Reżimowe media smażą od kilku dni Wałęsę, o którym wiadomo jest już właściwie wszystko od lat co najmniej paru. Opiniotwórczy spin-doktorzy mają jednak nadzieję owym roastem przykryć nieco kolejne porażki rządu Dobrotliwego Wodza i jego pomagierów. Na krótką metę może i da to nieco oddechu towarzyszom z PiS, ale ile można jechać na Bolku? Spuśćmy raczej zasłonę milczenia na tego nieszczęśliwego człowieka. Nie zanosi się ani na to, żeby on sam przeprosił za swoje wszystkie sprawki, ani żeby jego niepoprawni poplecznicy spuścili już z tonu. Pomiot post-solidarnościowy ujada bowiem tak zajadle, że słuchać hadko. Szczekanie byłego działacza Solidarności Frasyniuka wydaje się najbardziej doniosłe:

Michał Gostkiewicz: Jak się pan czuje z tym, że potwierdzono autentyczność podpisów Lecha Wałęsy na dokumentach „TW Bolka”?

Władysław Frasyniuk: – Gdyby był taki dokument, w którym Lech Wałęsa napisałby „kocham pana, panie Jaruzelski, Lech Wałęsa”, to w niczym nie zmieniłby polskiej historii. W niczym! Chcę, żeby wszyscy mieli świadomość, że gdyby nie było Lecha Wałęsy w latach 80., to nie byłoby tej wspaniałej „Solidarności”. I ta część Europy, która dziś się nazywa „Środkową”, pewnie pozostawałaby „Wschodnią”.

Ilekroć słyszę, lub czytam tę ludzką mendę uzurpującą sobie prawo do pouczania wszystkich od prawa do lewa, na każdym temat i z byle okazji tylko z racji tego, że był kiedyś wśród tych, których namaściła poprzednia komuna do roli „konstruktywnej opozycji”, to czuję niesmak graniczący z mdłościami. Nie, panie Frasyniuk! Nie masz pan jak zwykle racji! Niczego MY zwykli ludzie, nie zawdzięczamy Wałęsie! To tylko WY gloryfikując i odrealniając sposób przejęcia przez WASZ obóz władzy, wmawiacie wszystkim, że nie było innej drogi! Gówno prawda!

Wbrew temu co z uporem maniaka powtarza Wałęsa, to nie on w pojedynkę „odzyskał niepodległość”, ani nawet nie dokonała tego klika doradców „Solidarności”. Możesz sobie Frasyniuk pierdolić jak długo chcesz, ale nikt rozsądny nie przytaknie twierdzeniu, że najlepsze czym pochwalić się mógł w owym czasie 38 milionowy Naród, to Lech Wałęsa. Bądźmy poważni. To właśnie jemu (a właściwie wianuszkowi jego mitotwórców), postanowiła pokojowo przekazać część władzy poprzednia komuna, bo go dokładnie znała, bo miała na niego papiery (jak na większość magdalenkowych „autorytetów moralnych”) i była pewna, że będzie nad tym procesem panować. I wiele się nie pomylili. Bo to WY pozwoliliście poprzedniej komunie uwłaszczyć się na naszym wspólnym majątku. W zamian za zewnętrzne znamiona władzy pozwoliliście starym komuchom spokojnie (i w dostatku) doczekać swych dni.

Ale jeszcze gorsze jest to, że wasze ograniczone horyzonty umysłowe nie potrafiły sprostać wyzwaniom współczesnego Świata. Cóż, zaprawieni w waszej (pożal się Boże) „konspiracji”, nie byliście w stanie choćby spróbować stać się awangardą myśli liberalno-wolnościowej w Europie. Zamiast skoku do przodu, zadaliście NAM bolesny cios w brzuch, wciskając na siłę skompromitowane ideały zgniłej zachodniej socjal-demokracji…

To dzięki wam mamy dziś w Polsce powtórkę z PRL. To dzięki wam ciągniemy się w ogonie Europy, choć posiadamy wszelkie warunki do tego, żeby jej raczej przewodzić. Wy po prostu inaczej nie potraficie. Jesteście skażeni komuną. Knuciem, kombinowaniem, podsłuchem, inwigilacją, nakazem, donosem, partyjniactwem, kolesiostwem, oszustwem, przekupstwem, kłamstwem… Z wami na czele Polska nigdy nie dojdzie do dobrobytu i bezpieczeństwa. I nawet nie próbuj, Frasyniuk, odżegnywać się od dzisiejszej władzy Dobrotliwego Wodza Jarosława Kaczyńskiego i jego kliki – to twoje plemię, to twoja krew, to twój plugawy etos.

Tak długo jak wasza banda będzie mieć wpływ na losy Polski, tak długo nie będzie tu dobrze. Spierdalaj!

 

Towarzysze z szajki rządzącej Polską okrzepli już nieco. Umościli się na swoich stołkach, okopali na zajmowanych stanowiskach. Co bardziej ostrożni uzbroili się w żelazne haki na konkurentów aspirujących do zajmowanych przez siebie funkcji. Władza się uRZĄDziła. Jak powiedział tow. Morawiecki:

Będziemy rządzić przynajmniej trzy kadencje.

Sądzę, że tutaj akurat można mu wierzyć. Jego korpo-umysł precyzyjnie ocenił ile jeszcze wytrzyma Polska gospodarka, ile można jeszcze wycisnąć z Polaków. Jak wiele jeszcze potu, krwi i pieniędzy da się nam zabrać. Jak widać droga przed nami długa i bolesna. Ale czy może być inaczej kiedy kraj nasz zmierza w kierunku totalitarnego socjalizmu tak szybko, jak chyba NIGDY wcześniej?

Właśnie poznaliśmy prawdziwy powód likwidacji Ministerstwa Skarbu Państwa (pisałem o tym tutaj: Obradowało plenum Polskiej Zjednoczonej Prawicy Socjalistycznej). Wcześniej zapodane ciekawskiej tłuszczy powody okazały się zwykłym mydleniem oczu, gdyż dziś wprost powiedziano, że chodzi o zwykły podział łupów. Zamiast jednego „Janusza” gospodarki, który zarządzał przedsiębiorstwami państwowymi, mamy teraz ich całą zgraję, bo rozparcelowano je po wszystkich niemal rządowych gabinetach, tak aby każdy pisowski przydupas dostał jakiś smakowity kąsek:

Minister energii będzie nadzorować 42 podmioty. Wśród nich jest KGHM, Enea, Energa, Lotos, Orlen, Tauron, Huta Łabędy, JSW, Kompania Węglowa, PGE, PGNiG, PAK, Siarkopol. Jedenaście spółek znajdzie się w zarządzie resortu gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, m.in. Dalmor, Polska Żegluga Bałtycka, Stocznia Szczecińska Porta Holding, Stocznia Szczecińska Nowa, Stocznia Gdynia, Stocznia Gdańska.

Minister infrastruktury i budownictwa obejmie zarząd nad 47 spółkami, w tym nad: Pocztą Polską, Polskim Holdingiem Nieruchomości, PKP, PKP PLK, licznymi PKS-ami. Ministrowi kultury i dziedzictwa narodowego będą podlegać m.in. Polskie Radio, TVP, PAP. Minister obrony narodowej weźmie w zarząd ponad 20 spółek, w tym: Mesko, Hutę Stalowa Wola, Stomil-Poznań, Polską Grupę Zbrojeniową, Polski Holding Obronny.

Kilkanaście spółek będzie w gestii ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Na liście są regionalne giełdy rolno-towarowe, ale także Krajowa Spółka Cukrowa. Ponad 240 podmiotów będzie zarządzane przez ministra rozwoju i finansów. Wśród nich są: PKO BP, PZU, PLL LOT, GPW, Totalizator Sportowy, Grupa Azoty, Agencja Rozwoju Przemysłu, Cefarm, H. Cegielski, Huta Ostrowiec, Polski Fundusz Rozwoju.

Zgodnie z rozporządzeniem pięć spółek będzie podlegać ministrowi sportu i turystyki, to m.in. Gliwicka Agencja Turystyczna, PL.2012 +, Polska Agencja Rozwoju Turystyki.

Minister spraw wewnętrznych i administracji obejmie tylko jedną spółkę – Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych, a minister zdrowia jedynie Specjalistyczne Centrum Medyczne z siedzibą w Polanicy-Zdroju.

Łącznie państwowych firm mamy na dziś 432. Czterysta trzydzieści dwie firmy w naszym kraju, najczęściej narodowi monopoliści, z produktów których zmuszeni są korzystać wszyscy Polacy, są w zarządzie zmieniającej się co kilka lat szajki nieudaczników życiowych! Bandy spryciarzy, którzy swoje posady zawdzięczają nie wybitnym kwalifikacjom, doświadczeniu biznesowemu, czy choćby inwestowaniu w daną firmę własnego kapitału, tylko układom z aktualną mafią rządową. O tym jak wybiera się członków rad nadzorczych firm z rządowego portfela dowiedzieliśmy się wiele z podsłuchów zainstalowanych przez złych ludzi w jednej z prestiżowych warszawskich restauracji. Mówiono tam wprost, jak się zostaje posadzonym na złotym stolcu i komu trzeba wcześniej zrobić „łaskę”… Oczywiście sympatycy zakonu PiS zaraz powiedzą, że to był standard za poprzedniej „ekipy” i oczywiście U NAS nic takiego przejść nie może, ale wiemy dobrze, że to kompletna brednia i zaklinanie rzeczywistości. Zdążono już nawet ukuć odpowiedni termin dla nowej fali kolesiostwa i nepotyzmu: są to Misiewicze (choć jak sugeruje trzeci odcinek „Ucha Prezesa„, akurat w przypadku oryginalnego Misiewicza, może chodzić o innego typu zależność…).

Wczoraj poinformowano o wykonaniu kolejnego kroku na drodze do umocnienia obecności Państwa w gospodarce. Jak wiadomo Dobrotliwy Wódz uwielbia wielkie, socjalistyczne budowy, będzie więc na nasz koszt realizować swoją wizję i tworzyć od nowa upadłą wiele lat temu stocznię w Szczecinie. Ma ona produkować jednostki dla Marynarki Wojennej. I promy… Kolejny garb na naszych plecach.

A wyborcom to się podoba. No bo zauważenie, że biznes który prowadzony jest nie za swoje pieniądze, bez obawy o konsekwencje ewentualnego niepowodzenia, przez ludzi się na tym nie znających, najczęściej jest nieefektywny i przynosi wszystkim straty, przerasta możliwości rozumowania przeciętnego człowieka. A w demokracji rządzi głupota.

Władca, który ignorował pierwiastek nadprzyrodzony, z reguły nie utrzymał się długo u steru. O tej starej prawdzie wiedzieli nawet komuniści rządzący umęczoną Polską po drugiej wojnie światowej. Po cóż byłyby te wszystkie napuszone uroczystości, po co fraki i cylindry, gdyby nie było czego czcić albo upamiętniać? Najlepiej oczywiście pielęgnować swój WŁASNY mit. Kiedy samemu kształtuje się swój wizerunek z przeszłości, można go ulepić na wiekuistą pamiątkę „wielkich czynów”. Nawet gdy trzeba lepić ten pomnik z gówna.

I oto widzimy jak na naszych oczach, utrwalony wydawałoby się, spiżowy, niepodważalny, niewzruszony, ŚWIĘTY po prostu obraz „jedynie słusznej” opozycji przeciwstawiającej się bohatersko (i oczywiście całkowicie bezinteresownie) okrutnym siepaczom pezetperowskiego reżimu, zostaje odarty ze swej martyrologii przez człowieka, który uczestniczył w tamtych wydarzeniach z drugiej strony i wprost powiedział, że w sumie cackano się z odzianymi w swetry brodaczami spod znaku „S” w okresie stanu wojennego, a teraz Oni odwdzięczają się pięknym za nadobne…

We mnie ten cały spór między stroną trzymającą dziś władzę i opozycją do owej władzy aspirującą, jest kompletnie nieistotny i mało ważny. Bo tak samo jak w grudniu 1981 roku przeważająca większość Polaków miała daleko w dupie cierpienia garstki solidarnościowych aktywistów i wielu z miejsca dałoby Jaruzelskiemu koronę Króla Polski, gdyby tylko zapewnił wystarczającą dla każdego ilość kiełbachy i taniej wódki w sklepach, tak dziś przeciętny wyborca ma gdzieś rozterki moralne sędziego Rzeplińskiego i gorzkie żale odsuniętej od koryta Ewy Kopacz. Każdy chce jako tako spokojnie żyć i żeby mu na tę kiełbasę i gorzałkę ze sklepu wystarczyło pieniędzy z wypłaty.

Możemy sobie prowadzić wyrafinowane dysputy, dowodząc wyższości socjaldemokracji nad liberalnym konserwatyzmem lub na odwrót. Nie prowadzi to zupełnie do niczego, bo w demokracji nie ma racji ten kto jest mądrzejszy, tylko ci których jest więcej. A ludzi prostych, skupionych na swoich codziennych sprawach jest więcej i nic tego nie zmieni. Masy wybierają to gówno, które zostanie im opakowane w bardziej błyszczący papierek. Umiejętność owijania odchodów w złotko doskonali co trochę inna szajka, a Polacy jak te pelikany – dają się raz za razem nabierać.

Bez zmian u podstaw będziemy wciąż dostawać to samo, w co raz to nowych szatach. I kiedy, jeśli właśnie nie dziś, możemy się łatwiej przekonać o tym, że rządzi nami grupa ludzi o cały czas takiej samej mentalności, takim samym stosunku do (było nie było) suwerena, jak wszystkie poprzednie demokratycznie wybrane władze, nieprzerwanie od zakończenia II WŚ?

Widać to w sposób jaskrawy i straszny zarazem na przykładzie narodowych-socjalistów z PiS, ale uważny obserwator zauważał tę prawidłowość i u poprzedniej szajki rządowej…

Świnie się zmieniają, ale koryto i organizacja chlewika nie.

Ta stara maksyma nie traci nic ze swojej prawdy. I w tym tkwi przyczyna naszego nieszczęścia. Jeśli będziemy pozwalać, żeby rządziły nami – żeby dzieliły nas, podburzały jednych na drugich – te nędzne kreatury gardłujące dziś naprzeciwko siebie w rocznicowych manifestacjach, to dystans jaki mamy do dostatku zamożnych krajów Europy będzie (w najlepszym wypadku) stale ten sam. Musimy wtedy godzić się na kolejne zamachy na nasze swobody i nasze pieniądze.

Jedynym dobrym wyjściem mogłoby być odrzucenie zarówno tych którzy stali po stronie „S”, jak i tych którzy stali tam gdzie ZOMO. Jedni i drudzy pokazali już na co ich stać. Dla naszego i naszych dzieci dobra podziękujmy im. I pokażmy gdzie jest DZIŚ ich miejsce.

My to mamy pecha. Albo rządzą nami zdrajcy, albo złodzieje, albo po prostu idioci. Najczęściej kombinacja powyższych…

Dzisiejsza władza stara się jak może dorównać wszystkim poprzednim:

  1. Oberminister Morawiecki stwierdził, że wysokie podatki w Polsce to mit, czym uspokoił wszystkich polskich przedsiębiorców, którym nikt do tej pory tego nie uświadomił, myśleli więc, że są jednak zabójczo duże. Aby (jeszcze bardziej) ułatwić im życie, zapowiedział też polepszenie komunikacji na linii Przedsiębiorcy > Urzędnicy, poprzez ustanowienie specjalnego urzędnika (Rzecznika Przedsiębiorców), który będzie mówił swoim kolegom urzędnikom, co mu się wydaje, że myślą przedsiębiorcy. Tak się rozwiązuje problemy w narodowo-socjalistycznej Polsce.
  2. Wiceminister Szmit powiedział, że dopiero teraz PiS wybuduje prawilne autostrady, bo gotowe już A4 i A2 nie służą Polakom, tylko Rosjanom i Niemcom, więc w sumie były niepotrzebne. Ponoć nowa, narodowo-słuszna autostrada ma mieć kształt koła, które nigdzie nie styka się z granicami naszej umęczonej ojczyzny…
  3. Naczelnik Kaczyński znalazł winnych spowolnienia wzrostu gospodarczego w Polsce – to przedsiębiorcy, którzy celowo stają w poprzek sprawiedliwości dziejowej, czyli rządom PiS, w nadziei na powrót do władzy poprzedniej szajki. Nie będzie z tego nic, bo rząd jest gotów na każde poświęcenie swoich obywateli, aby ten cichy protest przeczekać. Jak wiadomo, rząd się zawsze wyżywi.
  4. Posłanka PiS z pajęczyńskiego, pani Beata dwojga nazwisk Mateusiak-Pielucha stwierdziła, iż należy czym prędzej deportować ze świeżo co oddanej we władanie samemu Jezusowi Chrystusowi nazaretańskiemu Polski, wszystkich innowierców, oraz do kompletu ateistów. Ciekawe czy pani poseł wie, że Jezus był Żydem…

Jak widać rządy szajki pana Kaczyńskiego nie różnią się w swojej głupocie zbytnio od szajek pp. Millera, Pawlaka, czy Tuska. Od dziesięcioleci musimy borykać się z tymi samymi zachowaniami: butą, przekonaniem o nieomylności, prymitywną chęcią zemsty no i oczywiście wzbogacenia się, okraszoną niespotykaną dozą czystej głupoty. Takich to mamy przywódców.

Ponoć ileś procent każdego społeczeństwa stanowią osoby z różnego rodzaju umysłowymi ograniczeniami, wadami wrodzonymi i podobnymi niepełnosprawnościami. Czy my stanowimy AŻ TAK zdegenerowaną populację, czy tylko wśród rządzących nami osób mamy do czynienia z nadreprezentacją NIEPEŁNOSPRYTNYCH??

Posiedzenie Rządu PRL

Pobieżny rzut oka na moje wypociny mówi, że pierwszy raz użyłem określenia „narodowo-socjalistyczna” w odniesieniu do PiS ponad pięć lat (w tekście Biedroneczko, biedroneczko…). Choć od tego czasu partia aktualnie rządząca stała się bardziej socjalistyczna niż narodowa, to moja opinia o szajce Kaczyńskiego i spółki spowszedniała i weszła do powszechnego obiegu. Jedynie tępaki z germańskiej opozycji (PO i Nowoczesna) i skrajni debile (Razem) wciąż przezywają „Prawo i sprawiedliwość” prawicą… Za to wszyscy bez wyjątku dostrzegają niesłychane podobieństwo osoby przywódcy PiS do jednego z wodzów jedynie słusznej (swego czasu) partii. Różnice zaznaczają się tylko w określeniu, o którego pierwszego sekretarza chodzi. Niektórzy widzą w Kaczyńskim Gomułkę, JKM pokusił się o porównanie go do Bieruta, ja łudzę się, że jest to „tylko” Gierek.

Wielu marzy o podróżach w czasie i oto na naszych oczach owo marzenie się częściowo spełnia – mamy dziś w Polsce realia społeczno-polityczne żywcem wyjęte z lat siedemdziesiątych XX wieku. Pierwsza połowa dekady, wszystko idzie jeszcze z impetem, rozpędzone pożyczonymi pieniędzmi. Aparat partyjny czuje mandat ludu, piętnuje wady słusznie minionego okresu, nie widzi przy tym swoich. Towarzysze cieszą się przywilejami władzy i pogrążają kraj. Wydaje im się, że odgadują niewypowiedzianą intencję, pragnienie całego narodu, że są ramieniem sprawczym dobrej zmiany, że dzięki Nim w Polsce nastanie kraina wiecznej szczęśliwości. Tak było i (niemal) tak samo jest dziś.

Jedyne co zyskamy dzięki towarzyszom z PiS, to dodatkowe miliardy długu, dalsze ubożenie i rozwarstwianie społeczeństwa, pauperyzację na szeroką skalę. Zapowiedziane już mgliście, ale nawet w takiej niejasnej postaci przerażające, podwyżki podatków, ustalą pozycję umęczonej klasy średniej w Polsce na kolejne lata. Wprowadzenie wizji Kaczyńskiego/Morawieckiego cofnie nas o 40 lat i znów będziemy żyć w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.  Dowodem tego jest to co widać na co dzień – mamy już niemal komplet cech tamtej Polski:

  1. Partia rządząca obsadza swoimi ludźmi wszelkie możliwe stanowiska. Ponieważ ma ich ograniczoną, w stosunku do własnego zapotrzebowania, ilość to mnoży rządowe posady poprzez pączkowanie państwowych instytucji, ich fikcyjną reorganizację (np. likwidację jednego ministerstwa i utworzenie kolejnego, pod zmienioną nazwą), albo nacjonalizację. Dla nomenklatury miejsca pracy muszą się znaleźć!
  2. Partia wie, że podstawa sukcesu to zadowolenie mas. Zapewnia je sobie dwutorowo: poprzez celnie dawane łapówki (500+, Mieszkanie+ itp.), oraz zmasowane działania propagandowe. Nie bez powodu jednym z pierwszych działań towarzyszy z PiS było opanowanie państwowych mediów. Wiadomo przecież, że kiedy Lenin mówił iż „kino najważniejszą ze sztuk”, nie miał na myśli walorów artystycznych kinematografii, tylko propagandową moc ruchomych obrazków.
  3. Partia tępi „badylarzy”. W latach 70-80 ubiegłego wieku mianem takim określano prywatnych uprawców kwiatów ozdobnych pod szkłem. Byli to zazwyczaj ludzie bardzo majętni i przez to kłuli bogactwem w oczy towarzyszy z PZPR. Wobec badylarzy stosowano wszelkiego rodzaju szykany, najczęściej finansowe. Zupełnie jak dzisiaj wobec prywatnego biznesu. Dzisiejsza Partia także nienawidzi ludzi, którzy bogacą się choćby odrobinę bardziej od „średniej krajowej” (chyba, że należą do grupy trzymającej dziś władzę, oczywiście). Słyszeliśmy przez ostatnie miesiące dziesiątki zapowiedzi podwyżek podatków, zawsze dotykających bogatszych zdecydowanie bardziej, niż biedniejszych. Niektórzy prominentni politycy PiS mówią wprost, że skoro bogaci mają pieniądze, to należy im je zabierać. Mimo, że w kampanii wyborczej obiecywali, że będą podatki obniżać (np. zwiększając kwotę wolną od podatku).
  4. Partia wymachuje szabelką. „Zwarci i gotowi” – to było hasło, którym rząd II RP uspokajał Polaków, iż dopiero co odzyskanej niepodległości już nigdy nie stracimy. Skończyło się to klęską wrześniową, choć teoretycznie nie powinno. Polska w 1939 roku nie odstawała tak bardzo militarnie od Niemiec jak to się dziś powszechnie sądzi. Zawiodło dowództwo i błędy taktyczne, niezrozumienie nowoczesnych metod prowadzenia wojny, ale przede wszystkim – zawarte sojusze. Dawały nam one złudne poczucie bezpieczeństwa, kiedy w rzeczywistości oddawały Polskę na pożarcie Niemcom i Rosji. Zarówno Francuzi, jak i Anglicy, nie traktowali nigdy Polaków jako równorzędnych partnerów. Nie traktują nas tak także i dziś. No i jeszcze „łaska” jaką nieustannie robimy USA… Dyplomacja w wykonaniu PiS leży tak samo, jak działo się to w epoce PRL: polegamy na naszej wątpliwej sile militarnej i „żelaznych sojuszach”. Z Macierewiczem i Waszczykowskim sterowanymi zakulisowo przez Kaczyńskiego, jesteśmy słabi w tych wszystkich kluczowych dla bezpieczeństwa państwa dziedzinach.
  5. Rozgrzeszający etos – wszystkie ekipy po 1989, których politycy wywodzili się z tzw. „demokratycznej opozycji PRL”, uzurpują sobie bezdyskusyjne prawo do sprawowania rządów nie oparte na własnej wiedzy, doświadczeniu życiowym, osiągnięciach biznesowych, czy choćby praktyce na stanowiskach zarządczych, tylko na fakcie iż byli w opozycji do Jaruzelskiego. Ileż to razy słyszeliśmy zarzuty jednych solidarnościowych „kombatantów” wobec drugich, że ci pierwsi mają większe prawo do władzy, zasług, pieniędzy, mądrości… bo byli internowani w stanie wojennym! Jakby sam fakt przesiedzenia w „internacie” kilku dni/tygodni/miesięcy dawał im dożywotni glejt na przywództwo. Zachodzi tu kolejne podobieństwo i to od razu do dwóch zaprzeszłych epok: w dwudziestoleciu międzywojennym obóz Piłsudskiego trzymał mocno władzę opierając się na micie Legionów i kulcie Marszałka. W PRL zasługami, które upoważniały do sprawowania władzy było przejście szlaku bojowego od Lenino do Berlina, albo „utrwalanie władzy ludowej” zaraz po wojnie… Wszędzie tu, wyższe lub niższe funkcje państwowe sprawują ludzie najczęściej się do tego nie nadający… Mierni, ale wierni. To największa tragedia dzisiejszej Polski.

Przyszedł już chyba czas na większą zmianę. Nie może być tak, że gnijemy za życia przez działania niewielkiej w gruncie rzeczy grupy osób! Nas jest więcej! Wielu wydaje się, że „Partia” jest i była zawsze, bo nie da się inaczej. Bo to najlepszy system, bo demokracja jest najdoskonalszym z ustrojów… Trudno wprost takiemu twierdzeniu przytaknąć, ale i zaprzeczyć! Tak samo jak nie można mówić, że kapitalizm się w Polsce nie sprawdził… Bo ani jednego, ani drugiego w czystej postaci NIGDY w Polce nie było! Mamy różnorakie potworki, które udają nie to czym naprawdę są. Dziś rządzą nami ludzie, którzy do władzy doszli dzięki skomplikowanemu, po części niejawnemu systemowi wzajemnych zależności i powiązań. Nie ma to zupełnie nic wspólnego z wolnością, ani nawet demokracją (która wbrew temu co się ludziom wydaje, nie niesie powszechnej szczęśliwości, bo przynosi niewolę każdemu, kto nie należy do dominującej grupy). Władza zależy przede wszystkim od wpływów na działanie kluczowej instytucji państwowej, czyli telewizji i urzędów oraz państwowych firm, które są żywicielami szerokiej rzeszy pasożytujących na pracy normalnych Polaków działaczy partyjnych i ich rodzin.

Czas z tym skończyć. Oswoiliśmy się już faktem, że żyjemy w XXI wieku. Zobaczyliśmy wystarczająco dużo, żeby móc odrzucić zapleśniałe dogmaty minionego stulecia. Nie przystają one zupełnie do nowych wyzwań, do czasów współczesnych. Każą nam utrzymywać wystawną, bizantyjską niemal władzę opartą na samo sobie nadanym prestiżu, zamiast sprawną, efektywną, szybką i tanią administrację na miarę współczesnych czasów. Utrzymując dzisiejsze status quo stoimy wciąż w początkach wieku XX. Sto lat doświadczenia wystarczy. Czas podziękować urzędniczej hordzie, rozgonić dystyngowaną elitę władzy. Czas się ocknąć.

Więcej już niedługo.