To co wyprawiają sobie Ci panowie (i kilka pań) na Wiejskiej w Warszawie już dawno przekroczyło wszelkie granice przyzwoitości. Kłamstwo, złodziejstwo, pijaństwo i po prostu bezczelne chamstwo będą już zawsze określać tą mroczną erę w dziejach Polski, która w tej chwili odgrywa się na naszych oczach. Nie wiemy jak długo ten stan będzie trwać, ale oczywiste jest że czara goryczy zostanie przelana. Czy poleje się wtedy krew? I z czyjej strony (NAS, czy ICH) będzie jej więcej? Przyszłość pokaże.

Póki co, są tacy którzy wierzą w niezawisłe sądy i próbują coś zdziałać na drodze prawnej. Gorące polecam zapoznać się z inicjatywą Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego Jednomandatowe Okręgi Wyborcze i oczywiście apeluję o poparcie!

Władcy Marionetek

Pogląd, że „to nie szata tworzy człowieka” co i raz okazuje się piękną, ale jednak całkowicie błędną ideą. W Ameryce każde dziecko wie, że wystarczy ubrać niebieskie rajtuzy i okryć się czerwoną peleryną, żeby od razu nabrać nadzwyczajnych mocy (być silniejszym od pędzącej lokomotywy dla przykładu). Każdy Polak może zaświadczyć, że „za mundurem panny sznurem„. Wizualne przeobrażenie się to co najmniej połowa sukcesu, jeśli mamy objąć jakieś eksponowane stanowisko, sprawować władzę, czy choćby wyraźnie zaznaczyć kto w pociągu sprawdza bilety, a kto ma je okazywać…

W naszym „normalnym inaczej” kraju wdzianie określonego koloru i kroju ubrania, może oprócz prestiżu dawać także wymierne korzyści finansowe. Bardzo wymierne.

Można pobierać opłaty od ludzi pod pozorem pośrednictwa w kontaktach z Bogiem. Co ciekawe, jednocześnie można głosić iż ów Bóg jest wszechobecny i wszechwiedzący, i tak naprawdę żadni pośrednicy do kontaktów z Nim potrzebni nie są… Ale to tylko jedna i wcale nie ta najważniejsza z niekonsekwencji, mimo której tłuszcza daje się doić (i nieraz jest dzięki temu szczęśliwa).

Ale samo „co łaska” nie wystarcza już widać na dostatnie spędzanie czasu na tym „gorszym” ze Światów… Posiadacze czarnych kiecek z białymi kołnierzykami oprócz pensji szkolnych, dopłat do swoich rozległych posiadłości ziemskich, subwencji na swoje uczelnie, dofinansowań do remontów swoich siedzib, finansowania przez Państwo swoich ubezpieczeń społecznych, zwolnień z rozmaitych opłat (na przykład za koncesje dla swoich nośników propagandy), bezpłatnie otrzymywanych setkach nieruchomości, chcą wciąż więcej i więcej. Pragną żywej gotówki i zdają się nie omijać najmniejszej okazji do jej absorpcji. Jednym z bardziej znanych biznesmenów, sytuującym się w rankingu najbogatszych facetów w sukienkach tuż za niezaprzeczalnym liderem krajowym, czyli Stanisławem Dziwiszem, jest Tadeusz Rydzyk. Osobnik ów niemal do perfekcji opanował czerpanie korzyści ze swojego „targetu”, czyli moherowego katolicyzmu (innego niż „elitarny” target Stanisława Dziwisza). Imperium, którego jest właścicielem Rydzyk nieustannie się rozrasta, umiejętnie korzystając z wszelkich udogodnień jakie nasze nienormalne Państwo oferuje tym, którzy przystąpią do tej specyficznej spółki i wdzieją firmowe szaty. Właśnie dziś ujawniono kolejny biznes plan potentata z Torunia „O.Rydzyk: najpierw kościół, później aquapark”:

Wiosną ruszy budowa potężnego kościoła o. Rydzyka w Toruniu. W planach są już kolejne inwestycje: aquapark z hotelem i spa, hala widowiskowo-sportowa z basenem, nowa redakcja TV Trwam i Radia Maryja oraz … przystań jachtowa.

– Przecież to wszystko będzie kosztować setki milionów złotych – mówię patrząc na plany, które architekci redemptorystów złożyli w toruńskim magistracie.

(…) uczelnia i kościół to tylko część planowanego kompleksu Polonia in Tertio Millennio na terenie 22 ha należącym do redemptorystów. Największym z projektowanych obiektów jest aquapark z hotelem, restauracją i tarasami widokowymi, spa i salami konferencyjnym.

Ten Kato-Disneyland z pewnością stworzy poważną ilość dodatkowych miejsc pracy w Toruniu i okolicach, jednocześnie o wiele skuteczniej pustosząc portfele klientów spółki kościelnej z całego kraju. Może przez to uszczuplić wpływy „rodziny z południa”, jaką jest konkurencyjna spółka mieszcząca się w Częstochowie. W ciągu ostatnich kilkunastu lat zainwestowała ona poważne pieniądze w infrastrukturę gastronomiczno-hotelarską w Częstochowie i z pewnością liczy na spokojne kumulowanie zysków… Oj, czyżby czekała nas wojna gangów zakonów?

A przecież można inaczej! NORMALNIE! W najmniejszym stopniu nie przeszkadzał by mi fakt przebierania się dorosłych facetów w sukienki i wyimaginowane kontakty z istotami o nadprzyrodzonych umiejętnościach, jeśli przy okazji płacili by oni IDENTYCZNE jak każdy inny przedsiębiorca PODATKI. Gdyby każdy ich przychód byłby rejestrowany za pomocą kasy fiskalnej. Gdyby JAK KAŻDA INNA OSOBA PROWADZĄCA W POLSCE DZIAŁALNOŚĆ GOSPODARCZĄ, płacili by oni za siebie NORMALNY ZUS… Ja mogę, fryzjerka może, sklepowa z warzywniaka może – to PAN KSIĄDZ NIE MOŻE??! A czemuż to nie?

NIE STAĆ ICH?

Czy zaprawdę najtrudniej jest wprowadzić rozwiązania najprostsze i najsprawiedliwsze?

Osobiście, kiedy przychodzi mi wyruszyć w nieco dalszą podróż samochodem po polskich drogach, tuż po opuszczeniu rogatek mego rodzinnego miasta czuję się jakbym dostał pięścią w twarz. Ponoć mamy wiek XXI, jesteśmy częścią „Wielkiej Europejskiej Rodziny”, a ja zmuszony jestem walczyć o życie na tej jednej wielkiej improwizacji porównywalnej raczej z szosami azjatyckiej części Rosji, niż niemieckimi Autobahnami…

Za kilkanaście lat obchodzić będziemy stulecie wynalezienia sposobu poruszania się na miarę dwudziestego stulecia: AUTOSTRADY. Najpierw był AVUS, tor wyścigowy, ale jednocześnie poligon badawczy dla producentów samochodów. Teoria, że gdyby jezdnię zrobić szerszą, prostszą i bezkolizyjną można poruszać się szybciej, przyjemniej i bezpieczniej sprawdziła się. Po potwierdzeniu tego oczywistego faktu w praktyce, Niemcy wzięli się do roboty i do dziś wybudowali sobie już ponad 12.000 kilometrów autostrad. Jeszcze przed Drugą Wojną Światową mieli ich 3300 km… Polacy, po dwudziestu latach od kolejnego „odzyskania niepodległości” mogą pochwalić się niespełna ośmiuset kilometramiŻenua, jak powiedział Klasyk.

Za to przodujemy w „bezpieczeństwie”. To znaczy tak usiłują nam wmówić rządzący. Musimy cały rok jeździć z włączonymi światłami (Niemcy nie muszą). Nie ma znaczenia że akurat jest, dajmy na to, środek upalnego dnia w środku lata i chcę wyskoczyć do pobliskiego sklepu wielkopowierzchniowego po piwo. Muszę zapalić światła mijania…

Mamy z pewnością najwięcej na Świecie fotoradarów w przeliczeniu na kilometr autostrady. Rzeczywiście, czuję się zdecydowanie bezpieczniej, kiedy na odcinku 100 km dziurawej, wąskiej, krętej, ekstremalnie zatłoczonej, brudnej i źle oznakowanej drogi krajowej nr 8, mijam kilkanaście fotoradarów. Kilka dni temu pokonując jedno z bardziej ruchliwych skrzyżowań w moim małym mieście, ze zgrozą stwierdziłem, że przejechałem przez nie właściwie w ogóle nie obserwując ruchu pojazdów i pieszych na mijanej przecznicy. Całą moją uwagę w tym kluczowym, trwającym kilka sekund momencie mijania skrzyżowania, skupiły ustawione niemal na nim samym monumentalne trójnogi lokalnej Straży Miejskiej. Jeden z fotoradarem a drugi z gigantyczną, podczerwoną lampą błyskową. Panowie „strażacy” siedzieli sobie spokojnie w zaparkowanym niedaleko radiowozie i obserwowali jak powiększa im się konto w banku. Czy naprawdę musi się wydarzyć jakieś nieszczęście, żeby ci debile choć nieco zmądrzeli?! Krótko mówiąc: bezpiecznie jest, że hej.

No i jak już gdzieś, przypadkiem raczej, wyremontowana zostanie jakaś ulica i można by nią jeździć nieco szybciej, spokojniej, sprawniej jakby, to nie. Zaraz wkraczają odpowiednie, wysoko opłacane mózgi, które wiedzą, że taka prosta wstęga asfaltu bez dziur to po prostu igranie ze śmiercią. No i biorą się do roboty:

Kliknij w obrazek, żeby zobczyć materiał filmowy...

Progi zwalniające już widziałem, ale te szykany niczym z torów F1, a zwłaszcza te śmiercionośne separatory pasów to już szczyt głupoty!

Ale tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Ktoś produkuje te fotoradary, plastikowe słupki i progi, zapory betonowe, czy w końcu ostatni hit na naszych drogach: zegary odliczające czas do zmiany świateł na skrzyżowaniach (podobno rozważa się, żeby wprowadzić je obowiązkowo na WSZYSTKICH skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną). No i ktoś za nie płaci. Zgadnijcie moi mili, kto? No właśnie.

A kto bierze „prowizję” za zakup i instalację np. 5.000 metrów bieżących plastikowego rozdzielacza pasów ruchu dla „szczególnie niebezpiecznej” drogi w tej czy innej gminie w Polsce? Pan Urzędnik. I jest dobrze. Panu Urzędnikowi ma się rozumieć i panu Sprzedawcy rozdzielaczy też. A jakby tak zrobić normalną autostradę, to już jest inwestycja na większą skalę… To już nie chodzi o głupie kilkadziesiąt, czy w porywach kilkaset tysięcy złotych, ale o grube MILIARDY„To już chłopaki ze stolicy biorą swoje prowizje… Tam byle kto z prowincji nic nie zwojuje.” Tak rozumuje lokalny pan Urzędnik i rozgląda się, co by tu jeszcze zamówić na ten „szczególnie niebezpieczny” odcinek lokalnej drogi. Może błyskające światełka?