gomułka-gierek-tusk

I sekretarz KC Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej, towarzysz Donald Franciszek Tusk, ogłosił dziś wykonanie kolejnego doniosłego kroku na drodze do socjalizmu. Pierwszy Sekretarz swoim sokolim wzrokiem w mig zauważył bolączki jakie trapią postępową część polskiego drobnego biznesu, nie pozwalając im wejść na kolejne etapy euro-socjalistycznego rozwoju. W skrócie chodzi o brak kasy.

Aby umożliwić szerokim masom ciężko pracujących na własny rachunek Polaków szansę na cywilizacyjny rozwój, postanowił uruchomić dodatkowy rządowy muskuł i przeznaczyć 30.000.000.000 złotych budżetowych pieniędzy na nadzwyczajne gwarancje państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego na kredyty dla małych i średnich przedsiębiorstw. (Tutaj informacja o tym fakcie na niezawodnej w propagandowym dziele portalu Gazety Wyborczej – dla zmyłki zatytułowana „Uruchamiamy 30 mld kredytów…” – co oczywiście nie jest prawdą – chodzi o gwarancje bankowe a nie kredyty).

Nigdy dotąd, tak liczni nie wydali tak dużo, aby poprawić samopoczucie tak niewielu. Bo całe te 30 dużych baniek tow. Tusk i jego kamraci najpierw zabrali NAM w postaci podatków! A teraz chyba sądzą, że zaskarbili sobie naszą wdzięczność… Nie chciałem używać słów niecenzuralnych, ale do kurwy nędzy – jak chcesz Tusk pomóc polskim przedsiębiorcom, to zrób to, dzięki czemu wygrałeś wybory w 2005 roku: jeśli masz za dużo pieniędzy w kasie, to znaczy że zabrałeś ich wcześniej zbyt wiele w podatkach i nie ma innego uczciwego wyjścia niż je teraz oddać! Weźże, do jasnej cholery podejmij choć jedną męską decyzję inną niż ministerialne roszady i obniż o te 30 miliardów podatki!

Pocieszam się jedynie tym, że być może socjalistom-złodziejaszkom z PO nie będzie dane w spokoju wydać rodzinie i znajomym królika owej góry złotówek, bo z wiarygodnego źródła dowiedzieliśmy się ostatnio, iż:

Mamy w Polsce bardzo opresyjne państwo. Dzisiaj to państwo bankrutuje, nie ukrywam, ku mojej radości.

Powiedział to urzędujący minister rządu towarzysza Tuska – Jarosław Gowin. Jak widać w tym całym burdelu na kółkach jest jeszcze choć jeden facet z jajami.

 

Pan Ksiondz

 

W trakcie tajnych negocjacji Minister Cyfryzacji Michał Boni (były tajny współpracownik SB)., ustalił sobie z przedstawicielem polskiego oddziału Kościoła Katolickiego Kazimierzem Nyczem (który kiedyś dziarsko oparł się próbom werbunku ze strony SB), że Rzeczpospolita odda 0,5 punktu procentowego należnego podatku dochodowego wybranemu związkowi wyznaniowemu od każdego podatnika, który sobie tego zażyczy. Jest to oczywiście wielki skandal!

Oznacza to ni mniej ni więcej, że stawka podatku dochodowego w Polsce mogłaby być co najmniej o 1,5 punktu procentowego niższa niż obecnie, bez absolutnie żadnej różnicy we wpływach do budżetu z tego tytułu! Powtórzę to jeszcze raz: podatek dochodowy w naszym kraju mógłby być na poziomie 16,5% zamiast obecnych 18% i z tego powodu „budżet” NIC BY NIE STRACIŁ!

Ten prosty fakt wynika z tego, że jeśli od dawna już możemy kierować 1% podatku na dowolnie wybraną „organizację pożytku publicznego”, a teraz dochodzi 0,5% „na księdza”, to gdyby odciąć te dwie grupy pasożytujące na naszych pieniądzach od budżetowej dojnej krowy, moglibyśmy w efekcie mieć jeden z najniższych podatków PIT w Europie! Jestem całkowicie pewien, że jakby tak jeszcze poszukać tu i ówdzie, i znaleźć więcej miejsc gdzie marnotrawione są nasze ciężko zarobione pieniądze (np. na nagrody dla urzędasów na szczeblu centralnym), to bez problemu moglibyśmy wrócić do tuskowych 3 x 15 sprzed 8 lat!

Co więcej – jestem za tym, żeby w dalszym ciągu kościoły brały pieniądze z naszych podatków. Nawet większe niż te 0,5%! Tylko w sposób ździebko bardziej sprawiedliwy niż ma to być teraz: jeśli ktoś chce przekazać „1%” na przykład dla księdza, to niech jego stawka podatkowa zostanie powiększona o ten 1 punkt procentowy. W ten sposób wszyscy ateiści mogliby płacić np. 15% podatek dochodowy a wszyscy pragnący podziwiać strzeliste wieże kościołów mieliby ten podatek o oczko wyższy. Jako że mamy ponoć w kraju grubo ponad 90% katolików, z pewnością ich kościół rósł by najszybciej i najwyżej.

No chyba, że okazałoby się iż z tą religijnością to nie jest do końca tak pięknie jak próbują nam to wmówić niektórzy…

Na razie mamy jednak boniowy kompromis (tak kompromis – bo to katabasy łaskawie zgadzają się na likwidację „Funduszu Kościelnego” w zamian za podatkowy haracz – i to pod warunkiem wyrównywania przez Rzeczpospolitą ewentualnych „strat” przez początkowe lata). Trzymam zatem kciuki za Kościół Latającego Potwora Spaghetti (http://kosciol-spaghetti.pl/), który wystąpił niedawno o urzędową rejestrację w polskim Rejestrze Kościołów i Związków Wyznaniowych. Co ciekawe, urzędnicy (ci od Boniego) zamiast po prostu dokonać wpisu i potwierdzić to zgrabnym dokumentem z okrągłą pieczęcią, zażądali ekspertyzy(!) od religioznawców z UJ. Ci, usiedli, podumali, pogadali i wysmarowali wieloznaczną niczym objawienia fatimskie opinię, zawierająca m.in. takie stwierdzenie:

Przede wszystkim jednak, musi pojawić się refleksja natury zasadniczej: czy jest możliwe, aby jakaś grupa ludzi w miarę rozsądnych i w miarę wykształconych w sposób poważny traktowała tezę, iż w rzeczywistości istnieje Latający Potwór Spaghetti, który stworzył wszechświat, jest wszechmogący i wszechwiedzący.

Tako rzeczą zacni doktoranci religioznawstwa Banek i Czarnecki. No ja nie wiem, ale ów uczony wywód byłby dla mnie tak samo prawdziwy gdyby zamienić występującą w nim nazwę związku wyznaniowego na Kościół Katolicki! Wiele razy powtarzałem, że niedorzecznym wydaje mi się coby „w miarę rozsądni” i co więcej „wykształceni” ludzie poważnie traktowali judeochrześcijańskie klechdy, które rzymscy katolicy uznają za objawione prawdy…

Rejestracja jest więc na razie „w toku”, ale mam nadzieję że dojdzie do skutku. Wiem zatem kto dostanie moje 0,5%. Szkoda, że nie więcej. Propagowanie boskiej osoby Jego Makaronowatości wydaje mi się o wiele rozsądniejsze niż zapewnianie dolce vita facetom w sukienkach (i nie chodzi tu o posłankę Grodzką).

Flying_Spaghetti_Monster_Icon_by_TestingPointDesign

Donal Tusk: "policzmy głosy..."

Donald Tusk, największy kłamca wśród premierów, zapowiedział właśnie „gruntowne zmiany”. Cały Naród zamarł z wrażenia- któż potrafiłby tak stopniować napięcie jak nie „premier z Gdańska”? Oczywiście ktoś rozsądny mógłby powiedzieć, że jeśli premier postanowił wymienić ministrów, to powinien po prostu powiedzieć wprost: „postanowiłem wymienić ministrów: tego, tamtego i jeszcze tą.” Zamiast tego mamy kolejną próbę odwrócenia uwagi mediów i społeczeństwa od rzeczywistych problemów mieszkańców Polski. Próbę całkowicie nieudaną.

Szczwany manewr Tuska nie wyszedł, bo po prostu wyjść nie mógł. Sytuacja w kraju staje się zdecydowanie zbyt napięta, aby tak tania zagrywka mogła na cokolwiek wpłynąć. Nie zmieni również niczego zapowiedziana niedawno kolejna krucjata Tuskobusem po prowincji. Choć może nie do końca – przewiduję, że jeśli premier rzeczywiście odważy się stanąć twarzą w twarz z umęczonym „ludem”, to może tu i ówdzie zebrać niezłe bęcki…

Jednak zaprawdę wątpię, by nawet fizyczna próba przemówienia do rozsądku zdegenerowanej elicie politycznej RP przyniosła jakikolwiek skutek. Nie przebrzmiała jeszcza aferka z nagrodami dla pomagierów marszałkini Kopacz, kiedy to na wierzch wyszły jeszcze wyższe pieniądze jakie rozdzielił wśród swoich zaufanych ludzi sam nasz umiłowany Prezydent! I doprawdy nie ma co załamywać rąk, ani co głośno biadolić! Ci ludzie inaczej nie potrafią!!! Oni po prostu znają tylko jeden kierunek przepływu kasiorki – do siebie!

I nie ma absolutnie żadnego znaczenia jaka jest aktualna sytuacja budżetu, wysokość bezrobocia, poziom PKB, czy ilość upadłości przedsiębiorstw. Jest jeszcze jakaś kasa – to trzeba ją brać. Póki czas. Bo nie będzie nas, to kasą będzie rządzić „wataha”

Tusk będzie wymieniać ministrów, ogłaszać debilne socjalistyczne programy „aktywizacji bezrobotnych„, albo „gwarancji kredytowych dla małych firm„, zamiast po męsku obniżyć podatki, zliberalizować ubezpieczenia emerytalne i urynkowić opiekę zdrowotną. To wszystko mogłoby jeszcze uratować ten kraj i głowy rządzącej szajki. Ale tak się nie stanie, bo tak naprawdę rządzi nami zgraja Palikotów, tylko nie po wszystkich to widać.

Benedict XVI

Józef Ratzinger przez wielu uznawany jest za ultrakonserwatystę – papieża, który cofnął Kościół Katolicki o kilkadziesiąt lat. Wymazał wiele rewolucyjnych zmian jakie wprowadził jego poprzednik – Karol Wojtyła. Jednym słowem – właściwy człowiek na właściwym miejscu. Wydawałoby się zatem, że ma jasną wizję swojej posługi a jego wiara jest niewzruszona. Aż do dzisiaj.

(…) aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi.

Jeśli sam Papież w dramatycznym wyznaniu mówi nie tylko o tym, że osłabło jego ciało (co może być zrozumiałe, wszak nie należy już do młodzieńców), ale że i ducha w nim już nie starcza, to co mają powiedzieć maluczcy wyznawcy religii katolickiej? Skąd oni mają brać natchnienie, jeśli sam ich pasterz traci wiarę i ogłasza to Urbi et Orbi?

Zaprawdę w ciekawych nam przyszło żyć czasach. Czyżby upadek watykańskiego imperium miał się dokonać na naszych oczach? I to wcześniej niż ktokolwiek mógł przypuszczać?

Tusk 300 Miliardów

Eurosocjaliści, którym szczególne zasługi daje nasz kłamliwy premier (za co go właśnie odznaczono), zjechali się wczoraj aby dokonać podziału łupów. Choć tak naprawdę należało by napisać, że dzielili skórę na niedźwiedziu… Trąbią o tym wszystkie media, jako przekaz dnia podając kwotę jaką Tusk wywalczył w Brukseli. Spektakularny wynik ma zachwycić wszystkich Polaków, oczywiście oprócz Jarosława Kaczyńskiego. Jakoś nikt nie myśli o biednym niedźwiedziu…

A za ów tuskowy „sukces”, zapłacą oczywiście także wszyscy polscy podatnicy. Bo brukselskie Euro nie spadną z nieba, tylko będą pod przymusem odebrane europejskim podatnikom. Po drodze każdy szczebel euro-administracji podkradnie sobie jakiś procencik na koszta własne, a potem łaskawie zezwoli na rozdzielenie tego co zostanie, oczywiście ściśle według reguł które ONI ustalą.

W efekcie 90% kwoty euro-dotacji przeznaczanych jest na projekty absolutnie zbędne, lub jest wydawane nie efektywnie – współfinansowane projekty mają zawyżane koszty po to, żeby wyrwać jak najwięcej pieniędzy z minimalnym wkładem własnym. Najczęściej jednak beneficjenci nie korzystają z dotacji bo są one zbieżne z ich profilem działalności, ale raczej dopasowują swoją działalność do urzędniczych wymogów konkretnego „programu pomocowego”.

Tak „zaprogramowana” Polska gospodarka właśnie dostaje zadyszki. Wiadomo, że jeśli coś się tworzy według wytycznych państowego urzędnika, który nie splamił się nigdy pracą na własny rachunek, to nie może to się skończyć dobrze. Bezrobocie pikuje w górę (najwyższe od 2006 roku), za to dochody Polaków spadają – lub w najlepszym wypadku nie rosną – za to nieustannie rosną ceny. I jedno i drugie to przede wszystkim zasługa rządzącej szajki: nie dość że wciąż podnoszą podatki poprzez podwyżki stawek VAT-u, akcyzy, podnoszenie podatku od pracy (czyli tzw. „składek na ZUS”) likwidację ulg, czy nie waloryzowanie od wielu lat kwoty wolnej od podatku (mamy jedną z najniższych spośród cywilizowanych krajów Świata), to dzięki rządom kolejnych koalicji nieustannie rośnie jedno z największych obciążeń – gigantyczna rzesza urzędników i pracowników tzw. „budżetówki”. Ta wyalienowana kasta nie dość że jest ponadprzeciętnie opłacana, ma szereg zupełnie nieuzasadnionych przywilejów, to przede wszystkim jest szkodliwa. Szkodliwa dla normalnych ludzi próbujących w tym kraju żyć z uczciwej pracy własnego umysłu, albo własnych rąk.

„Wymogi Unii Europejskiej” to doskonała wymówka zarówno na każdą urzędniczą głupotę, jak i na wzrost liczby urzędniczych etatów. Ciekawe o ile wzrosną poziomy jednego i drugiego z okazji nowego, gigantycznego unijnego budżetu do zmarnowania?

Tusk i jego kamraci świętują, bo wydaje im się, że kupili sobie następną kadencję za brukselskie Euro. Jakże się mylą! Ich pewność jest tyle warta, co solidność pośpiesznie budowanych autostrad. Nie potrzeba nawet fotoradarów, żeby ostatecznie wkurzyć Polaków. Mocno w to wierzę.

„Rząd się sam wyżywi” – jak powiedział klasyk. Oby był to rzeczywiście państwowy wikt – w zamkniętym i całodobowo strzeżonym, zakratowanym kurorcie. Tam gdzie jego miejsce.