Rząd Polski Ludowej (pod światłym kierownictwem Umiłowanego Przywódcy Donalda Tuska – największego kłamcy w historii polskiej polityki) śmiało kroczy ścieżką wprowadzania kolejnych „zdobyczy” socjalizmu w naszej ojczyźnie. Oczywiście „by żyło się lepiej”. W każdym razie premier już od dawna prowadzi życie jak w Madrycie:

Tusk Dolomity

Za to reszcie Narodu nie jest już tak miło. Jak to w każdym lewicowym reżimie, także obecna polska władza nie ufa w przyrodzony wolnym ludziom instynkt, który przez tysiąclecia ewolucji powodował rozwój cywilizacji. Zamiast tego socjaliści skupiają wszystkie wysiłki na próbie uregulowania każdej sfery życia społeczeństwa na którym żerują. Jeśli coś z powodu ich wysiłków nie funkcjonuje poprawnie, jeśli powstają patologie, szerzy się złodziejstwo, kumoterstwo i zwykła głupota, to socjalista nigdy nie przyzna się do błędu, tylko będzie uparcie kombinować dalej wymyślając co i raz bardziej absurdalne sposoby zaradzenia wygenerowanemu przez siebie złu. Doskonale widać to na przykładzie ostatnich obiecanek (gróźb?) mafii rządzącej:

Premier Donald Tusk: darmowy podręcznik dla uczniów, krótsze kolejki do lekarzy i koniec śmieciówek.

1. Podręczniki szkolne w Polsce są drogie nie dlatego, że prywatni wydawcy nie wiedzieć czemu zawyżają ich ceny, tylko dlatego że istnieje „Ministerstwo Edukacji Narodowej”, gdzie w pocie czoła zgraja warszawskich urzędników tworzy wytyczne i okólniki, a przede wszystkich koncesjonuje druk książek które dopuszczone są do użytku w szkołach. W efekcie od lat podręczniki wydaje ta sama, bardzo wąska grupa autorów powiązanych z wydawcami, którzy mają już wydeptane ścieżki do urzędniczych biurek i wiedzą jak sprawić aby to ich produkty trafiły na listę zapewniającą tłuste profity.

Gdyby uwolnić całkowicie rynek szkolnych podręczników, wtedy to nauczyciel – czyli osoba najbardziej kompetentna w wyborze pomocy naukowych dla swoich uczniów – mógł dowolnie wybierać z jakiego podręcznika będzie uczyć (może sam by taki napisał?). Powstałby gigantyczny wolny rynek księgarski, walczący realnie o klienta. Nie tylko ceną, ma się rozumieć, ale przede wszystkich jakością!

Efektem zapowiedzi Tuska o wprowadzeniu państwowego podręcznika dla pierwszoklasistów będzie tylko i wyłącznie ukrycie jego ceny przed rodzicami (nie licząc oczywistej owej ceny zwyżki!). I nie ma co się łudzić, że rząd nie odbierze sobie tych pieniędzy w podatkach… Odbierze. I to z nawiązką.

2. Dlaczego na wizytę u lekarza trzeba czekać nawet kilka lat? Mimo tego, że płacimy średnio prawie 3000 złotych rocznie na osobę na przymusową państwową opiekę medyczną? Ano dlatego, że pieniędzmi tymi zarządza państwowy twór zatrudniający urzędników, którzy zdalnie z Warszawy usiłują każdemu w Polsce „zrobić dobrze”. Przy okazji, nie dość że marnują część zabranych nam pieniędzy na swoje pensje i wydatki, to resztę rozdzielają w absurdalny sposób, próbując przewidzieć ilość koniecznych do przeprowadzenia zabiegów medycznych w poszczególnych regionach kraju i zgodnie z tym wykupując je (u koncesjonowanych ma się rozumieć lekarzy) na początku roku. Ponieważ jednak robią to wszystko źle i podkradają przy tym część naszych pieniędzy, to w efekcie zawsze kontraktują owych zabiegów za mało! Stąd kolejki. Po prostu zbyt wcześnie kończy się pula zakontraktowanych („darmowych”) czynności medycznych.

Co w tej sytuacji obiecuje Tusk? Oczywiście nie powrót do normalności, czyli przywrócenie bezpośredniego przepływu pieniędzy z portfeli pacjentów do rąk lekarzy. Tak naprawdę to nie wiadomo co tow. Donald zrobi, bo jedyne co zapowiedział, to że „w marcu zaprezentujemy harmonogram działań, które mają doprowadzić do skrócenia kolejek do lekarzy i świadczeń zdrowotnych”. W każdym razie, nie spodziewałbym się, żeby w tej materii nam się polepszyło choćby o jotę.

3. Co określamy mianem „umów śmieciowych”? To resztka wolności na rynku zatrudnienia w Polsce. Są takie zajęcia, dla których minimalne stawki godzinowe określone przez rząd są zbyt wysokie a mimo to jest wielu chętnych aby za nie pracować. Dla przykładu nocne stróżowaniu w składzie węgla albo dorywcza praca na kasie w supermarkecie w okresach wzmożonych zakupów. Nikomu nie opłaca się tu zatrudniać na stałe, a z drugiej strony są osoby chętne dorobić sobie nieco niżej płatną pracą nie wymagającą specjalnych predyspozycji (jak stróżowanie), czy od czasu do czasu uzupełniając stałą załogę (np. w soboty i niedziele) na kasie.

I dobrze się to kręciło, aż przychodzi rząd z zapowiedzią, że wszystko spaprze. Bo oczywiście Tusk mógłby zrobić jedynie słuszny krok, to jest uwolnić całkowicie rynek pracy. Zlikwidować „Kodeks Pracy”, zlikwidować płacę minimalną, zlikwidować zasiłki dla bezrobotnych, obniżyć podatki… W ciągu maksymalnie pół roku zniknąłby w Polsce problem braku miejsc pracy a do naszego kraju zaczęliby ochoczo zjeżdżać pracownicy z szeregu krajów ościennych. Wzrosłyby oczywiście wtedy płace! To oczywiste, że kiedy brakuje rąk do pracy, to jest ona wyżej ceniona! Ale zamiast tego zostaną wprowadzone kolejne obostrzenia, znowu podwyższeniu ulegną podatki a w efekcie i tak już katastrofalny odpływ młodych i prężnych sił roboczych z naszego kraju znacznie się nasili!

Kto więc spodziewać się może polepszenia swego losu pod rządami grupy aktualnie trzymającej władzę? Są tacy:

Fundusz Mieszkań na wynajem jest teraz przygotowywany przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Ma zostać założony już za miesiąc. Potem przez kilka miesięcy ma kupować od firm budowlanych całe bloki, tak żeby uzbierać bazę około 20 tysięcy mieszkań w największych polskich miastach. (…) Program ma być wsparciem zwłaszcza dla młodych ludzi z mniejszych miast, którzy chcą przyjechać po pracę albo naukę do większych ośrodków.

Z drugiej strony to ma być rekompensata dla branży budowlanej zniszczonej przez państwowe instytucje dwa lata temu. Przy budowie stadionów, dróg i autostrad na piłkarskie mistrzostwa Europy Euro 2012 niektóre największe firmy budowlane zbankrutowały i ogłaszały upadłość. Cała branża budowlana została wtedy rzucona na kolana. Rządowy Fundusz Mieszkań na Wynajem ma tej zniszczonej branży pomóc.

Niedawno przytaczałem tutaj wypowiedź premiera, w której przypomniał że „jeśli ktoś uważa, że przy okazji polityki można zarobić albo dorobić się, niech idzie do biznesu.” Jak widać przynajmniej tutaj premier dotrzymuje słowa. Za pieniądze podatników wspomoże garstkę przedsiębiorców, których interesy nie wypaliły tak jak planowali z okazji „piłkarskiego święta” w 2012. Nie, to nie są wcale biedni ludzie żebrzący na ulicy o kawałek chleba. Ale akurat o nich zatroszczy się Umiłowane Słońce Peru. Co z tego, że przy okazji zlikwiduje jako taki wolny rynek w kolejnej branży? Bo przecież gdyby ktoś chciał teraz wystartować w deweloperce, to już na starcie jest przegrany! Z jednej strony podtrzymani zostaną ewidentni bankruci, którzy w normalnej gospodarce powinni robić miejsce dla nowych graczy. Z drugiej stworzy państwowego molocha, który ma oferować mieszkania „20-30% tańsze” niż wynosi cena rynkowa!

W ten sposób Tusk przegania w kolejnej dziedzinie swojego wielkiego duchowego poprzednika, towarzysza Edwarda Gierka. Przez całą „pierwszą komunę” w Polsce istniały cztery rodzaje własności mieszkań: prywatne, komunalne, spółdzielcze i zakładowe. Nigdy nie było mieszkań „państwowych”. No to teraz będą.

Ale jakby co, to budujemy kapitalizm…

Donald Donaldowicz Tusk (największy kłamca wśród premierów) może czuć się co raz bardziej otoczony. We własnej matuszce-partii nie wiadomo kto swój, kto wróg, a i Naród jakoś wykazuje mniej niż kiedyś entuzjazmu wobec „Słońca Peru”. W ostatnim sondażu CBOS-u na „człowieka, który najlepiej działał, zrobił najwięcej w interesie kraju i społeczeństwa”, szef PO zdobył aż… 2 procent głosów. No, to chyba jest obrazowe?

Donal Tusk: "policzmy głosy..."

Na całe szczęście zawsze można liczyć na ślepy los. Ostatnio skierował on swój bezlitosny paluch na piątkę przypadkowych przechodniów, których raczył przejechać napruty król szos w czarnym BMW. Dzięki temu Tusk mógł przez kolejny tydzień odciągać uwagę od machlojek jakich nieustannie się dopuszcza z naszymi pieniędzmi. A kiedy opadł kurz po pijanych kierowcach, napatoczył się premier rządu Jej Królewskiej Mości.

Jeśli premier Cameron chce zmieniać przepisy dotyczące nadmiernej opieki socjalnej, zwyrodniałej, umożliwiającej wykorzystywanie, nadużywanie, to oczywiście ma prawo to zrobić, ale to nie może dotyczyć jakiejś grupy narodowej, tylko wszystkich potencjalnych beneficjentów tej opieki.

Tak Donald zareagował na zapowiedź zlikwidowania zasiłków na dzieci osób pracujących w Wielkiej Brytanii, które przebywają poza jej granicami. Dla Anglików są to kwoty skromne, ale wobec polskiej biedy stanowią poważny zastrzyk gotówki, który przeważnie transferowany jest do Polski. I Tusk wraz ze swoimi pomagierami na tym korzysta. W końcu wszystko za co płacą w kraju żony owych zagranicznych robotników jest po wielokroć opodatkowane i oakcyzowane.  Podniósł się zatym mały szumek. Taki Kłopotek zapowiedział nawet odwetowy bojkot Tesco…

Ciekawe, że nie przyszło mu odgrywać Rejtana kiedy to Umiłowany Przywódca Donald F. Tusk wraz z Ukochanym Ministrem Finansów Janem V. „Jackiem” Rostowskim dokonywali skoku na kasę Polaków, przenosząc pieniądze na emerytury z OFE do nigdy-nie-nażartego ZUS-u. A o znacznie grubsze pieniądze tu chodziło.

Tak to już jednak jest. W każdej mafii obowiązuje to samo zbójeckie prawo: kraść to my, ale nie nas.