30 lis 2009, 23:44

Napisał: admin


skomentuj

dodajdo.com

Do przemyśleń w ostatnich godzinach niepodległej Polski

Nasi politycy, wszyscy jak jeden mąż – od lewa (SLD, PSL) do lewa (PO, PiS) – sprzedali za garść paciorków Polskę Socjalistycznemu Związkowi Republik Europejskich. Już za kilkanaście minut wchodzi w życie Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską (w skrócie zwany lizbońskim). Tym samym wszyscy głosujący w ostatnich kilku wyborach na partie zamieszane w jego formalne zatwierdzenie przyłożyli się do de facto utraty niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej. Na razie w kilku kluczowych sprawach (np. polityki zagranicznej, czy tzw. “solidarności energetycznej”), ale “lizbona” umacnia przy okazji niedemokratyczny, wręcz totalitarny sposób sprawowania władzy we “Wspólnocie”. Najwyższą władzę w (teraz już oficjalnie istniejącej) Unii Europejskiej w dalszym ciągu mieć będą kapłani nowego europejskiego zakonu władzy – czyli niewybierani demokratycznie Komisarze. Ale powstało nowe stanowisko “Prezydenta UE” i co więcej – zostało w ekspresowym tempie obsadzone. Funkcję tę pełni pan Herman Van Rompuy. Nie słyszeliście o tym? A słyszeliście kto został stosunkowo niedawno wybrany na prezydenta USA? Tak! Ten Mulat, Barack Hussein Obama. Tego to znacie, a “swojego” prezydenta nie? Może dlatego, że nie został wybrany w powszechnym głosowaniu?

Taka jest Nowa Unia. Zbiurokratyzowana, oparta na niejasnych powiązaniach, niedemokratyczna i dążąca do zmarginalizowania lokalnych rządów w nie wiadomo jakim celu… Czemu ma tak naprawdę służyć? Czy tylko zaspokojeniu ambicji kilku zachodnioeuropejskich polityków? Po co tworzony jest ten moloch, który pożera co raz to więcej naszych pieniędzy w imię budowania zupełnie niepotrzebnego paneuropejskiego superpaństwa? Prawdopodobnie dowiemy się o tym bardzo szybko. Już w kilka godzin po desygnowaniu na stanowisko “Prezydenta”, pan Herman von Rompuy ponoć zapowiedział (według “Daily Mail“), że zamierza zastąpić wszystkie symbole narodowe unijnymi a także chciałby ujednolicenia podatków. Gazeta nazywa go po prostu “fanatycznym federalistą” a tytuł artykułu mu poświęconego to po prostu “człowiek bez ojczyzny“.

Jeśli jeszcze macie jakieś wątpliwości czym jest Unia Wspólnota Europejska, to polecam zapis fragmentu obrad Parlamentu:

Miłych snów. I zapamiętajcie co się Wam przyśni! Podobno to ważne co nam się śni na nowym miejscu. A jutro z pewnością budzimy się w INNYM KRAJU.

29 lis 2009, 22:22

Napisał: admin


3 komentarzy

dodajdo.com

Rozlewisko marketingu

Uwaga, uwaga!

Uroczyście ogłaszam, że tegoroczne mistrzostwo Świata i Okolic w najniższych lotów product placement zdobył aktualny hit TVP, serial “Dom nad rozlewiskiem“.

Dom nad rozlewiskiem

Dzisiejszy (dziewiąty) odcinek to już chyba szczyt reklamowego kiczu. Do kolekcji wcześniej reklamowanych produktów doszły kolejne. W sumie oglądając niby serial, jesteśmy narażeni na obcowanie z “dyskretnymi” spotami reklamującymi m.in.:

  1. Samochody “Suzuki”
  2. Olej “Kujawski”
  3. Produkty kawopodobne “Mokate”
  4. Herbatę “Lloyd”
  5. Zmywarki “Bosch”
  6. Krem przeciwzmarszczkowy “Perfekta”
  7. Komputery “Toshiba”
  8. Bezprzewodowy dostęp do Internetu “iPlus”.

Tyle przychodzi mi do głowy na szybko. Być może coś przeoczyłem. Ale nawet taka lista może być chlubą specjalistów od PP pracujących dla realizatorów tego serialu. Mnie za to nasuwa się takie pytanie: czy TVP wlicza te reklamy do limitu czasowego jakiego jest zobowiązana przestrzegać zgodnie z zapisami w swojej telewizyjnej koncesji?

P.S.

Zauważyłem jeszcze:

  1. Gaz w butlach “Gaspol”
  2. Biżuterię “Apart”.
23 lis 2009, 15:55

Napisał: admin


1 komentarz

dodajdo.com

Skutek ocieplenia: Wajrak traci zimną krew

Psycho Wajrak

Dużurny “ekolog” Gazety Wyborczej, pan Adam Wajrak, zawsze słynął z bezkompromisowego podążania “zieloną” ściężką. Nie miał najmniejszych oporów kiedy trzeba było poprzeć jakąkolwiek “ekologiczną” akcję, nawet gdy w grę wchodziły eko-terrorystyczne metody, na przykład takie jakie stosuje Greenpeace.

Teraz napisał prawdziwie histeryczny artykuł w obronie teorii “globalnego ocieplenia” (Zaufajmy nauce, a nie klimatycznym znachorom):

W polskich mediach w sprawie ocieplenia prym wiodą klimatyczni znachorzy, którzy opierając się na wątpliwej jakości źródłach, plotą brednie o klimacie, mącąc w głowie ludziom i próbując odwieść polityków od kluczowych decyzji. Obawiam się, że jeszcze długo tak będzie, bo łatwiej nam uwierzyć w spiski niż w naukę.

Przeciętny polski widz i czytelnik może się dowiedzieć z mediów, że w sprawie zmian klimatu toczy się jakaś równorzędna dyskusja między naukowcami. Że jest tyle samo argumentów “przeciw”, co “za”. Szczególną karierę robi tu zbitek słów “teoria globalnego ocieplenia” lub “hipoteza o zmianach klimatycznych”.

Teoria i hipoteza czyli coś, co w powszechnym rozumieniu jest mało pewne i niesprawdzone. (…)

Zaufajmy nauce!

Teza, że klimat może się zmieniać pod wpływem uwalnianego do atmosfery węgla, jest wałkowana przez naukowców przynajmniej od lat 60. XX wieku. Jeżeli nazwiemy to religią, to jest to chyba pierwsza religia o tak solidnych podstawach naukowych. Ten problem obracany jest i oglądany ze wszystkich stron i jak na razie nauce wychodzi, że tak właśnie podgrzewamy planetę. Wychodzi to tej samej nauce, której zawdzięczamy Internet i loty w kosmos. Owszem bywa, że się myli, ale innej nauki niż ta oparta na recenzowanych publikacjach nie mamy. Nie mamy lepszego narzędzia poznawczego i nieważne, czy chodzi o raka, HIV, wiewiórki, życie pingwinów czy właśnie zmiany klimatyczne. I ta nauka nam mówi, że ocieplenie zawdzięczamy naszej działalności i że jest to jedno z najpoważniejszych (moim zdaniem najpoważniejsze) wyzwań, przed jakimi stoi ludzkość.

Możemy oczywiście sprawdzać wszystko jeszcze raz i raz jeszcze. Zaczyna to przypominać sytuację człowieka, który od wielu lekarzy dostaje diagnozę, że jest ciężko chory i pora się leczyć. Gna do znachora, który mówi mu, by się nie martwił, bo medycyna się myli i nigdy nie ma stu procentowej pewności. Jak taki człowiek skończy, nietrudno się domyślić. Mamy prosty wybór: albo ufamy nauce, albo klimatycznym znachorom.

I tu następuje prośba o poparcie apelu Greenpeace wzywającego polityków do rozwiązania “problemu globalnego ocieplenia” swoimi metodami…

Nie wiem jak to widzi pan Wajrak, ale w mojej opinii pisanie petycji do środowiska tak skorumpowanego jak politycy z żądaniem JESZCZE WIĘKSZEGO DOJENIA NAS Z PIENIĘDZY pod jakimkolwiek pozorem jest czystym idiotyzmem, a pod tak fałszywym jak walka z “globalnym ociepleniem” to już po prostu szczyt wszelkiej głupoty.

Po epitetach czas na argumenty:

  • Współczesna nauka może jedynie bardzo zgrubnie szacować zmiany klimatu a wszelkie kategoryczne sądy o średnim poziomie temperatur na Ziemi sięgające dalej niż najstarsze dokładne pomiary przeprowadzane przez człowieka (czyli od XVIII wieku) to czysta spekulacja.
  • Odwierty na Antarktydzie mogą świadczyć o historii zawartości CO2 w powietrzu na Antarktydzie. Ale nijak się mają np. do Europy, czy dla przykładu Tasmanii! Poza tym, nikt nie jest w stanie potwierdzić jak wpływa czas (całe epoki – setki tysięcy lat) na CO2 zawarty w lodzie. Po prostu nasze badania obejmują zaledwie kilkadziesiąt lat i nie mamy najmniejszych szans doświadczalnie sprawdzić, czy poszczególne skladniki atmosfery uwięzione w lodzie pozostają w zupełnie niezmienionym stanie przez tak długi czas jak chcieli by tego zwolennicy “globalnego ocieplenia”.
  • CO2 jest zaledwie jednym z tzw. “gazów cieplarnianych”, ale wcale nie najpowszechniejszym. W atmosferze najwięcej jest nie dwutlenku węgla a monotlenku diwodoru. Według różnych szacunków stanowi on od 70 do 95% gazów powodujących “efekt cieplarnianych” (CO2 zaledwie kilka procent). Dlaczego “Obrońcy Ziemi” nie prowadzą żadnych działań przeciwko tej substancji? Może dlatego że to po prostu woda (ściślej: para wodna) i trudno było by czymkolwiek uzasadnić próby ograniczenia jej emisji… No i zupełnie tak samo jak w przypadku niedobrego CO2, przeważająca większość pary wodnej emitowanej do atmosfery ma swoje naturalne źródło: odwiecznie zachodzące na Ziemi procesy.

Swój elaborat szanowny pan Adam Wajrak napisał z pozycji osoby światłej, znającej materię w której się wypowiada, wręcz eksperta. Za takiego uchodzi. Cóż… Mam zasadniczo odmienne zdanie na ten temat. Oglądałem ostatnio autorską audycję telewizyjną pana “Ekologa”, w którym próbował pokazać Pluszcze. No, Cejrowski to z niego nie będzie… W każdym razie dotychczas w mediach (tzn. w “Gazecie Wyborczej”) wykreowano wokół jego osoby aurę wysokiej klasy fachowca od Natury w ogóle, a źle rozumianej Ekologii w szczególności. Mnie to wygląda on raczej na “eksperta” klasy tych z Greenpeace.

Nie sądze, żeby Adam Wajrak był wprost na usługach tych którzy wzbogacają się na tej całej ociepleniowej hucpie. Sprawia raczej wrażenie kolejnego “pożytecznego idioty“. Ale my przypomnijmy sobie nie tak odległą w czasie aferę z “dziurą ozonową” i zabójczym freonem (CFC). Była ona prototypem obecnej walki z CO2. Potężny koncern Du Pont był właścicielem patentów na produkcję tego najpopularniejszego gazu służącego do napełniania urządzeń chłodniczych i wszelkiego rodzaju rozpylaczy. Jednak każdy patent musi w końcu wygasnąć i pozycja monopolisty mogła ulec zachwianiu. Właśnie taki moment się zbliżał. Wymyślono więc nowy gaz zastępujący CFC i wmówiono opinii publicznej (i co ważniejsze – politykom), że freon ze starego gazu niszczy ochronną warstwę ozonową wokół naszej planety. Cały numer poszedł jak z płatka i dziś Du Pont w dalszym ciągu jest monopolistą na rynku tego rodzaju gazów, z tym że z nowym, “bezpiecznym” produktem.

Z czasem okazało się, że warstwa ozonu raz jest większa a raz mniejsza ot tak, bez powodu a poza tym wcale nie jest pewne, że chroni naszą Ziemię przed czymkolwiek. Co z tego? Konwersja na technologię bezfreonową już się zakończyła a rządom głupio było przyznawać się przed swoimi wyborcami, że dali się nabić w butelkę. Czy muszę palcem wskazywać podobieństwa afery freonowej (CFC) z aferą karbonową (CO2)?

Nie bądźcie Wajrakami.

20 lis 2009, 23:14

Napisał: admin


skomentuj

dodajdo.com
11 lis 2009, 2:04

Napisał: admin


skomentuj

dodajdo.com

Kult jednostki na 11 listopada

461px-Coat_of_arms_of_Poland2_1919-1927.svgPolska odzyskała niepodległość 91 lat temu. To najpiękniejszy moment w naszej najnowszej historii. Coś czym powinniśmy się szczycić i ku przestrodze, że niepodległość się ma ale i można ją stracić, wbijać młodym do głów. Wszystko jasne – oprócz samego Święta.

Polska nie odrodziła się 11 listopada 1918 roku, a z górką miesiąc wcześniej. Chronologia wydarzeń była taka (za Wikipedią):

00000754

Jak widać, ogłoszenie odrodzenia się Polski przez legalny organ polskiej władzy miało miejsce 7 października 1918 roku. Wobec braku możliwości utrzymania owej władzy i w celu zapobieżenia wybuchu chaosu, Rada Regencyjna przekazała ową władzę “mniejszemu złu” (w stosunku do socjalistycznego Rządu Ludowego Ignacego Daszyńskiego), czyli dysponującemu jedyną realną siłą militarną, Józefowi Piłsudskiemu. Ten władzę utrzymał silną ręką i wkrótce dzięki sprawnym podbojom znacznie powiększył wielkość Rzeczpospolitej. Chwała Mu za to.

Święto 11 Listopada ustanowiono ustawą z 1937 roku, na fali wciąż silnego kultu Marszałka i ku Jego czci. Nazywanie jednak akurat tej daty “dniem odzyskania niepodległości” wydaje się dziś błędem i zamazywaniem historii. Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu: Królestwo Polskie po 123 latach rozbiorów wybiło się na niepodległość 7 października 1918 roku.

Teraz pilnujmy, żeby Rzeczpospolita pozostała Niepodległą. Obecnie rządzącym na tym zdaje się za bardzo nie zależy…

Triumf wolności

Firma Apple niedawno ogłosiła, że w jej sklepie z aplikacjami dla iPhonów i iPodów jest już dostępne ponad 100.000 programów. Jest to prawdopodobnie najpotężniejszy sklep z oprogramowaniem na Świecie a z pewnością największy z tych przeznaczonych na urządzenia przenośne. A dziś okazało się, że również najbardziej liberalny. Można w nim zupełnie legalnie zakupić (także w Polsce) elektroniczną wersję manifestu politycznego totalitarnego socjalisty Adolfa Hiltera: “Mein Kampf”:

Mein Kampf w iTunes App Store

Jak widać jest to wersja hiszpańsko języczna ale oprócz samego faktu zamieszczenia takiego dzieła w znanym z niejasnych zasad akceptowania programów do dystrybucji App Store, zadziwiające dla Europejczyka jest, że zezwolono na “propagandę symboliki nazistowskiej” w postaci ikony programu przedstawiającej po prostu odznakę członka Narodowo-Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej z wielką nazistowską swastyką w centrum… Takie coś nie przeszło by w żadnym z “miłujących wolność” krajów Związku Socjalistycznych Republik Europejskich. Zaraz poleciały by gromy ze środowisk zbliżonych do “Gazety Wyborczej”, która rozkręciła by po raz kolejny kampanię przeciwko wolności słowa.

No chyba, że chodziło by o “Dzieła” Lenina a ikona programu przedstawiała by “niegroźny”, wręcz swojski symbol zbudowany ze skrzyżowanych: ludowego sierpa i robotniczego młota.

3 lis 2009, 19:52

Napisał: admin


2 komentarzy

dodajdo.com

Zło w pigułce

Kolejny raz jest szansa na to, żeby z lenistwa pseudo-liberalnego rządu Donalda Tuska wynikła jakaś korzyść. Najpierw Polska zabłysła, kiedy koalicja ociągała się z wprowadzaniem jakichkolwiek nadzwyczajnych akcji antykryzysowych a teraz mamy okazję oszczędzić nieco grosza i (co ważniejsze) zdrowie najsłabszych przedstawicieli populacji, jeśli nasz kraj nie pójdzie w ślady większości rządów europejskich, które wrzuciły grube miliardy Euro do wielkiego wora na pieniądze szwajcarskiego koncernu Roche, producenta szczepionki antygrypowej Tamiflu. Specyfik ten ma być remedium na chorobę roku, jaką “niezależne” media okrzyknęły w sezonie 2009/2010 “nową grypę” A/H1N1. Z tym że nie jest.

Szczepionka

Mój znajomy lekarz, kiedy zapytałem go o to czy się szczepić czy nie, odparł krótko: “jak pan chce – ale ja się nigdy na grypę nie szczepiłem, jestem narażony na wszelkie choróbska Świata i jakoś nie choruję”. Można powiedzieć, że takie ciągłe narażanie się powoduje wzmocnienie systemu immunologicznego przemiłego pana doktora, ale my zwykli śmiertelnicy nie mamy tak odpornych organizmów i może jednak powinniśmy skorzystać z farmakologii? To brzmi rozsądnie, ale twarde fakty przemawiają jednak raczej za powstrzymaniem się od przyjęcia szczepionki:

  1. Na grypę choruje corocznie miliony ludzi, z tego kilkadziesiąt tysięcy umiera na pogrypowe powikłania. Ale z ostatnich raportów wynika, że tegoroczna grypa jest ŁAGODNIEJSZA niż poprzednie! Z kilkudziesięciu tysięcy zdiagnozowanych zachorowań w Europie, stwierdzono jedynie kilkadziesiąt przypadków zgonów.
  2. Masowe szczepienia – niezależnie od rodzaju szczepionki, zwłaszcza tzw. “grup ryzyka”, czyli osób starszych i najmłodszych dzieci, nie jest obojętne dla organizmów szczepionych. Mimo tego, że szczepionki na grypę w przeważającej większości powodują uodpornienie na chorobę (lub jej łagodniejszy przebieg), to w policzalnym procencie przypadków (wcale nie małym), powodują jednocześnie powikłania poszczepienne! Należy się w tym momencie zastanowić – czy warto wydawać górę pieniędzy na masowe szczepienia przeciwko grypie, która jak się okazuje nie jest wcale taka groźna i gros osób na nią chorujących sama sobie z nią radzi, a przy okazji narażać się na konieczność walki z powikłaniami poszczepiennymi? W efekcie skumulowana liczba ofiar może być wyższa, niż była by bez masowych (przymusowych!) szczepień.
  3. Nie istnieje jeszcze sprawdzona szczepionka na tzw. “nową grypę”. Te które są oferowane nie przeszły jeszcze wszelkich testów klinicznych. Jak wcześniej napisałem, Tamiflu nie jest skuteczne na nowego wirusa. Polska wysłała ostatnio duży zapas tego specyfiku do ogarniętej epidemią paniki (bo nie można napisać, że faktyczną epidemią grypy) Ukrainy, ale skutek jego użycia (zwłaszcza teraz, kiedy ilość zachorowań już osiąga najwyższy poziom) może być jedynie psychologiczny.

Polityka chowania głowy w piasek, którą stosuje rząd pana Donalda Tuska może nam wyjść na zdrowie. Tylko dlaczego nie stosuje jej on np. w sferze podatkowej?

2 lis 2009, 22:21

Napisał: admin


skomentuj

dodajdo.com

Prawda prosto w twarz politruka z PO

O tym, że PO to PZPR XXI wieku, wie każdy czytelnik moich wypocin. Nie wiedzą o tym (lub nie chcą się do tego przyznać) niestety, wyborcy! No i oczywiście fakt ten starają się jak mogą negować sami PeOwiacy… Ale czasem nadarzy się okazja powiedzieć im to prosto w te zakłamane gęby:

Jeszcze trochę, drodzy towarzysze. Społeczeństwo wam podziękuję za waszą “niemoc”. Dostaniecie takiego kopa w dupę w kolejnych wyborach, że się pochowacie po kątach.