Uważny czytelnik tego bloga zauważył już zapewne, że nie pałam miłością do religii państwowej panoszącej się w III RP – rzymskiego Katolicyzmu.

Uważam, że każda religia to bujda od początku do końca. Różnią się między sobą jedynie poziomem absurdu i (przede wszystkim) siłą finansowego wykorzystywania naiwnych (zwanych dla niepoznaki „wiernymi”). Uznawanie jakiejkolwiek religii to wyzbycie się własnego sposobu na życie i podporządkowanie często dziwacznym i wypaczonym zasadom ustanowionym przez innych, bądźmy szczerzy – najczęściej wcale nie od nas mądrzejszych.

Jednak hierarchia Kościoła Katolickiego w Polsce to już po prostu czysta mafia. Głęboko wrośnięta w państwowe struktury, obecna w wielu dziedzinach życia społecznego i czerpiąca korzyści gdzie tylko jest to możliwe. U tych panów próżno dopatrywać się czegokolwiek poza pędem do kasy. No i władzy. System feudalny przetrwał we współczesnym świecie tylko w niektórych prymitywnych plemionach Afryki i w Watykanie.

Po mojemu każdy oczywiście ma prawo wielbić dokładnie to, co tylko mu podpowie fantazja. Wyznawać każdą religię Świata – nie ważne czy będzie to Voo Doo, Świadkowie Jehowy, czy Katolicyzm. Największym przywilejem człowieka jest wolna wola. Ale…

  1. Jeśli już istnieją szkoły państwowe – to oczywiście nie można w nich wykładać żadnej religii. Nie dlatego, że ta czy inna jest lepsza od drugiej. Po prostu wszystkie one przeczą nie tylko zdrowemu rozsądkowi, ale i wiedzy. Nie można marnować życia młodych ludzi nie naukę czegoś tak skrajnie nieracjonalnego. Jeśli rodzice uważają inaczej, to mogą posyłać swoje dzieci do odpowiednich szkół prywatnych. Na przykład prowadzonych przez księży. Będą nawet mogli zapłacić za nie państwowym bonem edukacyjnym (tak długo jak będzie potrzebne jego wydawanie).
  2. Tzw. „Konkordat” – czyli specjalna ustawa regulująca stosunki między Polską a Kościołem Katolickim powinien być wycofany, w jak najkrótszym czasie i bez jakichkolwiek negocjacji, okresów przejściowych, rekompensat itp.
  3. Każdy związek wyznaniowy powinien być zrównany w prawach i obowiązkach z innymi podmiotami gospodarczymi. Jeśli prowadzi jakąkolwiek działalność polegającą na pobieraniu pieniędzy od kogokolwiek (nie ważny czy osób fizycznych, czyli tzw. ‚wiernych’, czy prawnych), to musi płacić podatki od swoich zysków, od nieruchomości, opłacać samodzielnie pensje (plus podatki) swoich pracowników (księży), czy akwizytorów (katechetów w prowadzonych przez siebie szkołach i uczelniach).
  4. Jak każde inne przedsiębiorstwo w normalnej Polsce – także kościoły nie będą otrzymywać absolutnie żadnych dotacji z budżetu Państwa. Nie ważne jak je nazwiemy: funduszami strukturalnymi, zwolnieniami z podatku, dopłatami, grantami, środkami na promocję itp. itd… Państwo nie jest od tego, żeby wybiórczo popierać takiego czy innego przedsiębiorcę.
  5. Instytucje państwowe muszą być pozbawione jakiejkolwiek symboliki religijnej. Urząd to nie jest miejsce, w którym można propagować jakikolwiek styl życia. Choćby teoretycznie najbardziej pozytywny. Administracja ma się zajmować tylko administrowaniem, bo do tego jest wynajęta przez płacących na jej utrzymanie obywateli. Niedopuszczalny jest udział oficjalnych delegacji państwowych (dowolnego szczebla) na uroczystościach religijnych. Prezydent, czy premier może sobie oczywiście chodzić na mszę – ale prywatnie! Jak każdy obywatel.
  6. Radio i telewizja publiczna powinny oczywiście zostać w całości sprywatyzowane. Dlatego nie mogę napisać, czy programy religijne powinny z nich zniknąć. To zależy od nowych właścicieli.
  7. Wprowadzanie podatku kościelnego, czy możliwości odpisu części podatku (jak to proponuje teraz PO) jest zupełnie bezcelowe. Kościoły mają się utrzymywać z tego co zarobią (po opodatkowaniu).
  8. Należy prześwietlić przejmowanie majątku państwowego przez kościoły od roku 1989 do dziś. Wszystkie nielegalnie przejęte dobra powinny zostać zwrócone prawowitym właścicielom, albo sprywatyzowane.

Jak widać powyższe nie wpływa w żadnym stopniu na wolność wyznawania jakiejkolwiek religii. Zrównuje jedynie status Kościołów z resztą podmiotów gospodarczych. Likwiduje jednak pewny istniejący od najdawniejszych czasów przywilej: sprowadza ludzi twierdzących iż mają kontakt z niewidocznymi bóstwami na Ziemię. Przez dziesiątki tysięcy lat każdej władzy niezmiennie towarzyszą szamani sprawujący równoległe do świeckich – rządy dusz. Czasem ułatwiają one panowanie nad masami ale zawsze prowadzą własną politykę.

Oczywiste jest, że po odebraniu np. Kościołowi Katolickiemu tego przywileju nie przestanie on wysiłkach aby go przywrócić i dalej umacniać. Ale będzie to czynić za swoje pieniądze i w sposób bardziej transparentny. W końcu każde przedsiębiorstwo działające na naszym rynku podlegać będzie tym samym regulacjom i takiej samej kontroli.

Muslims slaughter bulls during Eid-al-Adha festival in Lahore

Trybunał Konstytucyjny ludowo-demokratycznej Republiki Polski ogłosił dziś, że pewne przepisy nie obowiązują niektórych grup religijnych. Chodzi o sposób uśmiercania zwierząt hodowlanych. Nie wiadomo w jakim celu, całkiem niedawno rządzący wydali szczegółowe wytyczne, w których mowa jest o jedynie słusznym sposobie zabijania bydląt dających nam steki. Od razu podniosło się wtedy w Polsce larum, zwłaszcza środowisk starozakonnych. I słusznie!

Zaiste życie w naszej ojczyźnie pozbawione jest wszelkich trosk i zmartwień, kiedy kwestią sporną dnia jest to, w jaki sposób żywot zakończy hodowana na mięso krowa czy inna żywina. W końcu jakie to ma znaczenie? Nawet jeśli ta czy inna sztuka mięsa trwać będzie w agonii nie przez 10 sekund a nawet trzykrotnie dłużej, to efekt procedury zawsze będzie takim sam: odwali kitę, spotka się ze Stwórcą, będzie wąchać kwiatki od spodu, walnie w kalendarz! I nie będzie mieć okazji aby po wielokroć przeżywać potworności przejścia w niebyt rwąc sobie przy tym włosie garściami, bo niezależnie od tego czy fakt ów zajdzie szybko czy nieco wolniej, to karkówka owinięta w folię i leżąca na półce w Tesco nie myśli. Tak już jest i nie zmienią tego choćby najgorętsze protesty największej nawet grupy ekoterrorystów. O wiele ważniejsze jest, w jaki sposób opiekujemy się zwierzętami którymi się żywimy ZANIM trafią w postaci sztukamięs na nasze stoły. I to właśnie świadczy o tym, czy jesteśmy cywilizowani, czy też nie.

Ale to tylko dygresja. Co mnie zadziwia to sam fakt wydania tego kuriozalnego wyroku. Ja widzę rzeczy albo jako białe, albo czarne. A tutaj jedna instytucja państwowa wydaje ukaz zabraniający pewnych czynności pod surową sankcją, a druga przymyka jedno oko i mówi: „no tak, takie zabawy są w świetle obecnych standardów poprawności politycznej nieeleganckie, ale w końcu wyznawcy tej religii przyzwyczaili się szlachtować zwierzęta akurat w ten sposób i może niech sobie dalej tak robią”…

Po mojemu takie stawianie spraw jest niedopuszczalne. Albo ustalamy, że coś jest w naszym państwie dozwolone, albo że nie! Jeśli jednym dajemy więcej praw niż innym, to automatycznie obniżamy prestiż WSZYSTKICH opublikowanych praw. Bo w każdej sytuacji znajdzie się taki osobnik, w umyśle którego ten czy inny przepis będzie stał w głębokiej sprzeczności z wyznawanymi przez niego zasadami… Czy chodzi tu o sposób uśmiercania zwierząt, czy prędkość dopuszczoną na drogach publicznych, czy też obowiązek płacenia podatków! To właśnie z takiego psucia prawa rodzą się takie potworki jak Anders Breivik. To wytwór lewego państwa. Niezdolnego do utrzymania w porządku nie tylko rzeczy za które się bierze zupełnie niepotrzebnie (jak gospodarka czy opieka medyczna), lecz co gorsza także za rzecz zupełnie podstawową i niezmiernie pożądaną: trwały i budzący respekt fundament prawny.

Kolejny dowód na to, że III RP jest państwem tylko teoretycznie.