Nieuk nieuka kształci

Obrzydzenie bierze, ale czasem mus zareagować kiedy matolstwo polityczno-medialne osiąga dolne poziomy stanów najniższych… Niby powinno kaganek oświaty nieść maluczkim, ale jak mówi stare przysłowie pszczół: „z próżnego i Salomon nie naleje”… A łby u nich musi puste i jałowe niczym stepy astrachańskie na przednówku.

Jest ci u nas w Polszcze urząd, którego nazwa zmieniała się zależnie od poziomu spolitpoprawnienia „elity” rządzącej krajem. Aktualnie nazywa się to to „Pełnomocnik Rządu do Spraw Równego Traktowania”. Nie za bardzo wiadomo o traktowanie kogo przez kogo ma się troszczyć ów urząd a praktyka wskazuje, że raczej zajmuje się pilnowaniem przyznawania nadzwyczajnych (czyli nierównych) praw niektórym grupom w społeczeństwie. Czyli – jak zwykle: burdel na kółkach.

Pani pełnomocnik („pełnomocniczka”?) raczyła niedawno narazić się awangardzie „postępu” w Polsce stwierdzając w telewizyjnym wywiadzie, że „Szkoła katolicka ma prawo odmówić zatrudnienia lesbijki”. Na to podniosło się larum wielkie z lewej strony polskiego grajdołka. SLD natychmiast zażądał dymisji Pełnomocniczki, bo jest „nietolerancyjna”.

Wczoraj swoje trzy grosze dołożył Związek Nauczycielstwa Polskiego. W swoim oświadczeniu pisze między innymi:

Elżbieta Radziszewska, Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, choć nie jest członkiem Rady Ministrów, to jednak jest ważną przedstawicielką administracji rządowej odpowiedzialną za przeciwdziałanie dyskryminacji z powodu płci, pochodzenia etnicznego, religii i przekonań, wieku oraz orientacji seksualnej. Dlatego ZNP za skandaliczną uważa jej wypowiedź w sprawie zatrudniania nauczycieli w szkołach katolickich, łamiącą podstawowe prawa człowieka. Zakaz dyskryminacji jest bowiem jednym z podstawowych praw zagwarantowanych m.in. w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka mówiącej, iż „każdy człowiek ma prawo do pracy, do swobodnego wyboru pracy, do odpowiednich i zadowalających warunków pracy oraz do ochrony przed bezrobociem”.

Pięknie, bardzo politycznie poprawnie, ale niestety niezgodnie z prawem. Otóż zakaz dyskryminacji w miejscu pracy ze względu na orientację seksualną przewiduje wyjątki! Komitet Ministrów Rady Europy przewidział, że mogą zajść sytuacje w których bezdyskusyjne wymuszanie „równości” byłoby zbyt daleko idące. Dlatego zostawił furtkę, która pozwala np. związkom religijnym nie zatrudniać osób jawnie nieprzestrzegających owego związku zasad. W mojej opinii jest to kompletnie bez sensu, bo przyznawanie takich uprawnień jedynie wąskiej grupie jest wysoce niesprawiedliwe. Co by było, gdyby na przykład ogół rodziców dzieci uczęszczających do szkoły podstawowej (państwowej) w jakimś mieście, wyraziło swój sprzeciw wobec pana od WF, który jest zdeklarowanym transwestytą i przychodzi na zajęcia w spódniczce mini i szpilkach? Według obecnie obowiązującego prawa, takiego nauczyciela nie można zwolnić, nie można nie zatrudnić, a wręcz znajduje się on pod nadzwyczajną ochroną! Każdą próbę pozbycia się go ze szkoły może traktować jako dyskryminację ze względu na orientację seksualną. I w świetle obowiązującego prawa będzie mieć rację.

Co gorsza, nawet gdyby rodzice zniesmaczeni widokiem wuefisty postanowili założyć własną, społeczną szkołę podstawową, to w dalszym ciągu nie mogą odmówić panu transwestycie zatrudnienia z powodu jego seksualnej odmienności! A szkoła kościelna może. Kompletny bezsens i kolejny nienależny przywilej.

Czy światli nauczyciele z ZNP protestowali, kiedy trwała agitacja za przystąpieniem do Eurokołchozu? Nie! Wręcz przeciwnie. Zachęcali ile mogli, za oddaniem głosu na ‚Tak”. To teraz zamknąć jadaczki! Kolejny raz stracili dobrą okazję do siedzenia cicho.