Archiwum dla 1 czerwca 2008

Miliony Wałęsy

Lech Wałęsa dzień za dniem bardziej się pogrąża. Robi absolutnie wszystko żeby coraz więcej osób zwracało uwagę na jego przeszłość. A że jest ona niejasna nie można mieć już absolutnie żadnych wątpliwości… Ja mam na temat LW własną teorię: w mojej opinii Wałęsa rzeczywiście rozpoczął swoją współpracę z SB w latach 70-tych ubiegłego wieku. Jak długo owa współpraca trwała – tego się zapewne długo nie dowiemy. Jakie decyzje Wałęsy były podejmowane pod wpływem sugestii jego opiekunów – to pozostaje na razie zagadką… Różne źródła podaję w tych kwestiach bardzo różne informacje. Ważniejsze w ocenie osoby Lecha jest to, jak On traktował tę współpracę – otóż w mojej opinii Wałęsa, jako osoba ewidentnie niskiej inteligencji, niezbyt panował nad tym kto go otacza, kto jest „swój”, a kto „wróg”, które decyzje będą korzystne dla „sprawy”, a które spowodują wielkie szkody, czy umocnienie strony komunistycznej w Polsce. Wałęsa dał się prowadzić niczym małe dziecko i najśmieszniejsze w tym wszystkim jest, że we własnym odczuciu jego postawa jest krystalicznie czysta a osiągnięcia wielkie… Wałęsa naprawdę sądzi, że sam, osobiście, pokonał cały komunizm, nie tylko w Polsce ale w ogóle…

Teraz Wałęsa odgraża się, że „poda wszystkich oszczerców do sądu” i zażąda od nich „po milionie euro”… Przypominają się przy okazje inne „Miliony Wałęsy”… Pierwszy milion to oczywiście milion dolarów (w dzisiejszych pieniądzach to będzie zapewne z 10 milionów złotych), które Wałęsa zainkasował za prawa do sfilmowania swojej biografii od Amerykanów. Jakiś czas temu miała miejsce całkiem poważna nagonka na Wałęsę, który nie zapłacił od tej kwoty żadnego podatku… Oczywiście wszystko rozeszło się po kościach, jak to zawsze w Polsce… Kolejne milony, a dokładnie sto milionów złotych – to kwota jaką przed wyborami prezydenckimi obiecał Lech Wałęsa „każdemu Polakowi”. Jak zwykle – wyszło na to, że nie „sto milionów”, a znacznie więcej, i nie „każdemu”, a wybrańcom. Reszta musiała się zadowolić ochłapami z NFI…

To obcowaniu z milionami musiało jakoś wpłynąć na psychikę „legendarnego przywódcy Solidarności”, bo obecne „milion euro” zadośćuczynienia musi skądś się brać. Ciekawe, ile będą warte akcje Wałęsy po opublikowaniu owej mitycznej książki IPN-u. Osobiście nie stawiał bym na nie nawet funta kłaków.

TW „Wałęsa”

Komentarze są po prostu zbędne. Lech Wałęsa wysłał do PAP list elektroniczny ze swoim komentarzem odnośnie wczorajszej wypowiedzi JE L. Kaczyńskiego:

Czytałem wypowiedź o Bolku Prezydenta Kaczyńskiego i muszę powiedzieć , że to nie mieści się w głowie , przybliżenie normalnej .W obliczu faktów , prawa i pozycji .już to samo powinno być powodem do prawnego w trybie natychmiastowym usunięty z urzędu .Władzą komunistycznym w tamtym czasie o to właśnie chodziło , by w tą prowokacje tacy jak Kaczyńscy , Zybertowicze , Wyszkowscy , Macierewicze z Gwiazdami na czele uwierzyli i sojusznikami się stali .To się teraz udało na oczach całego świata w 25 rocznicę otrzymania Nagrodę Nobla ,za wspaniałą pokojową walkę , przewodzenie i zwycięstwo . Czy z takimi ludźmi , często zastępcami , z takim ładunkiem zawiści , zazdrości , głupoty mogłem osiągnąć więcej .Wstyd mi wobec świata ,że to może się dziać w kraju zwycięskiej Solidarności ,by nie ubrudzić w tej sprawie świętości . Z małych pobudek dołączam dwa nie istotne dokumenty . Upokorzony , zawstydzony z trasy USA ,Ekwador, Hiszpanii rozsławiający imię Polski L.Wałęsa

Pisownia oryginalna…

Matoł dyplomowany

Widziałem wczoraj jak dziennikarka pani Gawryluk rozmawia z JE Lechem Kaczyńskim, pełniącym obecnie funkcję Prezydenta RP. Biografia JE Kaczyńskiego podaje, iż raczył on ukończyć szereg szkół a nawet pracował w charakterze profesora na Uniwersytecie Gdańskim – czyli przekazywał swoją wiedzę innym. W Polsce takie osoby określa się mianem „inteligentów”, albo jak chcą niektórzy „wykształciuchów„. I oto doktor Kaczyński deklaruje się takimi słowy:

Jeżeli obniżka podatków ma polegać na tym, że i ten co zarabia milion miesięcznie i ten co zarabia tysiąc pięćset mają płacić taki sam podatek, to ja zawsze będę temu przeciw.

Była to odpowiedź na pytanie o podatek liniowy…

Gdyby pani Gawryluk była prawdziwą dziennikarką (a w ogóle jeszcze tacy w Polsce są?), to zadała by JE Prezydentowi kolejne pytanie:

Czy według pana, 15% podatek od dochodu w wysokości 1.000.000 zł (czyli 150.000 zł) jest taki sam jak 15% podatek od 1.500 złotych (czyli 225 zł)?? Przecież w pierwszym przypadku zapłacony podatek jest 666 razy wyższy od drugiego!!!

Ale pani Gawryluk dziennikarką nie jest.

Nie zmienia to faktu, że Pan Prezydent Lech Kaczyński albo jest analfabetą matematycznym, albo ma za takich swoich wyborców. Co więcej: jest analfabetą dyplomowanym!

Pani Gawryluk zapytała także w tym wywiadzie o Lecha Wałęsę i tu uzyskała krótką odpowiedź:

Lech Wałęsa był agentem o pseudonimie „Bolek„.

I ta jednoznaczna ocena zdobi dzisiejsze nagłówki. A nikt nie zwraca uwagi na rzeczy naprawdę ważne.

A może inni pseudo dziennikarze mają tyle samo warte dyplomy co JE Prezydent (pani Gawryluk nie ma żadnego – więc jest usprawiedliwiona)? Ech, przydała by im się porządna klasówka.

Czym skorupka za młodu…

Mimo uparczywego tytułowania panów Kaczyńskich mianem prawicowo-konserwatywnych, ja stoję przy swoim, że są to zwykli socjaliści (Jarek mniej, Leszek bardziej), z tym że pobożni. Dziś JE Prezydent RP wyjawił pewien fakt ze swojej przeszłości, który może częściowo wyjaśnić jego niejasną orientację polityczną (za portalem Dziennik.pl):

Prezydent przyznał w rozmowie z dziećmi, że kiedyś na 1 czerwca dostał… życiorys Lenina. Taki prezent zrobiła mu mama. To był ostatni prezent jaki Lech i Jarosław Kaczyńscy dostali na Dzień Dziecka. Mieli wtedy po 21 lat…

21 lat bracia Jarosław i Lech Kaczyńscy ukończyli w 1970 roku. Rok później skończyli studia. Jak lektura życiorysu Lenina wpłynęła na ich dalsze osiągnięcia nie możemy mieć wątpliwości m.in. po lekturze co ciekawszych fragmentów pracy doktorskiej Pana Prezydenta (więcej tutaj):

(str. 40): Możliwość dążenia administracji zakładu pracy do realizacji postawionych zadań kosztem naruszenia uprawnień pracowników została dostrzeżona już przez Lenina („O roli i zadaniach związków zawodowych w warunkach nowej polityki ekonomicznej” w zbiorze pt. „Lenin o związkach zawodowych”, str. 345-6).

Wazelina Roku

Oglądacie telewizję? No oczywiście że tak. Zapewne różne kanały, ale każdy poświęca TV nieco swojego czasu. Fakt, iż wyciągamy różne wnioski z tego co nam pokazują zasługuje na osobny elaborat… Wczoraj odbyła się „najważniejsza” gala polskiej telewizji – uroczystość wręczenia „Wiktorów„. „Wiktorami” opiekuje się aktualnie TVN, ale nie sądzę, żeby mieli bezpośredni wpływ na wybór laureatów. To się dzieje „samo„.

Nagrody przyznaje „Akademia Telewizyjna”. Składa się z poprzednich zdobywców nagrody. No a jacy zdobywcy, takie wybory! Nagrodami zostali obdarzeni między innymi:

  • Tomasz Lis – 7 „Wiktorów”
  • Justyna Pochanke – 5 „Wiktorów”
  • Kamil Durczok – 5 „Wiktorów”
  • Krzysztof Mroziewicz – 3 „Wiktory”
  • Leszek Balcerowicz – 3 „Wiktory”
  • Aleksander Kwaśniewski – 3 „Wiktory”
  • Monika Olejnik – 3 „Wiktory”
  • Andrzej Turski – 2 „Wiktory”
  • Jacek Żakowski – 2 „Wiktory”
  • Lech Wałęsa – 2 „Wiktory”
  • Leszek Miller – 1 „Wiktor”
  • Jerzy Buzek – 1 „Wiktor”
  • Jan Paweł II – 1 „Wiktor”

i chyba na zasadzie listka figowego:

  • Kazik Staszewski – 1 „Wiktor”
  • Stefan Kisielewski – 1 „Wiktor”
  • Jerzy Urban – 1 „Wiktor”.

„Akademia” nie może zapomnieć o swoich chlebodawcach, dlatego laureatami zostali także:

  • Bożena Walter (TVN, kiedyś TVP)
  • Wiesław Walendziak (TVP)
  • Mariusz Walter (TVN, kiedyś TVP)
  • Nina Terentiew (obecnie Polsat, wcześniej TVP)
  • Zygmunt Solorz-Żak (Polsat)

Oprócz tego statuetki otrzymało wiele osobistości kultury nie zajmujących się polityką, dla przykładu Pan Janusz Gajos dostał aż 6 „Wiktorów”! I w końcu „szeregowe” twarze z okienka, bez politycznego znaczenia (np. Kinga Rusin – 2 „Wiktory”), no ale to kwiatek do kożucha. Główny nurt to „salonowe” towarzystwo wzajemnej adoracji. To ludzie którzy są święcie przekonani, że mogą w tym kraju wszystko i mają (niestety) sporo racji!

W tym roku wyborem zacnego grona, statuetki otrzymali (w nawiasie mój komentarz):

  • Twórca najlepszego programu telewizyjnego: Szymon Majewski (zrozumiałe).
  • Najwyżej ceniony komentator lub publicysta: Bogdan Rymanowski (naciągane, ale „z braku laku…”).
  • Najpopularniejszy polityk: Donald Tusk (oczywiste, w końcu wygrał wybory).
  • Gwiazda piosenki i estrady: Justyna Steczkowska (pomyłka – lubię Justynę, ale w 2007 roku wielu innych artystów odniosło znacznie większe sukcesy niż występ w „Tańcu z Gwiazdami”…).
  • Najlepszy prezenter TV: Justyna Pochanke (za co? Toż Pochanke to prawdziwy „Durczok w spódnicy” – szczyt politycznej poprawności!).
  • Osobowość telewizyjna: Piotr Bałtroczyk (spóźnione, Bałtroczyk jest już dawno wyeksploatowany).
  • Najpopularniejszy sportowiec: Euzebiusz Smolarek (przedwczesne, Ebi dopiero teraz będzie mógł się wykazać – zaczynają się Mistrzostwa Europy).
  • Największe odkrycie telewizyjne: Joanna Liszowska (a kto to?).
  • Najpopularniejszy aktor telewizyjny: Janusz Gajos (sądzę, że Pan Janusz sam ma dość tego splendoru a w 2007 wystąpił jedynie w serialu „Ekipa”).
  • Wiktor publiczności: Kinga Rusin (no comments).

A teraz „Super Wiktory„:

  • Władysław Bartoszewski (za co? Za „dyplomatołków”? Za opluwanie konkurencji do politycznego żłobu podczas kampanii wyborczej??? Skandal!).
  • Leo Beenhakker (to chyba zaklinanie ew. pecha przed Euro 2008).
  • Agnieszka Holland (eh… O co chodzi? Za walkę o przymusowy podatek telewizyjny?).

No i wreszcie, według mnie „Wazelina Roku„:

  • Super Wiktor Specjalny: Maria Kaczyńska.

Mam do pani Kaczyńskiej stosunek absolutnie obojętny, ale proszę wytłumaczcie mi:

Jaką ona jest „osobowością telewizyjną”? Kamera jej nie lubi, media zasadniczo też (laureat Majewski regularnie sobie z niej dworuje w swoim programie), a ona sama nie ma takiego parcia na szkło jak jej poprzedniczka - Jolanta Kwaśniewska (nota bene – w swoim czasie też dostała „Wiktora”).

Czy laur dla Marii Kaczyńskiej można tłumaczyć inaczej niż chęć zadowolenia każdej ze stron? Tak „na wszelki wypadek” – panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Jednak duża jest siła pogaństwa w narodzie!

Na tej samej zasadzie za rok trzebą będzie dać nagrodę Zapateralskiemu – nowemu pierwszemu sekretarzowi SLD. Eee… Zbytek ostrożności!