Archiwum dla 1 września 2009

Skała, czyli klapa.

Mamy w Polsce urodzaj na śpiewające kobiety. Dziesiątki gwiazd i gwiazdeczek pojawia się i znika ale całkiem spora grupa to diwy będące diamentami w tym morzu błyszczących szkiełek. One zostawiają trwały ślad – piękne piosenki które przechodzą do kanonu. Z pewnością jedną z nich była Kayah. Ale wczoraj wydała swoją kolejną płytę, zatytułowaną: „Skała„. No i po Kaśce. Skończyła się definitywnie.

Skała” to album tworzony przez bardzo długi czas. Jego premiera była wciąż przesuwana, ale nie słychać tej nadzwyczajnej pracy dojrzałej artystki, dysponującej odpowiednimi środkami, gronem profesjonalnych współpracowników i (zwłaszcza) ogromnym doświadczeniem. Płyta nie będzie zaskoczeniem dla kogoś, kto (jak ja) obserwuje karierę Katarzyny Szczot od momentu „Córeczko, wolała bym żebyś była chłopcem”, bo Kayah od zawsze ciągnęło do takiego niezobowiązujące plumkania, jakie zaprezentowała na tej płycie. Ale takie granie jest dobre na jam session wśród przyjaciół, a nie na kolejną po dłuższej przerwie produkcję mainstreamowej piosenkarki pop! Płyta jest senna, bez żadnych wyszukanych aranżacji, bez pomysłów na zaskoczenie słuchacza. Najciekawsze momenty płyty to nawiązujące wprost do albumu „Kamień” z 1995 roku piosenki „Dla mnie to skarb” (duet z kimś brzmiącym jak Piasek – niestety w albumie nie ma ani słowa o tym kto tu śpiewa), „Ocean spokojny już” i piosenka „Jak skała” (która zaczyna się tak naprawdę dopiero po drugiej minucie i sądzę, że wybranie tego utworu na pierwszy „singiel” to ewidentny strzał w stopę – tego nikt nie będzie puszczać w radio). Poza tym, głównym grzechem „Skały” to w mojej opinii brak osoby z pomysłem, która pokierowała by nagraniami, aranżacją i zgraniem całości. W książeczce dołączonej do płyty jako producenci wymienieni są Krzysztof Pszona, Kayah i Andrzej Smolik. Wygląda na to, że te trzy osoby nie potrafiły znaleźć przez dwa lata produkcji jakiejś wspólnej podstawy, wokół której można by zbudować kompletny i spójny utwór jakim jest album popowy. Zamiast tego powstała płyta, którą można streścić jednym zdaniem: „Skała” to remake „Kamienia”, tylko z prostszym, bardziej akustycznym brzmieniem. Czy na to czekają fani Kayah A.D. 2009??

Tak naprawdę, to w „Skale” najbardziej podoba mi się ZDJĘCIE na wewnętrznej obwolucie albumu:

kayah

Może zamiast CD z muzyką, Kayah powinna wydać album z fotografiami? Ja z pewnością zapłacił bym te kilkadziesiąt złotych na dobrej jakości wydawnictwo prezentujące wyłącznie piękne fotosy Kasi. No, ale ci którzy mnie znają wiedzą, że ze mnie niezły fetyszysta…

P.S.

Obrazu rozpaczy i nieprofesjonalizmu dopełnia oficjalna strona internetowa Kayah.pl:

kayah

Promocja albumu najważniejszego wykonawcy wytwórni Kayax to jedna, statyczna strona (zrobiona w znakomitym, ale jednak DOMOWYM edytorze wizualnym iWeb), z kilkoma maleńkimi fotkami i nie działającym filmikiem…  Żenada.

Odrażający, brudni, źli

NiesiolowskiNie mam szczęścia do marszałków. Wczoraj naraził mi się Marszałek Sejmu, dziś Vice-Marszałek. Pan Stefan Niesiołowski to pokraczne indywiduum polskiej polityki o życiorysie pełnym zaskakujących zwrotów. Niegdyś bezkompromisowy bojownik o Wolną Polskę, później zajadły propagator przekształcenia Polski w państwo wyznaniowe (i jednocześnie zdecydowany przeciwnik Unii Europejskiej), a dziś prominentny działacz PO. Pan poseł sprawia wrażenie osoby cierpiącej na szereg zaburzeń emocjonalnych, notorycznie nadużywającej określeń w stylu „haniebny”, „ohydny”, „podły”.

Dziś pan Marszałek dopuścił się rzeczy haniebnej, ohydnej i jednoznacznie podłej. W imię partykularnych interesów partyjnych próbuje bagatelizować zbrodnię popełnioną na narodzie polskim przez Związek Radziecki (Dziennik.pl):

(…)
PiS mówi, że zależy mu przede wszystkim na tym, by w uchwale nazwać Katyń ludobójstwem, a pan ponoć się na to nie godzi. Dlaczego?
Nie ma na to zgody pozostałych klubów. Ale ja się na to też nie mogę zgodzić.
Dlaczego?
Bo to jest nieprawda.
To nie było ludobójstwo?
Nie. To była zbrodnia wojenna. Ludobójstwo to jest zagłada narodu. W historii do tej pory były dwa ludobójstwa: Holokaust i wielki głód na Ukrainie. Katyń to było coś innego. Polscy oficerowie odmówili współpracy z komunistami i zostali zamordowani. Ci, którzy na nią poszli, przeżyli, jak Berling. Poza tym przyjęcie takiego stanowiska miałoby bardzo poważne konsekwencje polityczne.

Otóż pan Marszałek Sejmu RP jest w błędzie. Zbrodnia Katyńska to jeden z ewidentnych przykładów ludobójstwa. Za Wikipedią:

Za ludobójstwo jest w Polsce prawnie uznawana oprócz zbrodni hitlerowskich określonych w wyroku Trybunału w Norymberdze – zbrodnia katyńska (stanowisko prokuratury i Instytutu Pamięci Narodowej, potwierdzone wnioskiem prokuratury ZSRR do Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze z 1946, zarzucającym zbrodnię katyńską Niemcom z prawną kwalifikacją zbrodni ludobójstwa).

I jestem przekonany, że nie tylko historyk, ale nawet polski entomolog powinien co do tego nie mieć wątpliwości.

Niesiołowski to jedna z twarzy PO – partii władzy skoncentrowanej nie na haśle „aby Polska rosła w siłę a ludzie żyli dostatniej„, a raczej jak zwykle – „zdrowie wasze w gardła nasze„, czy „rząd się sam wyżywi„. Czy jest jakaś granica łajdactwa, którą muszą przekroczyć rządzący, żeby suweren (czyli tzw. „lud”) w słusznym zrywie ich obalił i wprowadził nową wartość? A czy jest taka brama, przez która nie przejdzie osioł wyładowany złotem? Dziś za złoto wystarczą igrzyska w telewizji. „Taniec z gwiazdami”, albo „M-jak Miłość” i suweren siedzi cicho. Co tam jakiś Niesiołowski…

Walka klasowa trwa

Komorowski z SLD

Marszałek Sejmu RP, szanowny pan Bronisław Komorowski (PO), to mistrz polityki. Prawdziwy Mistrz! Pierwszej klasy ekspert od nicowania każdej prawdy tak, żeby pasowała do Jego obrazu, Jego wersji rzeczywistości. Zwłaszcza podczas kolejnych kampanii wyborczych pan Komorowski wznosi się na wyżyny swoich umiejętności wmawiania wyborcom że czarne jest białe i na odwrót… Po wyborach jest jeszcze gorzej. Marszałek z racji pełnionego urzędu jest wszędzie i potrafi się wypowiadać na każdy temat. Zdania wypadające potokiem z jego ust są równie gładkie jak pozbawione treści. A także przeważnie wprowadzające słuchaczy w błąd. Przeważnie.

Dziś pan Bronisław próbował swoje „mądrosci” w Polskim Radio. Zapewne w ramach akcji zadymiania wczorajszego skandalu z mianowanym przez premiera Tuska (i nawet przedstawionym przez niego do odznaczenia) prezesem ZUS, podejrzewanym o korupcję na dużą skalę. Marszałka boli i dał tego wyraz, że PiS i SLD zwarły szyki w celu ratowania wpływów w państwowej telewizji (zwanej nie wiedzieć czemu „publiczną”) (Polskie Radio):

Lewica i skrajna prawica zawarły sojusz – mówił w „Sygnałach Dnia” marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Jako przykład podał prace nad ustawą medialną i obsadzenie przez PiS i SLD rad nadzorczych mediów publicznych. Marszałek powiedział, że wie o szerszej współpracy dawnych wrogów, ale nie chciał podać żadnych szczegółów. „Mamy do czynienia z lekko pudrowanym sojuszem, który wkrótce przekształci się w jawna współpracę” – mówił Bronisław komorowski w radiowej Jedynce.

W całym tym steku mało ważnych faktów razi mnie jedno ohydne przeinaczenie. W swoim nieustannym pędzie do zakłamywania rzeczywistości pan Bronisław przezywa „Prawo i Sprawiedliwość” partią PRAWICOWĄ. Co gorsza – „SKRAJNIE PRAWICOWĄ”! Nie mam pojęcia co nasz zacny marszałek ma zamiar osiągnąć tą słowną zabawą, chyba jedynie to, że „skrajna prawica” budzi w Polsce (i wszędzie gdzie polityczna poprawność święci triumfy) wyłącznie ZŁE skojarzenia. Z pewnością jest to jasna deklaracja, że PO nie jest partią prawicową (a „skrajnie prawicową” w szczególności). To dobrze. Należy docenić kiedy przeciwnik jednoznacznie umiejscawia się na scenie politycznej. PO to partia o liberalnej powierzchowności i socjalistyczno-etatystyczna w działaniu. Do prawicy im daleko tak samo jak PSL. Za to powtarzam i powtarzać będę – PiS żadną „Prawicą” (nawet umiarkowaną) nie jest, nie był i zapewne nigdy nie będzie! To partia narodowo-socjalistyczna! Poglądy jej przywódców są przez nich jasno przedstawiane i nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości!

Oczywiście pan Komorowski doskonale sobie z tego zdaje sprawę, ale co szkodzi namieszać w głowie maluczkim?

Nie dajcie się.

Towarzysz Kaczyński

Kadencja Lecha Kaczyńskiego potrwa jeszcze aż:

Niestety.

Podczas niedawnej wizyty premiera Federacji Rosyjskiej, Włodzimierza Putina, nasz prezydent dał serię dowodów na kompletny brak zdolności dyplomatycznych. Jego brat mu dzielnie wtórował. Odnoszę wrażenie, że LechKaczyński po prostu bardzo chciał błysnąć czymkolwiek, żeby wyjść z cienia w jakim niewątpliwie się znalazł przez swój brak komunikatywności i napuszone wypowiedzi. No i wyszło jak zwykle. Jedyne co Kaczyńskim wychodzi z ust niemal samoczynnie, to bezpardonowe ataki. Na kogokolwiek kto się nawinie. 1 września postawili poprzeczkę wysoko: oberwało się Putinowi. Skompromitowali się w moim odczuciu ostatecznie.

Za to Donald Tusk brylował przed kamerami i wykorzystał maksymalnie szansę jaką dała mu okazja do pokazania się w towarzystwie szefa jednego ze światowych mocarstw.

Ale wróćmy do braci nikczemnej postury. Prezydent brnie fatalnie dalej i dał dziś tego popis wśród górników (gazeta.pl):

Prezydent Lech Kaczyński jest przekonany, że dziedziny strategiczne – takie jak górnictwo i energetyka – muszą pozostać pod kontrolą państwa. Jak mówił w czwartek podczas uroczystości w 29. rocznicę podpisania porozumienia w Jastrzębiu Zdroju, „nie oddaje się pereł w koronie”.

„Ci, którzy sądzą, że Polska może funkcjonować bez jedynego surowca energetycznego, którego ma pod dostatkiem, czyli węgla, mylą się bardzo. Ci, którzy sądzą, że dobrze by było kopalnie prywatyzować, też mylą się bardzo” – powiedział L. Kaczyński. (…)

Już wcześniej było wiadome, że Lech to „ten bardziej na lewo” z Kaczyńskich, ale tak wyraźnej deklaracji za socjalistyczną, scentralizowaną gospodarką z jego ust jeszcze nie słyszałem. Oczywiście nie raz zdarzało się panu Kaczyńskiemu wypowiadać różne lewicowe brednie, na przykład wtedy kiedy wychwalał niesprawiedliwy, progresywny podatek dochodowy, ale ta deklaracja stawia go w jednym rzędzie z takimi światowymi przywódcami jak Hugo Chavez, czy Fidel Castro.

Na 1 września

sz7tp

70 lat temu po raz kolejny politycy postanowili rozwiązać międzynarodowe spory w sposób naturalny dla swoich czasów – poprzez wojnę.

Plan był prosty: dwa totalitarne kraje ustaliły, że zniszczą odrodzoną Rzeczpospolitą. Prawie im się udało. Tamta tragedia do dziś odbija się nam czkawką i na nic się zdadzą zaklęcia współczesnych, pożal się Boże, „polityków” o ciągłości… Tamtej Polski już nie ma i nigdy nie będzie. Nie ma, bo została zabita. Bo kiedy zabija się elitę narodu, to naród z czasem chamieje. A elitę Drugiej Rzeczpospolitej stanowili zabici przez rosyjskich barbarzyńców w Katyniu oficerowie Wojska Polskiego, profesorowie i nauczyciele mordowani przez Niemców w okupowanej Polsce, polscy przedsiębiorcy wyznania mojżeszowego planowo eksterminowani na terenie wszystkich podbitych zakątków RP, czy w końcu setki tysięcy urzędników państwowych (kiedyś taki tytuł coś oznaczał), lekarzy, prawników albo artystów, których wojenna zawierucha wygoniła z Ojczyzny i nigdy już do niej nie powrócili.

To jest największa strata Drugiej Wojny Światowej. Nie zburzone mury, zniszczone mosty czy spalone wioski! Nawet zrównana z ziemią Warszawa podniosła się do jako takiej świetności w „warszawskim” tempie. Ale co z tego, skoro wypełnili ją INNI ludzie. Bo natura nie znosi próżni. A kiedy brak zdrowej tkanki, zapycha dziury czym popadnie. „Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera” – takie powiedzenie było popularne w owym strasznym półwieczu, kiedy rządzili nami politycy przywiezieni w workach po kartoflach z Moskwy (teraz rządzą ich dzieci i wnuki, zatwierdzeni przez Brukselę…). Bardzo szybko w PRL-u zniknął jakikolwiek prestiż który kiedyś był klejnotem osób pełniących funkcje publiczne. Nie mogło zostać zachowane coś, czego nowa „elita” nie pojmowała a nawet pojąć nie chciała! A skutki są widoczne gołym okiem. Wystarczy się rozjrzeć.

Dlatego uważam, że Polska jest największą ofiarą II Wojny. Mimo tego, że polski żołnierz wykazał się nadzwyczajnym męstwem w Kampanii Wrześniowej (nie to co tchórzliwe armie Czechosłowacji, czy Francji), to zostaliśmy bezczelnie zdradzeni przez praktycznie wszystkich, bez wyjątku, „sojuszników”: Francję i Wielką Brytanię, Związek Radziecki a także Stany Zjednoczone, które w imię swoich własnych interesów bez najmniejszych skrupułów wepchnęły nas w szpony Stalina.

Ale jestem ostatnim, który będzie się żalić. Powyższe to jedynie krótkie podsumowanie faktów, żeby nie zdarzyła się taka sytuacja, że za rok lub dwa, przy okazji kolejnej rocznicy, nasi (?) politycy będą przepraszać za rozpętanie światowego konfliktu. O wiele ważniejsze dla nas jest to, żeby w końcu powstać z kolan. Przestać wyliczać rany (czego wybitnym przykładem jest idiotyczne porównywanie polskich strat do „holocaustu” przez aktualnego Prezydenta RP) i stworzyć Nową Polskę. Silną jak za najlepszych czasów (niekoniecznie tych z dwudziestolecia międzywojennego). Silną zarówno zbrojnie, gospodarczo jak i intelektualnie.

Tego nie da się zrobić pod panowaniem obecnie nami rządzących. Oni organicznie nie są zdolni do rzeczy wielkich. Potrafią jedynie kręcić małe interesy na swoją (małą) skalę.

Zmieńcie głos. To tak niewiele.