Łapserdaki z sejmowej Komisji Zdrowia nie przejmują się tym jaki poziom reprezentuje polska opieka medyczna, więc biorą się za rozwiązywanie problemów nie istniejących (za Onet.pl):

Gwiazdy programów kulinarnych zbyt często gotują tłusto i niezdrowo, dając społeczeństwu zły przykład, alarmuje „Dziennik”. Posłowie sejmowej komisji zdrowia chcą to zmienić i dlatego zwrócą się do stacji telewizyjnych, by Pascal Brodnicki, Robert Makłowicz czy Karol Okrasa promowali kuchnię zdrową i niskokaloryczną. Ośrodki regionalne, które prezentują tłustą kuchnię etniczną, w ramach misji publicznej powinny lansować np. zdrową zupę ogórkową i żurek zamiast tuczących pieczeni i klusek z sosem”. (…)

Jak widać, wystarczy dostać się do Sejmu, żeby tylko móc poczuć się ważnym. A Polak czuję się tylko wtedy ważny, kiedy może czegokolwiek komukolwiek zakazać, lub zmusić do czegoś. Nie ma znaczenia, czy będzie to rzecz praktyczna, odkrywcza, czy w końcu zachowująca choć pozory sensowności… To nie ma żadnego znaczenia. Ważne jest, że Pan Poseł może NAKAZAĆ, ergo JEST WAŻNY.

A ja, zupełnie prywatnie ostrzegam: RĘCE PRECZ OD POTRAW OBFITUJĄCYCH W PRAWDZIWE MASŁO, TŁUSTĄ ŚMIETANĘ CZY PIKANTNE PRZYPRAWY! Jedzenie to MOJA (i milionów innych normalnych ludzi) przyjemność, której NA PEWNO nie pozwolę sobie ograniczyć i żaden przemądrzały poseł NIE BĘDZIE mi odbierać przyjemności oglądania nieporadnego Roberta Makłowicza, czy śmiesznie udającego francuski akcent Pascala Brodnickiego, przygotowujących przaśne dania kuchni polskiej okraszone zdrowymi (!) ilościami smalcu, lub podających treściwe zupy ozdobione obowiązkowo kleksem z pełnotłustej śmietany (choć i tak żaden polski telewizyjny kucharz nie pobije techniki Gordona Ramseya, czy kunsztu Antoniego Worall Thompson‚a).

Andrzej Łapicki to jedna z ikon polskiego kina, jego dorobek obfituje w spektakularne role i jest tak naprawdę jednym, wyjątkowo długim pasmem sukcesów. Ostatnio pan Andrzej wszedł po raz drugi w związek małżeński. Jego wybranka to 25 letnia Kamila, absolwentka teatrologii. No i niektórzy mają z tym problem…

Andrzej i Kamila Łapiccy

Kamila i Andrzej Łapiccy

Głupkowaty portal plotek.pl (Agora SA) „nie może sobie tego wyobrazić”! „Młodsza od swojego męża o 60 lat!” – piszą.

No i co z tego? Co was to obchodzi? Ja szczerze podziwiam pana Andrzeja, jestem przekonany że jego wybranka zdobyła serce osoby wybitnej a ich miłość jest czymś nadzwyczajnym i godnym najwyższego podziwu!

Wszystkiego najlepszego Kamilo i Andrzeju! Życzę Wam samych miłych chwil i wielu szczęśliwych lat miłości i spokoju.

Święto, święto i po święcie… Chodzi oczywiście o „święto demokracji”, czyli wybory. Naród w przeważającej większości święto olał i do urn nie pośpieszył. W efekcie do żłobu w Brukseli dostali się przedstawiciele wyłącznie tej samej od lat dwudziestu szajki (w nawiasie poparcie jakie otrzymały wchodzące w układ partie wśród uprawnionych do głosowania):

  • PO (11%)
  • PiS (6,5%)
  • SLD (3%)
  • PSL (1,8%)

Nasze media kochane rozpisują się dziś, że jest to dowód na to, że „zwyciężyla prawica”…. Jakaż to prawica, moi szanowni, niedouczeni koledzy? Czy prawica promowała by prl-owskich aparatczyków (Danuta Huebner)? Czy prawica podnosiła by podatki (machinacje przy składkach na tzw. ZUS i zapowiedzi podwyżki VAT-u przez PO-wskiego ministra finansów)? Czy prawica blokowała by normalizację podatków (zapowiedzi PiS-owskiego prezydenta, że „nigdy nie zgodzi się na liniowy podatek dochodowy”)? Czy prawica na potęgę zwiększała by poziom inwigilacji obywateli (tysiące nowych fotoradarów, czy pomysł rejestrowania osób kupujących alkohol w legalnych, koncesjonowanych sklepach)??? W MOIM POJĘCIU „PRAWICY” TAKIE TOTALITARNE ZACHOWANIA SIĘ NIE MIESZCZĄ!

Prawda jest jedna: Polacy są od kilkunastu lat indoktrynowani według wzorów, które co najmniej dwukrotnie sprawdziły się w przeszłości:

  1. pierwszy raz w faszystowskich Niemczech, które były pionierem we wprowadzaniu wielu (większości?) współczesnych instrumentów jakich używa tzw. Unia Europejska w celu zniewalania ciał i umysłów swoich poddanych,
  2. drugi raz we wczesnym PRL-u, ówczesna propaganda była niemal identyczna (skrajnie nachalna, wszędobylska, totalna, kłamliwa, nie znosząca krytyki czy konkurencji) jak obecna. Zmieniły się tylko hasła (niektóre!) i technologia (nie za bardzo).

W efekcie ludzie obojętnieją. Wybrani wczoraj reprezentanci RP do unijnego parlamentu tak naprawdę NIE MAJĄ demokratycznego mandatu do sprawowania swych funkcji! Na najsilniej popartą partię (PO), głosował jedynie CO DZIESIĄTY uprawniony!

Dlatego jestem za zmianami. Sądzę, że dzisiejsza technologia pozwala na znacznie częstsze wyrażanie swojej woli niż co cztery lata… Dlaczego nie robić tego co namniej raz na rok? Na przykład przy okazji składania rocznego zeznania podatkowego? Zmieniając jednocześnie zasady finansowania partii politycznych, wystarczyło by podać na ktorą partię chcemy przeznaczyć „swój procent” i dokonaliśmy wyboru! Niektórzy zaczną marudzić, że było by to sprzeczne z zasadą tajności wyborów… Może i tak, ale nikt normalny nie wstydzi się chyba tego kogo popiera? Jeśli rzeczywiście chcę, żeby u władzy był Lepper, czy inny Kaczyński, to chyba nię będę przed znajomymi udawać, że głosowałem na Tuska!

Jednocześnie należało by DRASTYCZNIE zmniejszyć ilość darmozjadów zasiadających na Wiejskiej. Jeśli i tak decyzje podejmują szefowie poszczególnych partii, to po opłacać 560 do niczego nie potrzebnych obiboków? JESTEM ABSOLUTNIE PEWIEN, ŻE POSŁÓW WYSTARCZY DZIESIĘCIU! W telewizji było by mniej tej całej kłamliwej hałastry, łatwiej można by śledzić poczynania Posłów.

No i kosztowali by MNIEJ! A przecież to MY fundujemy im całą zabawę.

Politycy świętują dziś na potęgę. Świętują, że od 20 lat trzymają władzę i perspektywy mają jasne i szerokie.

Michnik, Wałęsa, Kiszczak

Co wydarzyło się 20 lat temu niby wszyscy wiedzą: opozycja dogadała się z komunistami i doszło do wolnych wyborów. Pierwszych w PRL… Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach a te są z całym uporem, systematycznie, drobnymi kroczkami wypychane ze świadomości prostego „ludu”.

Otóż z komunistami dogadała się jedynie tzw. „konstruktywna opozycja„. Takiego określenia używali sami towarzysze w prasowych artykułach uzasadniających rozmowy w Magdalence i przy Okrągłym Stole. Nie każdy miał możliwość zgłaszania swoich postulatów, nie wszystkich wizja Wolnej Polski była brana pod uwagę podczas jawnych (a zwłaszcza tych niejawnych) rozmów. Zaszczytu dostąpili właściwie jedynie ludzie lewicy, wielu byłych członków PZPR (Geremek, Kuroń), lub opozycjoniści wykazujący socjalistyczne, poprawne  poglądy (Michnik, Frasyniuk, Bujak). Do „układu” nie miał szans wejść nikt z prawicy. Polska miała się przekształcić w „nowoczesną” republikę chrześcijańsko-demokratyczną.

I doszło do wolnych wyborów 4 czerwca 1989. Czy one rzeczywiście były wolne? Jak wcześniej napisałem karty rozdawali wyłącznie socjaliści. Co więcej, z góry ustalono, że  towarzysze dostaną nie mniej niż 35% mandatów. W efekcie u steru stanęła „chadecja” z premierem Tadeuszem Mazowieckim (jednym z założycieli tolerowanych przez komunistów Klubów Inteligencji Katolickiej) i oprócz krótkiego epizodu z nieudolnym premierem Olszewskim, Polska nieprzerwanie przez ostatnie 20 lat jest dokładnie taka jak to „opozycja” z „partią” ustaliła. Mamy wymarzony przez zapatrzonych w Zachód członków PZPR, których młodość przypadła na przełom lat 70/80, „socjalizm z ludzką twarzą„. Jest to państwo Millera i Kwaśniewskiego, niech nikogo nie zwiedzie fakt, iż u steru aktualnie jest Donald Tusk, a przed chwilą stolec premiera grzał jeden z braci Kaczyńskich – to nie świadczy absolutnie o niczym! Trzecia RP płynie twardo kursem na lewo. Co gorsza, ludzie zostali tak wytresowani, że popierają polityków umacniających taki stan rzeczy, bo wydaje im się że będzie tak dla nich lepiej! To szczyt skurwysyństwa: odbierać obywatelom coraz więcej ich ciężko zarobionych pieniędzy i skutecznie im wmówić, że robi im się dobrze oddając ułamek tej kwoty w postaci bzdurnych zasiłków. A pospólstwo się cieszy…

Dla mnie to Wielki Szwindel. I marzę tylko o tym, że kiedyś nastąpi Przebudzenie. Tak jak w 1956 roku nastąpiła gwałtowna zmiana świadomości szerokich mas, jeszcze do niedawna skutecznie (jak się wydawało) ciosanych na kształt „człowieka sowieckiego„. Wcześniej, w pierwszych latach PRL-u wielu (większość?) uwierzyła, że władza „ludowa” jest wspólna, że wszyscy razem będą odtąd współdecydować o Polsce, że zmierzają do socjalistycznej krainy wiecznej szczęśliwości… Po upadku stalinizmu bańka pierwszy raz prysła. Czas zbić ją po raz drugi.