Archiwum dla Wujek

TERESA TUSZYŃSKA, po prostu jestem inna…

TERESA TUSZYŃSKA (1942-1997)

Na ekrany trafiła w wieku 16 lat jako laureatka zorganizowanego w 1958 r. przez tygodnik Przekrój konkursu Film szuka młodych aktorek. Nigdy nie zdobyła formalnego wykształcenia aktorskiego i grała jako amatorka, mimo to do historii polskiego kina lat 60. przeszły jej role w filmach „Do widzenia, do jutra”, „Tarpany”, „Rozwodów nie będzie”, „Cała naprzód”, „Poczmistrz”, „Drugi człowiek”.

Portretowali ją najwybitniejsi polscy fotograficy — Andrzej Wiernicki, Wojciech Plewiński Tadeusz Rolke i inni. Jej zdjęcia wielokrotnie ukazywały się na okładkach Ekranu, Filmu, Wiadomości filmowych, Kina, Przekroju, Kobiety i życia, Zwierciadła, Dookoła świata, Panoramy, Panoramy Północy, Urody, Ty i ja i in. tygodników. W marcu 1963 roku jej portret autorstwa Marca Riboud ukazał się na okładce prestiżowego miesięcznika kulturalnego SHOW.

Na początku lat 60. była najpopularniejszą modelką Mody Polskiej Jadwigi Grabowskiej.

Jej unikalny wizerunek, czar bijący z każdej sceny z jej udziałem, jest niewątpliwą ozdobą wszystkich filmów w których miała okazję wystąpić.


W pogoni za rozumem

Ostatnie paniczne wypowiedzi niektórych hierarchów Kościoła Katolickiego w Polsce sp. z o.o. dobitnie dowodzą, że nawet Oni zdają sobie sprawę iż ludzie mają ich co raz bardziej dosyć. Awans jawnie antyklerykalnej partii do Sejmu a także pustoszejące kościoły mogą powodować strach o stabilność przychodów Czarnej Mafii i to cieszy.

Jednak patrząc na przykład nieco bardziej rozwiniętych krajów Europy, czuje się pewien niedosyt. Widać, że nawet jeśli za lat 10 czy 15 osiągniemy ich obecny poziom liczby wyznawców (np. niecałe 60% chrześcijan w Niemczech), to w dalszym ciągu WIĘKSZOŚĆ będzie tkwić w BŁĘDZIE. Będą marnować pieniądze i czas na funta kłaków warte obrządki, próbując się wykupić od „wiecznego potępienia”, a banda spryciarzy w sukienkach wciąż będzie im wciskać największy przekręt od czasów wodza wikingów Olafa Włochatego, kiedy to udało się sprzedać 80 tysięcy hełmów z rogami do środka…

Polacy czasem pokazują, że kiedy czegoś bardzo pragną to potrafią wspiąć się ponad swoje możliwości i dokonać CUDU. Tak było niewątpliwie tuż po II Wojnie Światowej – odbudowaliśmy kraj zjednoczonym wysiłkiem wszystkich obywateli w tempie zaiście ekspresowym. Tak jest, w pewnym sensie i teraz. Jak to się chwali nasz Umiłowany Przywódca, wbrew wszystkiemu jesteśmy „Zieloną Wyspą”. Mam całkowicie odmienne zdanie na temat tego jakie są owego wyniku przyczyny (Tusk twierdzi, że to wynik cudownej polityki Jego Rządu – ja sądzę, że to raczej wrodzona ZARADNOŚĆ Polaków, którzy MIMO polityki rządu Tuska jakoś sobie radzą), ale wierzę że stać nas także na europejskie przewodnictwo w dziedzinie OŚWIECENIA!

Jakże by pięknie było, gdyby Rzeczpospolita wbrew wyrobionej opinii kraju skrajnie katolickiego w najgorszym tego słowa znaczeniu, na naszych oczach zmieniła się w lidera przemian światopoglądowych i pokazała starym, skostniałym społecznościom Europy, że można podążać za rozumem i nie jest konieczna dominacja żadnej religii (czy to chrześcijańskiej, czy islamu), żeby móc korzystać z dorobku intelektualnego naszych przodków, czerpiąc z niego przyjemność i wiedzę.

Jakże niewiele potrzeba, żeby powyższe mogło się ziścić! Kościół, bóg, czy religia nie są już wśród młodszej generacji żadnym tabu. Paradoksalnie, wprowadzenie religii do szkół przyśpieszyło jedynie odpływ młodzieży od instytucji Kościoła. Co raz wyraźniejsze upublicznianie finansów Kościoła otwiera oczy nawet najbardziej zatwardziałym katolikom, którzy powoli ale jakby bardziej powszechnie tracą ostatnie złudzenia co do prawdziwych intencji przyświecających klerowi.

Ale nie można zapomnieć, że przeciwnicy rozumu są wrogiem przebiegłym i mającym bogatą historię w omijaniu wszelkich prób ostatecznego zdemaskowania ich nic nie wartej religii. Firma przetrwała przecież stulecia w stanie praktycznie nienaruszonym. Posiada ekspozytury we wszystkich krajach Świata. Setki tysięcy agentów w czarnych kieckach trzymają rękę na pulsie i zrobią naprawdę WSZYSTKO, żeby ich wpływy i zasoby nie zostały uszczuplone. Dlatego trzeba wciąż i nieustannie demaskować bezdenną bzdurę jaka za nimi stoi. Mimo szczątkowych zwycięstw nie można poprzestawać w EDUKOWANIU społeczeństwa. Nie można zaprzepaścić kilkusetletniej pracy zacnego grona wolnomyślicieli, którzy położyli podwaliny pod obecny powolny POWRÓT DO NORMALNOŚCI!

Jestem absolutnie pewien, że Kościół Katolicki będzie w najbliższych latach przechodził widowiskowe, choć tak naprawdę powierzchowne zmiany. Skorzysta z niejednokrotnie wypróbowanej metody, próbując DOSTOSOWAĆ się do aktualnych trendów, mód i zwyczajów. Być może zmodyfikuje swoje obrządki. Będzie stwarzać pozory bycia „cool” i „trendy”. Jedną z takich prób jest np. „Noc konfesjonałów” - akcja promocyjna SPOWIEDZI, zrobiona na wzór „nocy muzeów”… Czyste szaleństwo, ale cóż – tonący brzytwy się chwyta.

Tak naprawdę zwolennicy rozumu nie muszą robić nic nowego. Jak widać lata wysiłków w celu publicznego oświecenia Polaków dają w końcu rezultaty. Najważniejsze jest, żeby nie oddawać pola raz zdobytego ponownie we władanie siłom zabobonu.

Czego Wam i sobie, zupełnie BEZ OKAZJI,

życzę.

Co z tą forsą?

Dopiero co wyliczyłem tutaj, ile pieniędzy zabiera nam nasze ukochane państwo w podatkach. Wyszła ogromna kwota ponad pół biliona złotych rocznie. Po co to wyliczenie?

Wbrew pozorom nie próbuję nikomu wmówić, że powinniśmy z dnia na dzień zaprzestać płacenia podatków, zbuntować się przeciwko przymusowi ubezpieczeń, czy powstrzymywać od kupowania towarów objętych akcyzą. Jest to oczywiście niemożliwe, choć każdy się zgodzi że trzeba dążyć do obniżania podatków.

Chodziło mi przede wszystkim o otwarcie oczu. O zwrócenie uwagi Polakom, że to nie garstka polityków, która podzieliła się bardzo ważnymi stanowiskami w Warszawie, jest PODMIOTEM w tym kraju. Oni są jedynie WYNAJĘTYM przez nas NARZĘDZIEM. I to oni MUSZĄ podporządkowywać się NASZEJ woli.

Najważniejsze żeby każdy Polak zrozumiał, że oddaje zdecydowaną większość swojego zarobku do dyspozycji pewnej grupie osób, co do reputacji której ma często odczucia w najlepszym wypadku mieszane. I naprawdę niezmiernie ważne jest, żeby przed wrzuceniem kartki wyborczej zastanowić się, „czy z czystym sumieniem powierzyłbym wybranemu przeze mnie kandydatowi i jego ugrupowaniu moje pieniądze?”

Tylko i aż tyle. Bo to jest całkiem spora forsa.

Stary! Gdzie jest moja forsa?!

Co raz cięższe życie mają Polacy. Nie dość, że wszystko wokół drożeje za to zarobki stoją w miejscu – do kompletu Umiłowany Przywódca i jego kamraci nie ustają w wysiłkach żeby podnosić podatki, zwiększać akcyzy, czy podwyższać przymusowe składki na tzw. „ubezpieczenie społeczne”. Wszystko „żeby żyło się lepiej”. Tylko czy zdajemy sobie tak naprawdę sprawę z tego ILE zarobionych przez nas pieniędzy ONI nam pod różnymi pretekstami ZABIERAJĄ?? Spróbowałem to (z grubsza) policzyć. Wynik jest szokujący.

Państwo zabiera nam pieniądze pod postacią różnorakich podatków. Według prognozy budżetowej na rok 2012 będzie to:

  • 132,5 mld zł – podatek VAT
  • 61,6 mld zł – akcyza (czyli dodatkowy podatek naliczany przy sprzedaży prądu, gazu, benzyny, alkoholu, papierosów itp.)
  • 29,6 mld zł – CIT (czyli podatek płacony od zysków przedsiębiorstw)
  • 42,4 mld zł – PIT (czyli podatek płacony od przychodów osobistych)
  • 1,7 mld zł – cła
  • 15,1 mld zł - opłaty, grzywny, odsetki i inne
  • 2,4 mld zł – wpłaty jednostek samorządu terytorialnego

Wszystko to razem daje kwotę 285,3 miliarda złotych, która w 100% będzie zapłacona przez obywateli RP.

Najgorsze jednak, że to wcale nie koniec. Bo jeszcze jest ZUS.

W przymusowych „składkach” na różne fundusze ZUS Polacy zapłacą w 2012 roku około 240 miliardów złotych! Już kiedyś pisałem, że ZUS to najpotężniejsza instytucja Polski!

Podsumujmy:

  1. Budżet: 285.300.000.000 zł
  2. ZUS: 240.000.000.000 zł

Razem: 525.300.000.000 zł (pięćset dwadzieścia pięć miliardów, trzysta milionów złotych). Ponad PÓŁ BILIONA ZŁOTYCH. W jeden rok. I absolutnie WSZYSTKO z naszych kieszeni. Taki jest koszt funkcjonowania Państwa Polskiego. Z grubsza. Do tego wszystkiego trzeba by jeszcze na przykład dodać pieniądze (wcale niemałe) jakie wpłacamy na rzecz samorządów lokalnych… Ale poprzestańmy na powyższej kwocie.

Jak to się ma do naszych DOMOWYCH budżetów? Zależy jak liczyć.

Według ostatniego spisu, w Polsce mieszka 38,5 miliona ludzi. Dzieląc sumę przychodów Państwa przez ilość mieszkańców wychodzi nam kwota jakiej każdy obywatel jest przez nie corocznie pozbawiany. Wychodzi 13.644 złote. Z górką tysiąc złotych na miesiąc. Jakby dodatkowa pensja! Dobrze byłoby mieć te pieniądze w kieszeni, prawda? Z tym, że tak naprawdę owa pensja mogłaby być znacznie wyższa! Ponieważ jak podaje GUS, ludność w wieku produkcyjnym, to zaledwie 24,5 miliona osób! I to ta część płaci zdecydowaną większość podatków w Polsce.

Zatem dodatkowa pensja każdego pracującego Polaka, której nie otrzymuje bo zabiera mu je Państwo, to

1786 złotych miesięcznie!

I to zakładając, że 100% osób między 19 a 59 (dla kobiet) albo 64 (dla mężczyzn) rokiem życia pracuje. Odejmijmy bezrobotnych i innych żyjących na garnuszku państwa i wyjdzie nam lekko 2000 złotych na głowę.

A co jeśli oboje małżonków w rodzinie pracuje? No? Zatkało kakało?

Nie ma co ukrywać, ale nawet 4000 złotych miesięcznie zabiera Państwo Polskie każdemu pracującemu małżeństwu. Już słyszę, jak pan Mieczysław z Sulęcic woła, że te wszystkie wyliczenia to jakaś brednia, bo „on z żoną mają razem na rękę tylko 2845 zł, więc jakim cudem Tusk zabiera mi aż cztery tysiące?”

Tłumaczę i objaśniam: dlatego właśnie, panie Mietku, nie zarabia pan z żoną 6 albo i 7 tysięcy na miesiąc, bo rząd zabiera panu większą część tej kwoty jeszcze ZANIM zdąży pan je dostać w swoje ręce od pracodawcy! Po prostu grabież rozłożona jest na tyle etapów, że cała ta kwota rozmywa się w szeregu mniejszych i większych sumek, które sukcesywnie są panu podkradane przez cały miesiąc.

Najpierw kiedy naliczona zostaje panu pensja w zakładzie pracy. Proszę spojrzeć na odcinek z wyliczeniem – to tam są największe części owych 4 tysięcy – składki na ZUS (choć są one sprytnie UKRYTE, więc widzi pan tak naprawdę tylko mniej więcej połowę rzeczywistej potrącanej panu kwoty – resztę niby płaci pracodawca, ale przecież wszyscy wiemy, że te pieniądze PAN wypracował), potem jest jeszcze podatek dochodowy, no i NIBY reszta jest już pańska.

Ale to niestety nieprawda. Bo to co panu zostało to smakowity kąsek dla naszego wciąż borykającego się z deficytem budżetowym Rządu. Ci dranie mają po prostu zbyt długą listę wydatków! Dlatego nie mogą pozwolić, żeby tak ładna sumka jak pańska wypłata pozostała tylko w pana gestii.

Kiedy płaci pan za cokolwiek, naliczony zostaje panu PODATEK. Jeśli jest to benzyna do pańskiego Matiza, płaci pan jeszcze gigantyczną akcyzę (i szereg innych podatków), kiedy kupuje pan ćwiartkę najtańszej wódki w Biedronce, to 80% ceny stanowią podatki, to samo z papierosami. Niech pan spojrzy na rachunek za prąd albo gaz. Oprócz VAT-u musi pan zapłacić także akcyzę. Proszę policzyć ile kosztowałaby 1 kilowatogodzina prądu, jeśli nie byłaby obciążona takim podatkami!

To tutaj, panie Mietku są owe 4000 zł.

Oczywiście Państwo nie może działać bez pieniędzy. Ale czy naprawdę musimy utrzymywać aż 680.000 urzędników? Tylko koszt ich wynagrodzeń to 32 mld złotych rocznie!

Co zrobić żeby ten stan zmienić? Potrzebny jest GNIEW pana Mietka. I MILIONÓW jemu podobnych z terenu całego kraju. Jak widać, metodami demokratycznymi w Polsce nie można zrobić nic. Władza tak się zabetonowała, że ignoruje nawet wolę ludu wyrażoną wprost poprzez 2 miliony podpisów. Szajce na wiejskiej w Warszawie wydaje się, że są nie do ruszenia. Że po wsze czasy będą rozdawać karty w kraju między Odrą a Bugiem.

Ale mylą się. Oj jak srogo się przekonają, że z Polakiem byle kto nie powinien zadzierać. Prawda panie Mietku?

Przecież nie pozwolimy się obrabiać w biały dzień jak dzieci?

P.S.

Po co jest ten tekst? Zobacz tutaj: Co z tą forsą?

Kaczaffi stroszy piórka

Jarosław Kaczyński

Doktor Jarosław A. Kaczyński ubawił mnie wczoraj do łez swoim apelem:

„(…) wzywamy tych naszych, do niedawna, kolegów partyjnych, którzy opuścili nasze ugrupowanie bez poważnych merytorycznych i programowych powodów, do szybkiego powrotu w szeregi Prawa i Sprawiedliwości.”

Czy jest to już szczyt naiwności tego zadufanego w sobie, niepełnosprawnego socjalnie i emocjonalnie politycznego zombie? Z pewnością nie.

Wyczuł on po prostu maleńkie drgnięcie koniunktury i próbuje znaleźć naiwnych, którzy pomogli by mu powrócić do ukochanej władzuchny. To jedna i wciąż ta sama choroba trapiąca wszystkie postsolidarnościowe „elity”. Kaczyński niby łagodnie prosi, ale nie obiecuje absolutnie nic. Wszyscy mają ulec jego woli, bo PREZES tak chce.

Na miejscu tych wszystkich uciekinierów z obozu PiS wystosowałbym kontr-apel, nawołujący do pałacowego przewrotu w królestwie „Prawa i Sprawiedliwości” i utworzenie jednego, zdrowego ugrupowania.

Tylko czy wśród zastępów pisowskich miernot znajdzie się choć jeden von Stauffenberg?