Archiwum dla 5 lipca 2009

Faszyzm to za mało

Unia Europejska to piękna idea. Była. Kiedyś.

Nazi UE

Teraz wszystkie bez wyjątku posady urzędnicze w organach powstającej w bólach Wspólnej Europy zajmują krypto faszyści, marzący jedynie o jak największej władzy i jak największym podporządkowaniu sobie Europejczyków. Przynajmniej tak to ostatnio wygląda…

Wiadomości Onet.pl:

Komisja Europejska zarekomendowała w środę państwom Unii Europejskiej zaszczepienie przeciwko sezonowej grypie 75 procent populacji w wieku powyżej 65 lat. Zasady te powinny być wprowadzone w danym kraju najpóźniej do zimy na przełomie lat 2014/2015. Do tego czasu osoby w wieku ponad 65 lat stanowić będą jedną czwartą unijnego społeczeństwa.

Gazeta.pl:

W Unii Europejskiej powikłania po zwykłej grypie powodują śmierć 40-200 tysięcy osób rocznie. Grypa dotyka częściej osoby starsze, które mają większe problemy ze zdrowiem, powodując komplikacje, takie jak na przykład zapalenie płuc.
Według Komisji Europejskiej, szczepienia są optymalnym rozwiązaniem ograniczającym skutki grypy.

Postępy we wprowadzaniu euro-postępu powodują, że proste porównywanie UE do III Rzeszy to w mojej opinii zbytnie uproszczenie. Tu powstaje coś bardziej wszechobecnego, twór niczym z utopijnych dzieł najlepszych autorów fantastyki ubiegłego wieku. Kilkadziesiąt lat temu tylko o tym czytaliśmy. Dziś to się dzieje. Unia dba, Unia daje, Unia wspomaga, Unia popiera, Unia zarządza, Unia nakazuje, Unia zabrania… Unia wie lepiej. Czy rzeczywiście?

Model wprowadzany w życie przez unijnych urzędników to twórcze rozwinięcie totalitaryzmu Hitlera. Ingerować w każdą dziedzinę ludzkiego życia. Od narodzin, przez wychowanie, aktywność zawodową, nie lekceważąc czasu odpoczynku. Gdyby jeszcze euro komisarzom przyświecały godne poparcia cele. Gdyby szanowali wolność jednostki, byli gotowi współdziałać z ludźmi reprezentującymi różne poglądy, różne sposoby na gospodarkę, to może i mogło by to dać dobre efekty. Ale obecni władcy Unii Europejskiej wywodzą się praktycznie bez wyjątków z pokolenia „dzieci-kwiatów”, czerwonych rewolucjonistów przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Polska „komisarka” (Danuta Huebner), nie miała szansy uczestniczyć w „festiwalu wolności” jaki miał miejsce na Zachodzie w 1968 roku, za to pochodzi z rodziny o silnych tradycjach SB-eckich i w młodości była po prostu członkinią PZPR… Tacy ludzie nami dziś rządzą. I wprowadzają neofaszyzm.

Choć podkreślam – dokonania towarzysza Adolfa Hitlera były być może bardziej spektakularne niż mozolna robota ich pogrobowców z Brukseli, ale jak wiadomo najlepiej uczymy się na cudzych błędach – eurotowarzysze mają plan, który (według nich) nie zawali się jak prowizorka wodza 1000-letniej Rzeszy. Nazywanie ich po prostu faszystami to jakby nazywać Ala Capone „kieszonkowcem”. Tutaj potrzeba szerszych, nowych określeń. Nowej definicji. Mamy do czynienia z czymś wielkim. Wszechogarniającym. I oby zawaliło się jak najszybciej od zbyt wielkiego apetytu. Niech ten lewiatan XXI wieku zakończy swój sromotny żywot, albo przekształci się w pięknego motyla. Jeszcze jest na to szansa.

Ale oczywiście: żeby tak się stało, musicie zmienić swój głos!

(Czerwony) jad z głośnika

Lubię radio. Takie prawdziwe, w którym nadają zróżnicowaną muzykę (bo nie ma nic gorszego niż skrajnie sformatowane RadioZET – nadające tygodniami 10 tych samych hitów), gdzie jest miejsce i na publicystykę, na reportaż i na radiowy teatr… Jak widać, jestem słuchaczem Polskiego Radia (tego państwowego). Sporadycznie zdarza mi się przestrajać odbiornik na inne stacje niż „Jedynka” albo „Trójka”. To tak na początek, żeby podkreślić, że lubię radio.

Polskie Radio

A kilka dni temu zespół „Programu Drugiego” Polskiego Radia postanowił zaprotestować. W sposób dosyć spektakularny – przez całą dobę zamiast zwykłej ramówki słuchacze mogą odbierać jedynie ptasie trele… Ma to być aluzja do tego, że gdy zabraknie pieniędzy na „Dwójkę” (czy szerzej na „Polskie Radio”), to będziemy zmuszeni słuchać właśnie śpiewu ptaków, zamiast Pendereckiego. Rano przedstawiciel (dyrektor, czy ktoś taki – nie pamiętam) stacji narzekał w „Jedynce”, że dzięki zapowiedziom zlikwidowania abonamentu radiowo-telewizyjnego, stale spada ilość osób go płacących i w efekcie „Dwójka” może wkrótce nie mieć pieniędzy na swoją „misję”. Niestety, drodzy Radiowcy, ale według mnie wasze żądania są bolszewickie. Spieszę wyjaśnić dlaczego:

„Dwójka” ma słuchalność na poziomie nie przekraczającym 1%. Jeśli uważacie, że wszyscy podatnicy powinni składać się na waszą stację, bo wy jesteście przekonani, że „gdzieś tam” są słuchacze – to jesteście w błędzie. Równie dobrze moglibyście zażądać odebrania „Jedynce” przychodów z reklam i przekazania wam, bo wam „się należy”. Była by to dokładnie taka sama niesprawiedliwość.

Rozwiązanie jest tylko jedno – natychmiastowa całkowita prywatyzacja Polskiego Radia. Bez absolutnie żadnych warunków. Spółkę powinien przejąć ten, kto da najwięcej pieniędzy (dokładnie tak samo należy postąpić z TVP). Następnie niech nowy właściciel zdecyduje, co chce nadawać na poszczególnych antenach. Jeśli dokona dobrego wyboru, to znajdą się słuchacze a z nimi przyjdą wpływy z reklam, ale także ze sprzedaży praw do retransmisji sygnału w kablówkach, platformach cyfrowych, w Internecie, czy z wydawania nagrań z przeogromnych przecież archiwów PR. Otwórzcie sklep internetowy (coś jak iTunes) z muzyką poważną. Możliwości są ogromne!

I tyle. A jeśli będzie to oznaczać, że w „Dwójce” nie będą już nadawane opery, czy symfonie, to trudno! Pieniądze z podatków nie są po to, żeby dostarczać wrażeń estetycznych posiadaczom wszelkich możliwych gustów muzycznych. Opery równie dobrze można wysłuchać z płyty CD (ze znacznie lepszą jakością niż przez radio FM) a słuchacz nie będzie skazany na wybór redaktora stacji radiowej, tylko będzie mógł go dokonać samodzielnie – płacąc bezpośrednio za to co mu się podoba. Ja jestem przekonany, że prywatyzacja jedynie podniosła by poziom stacji (i obniżyła koszty).

Czarny biznes

I nie chodzi wcale o wydobycie węgla… Czarny biznes ma korzenie starsze od wszelkiej innej ludzkiej działalności. Zapewne już wśród ludów pierwotnych istniały jednostki żerujące na tym, że psychika człowieka jest wbrew pozorom bardzo krucha. Ludzie potrzebują kogoś kto ich poprowadzi, kto im wytłumaczy. No i chcą znać zasady. Wtedy mogą żyć w spokoju i się rozmnażać.

Najpierw byli różnoracy szamani, potem kapłani stu różnych religii. Ale jak wszędzie – wygrali sprytniejsi. Najpopularniejsze dziś religie wywodzą się z jednego pnia. Semici oprócz cyfr, dali nam także Boga.

Wiele można powiedzieć o kościele rzymskim, ale nie można mu odmówić skuteczności. Przez setki lat utrzymuje się na powierzchni. Wokół dzieje się historia – upadają monarchie, przewalają się rewolucje, tyrani prowadzą rządy twardej ręki. A kościół trwa. I się nieustannie bogaci. Czasem zastanawiam się jak przepastne muszą być watykańskie piwnice? To z pewnością jeden z katolickich „cudów”.

Wczoraj wpadła w moje ręce ulotka wrzucona do jakiegoś magazynu (tutaj coś podobnego: http://www.wydawnictwo-archiwum.pl/pdf/skarby_watykanu.pdf):

Papieskie archiwa i biblioteki od wieków strzegą bezcennych skarbów, których znaczenia dla dziejów ludzkości i chrześcijaństwa nie sposób przecenić. Przyciągają one liczne grono uczonych i badaczy z całego świata, pragnących rozwikłać największe zagadki

historii. Jednak tylko nielicznym dane jest dostąpić tego wyjątkowego zaszczytu i otrzymać pozwolenie na wstęp. Wydawnictwo Archiwum, we współpracy z archiwistami i bibliotekarzami sprawującymi pieczę nad watykańskimi zbiorami, prezentuje Państwu wybrane skarby

o największym znaczeniu historycznym. Edycja ta ma niespotykaną wcześniej formę – reprodukcji idealnie wiernych oryginałom. Aby przekonać się o wyjątkowej jakości tych dokumentów, proszę jeszcze dzisiaj zamówić „Zakon Templariuszy”. Cena promocyjna to tylko 39 zł.

Wielu może  uznać to za ciekawe wydawnictwo. Ale mnie najbardziej uderzyła cała kolekcja „autorytetów”, które zachęcają do zakupu kolekcji. Wśród nich wybija się postać biznesmena numer jeden wśród facetów w sutannach: kardynała Stanisława Dziwisza. Od czasu kiedy zakończył swoją pracę u papieża Polaka i wrócił do Polski, jego postać najczęściej pojawia się przy okazji promowania różnorakich produktów żerujących na zupełnie sprzecznym z podstawami wiary chrześcijańskiej kulcie Jana Pawła II. Wystarczy przypomnieć „Świadectwo”. Nachalnie promowane we wszelkich mediach, ckliwe dzieło propagandowe zrobione po to, żeby zarobić ile tylko się da na JP2, póki się sprzedaje… A tak dla pewności – zawsze można zagonić do kin dziatwę szkolą. Autorem utworu, dostępnego najpierw jako książka (sprzedano ponad MILION egzemplarzy), potem film w kinach (czołówka zestawienia najchętniej oglądanych filmów 2008 roku), następnie w TV (w wersji wydłużonej), w końcu na DVD (plus muzyka na CD), jest nasz dzielny kardynał. Oczywiście Dziwisz (osobiście – nie Kościół Katolicki jako organizacja) jest jednocześnie największym beneficjentem zysków z dystrybucji owego dzieła…

Wszystko staje się jasne, kiedy zapoznamy się z „rankingiem polskich marek narodowych„:

Badaniu poddano ponad 300 obecnych w Polsce marek w 22 kategoriach. Na konferencji przedstawiono szczegółowo rezultaty dla kategorii „marki narodowe” oraz „fundacje charytatywne”. W kategorii „Marki Narodowe” przebadano marki: Prezydent, Premier, Rząd, Sejm, ZUS, Kościół Katolicki, Polska oraz miasta: Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Katowice, Poznań. Marką narodową o najwyższej wartości społecznej w Polsce okazał się Kościół Katolicki (50.0 punktów powyżej średniej dla kategorii wynoszącej 79.9 punktów), osiągając przy tym wynik ponad dwukrotnie wyższy niż kolejne marki: Kraków (+19.2), Wrocław (+18.6), Polska (+16.8) i Gdańsk (+15.0). (…) Jeśli chodzi o marki i instytucje państwowe, jedynie Premier uzyskał wartość powyżej średniej dla kategorii (3.1). Marka Premier poważnie zdystansowała Rząd (-14,7), Prezydenta (-19.9) i Sejm (-29.6).

Cóż. W kraju w którym „Kościół” jest lepszą marką niż „Prezydent”, nie można się spodziewać ludzi politycznie świadomych. Co tłumaczy takie a nie inne wyniki kolejnych wyborów.

Ale jest małe światełko w tunelu:

Wśród marek narodowych najniższą wartość społeczną w oczach respondentów ma ZUS (39 punktów poniżej średniej dla kategorii).

I tym optymistycznym akcentem zakończę.