żadną „Prawicą” (nawet umiarkowaną) nie jest, nie był i zapewne nigdy nie będzie! To partia narodowo-socjalistyczna! Poglądy jej przywódców są przez nich jasno przedstawiane i nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości!

Oczywiście pan Komorowski doskonale sobie z tego zdaje sprawę, ale co szkodzi namieszać w głowie maluczkim?

Nie dajcie się.

3 wrz 2009, 18:43

Napisał: Wujek


skomentuj

dodajdo.com

Towarzysz Kaczyński

Kadencja Lecha Kaczyńskiego potrwa jeszcze aż:

Niestety.

Podczas niedawnej wizyty premiera Federacji Rosyjskiej, Włodzimierza Putina, nasz prezydent dał serię dowodów na kompletny brak zdolności dyplomatycznych. Jego brat mu dzielnie wtórował. Odnoszę wrażenie, że LechKaczyński po prostu bardzo chciał błysnąć czymkolwiek, żeby wyjść z cienia w jakim niewątpliwie się znalazł przez swój brak komunikatywności i napuszone wypowiedzi. No i wyszło jak zwykle. Jedyne co Kaczyńskim wychodzi z ust niemal samoczynnie, to bezpardonowe ataki. Na kogokolwiek kto się nawinie. 1 września postawili poprzeczkę wysoko: oberwało się Putinowi. Skompromitowali się w moim odczuciu ostatecznie.

Za to Donald Tusk brylował przed kamerami i wykorzystał maksymalnie szansę jaką dała mu okazja do pokazania się w towarzystwie szefa jednego ze światowych mocarstw.

Ale wróćmy do braci nikczemnej postury. Prezydent brnie fatalnie dalej i dał dziś tego popis wśród górników (gazeta.pl):

Prezydent Lech Kaczyński jest przekonany, że dziedziny strategiczne – takie jak górnictwo i energetyka – muszą pozostać pod kontrolą państwa. Jak mówił w czwartek podczas uroczystości w 29. rocznicę podpisania porozumienia w Jastrzębiu Zdroju, „nie oddaje się pereł w koronie”.

„Ci, którzy sądzą, że Polska może funkcjonować bez jedynego surowca energetycznego, którego ma pod dostatkiem, czyli węgla, mylą się bardzo. Ci, którzy sądzą, że dobrze by było kopalnie prywatyzować, też mylą się bardzo” – powiedział L. Kaczyński. (…)

Już wcześniej było wiadome, że Lech to „ten bardziej na lewo” z Kaczyńskich, ale tak wyraźnej deklaracji za socjalistyczną, scentralizowaną gospodarką z jego ust jeszcze nie słyszałem. Oczywiście nie raz zdarzało się panu Kaczyńskiemu wypowiadać różne lewicowe brednie, na przykład wtedy kiedy wychwalał niesprawiedliwy, progresywny podatek dochodowy, ale ta deklaracja stawia go w jednym rzędzie z takimi światowymi przywódcami jak Hugo Chavez, czy Fidel Castro.