Bezprecedensowa propozycja PiS dla PO” krzyczy nagłówek. Okazuje się, że stratedzy „Prawa i Sprawiedliwości” właśnie strzelili sobie w kolano, wszem i wobec potwierdzając, że tak naprawdę nie różnią się niczym od „Platfromy Obywatelskiej”:

– Prosimy, by władze PO pozwoliły nam na wyemitowanie, za nasze pieniądze, spotu wyborczego Platformy z 2007 roku, dzięki któremu PO zwyciężyła w ostatnich wyborach parlamentarnych – powiedział podczas konferencji prasowej poseł PiS Jacek Kurski.

Co dla mnie nie jest niczym nowym. Toż obie te lewicowe partie wywodzą się z tego samego lewicowego pnia – z „Solidarności”! Więc czym mają się różnić? Jedynie wizerunek mają odmienny i to w znaczeniu dosłownym: nie ma co porównywać prezencji Kaczyńskich i Gosiewskiego do Tuska i Sikorskiego…

Chodzi o ten „spot”:

Jakiś mądry-inaczej mózg w sztabie wyborczym PiS popełnił taką głupotę! No chyba, że mają kreta… a jak go rozpoznają, jeśli wszystkie one jednakowo szczekają?

Właśnie oglądam kolejny program Wojciecha Cejrowskiego z cyklu „Boso przez Świat”. Dziś pan Wojtek odwiedza wspólnotę prawdziwych Chrześcijan. Takich, którzy traktują ŚWIĘTĄ KSIĘGĘ CHRZEŚCIJAN poważnie. To znaczy, że jeśli napisano iż miła Bogu jest ofiara całopalna (Kpł 9):

Ofiara za kapłanów

8 Wtedy Aaron zbliżył się do ołtarza i zabił cielca na ofiarę przebłagalną za siebie samego. 9 Synowie Aarona podali mu krew, a on umoczył palec we krwi, pomazał nią rogi ołtarza i wylał krew na podstawę ołtarza. 10 Tłuszcz, nerki i płat tłuszczu, który okrywa wątrobę ofiary przebłagalnej, zamienił w dym na ołtarzu, tak jak Pan nakazał Mojżeszowi. 11 Mięso zaś i skórę spalił w ogniu poza obozem. 12 Potem zabił [żertwę] ofiary całopalnej. Synowie Aarona podali mu krew, i wylał ją dokoła ołtarza. 13 Podali mu też podzieloną na części ofiarą całopalną, razem z głową, a on zamienił to w dym na ołtarzu. 14 Następnie obmył wnętrzności i nogi i zamienił je w dym nad całopaleniem na ołtarzu.

to oni traktują słowa Pana dosłownie i ofiarę całopalną czynią. Nazywają się Israelitas.

Niezbyt często można w mediach zobaczyć wyznawców prawdziwej wiary chrześcijańskiej. Panoszą się za to fałszywi Chrześcijanie rzymscy…

Po obejrzenie tego materiału jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że religia judeo-chrześcijańska to nie to, co dla białego cywilizowanego człowieka najlepsze.

To jest 205 milionów dolarów amerykańskich:

$ 205.000.000

Te pieniądze zostały skonfiskowane w 2007 roku przez władze Meksyku producentom metaamfetaminy.

To jest dużo kasy.

Premier mojego rządu właśnie tłumaczy się w telewizji hienom żerującym na robotnikach (czyli kreaturom zwanym „związkowcami”), że nie dość iż już rząd „dał na stocznię” ok. 600.000.000 złotych, to da ich jeszcze więcej – w przeliczeniu mniej więcej tyle co na zdjęciu. Hieny mogą spać spokojnie! Tusk precyzyjnie wyliczył, że na przykład umorzono Stoczni Gdańskiej 40.000.000 różnorakich podatków (łącznie z lokalnymi) i 60.000.000 złotych składek emerytalno-rentowych (część podatku ZUS). Skąd się wzięły te pieniądze? Z NASZYCH PODATKÓW, DRODZY OBYWATELE! Wszyscy dorzucamy się do tej góry pieniędzy od lat pompowanej w „kolebkę Solidarności”… I będziecie dokładać dalej, jeśli wciąż będziecie zakreślać niewłaściwą kratkę na kartach wyborczych.

„Wszystkie związki na Powązki” – to jedno z haseł UPR, najstarszej (po SD) partii w Polsce. Związki zawodowe to pasożyt mocno i pewnie uwieszony na szyi polskiej gospodarki. Działacze związkowi są praktycznie nietykalni. Nie można ich zwolnić nawet gdyby ich działania uniemożliwiały prawidłowe funkcjonowanie firmy na której żerują. Takie mamy prawo! Właściciele firm muszą płacić im pensje i udostępniać nieodpłatnie pomieszczenia na ich siedziby. Kilka przykładów kosztów jakie ponoszą duże polskie firmy z powodu obowiązku utrzymywania tych pasożytów:

Money.pl: Związkowcy z rady nadzorczej KGHM zarabiają średnio 2,5 razy więcej niż pozostali członkowie organu spółki. Ci pracujący w biurach związków – 18 tys. zł miesięcznie, czyli 2,2 razy więcej niż zwykli pracownicy. (…) Liczby robią wrażenie, nawet jak na wielkość i przychody spółki (w całym 2008 r. wyniosły one 12,1 mld złotych). Spółka w ubiegłym roku na same płace związkowców wydała 7,5 mln złotych. Tyle kosztują pensje zaledwie 41 związkowców, którzy zostali oddelegowani do tego by dbać o interesy pracowników. (…)

Money.pl: (…) W batalii związków z zarządem JSW chodzi o pieniądze. Spółka do tej pory płaciła pensje 61 działaczom, którzy zostali oddelegowani ze swoich stanowisk do zadań związkowych. Według JSW roczny koszt utrzymania związków to w sumie 16 mln złotych.

– 15,2 mln złotych to kwota potrzebna na pensje i składki ZUS dla szefów związków oddelegowanych na stałe i czasowo, których jest niemało. Poza tym pracodawca musi zapewnić związkom biuro, telefony stacjonarne, a gdy związek reprezentuje 10 procent załogi, opłacić także pensję sekretarki – wylicza Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka JSW. (…)

Oczywiście jestem za tym, żeby każdy mógł zrzeszać się gdzie tylko sobie chce. Ale zdecydowanie przeciwko temu, żeby związek był wpleciony w struktury przedsiębiorstwa, żeby był finansowany z jego zysku! Jeśli pracownicy chcą by „opiekował” się nimi związek – to nie się skrzykną i sobie go założą! Ale nie na terenie firmy! Niech ustalą skłądkę, wynajmą pomieszczenie i radzą ile wlezie, jakby tu przechytrzyć pracodawcę…

Oczywiście wiem, że żaden postsolidarnościowy (PO, PiS itp.), czy postkomunistyczny (SLD, PSL itd.) parlamentarzysta nie popełnił by publicznego seppuku ogłaszając, że król jest nagi i trzeba uciąć łeb związkowej hydrze. Tak się nie stanie i dlatego Tusk, czy jego następcy, zupełnie tak samo jak wszyscy poprzednicy, będą chodzić na postronku związkowych bonzów. To oni dziś rozdają karty w grze o polską gospodarkę. I im prędzej się ich odciągnie od stołu, tym większa jest szansa na owej gospodarki uratowanie.

Ale musicie zmienić głos.

Rządzący nie ustają w wysiłkach mających na celu jak największe uszczuplanie naszych kieszeni. „Ministerstwo Zdrowia”, czyli urząd zajmujący się odbieraniem jak największych pieniędzy podatnikom pod pozorem oferowania w zamian „opieki zdrowotnej” (oczywiście żadnej opieki nie dają, bo za wszystko i tak trzeba płacić, jeśli chce się mieć zrobione dobrze i na czas), pracuje ponoć nad ustawą o „systemie dodatkowych, dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych”… Gdy przeczytałem słowo „dobrowolnych” od razu zapaliła mi się czerwona lampka – po co regulować coś, co ma być dobrowolne? Po zapoznaniu się z założeniami ustawy, wszystko stało się jasne (http://wiadomosci.onet.pl/1970067,11,mz_ma_zalozenia_do_projektu
_ustawy_o_dodatkowych_ubezpieczeniach,item.html):

(…) Jak informowało radio RMF FM, w ramach dodatkowego ubezpieczenia pacjent będzie mógł liczyć m.in. na refundację leków. – Chodzi o te wszystkie specyfiki, które aktualnie są na rynku, które nie znajdują się na liście leków refundowanych, które są zdecydowanie droższe, ale również te, które za chwilę wejdą jako innowacyjne – powiedziała RMF FM Kopacz.

Poprzedni projekt, który wycofano w kwietniu ubiegłego roku z komisji zdrowia ze względów proceduralnych, przewidywał dwa rodzaje dodatkowych ubezpieczeń – komplementarne i suplementarne. Pacjent miałby płacić obowiązkową składkę do Narodowego Funduszu Zdrowia, a jednocześnie zyskiwałby możliwość wykupienia dodatkowej polisy.

Projekt przewidywał, że dzięki ubezpieczeniu suplementarnemu m.in. można byłoby być operowanym w wybranym przez siebie terminie czy mieć zagwarantowany pokój o wyższym standardzie. Pacjent mógłby także wybrać lekarza, który będzie go leczył, dodatkową opiekę pielęgniarską, pokryć koszty świadczeń nie tylko szpitalnych, ale również badań diagnostycznych czy leczenia stomatologicznego lub wizyt u specjalisty.

Ubezpieczenie komplementarne miałoby być znacznie tańsze. Pacjent uzyskiwałby prawo do pokrycia kosztów tych świadczeń, które nie będą gwarantowane ze środków publicznych lub tylko częściowo będą refundowane przez NFZ. Oznacza to m.in., że mógłby mieć wykonane świadczenie medyczne inną metodą niż ta, która jest opłacana przez Fundusz. (…)

Czyli jeśli chcesz być w szpitalu obsłużony jak człowiek – to zapłać drugi raz, jeśli chcesz skorzystać z najnowszych leków – zapłać drugi raz, jeśli nie chcesz żeby operował cię lekarz o którym panuje opinia, że jest w zmowie z lokalnym zakładem pogrzebowym – zapłać drugi raz! Nic to, że zdzierają z ciebie przez całe życie grube pieniądzę, które w każdym normalnym kraju wystarczyły by na nowoczesną obsługę medyczną – zapłać drugi raz, bo inaczej zdechniesz!

Doctor Death

Nie zapomnijmy przy tym, że dodatkowe „dobrowolne” ubezpieczenie nie spowoduje przecież zmiany mentalności polskich lekarzy i pielęgniarek – w dalszym ciągu będą wyciągać ręce po swoje zwyczajowe łapówki… W tej sytuacji ubezpieczenie „komplementarne” będzie de facto trzecią opłatą za tą samą usługę…

Ale najgorsze, że przyzwolenie na takie działanie „rządu” może spowodować tylko jedno – stopniową degradację koszyka „darmowych”, przysługujących bez „dobrowolnych” dopłat usług! Za jakiś czas, na „zwykłe” ubezpieczenie, to chorzy będą mogli liczyć najwyżej na darmową kapsułkę z cyjankiem.

Nie podoba się to wam?! TO PRZESTAŃCIE GŁOSOWAĆ WCIĄŻ NA TE SAME ŚWINIE!