Plenum Platformy Obywatelskiej

„Trochę socjaldemokrata” Donald F. Tusk był dziś gwiazdą kolejnego Plenum Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej. Towarzysze zebrani na sali obrad gromkimi brawami przyjęli jego wystąpienie, w którym raz jeszcze podkreślił ważność wspólnoty interesów ludzi władzy. Zagroził stosowanie najwyższej z możliwych sankcji dla wszystkich niezbyt ostrożnych w działaniach towarzyszy:

Donald Tusk ostrzegł, że będzie bezwzględnie egzekwować uczciwość od partyjnych kolegów. (…) Ci którzy naruszali standardy, nie mają szans na miejsca na listach wyborczych.

Podczas plenum wystąpili także nowo namaszczeni przez Umiłowanego Przywódcę na rządowe stolce ministrowie. Ministra Bieńkowska zapowiedziała, że będziemy próbować przeżyć ile się jeszcze uda za eurodotacje, a minister Szczurek stwierdził, że przez najbliższe lata nie zmieni się nic w bandyckiej polityce fiskalnej szajki:

Czas pożegnać się z obecną ordynacją podatkową. Czas na nowy kodeks praw i obowiązków podatkowych. Liczę na wsparcie przedsiębiorców i ekspertów. To robota na dłużej niż dwa lata, ale mi się nie spieszy.

Na koniec Tusk dał wyraźny sygnał:

Jeśli ktoś uważa, że przy okazji polityki można zarobić albo dorobić się, niech idzie do biznesu.

Przewodniczący powiedział zatem wprost, że miejsca u steru są już wypełnione co do jednego, ale że jest oczywiście jak zawsze otwarty na wszelkie propozycje zarobienia konkretnych pieniędzy ze strony przedsiębiorców. Tutaj nic się nie zmienia.

Wystarczy nie dać się złapać.

Weekend z R. - próba w Och-teatrzeKrystyna Janda wielką aktorką jest, a przynajmniej taki przekaz usiłują nam wcisnąć media. No nie wiem… Jak dla mnie, największy wkład w sztukę Krystyny Jandy, to bycie inspiracją dla roli Katarzyny Kwiatkowskiej w niegdysiejszym szoł telewizyjnym Szymona Majewskiego… Kasia przebijała tam wszystkie kreacje filmowe Jandy.

Ale co tam film! Janda jest teraz właścicielką teatru. Jednocześnie aktorką, producentką, reżyserką… Roboty po pachy. Można by pozazdrościć wytrzymałości. W końcu lata już nie te (kończy 61 roczek), a w dzisiejszym bezlitosnym świecie szołbiznesu aby się utrzymać nie tylko trzeba się napracować, ale i mieć trochę szczęścia.

Albo znajomości…

– Każdego wieczora trzeba zarobić 16 tysięcy złotych, a my tak nie zarabiamy – tak funkcjonowanie teatrów prywatnych ocenia Krystyna Janda. W TOK FM podkreśliła, że z tym problemem mierzy się wielu dyrektorów teatrów. A teatry państwowe? – Mają dotacje i w niewielkim procencie utrzymują się z biletów.

Takimi słowy zaczyna się tekst o problemach finansowych „Och Teatru” Krystyny Jandy. Zapowiadało się, że Janda (słusznie) napiętnuje zasadność udzielania dotacji teatrom państwowym, pokazując na swoim przykładzie że stanowią one nieuczciwą konkurencję wobec prywatnej inicjatywy – takiej jak jej.

Janda przyznaje: ciężko jest utrzymać teatr bez dotacji. Koszty eksploatacji są na tyle wysokie, że do wielu spektakli musi dokładać.

Ale jak się okazuje, nie do końca! Janda bierze jak inni, tylko upomina się więcej:

Dotacje, jakie dostajemy na obie sceny to 600 tys. rocznie. Gdybyśmy mieli po milionie na scenę, mielibyśmy ten mały margines na pomyłkę. Teraz nie możemy się mylić.

Ma 600 tysięcy, ale chce 2 miliony! Bezczelność tej hołoty do prawdy NIE ZNA GRANIC! Jak w tym kraju ma być normalnie, kiedy wszech obecny socjalizm wypalił ludziom mózgi? Dlaczego ja i miliony moich rodaków mamy się dokładać choćby złotówką do widzi-misię artystycznego pani Jandy?!

Powtarzam to do znudzenia, ale tylko dlatego bo mam nadzieję że kropla drąży skałę: w normalnym państwie każdy może prowadzić dowolną działalność gospodarczą. Da się brawurowo odgrywać na scenie Hamleta, ale równie wiele serca i artyzmu można włożyć w uszycie eleganckich butów! Nikomu nie przychodzi do głowy utrzymywać z podatków zakładów szewskich a jakoś każdy przechodzi do porządku dziennego nad faktem żerowania na budżetowych (czyli Naszych – a nie „rządowych”) pieniądzach dziesiątek tysięcy aktorów, śpiewaków operowych, awangardowych malarzy czy nawet debilnych performersów pokroju pani Katarzyny Kozyry…

To w takich miejscach (i setkach podobnych) leżą największe oszczędności jakie odpowiedzialny rząd powinien w pierwszej kolejności wprowadzić, gdyby rzeczywiście uczciwie chciał zadbać o rozsądne wydawanie Naszych pieniędzy.

Wiemy oczywiście, że z PO, SLD, PiS ani nawet Palikotem obecne chore status quo zostanie utrzymane. Dlatego przed kolejnymi wyborami pomyślcie o Jandzie i jej żądaniach. Czy mieliście okazję obejrzeć jakiekolwiek z jej przedstawień? A będziecie mieć taką możliwość? Potrzebne są Wam takie zachłanne Krystyny? I tysiące jej duchowych sióstr (i braci)?

 

gomułka-gierek-tuskTowarzysze Tusk i Rostowski zatwierdzili, że w Polsce ma być „wzrost”. Więc jest.

Jest coraz lepiej. Po wzroście w drugim kwartale o 0,8 proc., w trzecim PKB wzrósł o 1,9 proc. Takie wstępne dane podał Główny Urząd Statystyczny.

Co prawda plenum Polskiej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej zatwierdziło swego czasu na rok bieżący wzrost wskaźnika PKB o 2,5% a naród nadludzkim wysiłkiem osiągnie być może 1,5%, ale nie po to popełniamy błędy żeby się na nich nie uczyć. Prawda? Czujne oko Partii już wie gdzie Polacy mają jeszcze ukryte rezerwy i już zaplanował ich absorpcję w nowym roku.

Donald „nie podniosę podatków” Tusk zaplanował zatem następujące podwyżki w roku 2014:

  • podstawowa stawka VAT wyższa o 1 punkt procentowy niż zapowiadano (zapowiadano powrót od 1 stycznia 2014 do stawki 22%, pozostaje 23%),
  • wzrost akcyzy na alkohol (tłumaczony jako „korekta o inflację”),
  • zamrożenie skandalicznie niskiej kwoty wolnej od podatku (czyli de facto jej dalsza obniżka – tu akurat inflacja gra na niekorzyść towarzyszy z PO…),
  • likwidacja szeregu ulg (skutkujące wyższymi podatkami do zapłacenia),
  • wprowadzenie pułapu do którego artyści i twórcy mają prawo naliczać sobie 50% koszty uzyskania przychodu (skutkuje to tym, że np. autor, który przez ostatnie 5 lat pracował nad swoim dziełem i wyda je w 2014 otrzymując np. 200.000 złotych przychodu, które muszą mu wystarczyć na następne 5 lat pracy nad kolejnym dziełem, będzie mógł naliczyć tylko 42.764 złotych kosztów uzyskania przychodu. Od reszty zapłaci podatek (i to według najwyższej stawki, czyli 32%. W efekcie zostanie mu znacznie mniej pieniędzy niż było to kiedyś),
  • wzrost maksymalnych stawek podatków od nieruchomości,
  • tradycyjny coroczny wzrost akcyzy na papierosy (który jeszcze bardziej nasili przemyt i nielegalną produkcję krajową).

Tak to – od sukcesu do sukcesu – toczy się życie w kraju, którego największym problemem jest spalenie plastikowej tęczy na skwerze w stolicy.

 

Pracuję w ZUS-ieJest taka teoria, że miłościwie nam panujący Donald F. Tusk ze swoimi pomagierami mają jednak pomysł na wyjście z kryzysu, ogólny dobrobyt, likwidację bezrobocia i inne takie tam duperele, jakie zajmują im czas między masowaniem słupków poparcia działaniami pozornymi a harataniem w gałę. Na przykład ostatni z wymienionych problemów zamiarują rozwiązać zatrudniając wszystkich Polaków na stanowiskach urzędniczych. Mają na tym polu niezłe osiągnięcia. Jak naprawdę na mało którym:

„Według stanu na dzień 31 grudnia 2012 roku zatrudnienie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych wynosiło 45903,848 etatów. W porównaniu do 2011 roku w Zakładzie nastąpił wzrost zatrudnienia o 175 osób. Wśród ogółu zatrudnionych pracowników w Zakładzie 55,34 proc. posiadało wykształcenie wyższe”. (…)  „W 2012 roku udział kobiet w ogólnym stanie zatrudnienia wynosił 86,01 proc.”.

W Polsce więcej osób zatrudnia jedynie Kompania Węglowa i Poczta. Ale z pewnością nikt nie pobije ZUS-u pod względem liczby zatrudnionych kobiet!

Fakt iż instytucja obracająca największą ilością publicznych pieniędzy (grubo ponad 120 mld złotych, przy budżecie Państwa na poziomie 180 mld) leży w rękach wrażliwych i rozważnych z natury kobiet teoretycznie mógłby cieszyć. Praktyka niestety pokazuje, że najwidoczniej te bardziej kumate babki wybrały robienie kariery gdzie indziej, a do ZUS-u trafiły te którym albo nie chciało się prać mężowskich koszul i pilnować dzieciaków (czyli wykonywać typowo żeńskich zajęć), albo nie nadają się do niczego innego.

Potwierdza to nawet kolejny fragment z zazwyczaj feministycznie skrzywionej Gazety:

Polki chcą pracować w ZUS, bo nie ma tu za dużo nadgodzin. Łatwiej więc pogodzić życie rodzinne z zawodowym. Nie jest to też ciężka praca fizyczna. Jeśli ktoś nie dostanie emerytury i pisze odwołanie, wystarczy mu odpisać, że nie ma racji. A mało który petent decyduje się ubiegać o świadczenie z użyciem siły.

Całkiem jak w „Nie ma mocnych”: swoje godziny na państwowej posadzie odbębnić, a całe siły oszczędzić na własne gospodarstwo.

Znam wiele naprawdę kompetentnych kobiet. Niektóre doskonale sprawdzają się w typowo męskich rolach – np. jako dyrektorzy, albo przedsiębiorcy. Ba! Znam nawet doskonałe kobiety-kucharzy! Ale parę wyjątków nigdy nie zaprzeczy oczywistym faktom: kobieta nie nadaje się na posady wymagające zimnej kalkulacji, nie ulegania emocjom i myślenia abstrakcyjnego. Decyzje kobiet z ich natury są zmienne. Zależą od nastroju, fazy księżyca, cyklu menstruacyjnego, czy bogi wiedzą czego jeszcze!

Wysoki procent stanowisk obsadzonych przez kobiety w ZUS-ie świadczy tylko o tym, że mężczyźni (zwłaszcza młodzi chłopcy) nie uważają pracy w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych za coś atrakcyjnego. Wolą posadę w firmie wytwarzającej jakieś namacalne dobro, albo pracę na własny rachunek. Ci bardziej przewidujący pakują manatki i wyjeżdżają za chlebem z Polski (najczęściej na stałe). Z drugiej strony w ZUS-ie potrzebne są jedynie bezmyślne (!) automaty. Wyrobnice masowo przetwarzające setki tysięcy zupełnie zbędnych dokumentów. Robiące coś, co miało być już dawno skomputeryzowane. Za co zapłaciliśmy Prokomowi grube miliardy złotych!

Nie dość zatem, że cała rzesza zdrowych dziewuch marnuje czas przekładając najczęściej nikomu niepotrzebne papierki, to jeszcze ich działalność skrajnie utrudnia życie Polakom. Wieloletnie badania wykazują, że Polska jest wciąż w czołówce krajów w których przedsiębiorca musi poświęcać najwięcej czasu na interakcje z rozmaitymi urzędami. Zarówno poprzez osobiste kontakty jak i konieczność wypełniania dziesiątek deklaracji, sprawozdań czy różnorakich obowiązkowych formularzy. W tym całym nieszczęściu właśnie ZUS jest nieustannie wymieniany jako najgorsze z czym polski biznesmen musi się zmierzyć.

I naprawdę nie ociepli wizerunku ZUS radosne „lokowanie produktu”, jakie zafundowały sobie za nasze 87.000 złotych beztroskie urzędniczki w bijącym rekordy popularności serialu o dzielnym księdzu-detektywnie na silnie skryminalizowanej sandomierszczyźnie:

(…) reklama ZUS-u wpleciona została w fabułę serialu. Bohater prowadzący własną firmę narzeka, że musi udać się do urzędu i załatwić formalności. To jednak nie problem, bo lepsze rozwiązanie podaje mu Tamara Arciuch, grająca w serialu Justynę Malec. Dziennik cytuje jej wypowiedź: „To jest taki e-urząd, bez ruszania się z domu, pracy. Wszystko załatwia pan przez komputer i na pewno poradzi pan sobie sam.”