EU Titanic

Nie, to doprawdy nie ma wielkiego znaczenia, czy wyspiarze powiedzą Unii Europejskiej TAK, czy NIE! Jeśli wyjdą, to nic wielkiego się nie stanie. Paru ustawionych spryciarzy (z obu stron kanału) straci nieco kasy, a Brytyjczycy albo na tym nieco zyskają, albo nieco stracą – zależnie od tego którą opcję polityczną wybiorą sobie w kolejnych wyborach. Mówmy bowiem poważnie: Świat dzisiejszy to globalna wioska. Sieci połączeń gospodarczych ją oplatających nie rozerwą decyzje zgrai nawiedzonych polityków. Choćby nie wiem jak naprężali się brukselscy komisarze, Zjednoczone Królestwo da sobie radę poza Unią. Za to niezależnie od tego czy pozostanie w eurokołchozie, czy nie – to ta będzie musiała się gruntownie przebudować. I to jest dobra wiadomość.

Dobra dlatego, bo dzisiejsza UE to dokładnie to co artysta przedstawił na powyższym obrazku: kolos na glinianych nogach, statek idący na dno… Na pokładzie jeszcze gra orkiestra, kelnerzy roznoszą drinki, ale przez gigantyczne wyrwy w poszyciu wlewa się tyle wody, że los pasażerów wydaje się być już przesądzony. Dla Polski ważne jest, żeby wstać od biesiadnego stołu i szukać pustej szalupy póki czas. Jestem bowiem przekonany, że jeśli nie zajdzie zdecydowana zmiana, to „RMS Unia Europejska” osiągnie dno już w ciągu najbliższego dziesięciolecia. Brexit może ten proces przyśpieszyć o lat kilka, ale może też być punktem zwrotnym! Czerwoną lampką, która będzie widoczna dla wszystkich Europejczyków. Oby tak było.

W każdym razie – cokolwiek się wydarzy, Unia nie będzie już taka jaką znamy dziś. Mniej lub bardziej prawdopodobnych scenariuszy rozwoju wypadków jest całe mnóstwo i branie któregokolwiek z nich za jedyny pewny jest dziś całkowitym szaleństwem. Zdarzyć się może (niemal) wszystko, a jeśli tak, to co sądzicie gdyby sprawy poszły tak:

Zjednoczone Królestwo wychodzi z UE. Na fali wciąż rosnącego niezadowolenia we Francji, Niemczech, Holandii, Szwecji dochodzą do władzy partie uniosceptyczne, antyimigranckie. Co prawda te kraje nie opuszczają Unii, ale wprowadzają szereg zmian mających ograniczyć pomoc dla mniej rozwiniętych jej członków, ograniczają przywileje socjalne dla imigrantów, próbują przerzucić część kosztów związanych z nielegalnymi imigrantami na pozostałe kraje Wspólnoty. Wszystko to generuje solidarny sprzeciw krajów środkowej Europy, które w efekcie zacieśniają współpracę. Stara Unia chcąc wymusić swoje pomysły, grozi różnorakimi sankcjami niepokornym członkom. W odpowiedzi, na bazie Grupy Wyszehradzkiej powstaje Unia Środkowo Europejska. Tworzą ją: Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Litwa, Łotwa, Estonia. Z czasem do UŚE dokooptowane zostają: Rumunia, Bułgaria i… Białoruś!

Taka struktura stanowiłaby zdecydowaną i stosunkowo silną przeciwwagę wobec starej, skostniałej, przesocjalizowanej i targanej niepokojami społecznymi Unii Europejskiej, która bez Wielkiej Brytanii skazana byłaby na powolny rozpad.

Ponoć Polak mądry po szkodzie. Gdyby było tak rzeczywiście i gdybyśmy potrafili przy drugim podejściu do europejskiej integracji uniknąć wszystkich lewackich błędów UE, przyszłość naszą widzę w jasnych barwach. To MY bylibyśmy wtedy ostoją wartości europejskich.

Stadnina

Państwo nasze jest w kryzysie. I doprawdy nie wiem, czy dalsze utrzymywanie naszej łże-elity politycznej na stolcach ma jakikolwiek sens. No bo ja po prostu nie pojmuję jak można, po latach doświadczeń poprzedniej komuny, a zwłaszcza tej gomułkowsko/gierkowskiej, wciąż wracać do TAMTYCH metod? Dlaczego kolejne rządzące ekipy, mimo tego że wywodzą się z niby-to oddolnego, robotniczego, wolnościowego (!) ruchu pod tytułem „Solidarność”, wciąż tkwią mentalnie w TAMTYCH czasach? Nie potrafią rządzić ani rozumować inaczej niż trzymając się sztywnych ram dawno minionej epoki. No właśnie… Czy na pewno MINIONEJ?

Rządy PiS-u to jak dotąd powtórka z ośmiu lat PO, bez absolutnie żadnych różnic (ilość urzędników rośnie, podatki są podnoszone, kwota wolna bez zmian, rodzina na swoim – czyli nepotyzm na stołkach, szerokim gestem – czyli marnotrawienie publicznych pieniędzy). No może narodowi-socjaliści od Kaczyńskiego mają szybsze, niż wykazywali kolesie Tuska et consortes, tempo. No i cofają nas nieco głębiej w komunę. Bo o ile Platforma Obywatelska to była kalka PZPR z czasów towarzysza Edwarda Gierka, to Prawo i Sprawiedliwości postanowiła wzorować się raczej na epoce Gomułki. Z małymi nawet inkluzjami ponurych lat Prezydenta Bieruta (vide odbieranie Polakom prawa do dysponowania swoją własnością – czyli ustawa o ochronie ziemi).

Chyba aby nie wyjść z roli, towarzysze z rządu pochylają się także, wzorem swoich poprzedników z TAMTYCH lat, nad mniejszego kalibru bolączkami trapiącymi Polaków. A nawet poszczególne… konie. Otóż nie tylko minister rolnictwa, ale nawet premier polskiego rządu, rozwodziła się ostatnio w mediach nad gówno-burzą z padniętym gdzieś tam w państwowej stajni bydlęciem nieparzystokopytnym. Serio. „Szydło: będę rozmawiać z ministrem rolnictwa o sytuacji w stadninie w Janowie„.

Śmialiście się z Gomułki? A z Gierka? Z Jaruzela….? Dzisiejsza władza jest DOKŁADNIE taka sama. Różnice w wizerunku wynikają jedynie z postępu technik medialnych i większej finezji współczesnej propagandy. Ale skutki są dla nas policzalnie GORSZE niż za poprzedniej komuny. Jesteśmy rąbani na poważnie większą kasę, niż robili to kiedykolwiek tzw. komuniści. Bo coby nie gadać, wojny nie było dawno, środki produkcji mamy znacząco lepsze niż w latach 1944-1989, a nowoczesne technologie nawet u nas się jako tako przyjęły. Jest co kraść.

Dlatego nie ma, powtarzam: NIE MA innej drogi dla Polski niż odrzucenie CAŁEGO układu postsolidarnościowego, uzdrowienie Państwa przez jego radykalne zracjonalizowanie, drastyczne zmniejszenie liczby dziedzin w które ze swoimi regulacjami i agendami ono ingeruje, oraz całkowita prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych. To wszystko może doprowadzić nas do DOBRYCH RZĄDÓW. Bo „Dobra zmiana” to tylko slogan. Zmiana dla zmiany. Zmiana jedynie u steru. A nam potrzeba MINIMUM PAŃSTWA. Już niedługo tutaj więcej szczegółów.

Świnia o Orle

 

– Masz pan rację i nie masz pan racji. Świnia, gdyby rozumowała o orle, dajmy na to, rozumowałaby podobnie; gdyby porównała swoje niechlujstwo, swój brudny chlew, swoją ordynarność barbarzyńską, swoją siłę głupią i brutalną, swój wstrętny, rechoczący głos, swój rozum sprowadzony tylko do najobfitszego nażerania się, gdyby to wszystko porównała z pięknościami orła, z jego żądzą swobody, z jego chęcią do podsłonecznych wzlotów, z jego dumą, miłością obszarów – znienawidziłaby go i pogardzała nim.

Smutne to, gdy taka masa ludzi daje się wieść niczym bydlęta na postronkach i gardłuje zaciekle za prywatnym interesem garstki spryciarzy. I do tego kompletnie wbrew faktom, rozumowi i żelaznym zasadom logiki. Wszystko to wynika z braku WOLNOŚCI. Czy Polacy kiedyś w końcu się na nią odważą? Czy życia wystarczy by się o tym przekonać?

Wbrew temu co mówi oficjalna propaganda kolejnych postsolidarnościowych rządów, w 1989 żadnej wolności żeśmy nie odzyskali. Możemy mówić co najwyżej o krótkotrwałym liźnięciu jej farbowanej namiastki. Ja wiem, na bezrybiu i rak ryba, ale chodzi tu o rzecz nieporównywalnie ważniejszą niż obiad. Bezprzymiotnikowej wolności nie można przecież zastąpić niczym.

Czy należy się dziwić Polakom, że wciąż czekają na swój czas? Że dają się jak dzieci wplątywać w prowadzoną z najniższych pobudek polityczną gierkę? I tak i nie… W końcu większość „zwykłych ludzi” chce dobrze. Co prawda nie zaznali nigdy pełni wolności (no bo niby kiedy?), ale przecież każdy człowiek dąży do niej nieustannie. Walka „o demokrację” na marszach KOD-u, jest dla wielu podświadomą walką właśnie o wolność. Cóż, można gorzej trafić i dać się zwieść o wiele bardziej fałszywej ideologii. Pamiętamy przecież z historii przypadek złapanych na lep „demokracji” i „dobrobytu” dziesiątek milionów uczciwie pracujących Niemców…

Z KOD-em jest troszeczkę inaczej. Stoi za nim siła niespotykana chyba wśród innych narodów. Z pewnością nie w takim jak u nas natężeniu. Siła, przed którą nie raz już musiały skapitulować najlepiej umocowane partie, najbardziej popularni politycy. U nas jest bowiem tak, że można kompletnie ignorować wyborców, okłamywać ich, obiecywać złote góry, okradać, ośmieszać, obrażać i mimo to wygrywać wybory, mając jedynie ową moc niepojętą po swojej stronie. Miała ją przez długi czas Platforma Obywatelska, miał Komorowski, miał nawet kiedyś Wałęsa! Teraz przeszła ona częściowo na szajkę pana Petru i sprzyjający mu KOD. U nas bowiem ważniejsza od sympatii dla danego ugrupowania, jest ANTYPATIA dla jego wroga. Bo z sympatią już jest tak, że można jakąś partię lubić, ale nie musi to powodować od razu poczucia obowiązku oddania na nią głosu w wyborach. O wiele bardziej motywuje nas za to niechęć do wspólnego wroga. Kto pozna ów niuans polskiej polityki i potrafić będzie umiejętnie z niego skorzystać, ten zapewni sobie w niej sukces.

Powiedzmy sobie bowiem szczerze: te tłumy manifestujące dziś sprzeciw przed majstrowaniem w Trybunale Konstytucyjnym i poparcie dla Lecha „TW Bolek” Wałęsy nie maszerowały dlatego bo widzą w działaniach PiS „zagrożenie dla demokracji”, czy dlatego bo nie mogą pogodzić się „niesłusznymi oskarżeniami naszego Noblisty”… Jedno i drugie to czysta brednia. Gdyby przebadać tych ludzi na okoliczność znajomości zasad funkcjonowania TK i zapytać kogo i co tak naprawdę ów organ władzy sądzi, to wyniki byłyby mizerne. Jakoś nie przeszkadzały organizatorom całej tej hecy wszystkie poprzednie rządy, które nigdy nie przejmowały się zbytnio wyrokami TK (chyba, że akurat były im na rękę). Z rządem PO na czele, który to przesadził w swoim ślepym pędzie ku zachowaniu choć częściowego wpływu na bieżącą politykę i pierwszy zaczął kombinować ze zmianą zasad pracy Trybunału. Na antydemokratyczne zachowania samego Wałęsy, których pełno było i za czasów jego przywództwa w związkach zawodowych i podczas jego prezydentury, spuśćmy już zasłonę milczenia… Nie, to przemożna niechęć, po prostu nienawiść do PiS powoduje, że dziś taki KOD ma swoje pięć minut. Co ciekawe, Kaczyński chyba doskonale zdawał sobie sprawę, że nie jest w stanie przestawić wahadła i ustawić tym razem PO w roli wspólnego wroga, dlatego poszedł inna, jakże skuteczną drogą do zwycięstwa: przekupił Polaków (ich własnymi zresztą pieniędzmi). Majstersztyk!

Sprawa TK, czy głupka Wałęsy to zatem tylko banalne preteksty. Na jakimś kręgosłupie trzeba bowiem lepić przekaz dla gawiedzi. A zawiedzionemu wynikami wyborów twardemu elektoratowi PO nie potrzeba przecież wiele. Dają się złapać na lep nawet tak wątpliwej propagandy jak ta panów Kijowskiego, Petru i Schetyny. I to jest przykre. Bo ci ludzie wolności Polakom z pewnością nie przyniosą. Ale cóż, można KOD-owcom powiedzieć przytoczonymi na wstępie słowami von Borowieckiego. To byłby sposób dosadny, choć z ust szlachetnych pochodzący. Można też użyć zdania włożonego co prawda w plebejskie usta, ale za to jakże bardziej oględnego:

„My do was nie wrócimy, póki was w kupie trzyma tylko wasza złość”.

Bo w Polsce bez wolności żyć nie sposób. Co prawda moja emigracja z konieczności jest na razie jedynie wewnętrzna, ale dzięki niej już teraz mogę się cieszyć pełnią wolności. Z dala od KOD-ów, PiS-ów i całego tego bolkowego brudu. Zapraszam do mnie. Bo wolność jest w nas.

011881

Napisałaś komentując mój poprzedni tekst („Polska jakiej nie znamy”), że „wypierasz go z siebie” z powodu nadmiernych uproszczeń. Suponuję tu sobie, że nie tyle „nie zgadzasz się” z moim stanowiskiem, co potrzebujesz szerszego zaprezentowania myśli jakie stanęły u jego źródeł. Śpieszę zatem z wyjaśnieniami:

Rozumiem, że nie będziemy spierać się o to czy Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB, bo w świetle najnowszych twardych dowodów spór taki byłby jałowy. Nawet jeśli jeszcze kilka dni temu niektórzy mogli mieć co do tego wątpliwości, to dziś zaprzeczanie oczywistym faktom świadczyć może jedynie o niewytłumaczalnym zaimpregnowaniu umysłu na ogólnie pojętą wiedzę. Albowiem życie, droga Kasiu, płynie. Rzeczy dzieją się nieustannie. Tak jak nie można wejść dwa razy do tej samej wody, tak osąd zdarzeń podlega nieustannej modyfikacji w miarę nabywania przez nas doświadczenia, czy poznawania opinii innych ludzi (z którymi nie zawsze musimy się zgadzać, czasem przeciwna opinia utwierdza nas we własnym zdaniu, dając ku niemu dodatkowe argumenty). Zresztą, nawet najwięksi apologeci naszego noblisty nie kwestionują samego faktu kolaboracji. Bronią jedynie Wałęsy bagatelizując fakt donoszenia na kolegów z pracy i brania za to pieniędzy, oraz wpierając iż odkupił on swoją (popełnioną za młodu i zapewne „ze strachu”) winę po wielokroć, późniejszymi osiągnięciami i nieskazitelną postawą… Tutaj pozwolę się stanowczo nie zgodzić.

Sądzę bowiem, czemu dałem symbolicznie wyraz w pierwszej części mojego poprzedniego tekstu, że gdyby to nie Wałęsa przewodził „bezkrwawej rewolucji” 1989 roku, to Polska mogłaby być dziś w zupełnie innym miejscu. Zamiast wciąż na nowo zaczynać naszą drogę do powszechnego dobrobytu, uczciwych rządów i bezpieczeństwa, łudząc się iż kolejny rząd, kolejna koalicja jest już tą najlepszą, moglibyśmy JUŻ być bogatym i naprawdę liczącym się krajem Europy. To MY byśmy rozgrywali, a nie NAMI by grano.

Aby przyznać mi rację, musisz jednak Kasiu wykonać pierwszy krok. Musisz wyjść z utkanego wokół siebie bezpiecznego kokonu. Musisz opuścić ciepłe wnętrze swojego leśnego pałacu i pochylić się nad maluczkimi „człowiekami”, co to kręcą się w codziennym pośpiechu, biegając nie wiadomo za czym i po co. Czy wiesz jakie było najczęściej wypłacane wynagrodzenie w 2014 w Polsce? 2000 złotych na rękę… Nie mamy nowszych danych, bo GUS publikuję medianę polskich zarobków raz na dwa lata! Zamiast tego mydli nam co miesiąc oczy ogłaszając „przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw” (aktualnie jest to 4100 zł przed opodatkowaniem – porównując do średniej europejskiej to wciąż przerażająco mało). Cóż, statystyka to piękna nauka. Można dzięki niej udowodnić absolutnie wszystko! Więcej o tym tutaj: „Sprawdź, czy zarabiasz więcej niż połowa Polaków” – przeczytaj koniecznie a później zauważ, jaka część społeczeństwa ma do wydania co miesiąc tyle pieniędzy co Ty? Będzie to z pewnością znacznie mniej niż 5%. Za to ok. 90% zarabia MNIEJ. Moim zdaniem jak na kraj, który już ponad 25 lat korzysta z „niczym nieskrępowanej wolności”, to zdecydowanie słabe osiągnięcie. To po prostu skandal! I niestety nie ma tutaj nikogo innego winnego, niż ludzie którzy przez ten czas nami rządzili.

Wiem że nie pałasz szczególną sympatią do PiS. Rozumiem to i podzielam Twoje uczucie. Jak wielokrotnie na tym blogu pisałem, partia Kaczyńskiego to według mnie narodowo-socjalistyczna szajka. Jak dotąd z pewnością się zgadzamy. Różnice ujawniają się dopiero tutaj: inne szajki dotychczas rządzące po mojemu były nie lepsze, a PO – nawet zdecydowanie GORSZE niż PiS. Ale nie pojmuję, jak nasza wspólna niechęć do partii aktualnie rządzącej miałaby skutkować wspieraniem w kłopotach Wałęsy?! W imię czego? Nawet pomijając esbecki epizod 1970-76 w jego życiorysie, Lech Wałęsa był po prostu bardzo ZŁYM prezydentem. Przykłady? Już podaję:

  1. Koncepcja NATO-bis i EWG-bis. Bardzo niebezpieczne pomysły, które ktoś (zastanów się KOMU to było na rękę…) Wałęsie wbił w głowę i ten przez jakiś czas próbował je zrealizować.
  2. Obalenie rządu Olszewskiego, który podjął próbę (nieporadną, ale jednak) przeprowadzenia lustracji i ujawnienia agentury wśród posłów, senatorów i członków rządu.
  3. Nawoływanie do NIE likwidowania baz Armii Czerwonej w Polsce, tylko do stworzenia polsko-rosyjskich spółek joint-venture na ich terenach (zastanów się…).
  4. Bezczelne przechwycenie teczek SB z dokumentacją swojej działalności i zniszczenie najbardziej kompromitujących materiałów (szczegóły ujawnił audyt jaki zarządził jego następca Kwaśniewski).
  5. Rozwiązanie Sejmu I Kadencji.
  6. Falandyzacja prawa.

Tyle z pamięci. Czy jego prezydentura miała jakieś JASNE strony? Zastanówmy się… Ponoć nakłonił pijanego Jelcyna do zgody na wycofanie się Polski z Układu Warszawskiego. Czy tak było na prawdę nie przekonamy się nigdy. Wiemy to tylko z przekazu samego Wałęsy, a ten jak wiadomo ma dosyć… luźne podejście do prawdy i faktów. Czy wiesz, że jak sama napisała w autobiografii jego żona Danuta, ilekroć mieli problemy finansowe Lechu szedł zagrać w totalizator sportowy i zawsze wygrywał? To się nazywa szczęście… Ciekawe tylko, czy daty owych wygranych nie pokryją się z datami kwitowania przez niego odbiorów pieniędzy za donosy. Ponoć szczegóły mamy poznać już w poniedziałek. Tylko czy Danuśka zachowała szczęśliwe kupony?

Jak widzisz materiału do działania dla czegoś takiego jak popierany dziś przez Ciebie ‚KOD‚ było o wiele więcej, niż daje nam dziś Kaczyński. Wałęsa nie raz podejmował decyzje łamiąc, lub (częściej) omijając prawo. To co zrobiło PiS (a wcześniej rozpoczęła PO) przy okazji członków Trybunału Konstytucyjnego, to naprawdę pikuś… A jednak KOD wystartował właśnie z akcją „JESTEM TW BOLEK”… Kompletne pomieszanie z poplątaniem. Czy Ty widzisz w tym jakiś sens?

Dlaczego mam bronić małego krętacza z Gdańska? Za to że ignoruje prawo, nie ujawnia dochodów ze swoich „wykładów” na całym świecie, obraża w niewybredny sposób swoich przeciwników (odczułem to kiedyś osobiście, kiedy jeszcze Wałęsa prowadził bloga na portalu mojageneracja.pl – po tym incydencie przestałem z nim dyskutować), czy za przypisywanie WYŁĄCZNIE SOBIE zasługi „pokonania komunizmu”! Gdyby to ostatnie było jeszcze prawdą…

A może za bycie ślepo poddanym hierarchom Kościoła Katolickiego? Za napychanie im kabzy niewyobrażalnymi bogactwami przekazywanymi na jego ręce przez chcącą wspomóc ojczyznę Polonię ze wszystkich stron świata („wszystko co otrzymałem przekazałem na Jasną Górę” – te słowa Wałęsa powtarza bardzo często). Za prezentowanie najbardziej prymitywnej odmiany polskiej zaściankowej religijności? TY? Osoba tak racjonalna?! Nie pojmuję…

Wałęsa jest symbolem polskiej bezkrwawej rewolucji 1989 roku. Moim jednak zdaniem było to tylko zgrabne zwodowanie łodzi ratunkowej dla całej wierchuszki PZPR-owskiej, która bez niej zatonęłaby wraz z całą PRL. Desant udał się im nad podziw dobrze. W końcu wykonywali to w większości ludzie w mundurach…

A mogło być naprawdę zupełnie inaczej. Polska już na samym starcie miała bardziej liberalne prawo gospodarcze niż moglibyśmy sobie życzyć dzisiaj! Rząd Mieczysława Rakowskiego (starego socjalisty, ale jednocześnie człowieka prawdziwie inteligentnego i jak się wydaje uczciwego), miał niesamowity atut w osobie Mieczysława Wilczka (koniecznie przeczytaj życiorys tragicznie zakończonego żywota tego człowieka). Dał on Polakom niezwykły świąteczny prezent: 23 grudnia 1988 weszła w życie Ustawa o działalności gospodarczej i Polska nie była już nigdy taka jak wcześniej. Zapewne pamiętasz boom gospodarczy, blichtr i szaleństwo początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku? Zawdzięczamy go właśnie liberalnemu prawu gospodarczemu. Kto wie, gdzie bylibyśmy dziś, gdyby pozwolono rządzić ekipie Rakowskiego? A może ziściłby się scenariusz chiński? Tylko 20 lat wcześniej i przeprowadzony w sposób nieco bardziej cywilizowany?

Tego nie dowiemy się nigdy, bo ekipa twardogłowych generałów pod dowództwem duetu Jaruzelski/Kiszczak dostrzegła w poluźnianiu cugli zagrożenie własnego bezpieczeństwa. Musieli zapewnić sobie glejty nietykalności. Wykonali więc przytaczany już przeze mnie kilkukrotnie skok do przodu i dopuścili do władzy starannie dobranych opozycjonistów. Ci słowa danego generałom dotrzymali – ani Jaruzelski, ani Kiszczak nigdy nie odpowiedzieli za żaden ze swoich czynów… Niestety, kiedy tylko nuworysze władzy umocnili się na swoich pozycjach, kiedy układ sił został sprawdzony w boju, rządzący postanowili wprowadzać upragniony przez siebie „nowoczesny” socjalizm na wzór zachodnioeuropejski. I zaczęło się przykręcanie śruby. To właśnie wtedy ukręcili kurze złota jaja, jak by powiedział Stefan ‚Siara’ Siarzewski.

Wąski i Siara

Polacy bowiem może w sposób nieco chaotyczny, może niekoniecznie zgodnie z żelaznymi prawami ekonomii, ale za to wytrwale i pracowicie, zaczęli się bogacić na własną rękę. Nikt nie oglądał się na państwo, nikt nie wyciągał ręki po dotacje, nie żądał 500 zł na dziecko. Od zera, na składanym łóżku, używanym dostawczakiem na kredyt, w wynajętej piwnicy… Ale na swoim i krok po kroku do przodu. Zaczął się kumulować rodzimy kapitał. Niestety zanim zdążył jako tako okrzepnąć dostał obuchem w łeb. Kolejne rządy prześcigały się rozdawnictwie (oczywiście to co robi dziś PiS to już Himalaje populizmu), co skutkowało oczywiście nieustannym podnoszeniem podatków. Jednocześnie unikały jak ognia tematów trudnych: uczciwej i całkowitej prywatyzacji (co rozwiązałoby już dawno problem nierentownych kopalń) czy uwolnienia ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych (to drugie już nawet było przegłosowane bodajże za Buzka, jednak kolejna ekipa ugięła się lobby lekarskiemu i wszystko odkręciła). Ponieważ problemy narastały, postanowiono rozwiązywać je metodą sprawdzoną w PRL-u: w sytuacji kryzysowej należy zwołać zebranie i wybrać komisję do zbadania problemu. Tak też zwiększano biurokrację na skalę nie znaną dotychczas nad Wisłą, komplikowano prawo nowelizując, sztukując i łatając ustawę za ustawą. Prawo Wilczka miało 5 stron tekstu i 54 artykuły. Obecnie obowiązująca „Ustawa o swobodzie gospodarczej” to już 75 stron i 111 artykułów. Ale to zaledwie drobny ułamek przepisów obowiązujących przedsiębiorców, sama regulacja podatku VAT ma 297 stron…

W powyższych kilku zdaniach streszczam coś o czym można by pisać opasłe tomy. Obraz rabunku dobra wypracowywanego przez Polaków to zaiste mroczna karta naszej współczesnej historii. Tak, są branże, enklawy, regiony którym się powodzi nadzwyczaj dobrze. Najczęściej wtedy, kiedy mają bliski związek z własnością publiczną. Państwowe można doić zasadniczo bezkarnie i bez umiaru… Ale niestety cała Polska to jednak kraj wciąż na początku drogi, wciąż na dorobku, nieustannie borykający się z niedostatkami. Żyjące od wypłaty do wypłaty. Wciąż czekający na swoją szansę, ale ile jeszcze można czekać? Zwłaszcza dziś, kiedy sytuacja międzynarodowa jest napięta jak… przed wojną? Ja nikogo nie straszę, odkładam tę myśl głęboko, ale czułbym się jednak znacznie pewniej gdyby dane mi było żyć w Polsce prawdziwie dostatnej i silnej. Po ponad ćwierćwieczu rządów partii post-solidarnościowych nie mamy ani jednego, ani drugiego.

Rozumiem, że ogarnięcie tego wszystkiego dla Ciebie będzie trudne, że zadziała tu syndrom północnokoreańczyka: osobie wychowanej od dziecka w północnej Korei nie mieści się w głowie inny obraz zewnętrznego świata, niż ten jaki jest jej wbijany dzień po dniu przez reżimowe media. Tak samo Ty możesz mieć problem z zaakceptowaniem prawdy o osobie Wałęsy i innej niż oficjalna wizji historii ostatniego ćwierćwiecza. Jestem świadom, że nie dotrę z tym przekazem do Ciebie… od razu. Ale jestem spokojny, że uda mi się zasiać choć maleńkie ziarenko niepewności do całej tej sprawy. W końcu człowiek uczy się całe życie.

Pozdrawiam najmocniej.

M.

 

 

Minęło już ponad ćwierć wieku odkąd obywatele PRL przegonili szajkę rządzącą swoim krajem pod szyldem „sojuszu robotniczo-chłopskiego”. Dzięki w pełni demokratycznym wyborom i uwolnionej  (tłumionej przez dziesięciolecia) przedsiębiorczej żyłce Polaków, doskonałemu położeniu na przecięciu najważniejszych szlaków handlowych Europy, zasobnym w naturalne bogactwa ziemiom i wyjątkowej przyrodzie przyciągającej turystów, kraj nad Wisłą w szybkim tempie nadrabiał zaległości w stosunku do liderów kontynentu. Z czasem okazało się, że największym jego bogactwem stali się sami obywatele. Na tle starzejących się krajów zachodniej Europy, młoda i stale powiększająca się Polska bez problemów poradziła sobie z problemem zapewnienia godnej starości emerytom. W osiągnięciu tego z pewnością pomogły miliony imigrantów z krajów ościennych, którzy u nas właśnie postanowili szukać swojego szczęścia. Rozpędzona gospodarka zapewniła każdemu z nich dobrze płatne miejsce pracy.

Bogaci obywatele mogą pozwolić sobie na luksus bezpieczeństwa. Zapewnia im je Wojsko Polskie. Wyposażone w najnowocześniejsze technologie światowe, często rodzimej produkcji. Dowodzone przez wyszkolone od zera bez komunistycznych naleciałości kadry. Oczyszczenie armii i innych służb (policji, sądownictwa itd) było możliwe dzięki sprawnie przeprowadzonej dekomunizacji połączonej z lustracją, które były jednymi z pierwszych inicjatyw ustawodawczych Sejmu III RP. Cały majątek państwowy sprzedano na publicznych licytacjach. Szczątkowy rząd, wraz z prezydentem i niewielkim parlamentem nie mają zbyt wiele do roboty, przyglądając się jedynie jak bogacą się obywatele, którzy oddali władzę w ich ręce.

Tak być mogło.

Ale kiedy PZPR traciła grunt pod nogami, jej najsprytniejsi aparatczycy postanowili wykorzystać wszelkie atuty jakie mieli do dyspozycji. Rzutem na taśmę oddali władzę w ręce precyzyjnie przez siebie wyselekcjonowanych ludzi. Takich, którymi mogli sterować. Takich, na których mieli kompromitujące papiery. Takich, o których wiedzieli że poddadzą się szantażowi. I ten manewr wyszedł im lepiej niż mogli śnić w najśmielszych marzeniach… Żadnemu z pogrobowców Partii nie spadł włos z głowy. Co więcej, co obrotniejsi z nich zagarnęli niewyobrażalnie wielką część państwowego majątku. Przebolelibyśmy to, ale niestety nowa władza wywodziła się w dużej części z lewackich „intelektualistów” o poglądach zbyt radykalnych nawet dla PZPR! Kiedy więc te wszystkie Mazowieckie, Kuronie, Michniki, Geremki i Balcerowicze zaczęły w nowej Polsce budować „Socjalizm z Ludzką Twarzą” a przewodził im pół-idiota Wałęsa, to to MUSIAŁO się skończyć źle.

Michnik, Wałęsa, Kiszczak

Dlatego nie mówcie mi, że kiedy na jaw wychodzą twarde fakty o agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy, to jest to tylko historia. Że jest tak jak napisał arcy-łotr Tomasz Lis „Wałęsę mogą pocałować. Wiemy gdzie„. Nie, nie po stokroć nie! To brutalne TU i TERAZ. To dzisiejsza bieda ogromu społeczeństwa, to gigantyczny deficyt budżetowy, to wielomiliardowe wyłudzenia VAT-u, to przepłacone autostrady, to słaba armia, to miliony polskich młodych ludzi uciekających za granicę za chlebem i godnym życiem! Wałęsa zwojował wiele dobrego, ale wyłącznie dla siebie (i ewentualnie swojej najbliższej rodziny). Cały obóz postsolidarnościowy ciężko zatruł życie polityczne i gospodarcze Polski na dziesięciolecia. Będzie nam się to odbijać czkawką jeszcze przez długie lata.

Dlatego należy piętnować Wałęsę dotkliwie i do końca. Niech będzie kolejnym symbolem: zniewolenia Polaków przez niby to pokonany reżim tzw. komunistyczny. I niech to będzie jego ostatnia rola. Nie wolno jednak zapominać o wszystkich wałęsowych „pomocnikach”. O całym wywodzącym się z tego skażonego środowiska „Solidarności” zbiorze ludzi, którzy od 1989 roku dzierżą w naszym kraju władzę. Najwyższy czas odpowiednio im za wszystko „podziękować”.

Nadchodzą ciężkie czasy. Nie ma już na co czekać.