Pan płaci, pani płaci… Jak to w komunie.

Historia jak z bajki (całość: wyborcza.biz):

Na złote serduszka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wydali ponad 2 mln zł. Kim są właściciele toruńskiej firmy Consus? (…)

Consus w pierwszej lidze jest od bardzo niedawna. Firma powstała już w 2000 r., ale prawdziwe kokosy zbiła dopiero w czasach kryzysu. Zaczynała od ubezpieczeń. Od czterech lat handluje uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla i tu zatrudniająca 18 osób firma z Torunia rywalizuje jak równy z równym z bankami Barclays czy Société Générale. W grudniu 2006 r., kiedy francuska giełda towarowa PowerNext pobiła rekord, sprzedając w jeden dzień 1 mln takich praw, 80 proc. obrotów zrobił właśnie Consus. (…)

Gorąco polecam lekturę tego krótkiego tekstu. Emanuje z niego podziw dla sprawnych polskich biznesmenów, którzy nie dość, że dorobili się gigantycznych fortun “z niczego“, to jeszcze mają dobre serduszka i wspierają działalność Jurka “Sie ma” Owsiaka. Słodkie.

A teraz proszę o chwilę umysłowego wysiłku i udzielenie odpowiedzi na jedno proste pytanie: czyje pieniądze powodują, że panów Wiśniewskiego i Kłapuckiego stać na nieprzerwane wakacje, samoloty do wyłącznej dyspozycji, beztroskie podróże po całym Świecie i wszelkie inne luksusy znane ludzkości? Czyżby to głupie francuskie koncerny pozwalały się ograbiać ze swoich ciężko zarobionych Euro? Pudło. A może to nieudolne zarządy naszych rodzimych firm energetycznych są tak niegospodarne, że Consus mógł spokojnie rosnąć w siłę ich kosztem? Znowu pudło!

Oczywiście fortuny te (i wiele podobnych) mają źródło w naszych kieszeniach. Wszystkich, bez wyjątku, Polaków. Wszyscy korzystamy z energii elektrycznej przy produkcji której generowane jest CO2. I od tego naturalnie przecież występującego w przyrodzie gazu, komuniści będący u władzy każą płacić podatek. A podatek, jak zawsze, zapłaci ten, który jest docelowym odbiorcą danego dobra, na które nałożono konkretną daninę. Czyli zwykły szary człowiek. No i pośrednio wszelkie podmioty używające energii elektrycznej w swojej działalności gospodarczej. Przez co oczywiście rosną ceny. Wszystkiego.

No, ale rządy mogą się chwalić, że działająpro-ekologicznie“…

Tylko dlaczego za Moje???

P.S.

Nie mam absolutnie niczego do zarzucenia właścicielom Consusa. Oni po prostu łapią okazję, którą rządząca szajka im daje. Głupi by byli, gdyby nie korzystali.

4 sty 2010, 18:20

Napisał: admin


14 komentarzy

dodajdo.com

Podlewanie antysemityzmu

Komu najbardziej zależy na rozbudzaniu antysemityzmu? Wygląda na to, że “żydowskiej gazecie dla Polaków” – jak mówią niektórzy, czyli Gazecie Wyborczej. Na głównej stronie portalu “Gazety” znalazłem dziś takiego kwiatka (kliknij na poniższym wycinku, żeby zobaczyć cały oryginalny tekst na stronie “Gazeta.pl”):

Nie pojmuję jakimi drogami muszą chadzić ścieżki myśli gazetowego donosiciela, ale podchwycenie tej idiotycznej tezy (że Nasza-Klasa drwi sobie z kradzieży napisu w oświęcimskim obozie) i rozdmuchanie jej jako kolejnej (zapewne “antysemickiej”) afery, jest poniżej poziomu wszelkiego dziennikarstwa…

No chyba, że “dziennikarze” GW mają ambicję śmiało przekraczać kolejne granice, osiągać wszystko czego jeszcze nie osiągnięto, być w awangardzie zawsze i wszędzie? Nawet kiedy będzie wymagać to zrobienia z siebie kompletnych debili.

23 lis 2009, 15:55

Napisał: admin


1 komentarz

dodajdo.com

Skutek ocieplenia: Wajrak traci zimną krew

Psycho Wajrak

Dużurny “ekolog” Gazety Wyborczej, pan Adam Wajrak, zawsze słynął z bezkompromisowego podążania “zieloną” ściężką. Nie miał najmniejszych oporów kiedy trzeba było poprzeć jakąkolwiek “ekologiczną” akcję, nawet gdy w grę wchodziły eko-terrorystyczne metody, na przykład takie jakie stosuje Greenpeace.

Teraz napisał prawdziwie histeryczny artykuł w obronie teorii “globalnego ocieplenia” (Zaufajmy nauce, a nie klimatycznym znachorom):

W polskich mediach w sprawie ocieplenia prym wiodą klimatyczni znachorzy, którzy opierając się na wątpliwej jakości źródłach, plotą brednie o klimacie, mącąc w głowie ludziom i próbując odwieść polityków od kluczowych decyzji. Obawiam się, że jeszcze długo tak będzie, bo łatwiej nam uwierzyć w spiski niż w naukę.

Przeciętny polski widz i czytelnik może się dowiedzieć z mediów, że w sprawie zmian klimatu toczy się jakaś równorzędna dyskusja między naukowcami. Że jest tyle samo argumentów “przeciw”, co “za”. Szczególną karierę robi tu zbitek słów “teoria globalnego ocieplenia” lub “hipoteza o zmianach klimatycznych”.

Teoria i hipoteza czyli coś, co w powszechnym rozumieniu jest mało pewne i niesprawdzone. (…)

Zaufajmy nauce!

Teza, że klimat może się zmieniać pod wpływem uwalnianego do atmosfery węgla, jest wałkowana przez naukowców przynajmniej od lat 60. XX wieku. Jeżeli nazwiemy to religią, to jest to chyba pierwsza religia o tak solidnych podstawach naukowych. Ten problem obracany jest i oglądany ze wszystkich stron i jak na razie nauce wychodzi, że tak właśnie podgrzewamy planetę. Wychodzi to tej samej nauce, której zawdzięczamy Internet i loty w kosmos. Owszem bywa, że się myli, ale innej nauki niż ta oparta na recenzowanych publikacjach nie mamy. Nie mamy lepszego narzędzia poznawczego i nieważne, czy chodzi o raka, HIV, wiewiórki, życie pingwinów czy właśnie zmiany klimatyczne. I ta nauka nam mówi, że ocieplenie zawdzięczamy naszej działalności i że jest to jedno z najpoważniejszych (moim zdaniem najpoważniejsze) wyzwań, przed jakimi stoi ludzkość.

Możemy oczywiście sprawdzać wszystko jeszcze raz i raz jeszcze. Zaczyna to przypominać sytuację człowieka, który od wielu lekarzy dostaje diagnozę, że jest ciężko chory i pora się leczyć. Gna do znachora, który mówi mu, by się nie martwił, bo medycyna się myli i nigdy nie ma stu procentowej pewności. Jak taki człowiek skończy, nietrudno się domyślić. Mamy prosty wybór: albo ufamy nauce, albo klimatycznym znachorom.

I tu następuje prośba o poparcie apelu Greenpeace wzywającego polityków do rozwiązania “problemu globalnego ocieplenia” swoimi metodami…

Nie wiem jak to widzi pan Wajrak, ale w mojej opinii pisanie petycji do środowiska tak skorumpowanego jak politycy z żądaniem JESZCZE WIĘKSZEGO DOJENIA NAS Z PIENIĘDZY pod jakimkolwiek pozorem jest czystym idiotyzmem, a pod tak fałszywym jak walka z “globalnym ociepleniem” to już po prostu szczyt wszelkiej głupoty.

Po epitetach czas na argumenty:

  • Współczesna nauka może jedynie bardzo zgrubnie szacować zmiany klimatu a wszelkie kategoryczne sądy o średnim poziomie temperatur na Ziemi sięgające dalej niż najstarsze dokładne pomiary przeprowadzane przez człowieka (czyli od XVIII wieku) to czysta spekulacja.
  • Odwierty na Antarktydzie mogą świadczyć o historii zawartości CO2 w powietrzu na Antarktydzie. Ale nijak się mają np. do Europy, czy dla przykładu Tasmanii! Poza tym, nikt nie jest w stanie potwierdzić jak wpływa czas (całe epoki – setki tysięcy lat) na CO2 zawarty w lodzie. Po prostu nasze badania obejmują zaledwie kilkadziesiąt lat i nie mamy najmniejszych szans doświadczalnie sprawdzić, czy poszczególne skladniki atmosfery uwięzione w lodzie pozostają w zupełnie niezmienionym stanie przez tak długi czas jak chcieli by tego zwolennicy “globalnego ocieplenia”.
  • CO2 jest zaledwie jednym z tzw. “gazów cieplarnianych”, ale wcale nie najpowszechniejszym. W atmosferze najwięcej jest nie dwutlenku węgla a monotlenku diwodoru. Według różnych szacunków stanowi on od 70 do 95% gazów powodujących “efekt cieplarnianych” (CO2 zaledwie kilka procent). Dlaczego “Obrońcy Ziemi” nie prowadzą żadnych działań przeciwko tej substancji? Może dlatego że to po prostu woda (ściślej: para wodna) i trudno było by czymkolwiek uzasadnić próby ograniczenia jej emisji… No i zupełnie tak samo jak w przypadku niedobrego CO2, przeważająca większość pary wodnej emitowanej do atmosfery ma swoje naturalne źródło: odwiecznie zachodzące na Ziemi procesy.

Swój elaborat szanowny pan Adam Wajrak napisał z pozycji osoby światłej, znającej materię w której się wypowiada, wręcz eksperta. Za takiego uchodzi. Cóż… Mam zasadniczo odmienne zdanie na ten temat. Oglądałem ostatnio autorską audycję telewizyjną pana “Ekologa”, w którym próbował pokazać Pluszcze. No, Cejrowski to z niego nie będzie… W każdym razie dotychczas w mediach (tzn. w “Gazecie Wyborczej”) wykreowano wokół jego osoby aurę wysokiej klasy fachowca od Natury w ogóle, a źle rozumianej Ekologii w szczególności. Mnie to wygląda on raczej na “eksperta” klasy tych z Greenpeace.

Nie sądze, żeby Adam Wajrak był wprost na usługach tych którzy wzbogacają się na tej całej ociepleniowej hucpie. Sprawia raczej wrażenie kolejnego “pożytecznego idioty“. Ale my przypomnijmy sobie nie tak odległą w czasie aferę z “dziurą ozonową” i zabójczym freonem (CFC). Była ona prototypem obecnej walki z CO2. Potężny koncern Du Pont był właścicielem patentów na produkcję tego najpopularniejszego gazu służącego do napełniania urządzeń chłodniczych i wszelkiego rodzaju rozpylaczy. Jednak każdy patent musi w końcu wygasnąć i pozycja monopolisty mogła ulec zachwianiu. Właśnie taki moment się zbliżał. Wymyślono więc nowy gaz zastępujący CFC i wmówiono opinii publicznej (i co ważniejsze – politykom), że freon ze starego gazu niszczy ochronną warstwę ozonową wokół naszej planety. Cały numer poszedł jak z płatka i dziś Du Pont w dalszym ciągu jest monopolistą na rynku tego rodzaju gazów, z tym że z nowym, “bezpiecznym” produktem.

Z czasem okazało się, że warstwa ozonu raz jest większa a raz mniejsza ot tak, bez powodu a poza tym wcale nie jest pewne, że chroni naszą Ziemię przed czymkolwiek. Co z tego? Konwersja na technologię bezfreonową już się zakończyła a rządom głupio było przyznawać się przed swoimi wyborcami, że dali się nabić w butelkę. Czy muszę palcem wskazywać podobieństwa afery freonowej (CFC) z aferą karbonową (CO2)?

Nie bądźcie Wajrakami.

Triumf wolności

Firma Apple niedawno ogłosiła, że w jej sklepie z aplikacjami dla iPhonów i iPodów jest już dostępne ponad 100.000 programów. Jest to prawdopodobnie najpotężniejszy sklep z oprogramowaniem na Świecie a z pewnością największy z tych przeznaczonych na urządzenia przenośne. A dziś okazało się, że również najbardziej liberalny. Można w nim zupełnie legalnie zakupić (także w Polsce) elektroniczną wersję manifestu politycznego totalitarnego socjalisty Adolfa Hiltera: “Mein Kampf”:

Mein Kampf w iTunes App Store

Jak widać jest to wersja hiszpańsko języczna ale oprócz samego faktu zamieszczenia takiego dzieła w znanym z niejasnych zasad akceptowania programów do dystrybucji App Store, zadziwiające dla Europejczyka jest, że zezwolono na “propagandę symboliki nazistowskiej” w postaci ikony programu przedstawiającej po prostu odznakę członka Narodowo-Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej z wielką nazistowską swastyką w centrum… Takie coś nie przeszło by w żadnym z “miłujących wolność” krajów Związku Socjalistycznych Republik Europejskich. Zaraz poleciały by gromy ze środowisk zbliżonych do “Gazety Wyborczej”, która rozkręciła by po raz kolejny kampanię przeciwko wolności słowa.

No chyba, że chodziło by o “Dzieła” Lenina a ikona programu przedstawiała by “niegroźny”, wręcz swojski symbol zbudowany ze skrzyżowanych: ludowego sierpa i robotniczego młota.

Nie taki faszysta straszny jak go Wyborcza maluje

Niejaki Piotr Farfał pełni sobie z namaszczenia partyjnego funkcję prezesa TVP. Robi to nie lepiej od poprzednich prezesów, ale zapewne też i nie gorzej. TVP tak naprawdę rządzi się własnymi prawami i żaden prezes nie jest w stanie z dnia na dzień dokonać w niej drastycznych zmian (oczywiście TVP powinna zostać jak najszybciej sprzedana na licytacji – taka jest moja opinia). Naturalne jest także to, że każdy prezes TVP jest atakowany przez siły przeciwne partii która go umieściła na stanowisku. Jeżeli ktoś jest narodowcem, to oczywiście trzeba nazywać go “faszystą”. I tak się robi.

Dziś “Fakt” zamieścił sensacyjne zdjęcia sprzed kilkunastu lat, na których widać młodego Farfała unoszącego prawie ramię w geście faszystowskiego pozdrowienia. Są to prywatne zdjęcia z jakichś imprez, gdzie młodzi chłopcy pozujący na skinów wygłupiają się do kamery. Farfał już dawno przyznał się, że należał do takiego towarzystwa i przeprosił za, jak to nazwał, “błędy młodości”. No i dobrze. Ja w młodości też popełniałem błędy, dla przykładu: głosowałem kiedyś na Unię Demokratyczną… Cóż, młodość-naiwność…

Ale gdy nie ma innego oręża do walki politycznej (jakoś nie widać, żeby prezes tak sterował Telewizją, żeby propagowała faszyzm), to wyciąga się takie stare “rewelacje”. Czy to jest uczciwe działanie? Czy ktokolwiek zarzucał Bronisławowi Geremkowi, że przez 18 lat (w młodości!) był członkiem zbrodniczej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej? A Jackowi Kuroniowi? Czy fakt zasiadania przez Tadeusza Mazowieckiego w organach władzy komunistycznego reżimu PRL (był wtedy posłem!) jest nieustannie podnoszony w prasie? A wreszcie, czy byłej polskiej komisarce UE, Danucie Hübner ktokolwiek uparcie wypomina, że dla kariery (jak sama przyznała), była w młodości (!) aktywną działaczką tejże samej co Geremek partii? Oczywiście według dziennikarzy Michnikowej “Gazety” (która pierwsza rozpoczęła kampanię przeciw Farfałowi), to nie to samo. Można popełnić zbrodnię komunizmu i dalej robić polityczną karierę. Być szanowanym (w pewnych kręgach, czy raczej “salonach”), a po śmierci mieć salę swojego imienia w parlamencie… Ale zbrodnia “faszyzmu” popełniona przez 16-latka nie będzie według tej optyki zatarta nigdy.

Cóż. Relatywizm gazetowyborczy w najczystszej postaci.

20 lat… i starczy!

Czerwona kartka od Internautów dla Gazety Wyborczej:

Serwis był tutaj: www.dziekujemy.pl ale chwilowo (?) nie działa…

Był zbyt popularny i serwer się przeciążył, czy był zbyt popularny i dostał cios w plecy od “nieznanych sił”???

16 kwi 2009, 18:38

Napisał: admin


skomentuj

dodajdo.com

Chwalę Michnika

Uwaga, uwaga! Jeszcze do wczoraj sądziłem, że prędzej Słońce zamieni się w lodową kulę, na Antarktydzie zaczną kwitnąć pomarańcze, albo Lech Wałęsa zostanie Mistrzem Mowy Polskiej, niż napiszę coś pozytywnego o Adamie Michniku. Ale stało się… Redaktor naczelny “Gazety Wyborczej” pierwszy raz zachował się godnie i dał odpór tam, gdzie nikt inny nie mógł by zrobić tego równie skutecznie. A sprawa jest taka:

Pewien niepełnosprawny intelektualnie “dziennikarz” lewicowej francuskiej gazety (we Francji wszystko jest lewicowe oprócz Le Pena), napisał recenzję filmu Andrzeja Wajdy “Katyń” (oryginał tutaj: http://www.lemonde.fr/cinema/article/2009/03/31/katyn-film-poignant-et-douloureux-pour-wajda_1174755_3476.html, obszerne fragmenty w normalnym języku tutaj:http://wyborcza.pl/1,75515,6496517,_Le_Monde____Katyn____przejmujacy_i_bolesny_film_dla.html). Człek zwie się Jean-Luc Douin i swojej recenzji wykazuje się trudnym do wyobrażenia brakiem wiedzy o wydarzeniach Drugiej Wojny Światowej, wyciągając przy tym absurdalne wnioski z tego co obejrzał. Oto co ciekawsze fragmenty:

Katyń jest jednym z najbardziej poruszających filmów, jakie zrealizował Wajda. 83-letni reżyser pokazał po raz kolejny swą niezwykłą żywotność artystyczną. Pomimo to film zasługuje na dwie uwagi krytyczne.

Po pierwsze, Wajda w równym stopniu obciąża odpowiedzialnością za złupienie i wyniszczenie Polski i Polaków zarówno nazistów, jak i Sowietów. Podobnie jak “Człowiek z marmuru” film ten zrealizowany jest w kontekście konsensusu politycznego i jest prawdziwą antysowiecką bombą: Politbiuro skazuje na obóz pracy kobietę badacza Uniwersytetu Jagiellońskiego, polskie wojsko jest jawnie utożsamiane z podziemnym ruchem oporu, gdzie było tyluż naukowców, profesorów, inżynierów, prawników, artystów, co zawodowych żołnierzy.

Victor Zaslavsky w książce “Le massacre de Katyn” tłumaczy, że Sowieci istotnie zaprogramowali zbrodnię polskich oficerów i wywózkę ich rodzin do obozów. Uważali ich za “obiektywnych wrogów”, burżuazyjną inteligencję, potencjalny zalążek ruchu oporu. Masowe egzekucje były “czystkami klasowymi”.

Po wtóre, Wajda dopuszcza się dziwnego pomieszania zbrodni katyńskiej z zagładą Żydów. Otóż w filmie nie ma nawet najmniejszej aluzji do eksterminacji Żydów. Ale są sceny łapanek i prześladowania rodzin polskich oficerów, tak jakby chodziło o deportację Żydów do obozów zagłady. Jest też zadziwiający szczegół: przyszłe ofiary zbrodni okazują głębokie emocjonalne przywiązanie do maskotki – pluszowego misia, który został uznany przez Yad Vashem za symbol męczeństwa narodu żydowskiego – eksterminacji dzieci żydowskich.

Dlaczego w filmie o Zbrodni Katyńskiej miała by być pokazywana zagłada Żydów? Czyż nie powstało wiele innych obrazów pokazujących ten bolesny epizod Wielkiej Wojny? Sam Wajda nakręcił np. “Korczaka”, znakomity jest “Pianista” Polańskiego. To są filmy prawdziwe (nie tak jak bajkowy “Opór” z Danielem Craigiem). Poza tym, wśród zamordowanych przez Sowietów w Katyniu oficerów byli, jak we wszystkich grupach zawodowych przedwojennej Polski, także Polacy wyznania mojżeszowego! Ale czy musimy na każdym kroku podkreślać, że niektórzy z zamordowanych byli wyznawcami innej religii niż pozostali? Nie o to w tej całej historii chodzi! Jean-Luc w końcu kompromituje się ostatecznie tak kończąc swoje bulwersujące dzieło:

Żona polskiego generała przymuszana jest przez Niemców do obciążenia Sowietów odpowiedzialnością za zbrodnię. Grozi jej deportacja do Auschwitz Wszystko i bez przerwy nawiązuje w filmie do eksterminacji Żydów, choć słowo to nie pada ani razu. Żydów w tym filmie po prostu nie ma. Ofiarą drugiej wojny światowej jest Polak.

Dlaczego to przemilczenie, skąd to pomieszanie? Wajda miał z tym problem od początku swojej kariery. Jego pierwszy film “Pokolenie” (1955) – traktujący o ruchu oporu przeciwko nazistom – już wtedy pomijał tę zasadniczą kwestię. Ale jest też prawdą, że dwuznaczny sposób przedstawiania przez polskie kino problemu żydowskiego nie dotyczy tylko samego Wajdy.

“Ofiarą drugiej wojny światowej jest Polak”. Tak pisze Francuz. Przedstawiciel narodu, który jak żaden inny dawał i daje nadal niezliczone przykłady podłego tchórzostwawłaśnie w obliczu wojny. Obywatel kraju, który przypisuje sobie niezasłużenie zwycięstwo nad niemieckimi agresorami w 1945 roku. Wszyscy (no może oprócz samych Francuzów) wiedzą, że Republika Francuska w 1940 roku dostała w dupę od Niemców jak się patrzy i splamiła się po wsze czasy kolaboracją z okupantem, o kompletnym zignorowaniu zobowiązań sojuszniczych nie wspomnę z litości…

Oczywiście, że ofiarą II Wojny jest Polak, kurwa jego mać! Polska straciła jedną czwartą ludności! Większość Żydów jacy zginęli podczas II Wojny to POLACY! Polska poniosła znaczne straty terytorialne w wyniku II Wojny. A tchórzliwi Francuzi są potem fetowani w Moskwie na defiladzie z okazji 60-lecia na równi z Amerykanami, Brytyjczykami i Rosjanami…

OOto jak bieżąca polityka wpływa na widzenie historii. I w końcu czas na pochwałę Michnika. Adam niejako “po linii partyjnej” ma prawo (i możliwości) zareagować na taki paszkwil i zrobił to tak:http://wyborcza.pl/1,75515,6495143,Michnik__Narodowosc_pluszowego_misia.html. Fragmenty:

Le Monde” jest jednym z najważniejszych dzienników na świecie, dlatego recenzja z filmu Andrzeja Wajdy “Katyń” pomieszczona na tych łamach wprawiła mnie w osłupienie i skłoniła do kilku refleksji.

Francuski krytyk pisze, że “Wajda w równym stopniu obciąża odpowiedzialnością za złupienie i wyniszczenie Polski i Polaków zarówno nazistów, jak i Sowietów”.

To, co jest historyczną oczywistością okresu od września 1939 do czerwca 1941, francuski krytyk traktuje jak fałsz i nadużycie. Porażająca ignorancja! Terytorium państwa polskiego okrawane było przez dwa – wówczas związane sojuszem – mocarstwa totalitarne.

Poziom terroru w obu częściach okupowanej Polski był porównywalny; Polacy byli więzieni i mordowani w sposób równie brutalny i okrutny przez obu okupantów. (…)

Po wojnie milczano lub kłamano na temat Katynia. To zakłamane milczenie było wielkim zwycięstwem Stalina i jego propagandy. W Europie Centralnej i Wschodniej to milczenie było wymuszone terrorem; w Europie Zachodniej – wymuszone było przez dogmat ideologiczny, że nie wolno zestawiać zbrodni Hitlera z poczynaniami Stalina. Francuski krytyk jest więźniem tego dogmatu, podczas gdy Andrzej Wajda rzuca temu dogmatowi wyzwanie.

Polski artysta przełamał zmowę milczenia. “Katyń” to pierwszy film o zbrodni i sowieckiej agresji na Polskę dokonanej w zmowie sojuszniczej z Hitlerem. To był temat tabu dla francuskiej lewicy. Milczała ona przez długie lata o sowieckiej agresji na Polskę i o sowieckich zbrodniach; milczała też o Katyniu. Ta zbrodnia do dziś jest szkieletem w szafie francuskiej lewicy, która miała przez tyle lat tak wiele zrozumienia dla Wielkiego Językoznawcy..

Całość jest rzeczowa, konkretna i oczywista dla każdego świadomego Polaka. Nie wiem jak dla tych prymitywów Francuzów… Cytując “wybitnego francuskiego męża stanu“, Francuzi:

stracili dobrą okazję żeby być cicho“.

W zęby od księdza

Młodzi fundamentaliści rzymsko katoliccy zaczynają chyba tracić nerwy. Jeden z nich wpadł na pomysł stworzenia takiego wysoce obraźliwego dla wielu plakatu:

Plakat zamieszczono na forum portalu katolickiego magazynu Fronda. No i rozgorzała dyskusja

Co ciekawe, większości szanownych katolików przeszkadzało zamieszczenie na tym plakacie adresu portalu apostazja.pl (zawierającego informacje dla osób chcących formalnie zerwać z instytucjonalnym kościołem katolickim). Większości nie przeszkadza forma ani treść “dzieła”. Dyskusja zeszła na tory teologiczne…

Ciekawe, czy główne media (“Wyborcza”, TVN24) zajmą się tym skandalem? Panamichnikowa gazeta zawsze była w pierwszym szeregu gdy trzeba było ujawnić różne antysemickie, czy satanistyczne wygłupy, a tutaj chodzi o portal poważnego, opiniotwórczego magazynu!

A może to ma być test? Jak daleko może się posunąć rodzimy fundamentalizm? Czy następnym razem kiedy nie wpuszczę księdza “po kolędzie”, to dostanę od niego w zęby?!

TVN Erewań

Pan Janusz Korwin Mikke, były prezes UPR, niczym Don Kiszot toczy gdzie tylko się da nierówną walkę z socjalizmem w każdej postaci, a z faszystowskim euro-socjalizmem w szczególności. Zjednoczone siły wrogów wolności – czy raczej zręcznie sterowana zgraja “pożytecznych idiotów” skutecznie stara się nadać mu wizerunek dziwaka, ekscentryka, wręcz osoby niespełna rozumu, której nie należy słuchać… Nie cofają się przed absolutnie żadnym kłamstwem w swojej brudnej wojnie, co pan JKM odczuł jeż w przeszłości wielokrotnie. Kolejny raz dziś.

JKM gościł wczoraj w audycji “24 godziny” w telewizji TVN 24. Większą część programu poświęcono sytuacji w Stanach Zjednoczonych A.P. i powracającemu tam socjalizmowi. Na koniec pan Janusz podsumował dyskusję słowami:

Póki w Ameryce było 25 banków, które drukowały pieniądze, banki konkurowały ze sobą. Kiedy wprowadzono ein Reich, ein Volk, ein euro, to rząd zaczął dodrukowywać pieniądze. Amerykański rząd dodrukowuje pieniądze, a więc psuje pieniądze. To jest niedopuszczalne!

Dla podkreślenia kwestii, podczas wypowiadania szlagwortu nazistów (“Ein Reich…”), uniósł prawą rękę w geście rzymskiego pozdrowienia, które w pierwszej połowie ubiegłego wieku było oficjalnym salutem rządzącej Narodowo-Socjalistycznej Robotniczej Partii Niemiec.

Janusz Korwin Mikke w geście rzymskiego pozdrowienia

Nikt myślący nie może mieć najmniejszych wątpliwości, że powyższa wypowiedź nie miała na celu “propagowania treści faszystowskich” tylko ich potępienie! Miała na celu uzmysłowienie ludziom, że ich rządy (zarówno w USA jak i w Europie), idą równym krokiem śladami tow. Adolfa Hitlera! Tej prawdy nie można usłyszeć w koncesjonowanych mediach dostępnych w Polsce, więc taki “wybryk” Mikkego nie mógł mu ujść na sucho. Jak zwykle rewolucyjną czujnością popisała się “Gazeta Wyborcza”, bombardując całą serią artykułów, których treść ma stworzyć obraz JKM jako faszysty wymachującego prawicą niczym SS-man:

Najsmutniejsze jest jednak to, że od JKM odcięły się władze partii, którą stworzył:

Jaki będzie dalszy ciąg tej bezczelnej akcji propagandowej? Mam nadzieję, że JKM wytoczy ciężkie działa i bez kosztownych odszkodowań i przeprosin się tym razem nie obejdzie.

A kiedy przyjdzie kres otwartego i bezkarnego propagowania treści komunistycznych? Kiedy doczekamy się patroli policyjnych zatrzymujących młodzieńców-idiotów paradujących w koszulkach z wizerunkiem Ernesta “Che” Guevary? Wszystko to takie popieprzone… Dalej żyjemy w komunie, tylko świnie przy korycie się zmieniły.

P.S.

P.S.2

I jeszcze nieoczekiwana obrona JKM we wczorajszym “Szkle kontaktowym”:

12 sie 2008, 21:00

Napisał: admin


skomentuj

dodajdo.com

Krytycznie o krytyczce

Krytyczka “Wysokich Obcasów” – Joanna Derkaczew, (napisanie “krytyk” w tym przypadku mog³o by byæ uznane za obrazê), pochwali³a siê rewolucyjn± czujno¶ci± i pope³ni³a tekst, którego fragment przytaczam (podkre¶lenie moje):

Klêska urodzaju na DVD

Trudno nie doceniaæ wzrastaj±cej liczby dostêpnych na DVD produkcji Teatru Telewizji. Czy nie warto jednak zastanowiæ siê nad sytuacja nagrañ spektakli, które naprawdê zawa¿y³y na wielko¶ci polskiego teatru? (…)

Spektakle Teatru Telewizji to oczywi¶cie wa¿na czê¶æ kulturowego dziedzictwa, otoczona co wiêcej ogromnym sentymentem odbiorców. Kto nie chcia³by zobaczyæ jeszcze raz najlepszych kreacji Zbigniewa Zapasiewicza, pos³uchaæ recytacji Gustawa Holoubka, za¶miaæ siê z vis comica Jana Kobuszewskiego, Wies³awa Michnikowskiego, Ireny Kwiatkowskiej? Tak jak kochamy polskie seriale, kochamy tak¿e polsk± klasykê Teatru TV i polskich aktorów. “Skizowi” Olgi Lipiñskiej trudno odmówiæ ¶wietnych ról, widowisko “Niech no tylko zakwitn± jab³onie” trafi do serca ka¿dego mi³o¶nika piosenek Agnieszki Osieckiej, “£ucja i jej dzieci” i “Norymberga” to jedne z ciekawszych pozycji polskiej dramaturgii wspó³czesnej. Komercyjnie wszystko siê zgadza: sprzedajemy to, co widzowie kupi±.

Co jednak z nagraniami spektakli, które naprawdê stanowi± o wielko¶ci i wyj±tkowo¶ci polskiego teatru? Czy wydania sztuk “profesjonalnych, na poziomie, ale przede wszystkim chwytliwych i przyjemnych” nie powinny zarabiaæ na digitalizacjê i dystrybucjê sztuk Kantora, Grotowskiego, Grzegorzewskiego? (…)

Czyli tak: je¿eli “tfurcy” pope³nili dzie³a, które nie znalaz³y poklasku u szerokiej publiczno¶ci, na które nie ma popytu, których nikt nie chce ogl±daæ, to tym gorzej dla widzów dzie³ popularnych! Zap³ac± równie¿ za gnioty od których wypadaj± oczy:

Umar³a klasa (1975):

(fragment na You Tube: http://pl.youtube.com/watch?v=4hOAL9KwPRc)

Apocalypsis cum figuris (1969):

(Fragment na You Tube: http://pl.youtube.com/watch?v=9BZynobrYzM).

Na szczê¶cie TVP raczej nie podchwyci postêpowego pomys³u krytyczki z Gazety Wyborczej. Ale ¿eby wykluczyæ takie niebezpieczeñstwo trzeba w koñcu, jak najszybciej, sprywatyzowaæ (sprzedaæ po prostu) Telewizjê Polsk±!

P.S. A dlaczego Derkaczewowa nie podsunie tak “wspania³ego” pomys³u swojemu szefowi? W koñcu powinno go byæ staæ na gest udostêpnienia tak cennych-inaczej arcydzie³ maluczkim… Mo¿e jako darmowy dodatek do “Gazety Wyborczej”?