Jan Antony Vincent (aka „Jacek”) Rostowski mimo iż ukończył kilka zacnych uczelni londyńskich, niezbyt chyba przykładał się do nauki. Nie zapoznał się najwyraźniej z teorią Artura Laffera. Może był akurat chory?

W każdym razie przez jego nieuctwo cierpieć musimy teraz my wszyscy. Pan Rostowski ma bowiem akurat przyjemność być naszym Ministrem Finansów i w porozumieniu z kłamcą Tuskiem i resztą kamratów z rządzącej szajki ustala wysokość podatków. W związku z nadchodzącym kryzysem, zrobili pod koniec ubiegłego roku dokładnie nie to, co zrobić w takiej sytuacji się powinno: podnieśli podatki. Zwłaszcza podatek od towarów i usług (zwany potocznie z angielska VAT).

Jakże szybko ów brak poszanowania dla dorobku amerykańskiego teoretyka ekonomii się zemścił! Mimo podwyżki VAT-u aż o 1 punkt procentowy (czyli o 4,5%), wpływy budżetowe z tego tytułu systematycznie maleją. To, że malały już wcześniej powinno być sygnałem ostrzegawczym: przekroczyliśmy punkt nasycenia krzywej Laffera! Trzeba obniżyć VAT! No, ale Rostowski akurat tego nie wie. Nie douczył się.

To całe nieszczęście ma jedną jasną stronę: jeśli rządzą nami ekonomiczni analfabeci, ludzie dla których jedynym bodźcem jest przemożna chęć bycia u żłobu, a Polacy i polska gospodarka są przez nich właśnie zarzynani na śmierć (co widać gołym okiem), to może lepiej żeby cała sprawa miała swój koniec wcześniej niż później? Dlaczego mamy się dłużej męczyć? Po co dawać im trwać na czele tego naszego polskiego Titanica jeszcze rok, czy dwa?

Dlatego sądzę, że podwyżka podstawowej stawki VAT-u od 1 stycznia 2013 roku  do wysokości 25% może przynieść zdecydowanie dobre skutki. Dla nas oczywiście. Nie dla nich! Oni niech się boją… Rostowski wie o co chodzi, w końcu już dawno sugerował, że każdy kto chce trzymać swój los we własnych rękach powinien „na wszelki wypadek” załatwić sobie i swojej rodzinie Zieloną Kartę w Stanach… To była taka „dobra rada” dla innych, wypowiedziana w przypływie szczerości. On przecież jest wciąż poddanym brytyjskiej Królowej i żadnych wiz do Nowej Ziemi nie potrzebuje.

A teoria Laffera i jego krzywa spowodują, że haracz jaki pobiera Państwo w efekcie będzie co raz mniejszy. Kiedy zabraknie im pieniędzy na przekupywanie tych, czy innych grup społecznych, kiedy skończą się podwyżki dla budżetówki, wtedy skończy się II RP. Oby jak najszybciej.

Olimpiadę mamy już za sobą. Skrupulatni liczą zarobione (albo stracone) funty, ale oglądając zmagania sportowców, a zwłaszcza obie rewelacyjne ceremonie (otwarcia i zamknięcia) nie mam najmniejszych wątpliwości: Brytania jest zaiste WIELKA!

Jakiż inny kraj miałby tyle naturalnego luzu, żeby wydać górę pieniędzy na   coś tak ulotnego jak uroczystości zamykające/otwierające Olimpiadę? Kiedy spojrzę pamięcią w nie tak znowu odległą przeszłość, do dnia kiedy to w Warszawie miało miejsce uroczyste otwarcie Mistrzostw Europy w piłkę kopaną, widzę nic więcej jak zachowawczą siermiężność. Jedyne co byliśmy w stanie zaprezentować Światu, to Chopin (który przecie tak naprawdę był Francuzem!). A co pokazują nam niby to flegmowaci Brytole? Że ich kraj jest WIELKI. Kilkugodzinne show jakie mogliśmy oglądać nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, że Brytania nie ma najmniejszych kompleksów wobec nikogo. To ONI są wspaniali, wielcy, zdolni do wszystkiego i nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa!

http://youtu.be/jiu0lYQIPqE

Za to ich szczerze podziwiam. Że byli odważni, wbrew panoszącej się politycznej poprawności, pokazać swój patriotyzm, wręcz nacjonalizm! Udowodniać, że są inteligentni i twórczy. Wystarczy popatrzeć jacy muzycy pojawili się na ceremonii zamknięcia: Pet Shop Boys, Annie Lennox, Spice Girls, Queen, Muse i wiele innych. Akurat ci mieli ochotę zagrać i zaśpiewać przed największą z możliwych widowni. I to każdy za 1 funta! I dali radę skupić uwagę setek milionów telewidzów przez ponad 3 godziny! A jest to niewielka cząstka pierwszorzędnych gwiazd jakie wydała Brytania. Czy zjednoczone siły największych „gwiazd” Polski byłyby w stanie powtórzyć ten wyczyn? Przypuszczam, że wątpię…

Obie ceremonie obfitowały w dziesiątki niezapomnianych momentów: James Bond, królowa skacząca ze śmigłowca, Kenneth Branagh, Freddie Mercury, Rowan Atkinson, Eric Idle, Mini, London Taxi, Bentley, rewolucja przemysłowa, beatlemania, muzyka pop, moda, wspaniała wielokulturowość… I wszechobecny Union Jack – na pohybel internacjonalistom! Brytania jest wielka!

To widowisko wzbudzało we mnie co chwilę niesamowite uczucia. Tak, Brytania to wielkie imperium, mimo tego że obecnie nie tak wielkie terytorialnie jak kiedyś, ale wciąż jest sercem Europy. Tej Europy do której tęsknimy. Przodującej w innowacjach, sztuce i kulturze. Chwilowo stłamszonej przez straszliwą zarazę brukselskiego euro-sojuza, ale powoli się z niej otrząsającej…

Jak czytamy, ruch anty-eurounijny jest na Wyspach coraz powszechniejszy. Już nawet rządząca partia rozważa opcję wyjścia z Unii, w wypadku nasilania się negatywnych zjawisk w tym gnieździe korupcji i złodziejstwa.

Jakże w Polsce brak takich tradycji, osiągnięć i przede wszystkim: niewzruszonej ciągłości.

Boże chroń Królową!

Postępowa „Gazeta Wyborcza” z zapałem godnym lepszej sprawy broniła dziś jawnego złodziejstwa w majestacie prawa, jakim jest ZUS. A poszło o taką tabelę:

Powyższe zestawienie jest oczywiście całkowicie prawdziwe, jednak ja dodałbym jeszcze jeden, ale za to kluczowy fakt:

„Odkładanie” w ZUS jest bezsensowne choćby z tego powodu, że zamiast zarabiać na swojej inwestycji w fundusz emerytalny, tak naprawdę możesz tylko stracić, bo ZUS nigdy nie wypłaci ci nawet tego co do niego wpłaciłeś, nie mówiąc już od odsetkach od uzbieranego kapitału!

Ale takie banalne prawdy obce są zawsze gotowym służyć rządzącemu reżimowi „dziennikarzom” GW. Wysmarowali w tej sprawie taki oto paszkwil:

W internecie od rana krąży tabelka porównująca… ZUS i Amber Gold jako piramidy finansowe. Według tego zestawienia firma Marcina Plichty nie wypada najgorzej, źle za to wygląda ZUS. – To straszny populizm. Jest jedna podstawowa różnica między tymi instytucjami – tłumaczy szef działu gospodarczego Radia TOK FM, Maciej Głogowski. (…)

Ale jest podstawowa różnica między porównywanymi instytucjami – pieniądze w ZUS są gwarantowane przez Państwo. W Amber Gold – nie.

Choć obie „firmy” obiecują „złote góry”, to w przypadku ZUS (właśnie przez gwarancję państwa) otrzymanie wypłaty jest więcej niż prawdopodobne. Czemu? Bo jak kasy nie starczy, to np. sprzeda się obligacje i (co celnie zauważył jeden z Internautów) podniesie podatki, niestety.

Aha, czyli mam być spokojny, bo nawet jakby coś poszło nie tak (a wszyscy idą, że idzie BARDZO nie tak), to najwyżej „podniesie się podatki”! Taki pikuś. Jakieś tam nic nie znaczące podateczki się podniesie. Więc śpijcie spokojnie, słodkie żuczki, bo pieniążki na wasze emerytury są bezpieczne. Na pewno bardziej bezpieczne niż te ulokowane w Amber Gold. Oczywiście w tej części, którą łaskawe Państwo będzie skłonne ci w kawałkach wypłacać. Jeśli dożyjesz do 67 lat. No chyba, że jednak kasy nie starczy… Ale co tam – najwyżej się podniesie jeszcze raz ten wiek emerytalny. Może tak do 75 lat? W końcu żyje się lepiej, prawda?